<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895</id><updated>2012-02-16T04:47:05.384-08:00</updated><title type='text'>Sługa Boży Kard. August Hlond</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>106</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-7920967218401283308</id><published>2011-10-09T06:29:00.001-07:00</published><updated>2011-10-09T06:29:34.083-07:00</updated><title type='text'>Jasna Góra: ponowienie aktu kard. Hlonda</title><content type='html'>&lt;table cellspacing="0" class="standardowa" id="tabela"&gt;&lt;strong&gt; &lt;/strong&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tytul_depeszy"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="lead_depeszy" colspan="2"&gt;&lt;strong&gt;Obchodzone dziś święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny na Jasnej Górze traktowane jest jak odpust. Do sanktuarium przybywają różne grupy zorganizowane, dotarła nawet pielgrzymka piesza. W 65. rocznicę aktu oddania Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu NMP przez kard. Augusta Hlonda, wieczorem nastąpi jego ponowienie.&lt;/strong&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tresc_depeszy" colspan="2"&gt;&lt;strong&gt;W kazaniu podczas Sumy odpustowej z udziałem częstochowskiej Kapituły Archikatedralnej ks. inf. Ireneusz Skubiś, scholastyk Kapituły przypomniał, że akt zawierzenia wypowiedziany był w tragicznym dla Polski czasie. - Rok 1946, Polska płakała po strasznych niemieckich zbrodniach, i po sowieckich zbrodniach. Tylu naszych braci i sióstr zostało zamęczonych, zastrzelonych, zabitych, upodlonych. Płakała Polska także patrząc na całe Kresy Wschodnie, gdzie wypędzili ludzi aż do dalekiego Kazachstanu i dalej. I ta Polska potrzebowała serca. Było jedno, jedyne, najdroższe Serce Maryi, i wielki Prymas Polski kard. Hlond temu właśnie Sercu oddał Polskę – powiedział kaznodzieja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ks. Skubiś podkreślił, że bez tego przytulenia do serca Matki i oddania Jej Polski w 1946 r., nie byłoby naszej Ojczyzny i Europy w takim kształcie, jaka jest dzisiaj. Zauważył, że dziś w kraju, gdzie „dzieje się źle” koniecznym jest odnowienie tego aktu zawierzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akt Poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi, Sługa Boży  kard. August Hlond wypowiedział na Jasnej Górze 8 września 1946 r., w obecności Episkopatu Polski i miliona wiernych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tobie i Twojemu Niepokalanemu Sercu poświęcamy siebie, naród cały i wskrzeszoną Rzeczypospolitą, obiecując Ci wierną służbę, oddanie zupełne oraz cześć dla Twych świątyń i ołtarzy. Synowi Twojemu, a naszemu Odkupicielowi ślubujemy dochowanie wierności Jego nauce i prawu, obronę Jego Ewangelii i Kościoła, szerzenie Jego Królestwa”  mówił wówczas kardynał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ks. Teofil Siudy z Częstochowy, mariolog, przypomniał, że ten akt zawierzenia zapoczątkował maryjną drogę Polaków. – Późniejsze akty oddania, zawierzenia Matce Bożej, łącznie ze Ślubami Jasnogórskimi, którym patronował kard. Stefan Wyszyński, one z tego aktu kard. Hlonda wynikały – zauważył ks. Siudy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uroczyste odnowienie aktu poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi według wskazań fatimskich nastąpi podczas wieczornego Apelu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak podkreślił o. Roman Majewski, przeor klasztoru, będzie to ponowne wejście na drogę zawierzenia śladem wielkich Polaków. - Grzechem byłaby głuchota na głos Matki Bożej z Fatimy. Dlatego idąc śladami naszych wielkich pasterzy: Sługi Bożego kard. Augusta Hlonda, wielkiego Prymasa Tysiąclecia Stefana kard. Wyszyńskiego i bł. Jana Pawła II, powtórzymy i my ten akt – powiedział o. Majewski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy z obecnych na Apelu Jasnogórskim pielgrzymów otrzyma tekst aktu zawierzenia i przeczyta go na kolanach. Nabożeństwo poprzedzi modlitwa różańcowa w intencji Ojczyzny.&lt;/strong&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="podpis_depeszy" colspan="2"&gt;&lt;span&gt;&lt;strong&gt;it / Jasna Góra&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tresc_depeszy_informacje" colspan="2"&gt;&lt;strong&gt;--&lt;br /&gt;Katolicka Agencja Informacyjna&lt;br /&gt;ISSN 1426-1413; Data wydania: 08 września 2011&lt;br /&gt;Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski&lt;/strong&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;strong&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-7920967218401283308?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/7920967218401283308/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/10/jasna-gora-ponowienie-aktu-kard-hlonda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/7920967218401283308'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/7920967218401283308'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/10/jasna-gora-ponowienie-aktu-kard-hlonda.html' title='Jasna Góra: ponowienie aktu kard. Hlonda'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-2043476195889284818</id><published>2011-07-05T10:44:00.001-07:00</published><updated>2011-07-05T10:44:36.884-07:00</updated><title type='text'>Katowice: 130. rocznica urodzin kard. Augusta Hlonda</title><content type='html'>&lt;table cellspacing="0" class="standardowa" id="tabela"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tytul_depeszy"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="lead_depeszy" colspan="2"&gt;Polska na nowo pojawiła się na mapie Europy. Trzeba było jednoczyć tereny poszczególnych zaborów. Przez 22 lata dokonywał tego Ślązak, August Hlond, pierwszy biskup katowicki – powiedział metropolita katowicki abp Damian Zimoń w czasie Mszy św. odprawionej 5 lipca w archikatedrze Chrystusa Króla w Katowicach w 130. rocznicę urodzin Sługi Bożego kard. Augusta Hlonda, Prymasa Polski.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tresc_depeszy" colspan="2"&gt;Abp Zimoń przypomniał, że spodziewano się mianowania Prymasem Polski innego biskupa. Jednak Stolica Apostolska do tej trudnej misji wybrała właśnie młodego śląskiego biskupa. Jego posługa przypadła na czas II Rzeczypospolitej, drugiej wojny światowej oraz początków „demokracji ludowej”. Metropolita katowicki wspominał przeniesienie doczesnych szczątków kard. Hlonda z krypty do kaplicy w archikatedrze warszawskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sługa Boży kard. August Hlond urodził się 5 lipca 1881 r. na pograniczu Brzęczkowic i Mysłowic. Od szóstego roku życia uczęszczał do szkoły ludowej w Brzezince. Jako chłopiec wraz ze starszym bratem Ignacym udali się do Turynu. W 1897 r. August złożył śluby zakonne w zgromadzeniu księży salezjanów. Podjął studia na Uniwersytecie Gregoriańskim, które ukończył doktoratem z filozofii w 1900 r. Po powrocie do Polski, do święceń kapłańskich pełnił obowiązki wychowawcy i nauczyciela, dyrygenta chóru i sekretarza dyrektora zakładu salezjańskiego w Oświęcimiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1905 r. otrzymał z rąk bp. Anatola Nowaka święcenia kapłańskie, a następnie objął stanowisko kapelana w zakładzie Lubomirskiego w Krakowie. Przeniesiony do Przemyśla, przez dwa lata pełnił funkcję dyrektora placówki salezjańskiej. Następnie w 1909 r. został przeniesiony do Wiednia, gdzie przez ponad dziesięć lat był prowincjałem nowo utworzonej prowincji, obejmującej Austrię, Węgry i cześć Niemiec. 7 listopada 1922 r. otrzymał nominację na administratora apostolskiego dla Górnego Śląska - górnośląskiej części diecezji wrocławskiej, która przypadła Polsce po plebiscycie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28 października 1925 r. papież zatwierdził nową organizację terytorialną Kościoła w Polsce. Jedną z nowych diecezji była katowicka. Ks. Hlond został jej pierwszym biskupem. Kierował Kościołem na Śląsku tylko cztery lata (listopad 1922 - czerwiec 1926). 24 czerwca 1926 r. został mianowany przez Piusa XI arcybiskupem gnieźnieńskim i poznańskim – prymasem Polski. W trakcie krótkich rządów w śląskim Kościele położył podwaliny pod sprawnie funkcjonujący zarząd diecezją: kurię, kapitułę, sąd biskupi. Zadecydował o miejscu utworzeniu seminarium duchownego z siedzibą w Krakowie. Założył "Gościa Niedzielnego". W dziedzinie duszpasterstwa przyczynił się do stopniowej polonizacji duszpasterstwa przez utworzenie własnych central dla bractw i stowarzyszeń katolickich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po utworzeniu w końcu 1925 r. diecezji katowickiej został mianowany, a 3 stycznia 1926 r. konsekrowany na biskupa. 24 czerwca 1926 r. mianowany arcybiskupem gnieźnieńskim i poznańskim, prymasem przez papieża Piusa XI, a 20 czerwca 1927 r. kreowany kardynałem. Jako prymas wiele wysiłku włożył w organizację Akcji Katolickiej, z centralą w Poznaniu, powstałej w 1930 r. Brał również udział w licznych międzynarodowych kongresach eucharystycznych oraz zorganizował w 1927 r. międzynarodowy kongres misyjny w Poznaniu. W 1932 r. wraz z ks. Ignacym Posadzym założył Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej. Był reprezentantem poglądu, iż Kościół nie powinien opowiadać się za żadną opcją polityczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1939 r. opuścił wraz z rządem Polskę, udając się początkowo do Rumunii. 19 września 1939 r. przybył do Watykanu. Działał tu na rzecz sprawy polskiej poprzez przemówienia w watykańskim radiu, udzielając wywiadów prasie oraz wykorzystując swoje wpływy osobiste. W związku z przygotowaniami Włoch do wojny z Francją musiał opuścić Rzym. Od 9 czerwca 1940 do 6 kwietnia 1943 r. przebywał w Lourdes, gdzie informował przywódców Zachodu o sytuacji w okupowanej Polsce. Zmuszony przez rząd Vichy, przeniósł się do opactwa w Hautecombe koło  Aix-les-Bains. 3 lutego 1944 r. został aresztowany przez gestapo i internowany w Paryżu, a potem kolejno w klasztorach w  Bar-le-Duc i Wiedenbrück (w Westfalii). Po wyzwoleniu przez wojska amerykańskie udał się do Rzymu, skąd 20 lipca 1945 r. wrócił do Poznania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszymi decyzjami, jakie podjął po powrocie do kraju, była reorganizacja Kościoła na Ziemiach Północnych i Zachodnich, włączonych do Polski. 4 marca 1946 r. z jego inspiracji Papież Pius XII rozwiązał istniejącą od 1821 r. unię personalną metropolii  poznańsko-gnieźnieńskiej i utworzył nową  warszawsko-gnieźnieńską, stawiając kard. Hlonda na jej czele. Kardynał zmarł 22 października 1948 r. w Warszawie. Został pochowany w podziemiach archikatedry św. Jana w Warszawie. (biogram za " E-ncyklopedia - Encyklopedia wiedzy o Kościele katolickim na Górnym Śląsku" www.encyklo.pl)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="podpis_depeszy" colspan="2"&gt;&lt;span&gt;ksas / Katowice&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tresc_depeszy_informacje" colspan="2"&gt;--&lt;br /&gt;Katolicka Agencja Informacyjna&lt;br /&gt;ISSN 1426-1413; Data wydania: 05 lipca 2011&lt;br /&gt;Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt; &lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-2043476195889284818?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/2043476195889284818/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/katowice-130-rocznica-urodzin-kard.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/2043476195889284818'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/2043476195889284818'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/katowice-130-rocznica-urodzin-kard.html' title='Katowice: 130. rocznica urodzin kard. Augusta Hlonda'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-980294713092310702</id><published>2011-07-05T04:02:00.000-07:00</published><updated>2011-07-05T04:02:15.386-07:00</updated><title type='text'>Listy pasterskie: O ŻYCIE KATOLICKIE NA ŚLĄSKU</title><content type='html'>Bracia drodzyl Mój ukochany ludu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starym zwyczajem kościelnym zwracam się do was z nadejściem Wielkiego Postu ze słowem arcypasterskiem. Od posypania głów popiołem rozpoczęliśmy po długich zapustach ten święty czas, którym Kościół od niepamiętnych czasów przygotowuje wiernych na uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego. Jest to czas skupienia religijnego, w którym katolicy, zaprzestawszy zabaw i tańców, myślę o swej duszy, pielęgnują pobożność, oddają się dobrym uczynkom. Jest to zarazem czas umartwienia i pokuty za grzechy i dlatego nazywa się Wielkim Postem, Kiedyś post kościelny był surowy, a poszczono ściśle i chętnie w chacie i w pałacu i było to umartwienie nie tylko aktem religjnym, ale miało także głębokie znaczenie praktyczne, odwracając od materjalistycznego pojmowania życia i hartując wolę. Z biegiem czasu, choć nie ustały powody i potrzeby postu, Kościół uwzględniając zmieniające się stosunki życiowe, złagodził znacznie swe przepisy. Nie zniósł jednak postu zupełnie. Dziś jeszcze każdy katolik, o ile nie uzyskał dla słusznych powodów zwolnienia od postu, jest w sumieniu obowiązany przestrzegać go w myśl rozporządzenia, które w tym przedmiocie odczytane było z ambon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pragnę, aby głęboka myśl postna Kościoła znalazła u nas należyte zrozumienie, i jestem przekonany, że ona wtedy stanie się najskuteczniejszym sposobem na chorobliwe rozbawienie się, nad którem ubolewamy. Poskromi ona tę niepomiarkowana chęć zabaw, pląsów i swawoli, która od jakiegoś czasu wypacza naszego ducha, odbierając mu energję do wysiłku i ofiary. Powściągnie ona ten szał używania, który w obliczu największej nędzy trwoni krocie pieniędzy, a często przechodząc granicę przyzwoitości, staje się zgorszeniem i klęską dla obyczajów. Wezwanie Kościoła do postu, to nie wymuszanie jakiegoś płytkiego aktu zewnętrznego, ale nawoływanie do głębokiej poprawy życia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomnąwszy wam krótko te myśli wielkopostne, korzystam z uwagi, z jaką mnie słuchacie, aby się z wami obszerniej zastanowić nad właściwym przedmiotem niniejszego listu, nad stanem i potrzebami życia katolickiego na Śląsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od czternastu miesięcy śledzę nasze życie religijne. Nie chodziło mi o pozory i próżne formy. Chodziło mi o treść religijności śląskiej, o jej głębokość o siłę jej oddziaływania na myśl ludu i na jego życie. Spotykałem się ze zjawiskami miłemi i przykremi, a dziś obejmując myślą ogół mych spostrzeżeń, dochodzę do wniosku, że życie religijne na Śląsku znajduje się w okresie przesilenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze się wszędzie u nas spotkać można z dawną wiarą i religijnością, która Śląskowi nadaje szczególne cechę, a lud nasz karmiła zdrowym duchem. Wszędzie znajdujemy ślady dawnych obyczajów, które tu przechodziły od pokolenia do pokolenia, nienaganne, święte, nadając prostemu ludowi śląskiemu dziwną moc i szlachetność ducha, stwarzając w mężach jędrne postacie o rzadkiej zacności, w niewiastach typy wzorowych żon i matek, w młodzieży zaś przemiłe pokolenie żywe, pobożne, karne, cnotliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak jakżeż dzisiaj inaczej u nas, niż dawniej! Właśnie pod względem religijnym i moralnym o ileż tu dzisiaj gorzej niż w czasach, które jeszcze żywo pamiętamy! Jeżeli zestawimy to, na co patrzymy z tem co było, ze wspomnieniami z przeszłości śląskiej, jakżeż nam przykro, że cofnęliśmy się wstecz, ponosząc niemałe straty i szkody. Chciejmy się temu zjawisku bliżej przypatrzeć, aby je należycie zrozumieć i wyprowadzić z niego praktyczne wnioski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkrem nie dajmy w siebie wmówić, jakoby obecne niedomagania nasze w życiu religijnem były następstwem wzrostu kultury i jakoby z natury rzeczy wysoka kultura tłumiła życie wiary. O nie! Pamiętajmy, że nie kultura przyniosła nam wiarę, ale wiara przyniosła nam kulturę. Kultura prawdziwa oznacza postęp, a przede wszysłkiem postęp moralny, który dokonywać się może jedynie na zasadach wiary. Kultura bez wiary, to kształt bez duszy, to forma czcza i próżna. Dopiero wiara napełnia je treścią i prawda. Kultura, któraby się z wiar§ kłócić chciała, byłaby blichtrem i fałszem. To, co dziś się na Śląsku rozpościera jako skutek obniżonej religijności, to naprawdę nie zdobycz kulturalna, lecz wsteczność i upadek. Nie bójmy się zatem, jakobyśmy wiara wstrzymywali pochód kultury. Bądźmy przeciwnie przekonani, że właśnie religijnością torujemy drogę prawdziwemu postępowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie przypisujmy też tych objawów niereligijności i demoralizacji wzmagającemu się uprzemysłowieniu Śląska. Wprawdzie szybkie przeobrażenie kraju z rolnego na przemysłowy, odrywając ludzi od dotychczasowych form życia i rzucając ich w wir ruchu fabrycznego, naraża niejednego na to, że nim się w nowem otoczeniu zorjentuje, ucierpi na duszy, stykając się ze ziemi prądami, których nie zna i którym się wskutek tego z należytą energją nie opiera. To się wprawdzie często zdarza, ale koniecznie zdarzać się nie musi, a nawet zdarzać się nie powinno, jak religijność kwitnąć może w kraju rolniczym o prymitywnym czy postępowym sposobie uprawy ziemi, tak kwitnąć może i powinna w obwodach przemysłowych, choćby najruchliwszych. Wiara ma towarzyszyć człowiekowi na każdej drodze życia i w każdem środowisku, bo nie jest sielanką wiejską, ale wyrazem stosunku do Boga, który to stosunek nie zmienia się przez to, iż człowiek porzuca pług, a chwyta się kilofa. Chociaż tam, gdzie rosły dęby i brzozy, gdzie gospodarz siał i żniwował, zamarło życie wiejskie, przecież tam sterczę ku niebu wieże kościołów, a w tych kościołach modli się robotnik śląski, wywodzący się z dziada albo pradziada rolnika. A jeżeli się dziś ten robotnik nie modli, tak jak się na roli modlił kiedyś jego przodek gospodarz, to nie stało się to z konieczności przemysłowej, ale z innych powodów. Ładując w pociągi skarby naszej ziemi, robotnik śląski nie potrzebuje i nie powinien wydawać ni sprzedawać swej wiary. Jak z naszych drewnianych kościółków wiejskich wyrosły okazałe kamienne świątynie parafij przemysłowych, tak niech z niepohamowanym rozwojem przemysłu śląskiego rośnie i utrwala się śląska wiara i religijność. Z drewnianej niech się stanie kamienną, stalową.&lt;br /&gt;Tem mniej obwiniać można ruch robotniczy, jakoby on obniżał poziom religijności i obyczajów, bo ruch ten, walczący o prawa społeczne robotnika w imię sprawiedliwości, właśnie we wierze i nauce Kościoła znajduje jasne określenie swych celów i prawidła swego postępowania. Kościół zabrania nienawiści społecznej, ale jest najwyższym rzecznikiem społecznej sprawiedliwości, której pozwala dochodzić wszelkiemi godziwemi środkami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Robotnik, broniący praw swoich, nie miał tedy i nie ma powodu zrywać z wiarą i Kościołem. Do tego ruch robotniczy doprowadzać nie może, a jeżeli do tego doprowadza, to sam się potępia jako ruch niezdrowy i zgubny, bo walcząc jedną ręką o prawa robotnika, drugą zabija mu duszę. Jedne raka podaje mu chleb, a drugą truciznę. Niby go uświadamia, a przecież go bałamuci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szereguje go w imię świętych haseł, a potem go zdradza i każe mu burzyć największe świętości. Ruch robotniczy na Śląsku być musi i ma wielkie zadania. Ale spełni je należycie tylko na zasadach Chrystusowych. Taki ruch nie narazi Śląska na wstrząsy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeciwnie, będzie czynnikiem jego społecznej równowagi&amp;nbsp;i jego moralną siłą.&lt;br /&gt;Przyczyn naszego osłabienia we wierze i upadku obyczajów musimy zatem szukać gdzie indziej, a w pierwszym rzędzie w wypadkach dziejowych. Dusza śliska przechodziła w ostatnim lat dziesiątku gwałtowne uciski i przesilenia, które ujemnie odbiły się na życiu kościelnem. Rozbicie polityczne było łąk głębokie, że wdarło się naweł do Kościoła, wprowadzając weń rozdwojenie i zamieszanie. Umysły, porwane gwałtowne ideą walki, oziębły znacznie dla wiary, której nieraz nadużywano do celów politycznych. Pewien odłam duchowieństwa wplątany został w niewłaściwy sposób w bieg wypadków, tracąc swe wpływy pasterskie. Życie parafjalne było na ogół przytłumione, tu i tam chyliło się do upadku i nie działało dość silnie na dusze. Brak ojcowskiej powagi, dobrej szkoły i należytej opieki ze strony władz sprowadziły niebywałe zaniedbanie młodzieży. A gdy tak w wielu duszach osłabły wpływy Kościoła, nic ich już nie zdołało utrzymać na wyżynach tradycyjnego uobyczajenia śląskiego. Nastąpiło rozluźnienie obyczajów. Rozwielmożniło się pijaństwo. Poczęła znikać miłość chrześcijańska i uczciwość, a natomiast szerzyły się kradzieże, krwawe rozboje i samolubstwo obrzydłe. W obyczajach zaś pewnego odłamu młodszego pokolenia rozpanoszyło się takie zdziczenie, jakiego na Śląsku nie pamiętano, a które, występując bezwstydnie i bezkarnie na ulicach, w pociągu i lokalach, obniżyło poziom moralności, nadając krajowi naszemu wygląd dziki i odrażający, a na lud cały sprowadzając niesławę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście te następstwa wojny i wypadków powojennych, te rzekłbym nasze rodzime braki, które wynikły z krwawej karty naszych wczorajszych dziejów, ustępują w miarę, jak się układają i ustalają nasze nowe stosunki kościelne. Umysły wracają do rozwagi. Porządek bierze górę nad nieładem i swawolą. Zło słabnie a coraz silniej występują piękne strony duszy śląskiej. Ogół, ochłonąwszy z uniesień walki, pojmuje coraz lepiej, że Kościół nie może się identyfikować z żadną narodowością i z żadną partją, a nadużywanie religji z jakiejkolwiek strony do celów politycznych czy klasowych jest niedopuszczalne i trwałych korzyści przynieść nie może. Coraz rzadziej trafiają się starcia narodowościowe na tle religijnem, a i wtedy nie mają głębszego znaczenia, lecz zwykle kłaść je trzeba na karb prywatnych nieporozumień lub nieutożonych stosunków lokalnych. Jestem przekonany, że ustaną one zupełnie tak, jak ustaje mieszanie się niepowołanych czynników do rządów kościelnych. Gminy, zarządy kościelne i różnego rodzaju organizacje, uświadomiwszy sobie swój właściwy cel i granice swej działalności, przestały wtrącać się do zmian duchowieństwa, do porządku nabożeństw i innych praw biskupich. Ustają nawet owe deputacje, które stanowiły jedno z charakterystycznych zboczeń okresu poplebiscytowego. Chociaż je nieraz sprowadzały do Katowic słuszne żale i chociaż przez nie przemawiała zwykle szczera troska o dobro własnej gminy, przecież naleganiami swemi ograniczały swobodą rządów kościelnych, wychodząc naogół z niedostatecznej znajomości osób i stosunków i z niezrozumienia ogólnych potrzeb Administracji Apostolskiej. Rośnie też zaufanie wiernych do kapłanów, a z zaufaniem przychodzi poszanowanie i chętna współpraca. Jestem zdania, że minął raz na zawsze smutny okres, w którym nasz lud z bólem serca patrzeć musiał na nieporozumienia między paralją a pasterzem i na swawolne zaczepianie kapłanów często z nieszlachetnych pobudek, tycie parafjalne odrasta i krzewi się. Stowarzyszenia i związki kościelne wstępują na drogę nowego rozwoju. Potęguje się ruch abstynencki. Rośnie zainteresowanie się własnym kościołem i troska o niego, jak tego dowodzi ofiarne odnawianie świątyń. We wszystkich dziedzinach życia kościelnego zauważyć można zwrot na lepsze i to wskazuje, że wstępujemy w nowe czasy odbudowy i postępu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przesilenie nie minęło zupełnie, ale słabnie. Dusza śląska odczuła wyraźnie potrzebę odrodzenia się w Chrystusie i znalazła w sobie samej wolę i siłę do czynu. Po grubych zmierzchach już piękny zapowiada się poranek wiary. Z przenikliwych chłodów&lt;br /&gt;powstaje ciepła wiosna miłości chrześcijańskiej. Z manowców rozterki wchodzę dusze na prostą drogę zgody i jedności, aby wspólnie budować Królestwo Chrystusowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Należy teraz wytężyć siły do stanowczego czynu i zupełnie wyplenić chwasty, którymi porosła gleba serca śląskiego. Po gniewach i walkach wróćmy do pługa, do pługa wiary i nim głęboko przeorajmy ziemię śląską, odleżała i stęchłą. Ziarnem bożem zasiejmy niwy nasze, aby po latach głodu duchowego zaszumiało na nich złote kłosiste morze łaski bożej ku pokrzepieniu dusz, spragnionych życia i siły. Nie pozwalajmy, aby wypadki dalej igrały dowolnie z duszę śląską. Sprowadźmy ją silną ręką na tory odrodzenia religijnego i sami bądźmy jej przyszłych kierunków sternikami. „Pokój Chrystusowy" niech zawładnie naszą krainą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, już w samych początkach tego odrodzenia naszego napotykamy na niespodziewaną a wielką przeszkodę. Bo ledwo zabraliśmy się do naprawy szkód, wyrządzonych przez huragan, jaki na nas sprowadziły wypadki lat ostatnich, a już bije w nas inna wroga fala, o wiele groźniejsza. Bo nie bije na nas, jako ślepe następstwo tego, co było, ale pędzą ją na nas świadome siły i każą jej uderzać w nasze życie religijne z wyraźnym celem, aby podmyć gmach naszych wierzeń i zabagnić dziedzinę obyczajów. Idzie ta fala skądś daleko, spoza Śląska. Jest obrachowana na spokojne działanie, a na łem pewniejszy skutek. Nie chce budzić oporu, a najchętniej uśpiłaby czujność samego Kościoła. Więc nie przybiera kształtu rozhukanych bałwanów, ale idzie ku nam z urokiem cichej laguny, raz świecąc połyskiem postępu umysłowego, innym razem przybierając koloryt wykwitu zachodniej kultury, to znowu lśniąc barwami ponętnych zdobyczy społecznych. Ale pod tą ułudą kryją się męty i błoto, zła wola i złe zamiary. Bo co zaczynamy odbudowywać, to ta fala nam burzy. Ledwie zabraliśmy się do gruntownego wyczyszczenia domu swego, a ona go znowu brudnemi szumowinami kala. Uzdrawiamy swój organizm, a ona go z nowa zatruwa. Silimy się na stanowczy czyn katolicki, a ona te wysiłki osłabia i niweczy. I&amp;nbsp;nie będzie u nas tego odrodzenia, do którego się zrywamy, jeśli nie powstrzymamy i nie odeprzemy tego groźnego zalewu. Musimy się więc tym mąlnym wodom bliżej przypatrzeć, aby je od żywych źródlanych strumieni Chrystusowych dokładnie rozeznać, a potem wspólnym wysiłkiem z kraju naszego wygarnąć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takiemi mętami są te bałamutne pojęcia o wierze katolickiej, które nam tu wnoszę na Śląsk niejednokrotnie nawet tacy, co chcą być katolikami i za takich się uważają. W przeciwstawieniu do naszej prostej i jasnej wiary, ujętej w ściśle określone prawdy i wyrażającej się w stałych zasadach moralnych, pojawia się tu jakiś inny katolicyzm, mglisty i ciemny, który sobie z żadnej prawdy wiary i z żadnego obowiązku religijnego jasno sprawy nie zdaje. Jakiś katolicyzm płytki i powierzchowny, który przestał być głębokiem przekonaniem, a stał się poglądem zmiennym a tak słabym, że nie ma siły orjentacyjnej i nie daje mocy do czynu religijnego. Jakiś katolicyzm nieuchwytny, odzywający się li tylko w sferach uczucia jakiemś wspomnieniem z lat młodych, a zresztą skostniały i niepraktykujący. Jakiś katolicyzm zwyczajowy, niby produkt tradycyj narodowych i rodzinnych, który zna jeszcze opłatek wigilijny i święcone wielkanocne i pasterkę na Boże Narodzenie, ale prawie nic pozatem. Jakiś katolicyzm okolicznościowy, z którym, niby z tradycyjnem uzupełnieniem pojęcia Polaka, wystąpić wypada w święta narodowe i na niektórych ustalonych obchodach. Jakiś katolicyzm modny, z którym nie można nie pokazać się na pogrzebie i na ślubie znajomych. Jakiś katolicyzm obliczony, który dla polityków jest drogą do pewnych faktów i celów, a którym partje posługiwać się mogą jako środkiem propagandy, zwłaszcza w okresie wyborczym. Jakiś katolicyzm pojmowany jako martwa kategorja statystyczna, w której mają prawo obywatelstwa wszyscy, co raz do niej wpisani, nie przepiszę się do kategorji innej, bez względu na to, czy jeszcze w co wierzę i jak żyję. Przyszedł do nas ten katolicyzm, który nie chodzi do kościoła, nie zapoznaje się ze swym proboszczem, nie zna nawet imienia panującego Papieża, a w praktycznem życiu tak często nie zna zasad Chrystusowych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takie pojęcia o katolicyzmie to męty religijne. A za nimi płynę męty gorsze, z dążnością, do zatarcia w religji katolickiej wszelkiego charakteru boskiego i nadprzyrodzonego. Wszak coraz fo częściej spotykamy się tutaj z takimi, co ignoruję fakt Objawienia i nie wiedzy o natchnieniu Pisma świętego. Jeżeli kiedyś o tem lub owem słowie lub o myśli jakiej z Ewangelji wspomną, to czynię to z takim gestem, z jakimby przytoczyli ustęp z talmudu lub koranu, gdyby go znali. O mało nie stawiaję Chrystusa na równi z Buddę i Mahometem, a ileż razy robi go się ideowym poprzednikiem Marxa, pierwszym socjalistę, a nawet pierwowzorem komunisty. Nie wiedzę, że Chrystus boską powagę ujęł w swej religji stosunek do Boga w prawidła pewne i nieodmienne, wszystkich obowiązujące. Nie wiedzę, że odtęd zbawienie dokonywać się może tylko środkami przez Niego ustanowionymi. Nie wiedzę, że jak jest jeden Bóg i jeden Zbawiciel i jedna Ewangelja, tak jest tylko jeden Kościół Chrystusowy, jedna prawda, jedna jedyna droga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może i wiedzę jeszcze to wszystko, bo kiedyś wiedzieli na pewno, ale praktycznie otrząsnęli się z tego wierzenia i powiedzieli sobie, że tego nie chcę, że to niemożliwe, bo im fo było niewygodne i twarde. U tych katolików wogóle wszystko niemożliwe, co nie dogadza i krępuje i w dany program życia czy działania ująć się nie da.&amp;nbsp;I tak z tej jasnej boskiej nauki Chrystusowej porobili sobie ulotne mgławice religijne, za którerni nie widzę ani Boga, ani bożego prawa. Pojmuję religję na wzór nieobowiązującego systemu filozoficznego, na który się godzić można, ale z zastrzeżeniem swej swobody w działaniu. Pojmuję religję jako zbiór niezłych myśli, ku dowolnej rozwadze ludzkości, byleby z nich nie wysnuwano wniosków „nudnych". W końcu sami sobie tworzę religję z kilku, nieraz bardzo nielicznych pojąć, tak wybranych i tak zestawionych, iżby czasem nie przeszkadzały w życiu. I tak umieją pogodzić religję ze wszysłkiem. Słwarza sobie taką religję człowiek nieuczciwy i umie ją pogodzić z oszustwem i krzywdą bliźniego. Stwarza sobie taką religję człowiek występny i umie je pogodzić z rozpustę, niewiernością małżeńską i rozwodem. Stwarza sobie taką religję nawet człowiek niereligijny i umie je pogodzić z tem, że Kościoła nie zna i o Bogu nie pamięta. A czyż niejeden socjalista nie umie pogodzić swego katolicyzmu 2 hasłami nienawiści klasowej i z programową walką z wiarę i z Kościołem katolickim?&lt;br /&gt;Ile mętów religijnych! A przychodzą do tego męty sekciarskie. Męty o rożnem zabarwieniu, ale wszystkie brudne i brudzące. Płynę niemal wszystkie z dalekiej Ameryki, gdzie z biegiem czasu ściekły z zielonych pagórków Chrystusowych jako odpływ tego, co Kościół z siebie wydziela, aby się czyścić i odświeżać. Mętami są te nauki kacerskie, które rozpowszechniają. Matami sę te pisma, które rozrzucają. Mętami to bałamutne tłumaczenie Biblji. Mętami te brednie o bliskim końcu świata. Męłami ta fałszywa „narodowość" sekty hodurowców. Mętami te egzaltacje i sprosności rozkładającego się marjawityzmu. Mętami i trucizną jest to, co je pomimo wzajemnej walki łączy, a mianowicie ta chorobliwa nienawiść do Kościoła katolickiego i ta bezwzględna z nim walka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I&amp;nbsp;jeszcze gęstsze i brudniejsze ku nam płyną męty. Tych już nie pędzi błąd lub słabość, nie nieznajomość religijna lub heretycki szał. Te ostatnie męty pcha naprzód szatańska nienawiść do Chrystusa i Boga. Mamy tu do czynienia z nieprzebłaganymi wrogami Kościoła i wiary, którzy tajną siecią ogarniają także Polskę i skrytą konspiracją szykuję się do wielkiej i otwartej walki z Chrystusem. Ta fala wdziera się na Śląsk ze wschodu i z zachodu w kształcie komunizmu, który w piekle swych rządów sowieckich, opartych na zasadzie zła, nie może ścierpieć Boga, będącego początkiem i stróżem dobrego. A w innej formie wnoszą tu te same tendencje ateusze różnego zawodu i pokroju. Pod hasłem postępu i odrodzenia propagują oni berwyznaniowość głównie w kołach inteligencji. Robota ich pachnie masonerją. Wszak tu i tam odzywają się podobno tęsknoty za lożą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Męty i męty!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabagnia ta fala niestety i dziedzinę obyczajów. Podkopując nietylko moralność katolicką, ale i etykę naturalne, szerzy przerażające rozpasanie obyczajów w dorosłych i w młodzieży, a głosi taką pobłażliwość poglądów, że nawef w kołach poważnych i miarodajnych zatraca się rozeznanie dobrego i złego. Pojęcie pornografji poczyna się zaliczać praktycznie do religijnych przesad. Na stolikach katolickich domów leżą niemożliwe pisma ilustrowane. Na ścianach wiszą u nich bezwstydne płótna. W salonach prowadzi się śliskie rozmowy. W bibljoteczkach rodzinnych spotkać można najgorsze romanse, a brak zasad u pań pozwala się szerzyć modzie, która jest niepolska, a wzorując się na tem, co jest najgorszego za granicą, jest nieskromna i grzeszna, bo gorsząca, a często wprost obliczona na zmysłowe efekty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tą atmosferą zakaża się rodzina, z której zdziera się wszystko, co szczytne i boże. Zbezczeszcza się Sakrament, którym ją Bóg uświęcił. Rozrywa się jedność, którą Bóg ją związał. Fałszuje się cel, który Bóg jej wyznaczył. Ze świątyni rodzinnej robi się dom sromotny. Instytucja życia zamienia się na praktykę zbrodni i śmierci. Co z woli bożej natura przeznaczyła na źródło życia i siły narodu, fo wyradza się w jego powolną zagładę i staje się jego grobem. Pojęcie wierności małżeńskiej ulega wypaczeniu. Mnożą się separacje, procesy rozwodowe, śluby tylko cywilne, trafia się nawet przechodzenie w celach małżeńskich na protestantyzm. I&amp;nbsp;gorsze zachodzą rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Męty i brudy!&lt;br /&gt;Rozpasały się duchy łakże w życiu publicznem i jak gdyby w tej dziedzinie nie obowiązywały zasady chrześcijańskie, zaczęto wielokrotnie uprawiać politykę, niezależną od wszelkich praw moralnych. Toteż spotykamy tu więcej walki z przeciwnikami politycznymi, niż pracy dla ojczyzny. A jakiej walki! Mniej widzimy przykładów podporządkowania interesu partyjnego pod interes kraju; częściej patrzymy na górowanie interesów osobistych. Dla wielu ojczyzna jest po to, aby z niej korzystać. Przed słuszną i sprawiedliwą daniną, jakiej żąda, bronią się wszelkiemi sposobami, a od ofiar na rzecz wspólnej macierzy stale i zręcznie się uchylają. W stosunkach społecznych panoszy się egoizm niebywały. Opieranie wszystkiego na liczbach, z wykluczeniem wyższych racyj i względów, pogłębiło nieporozumienie między pracodawcami a klasą robotniczą. Przyszło do tego, że wobec braku głębszego nawiązania na zasadach sprawiedliwości chrześcijańskiej, walka stała się prawie jedyną forma, wzajemnego oddziaływania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Męty i napięcie!&lt;br /&gt;Płyną te męty dolinami, kędy się toczy życie śląskie. Lud słyszy o nich w rozmowach, czyta o nich w pismach, ogląda je w przykładach, widzi je naokoło siebie, oddycha ich wyziewami. Płyną te maty przez chaty i domy robotnicze. Płyną przez huty i szyby. Płyną przez biura i salony. Płyną te męty... Gdzieżby nie płynęły! Kto ich nie zna? Komu nie były kamieniem obrazy? „A z owoców ich poznacie je". Waszemu zmysłowi katolickiemu, moi drodzy, nie trudno odgadnąć, czyjego są ducha. W smutnym obrazie, który wam krótko naszkicowałem, dostrzegliście wiele śladów ciemnego nieuctwa w rzeczach wiary i wiele, bardzo wiele grubych rysów obojętności religijnej i moralnej słabości. Ale zarazem uderzyły was w tym obrazie te namiętne zapędy na myśl katolicką i to otwarfe podkopywanie życia katolickiego. I właśnie te zapędy nadawają całości obrazu właściwą cechę i znamię rozgrywki. Nie ma wątpliwości co do tego, że zanosi się tu na wielką walkę, na walnę rozprawę duchów, której wynik na dłuższy czas o tem stanowić będzie, czy Śląsk ma pozostać katolickim, czy nie. Ta walka już wszczęta. Toczy się na całym froncie życia, a najgwałtowniej sroży się w duszach. Celem wrogów jest zachwianie idei katolickiej po to, aby następnie zastąpić Chrystusa jakimś masońskim naturalizmem, a życie nasze cofnąć z linji Chrystusowej daleko wstecz, do pogaństwa o wyraźnym charakterze antychrześcijańskim. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwila poważna. Jeszcze nie zlikwidowaliśmy zupełnie własnego przesilenia religijnego, a już wchodzimy w inne przesilenie, daleko niebezpieczniejsze. Ledwie nasz organizm zmógł wewnętrzną chorobę duszy śląskiej, a już go dręczę gorączki nowych infekcyj. Nie możemy się fudzić; zbliżamy się szybkiemi krokami do punktu kulminacyjnego naszego religijnego kryzysu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten dziejowy dla Kościota śląskiego moment musi nas zasłać przygotowanych i złączonych do obrony krzyża. A ponieważ tu chodzi o całe chrześcijaństwo i o wiarę całego ludu, musi stanąć do wielkiego wspólnego czynu z klerem swoim cały śląski lud, Jak kiedyś nasi królowie w niebezpieczeństwie ojczyzny ogłaszali pospolite ruszenie i włedy całe rycerstwo polskie siadało na koń i nastawiało piersi w obronie kraju, tak i ja dziś wzywam was wszystkich do świętej wyprawy w obronie wiary i Kościota. Zbierzemy sią nie z trwogą w sercu, ale silni miłością Chrystusową wystąpimy z taką mocą, że nietylko odwrócimy klęską religijną od kraju naszego, ale go odrodzimy głęboko i zupełnie najczystszym duchem Chrystusa.&lt;br /&gt;Przesilenie stanie się początkiem trwałego odrodzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tem wszystkiem spytacie się mnie, na czem właściwie to odrodzenie katolickie polega i jak ono się w naszych warunkach dokonać może.&lt;br /&gt;Obrazem odrodzenia jest wiosna, bo gdy ona w kraj zawita, budzi się cała przyroda z uśpienia do nowego życia. Gdy w słoneczny dzień majowy wchodzimy do sadu, przyodzianego świeżą szatę zieleni i kwiecia, gotowiśmy myśleć, że na liściach i kwiatach polega wiosenne odrodzenie przyrody. A jednak tak nie jest. To odrodzenie nie nastąpiło na kończynach gałązek, ale wewnątrz twardego pnia, głęboko pod korę. Tam najprzód pod działaniem kosmicznem przebudziło sią życie i stamtąd rozeszło sią we wszystkich kierunkach. Poszło w korzenie i podbudzilo je do ssania świeżych soków z wilgotnej ziemi. Poszło w tkaninę i korą, torując drogą limfie, płynącej szybkę falą w górą. Dotarło przez konary do gałązek i podnieciło je do wydania liści i kwiecia, które odrodzenia wiosennego są widomym skutkiem i objawem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie ma się rzecz z odrodzeniem religijnem. Nie polega ono na tem, ze tu i tam zaprowadzimy jakaś poprawkę w trybie życia. Nie zależy ono na rozmnożeniu zewnętrznych aktów religijności ani nie stanowi o niem liczba poświęconych sztandarów. To odrodzenie dokonać się musi nie na powierzchni życia, ale głęboko wewnętrz duszy. Wiosna Chrystusową muszą ożyć najprzód serca, a wtedy z nich rozejdą sią odrodcze energje wiosenne na całokształt życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To religijne odrodzenie serc nie jest jednak zupełnie podobne do wiosny w przyrodzie. Sen, w którym roślinność zimę jest pogrążona, to sen naturalny i zdrowy. Na przebudzenie się z niego wszystko w roślinności jest przygotowane i niemal czekające. Tymczasem nasze odrodzenie to nie przebudzenie się z czerstwego snu, lecz uzdrowienie z choroby. Widzieliśmy, jak ta choroba ciężka i niebezpieczna. Nasze wewnętrzne siły stargane. Organizm tylu jadami zatruty. Więcej w nim skłonności do dalszego poddania się chorobie, niż do powstania. To wszystko i ta mdłość nasza i ten stan goręczkowy nie sprzyjają odrodzeniu. Toteż ono nie przyjdzie do nas jako nagły cud wiosenny, ale osiągnięte tylko być może nasze pracą i naszym umiejętnym wysiłkiem. Tego odrodzenia my sami z pomoce laski bożej dokonać musimy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A najprzód i czemprędzej należy wzmocnić słabnące w duszy śląskiej siłę żywotną. Tą siłą zaś nie jest nic innego, jak wiara i duch Chrystusowy. Właśnie ten duch Chrystusowy gaśnie. Z płomienia wielkiego zmalał do słabej iskry, która nie grzeje a mało świeci. Tę iskrę trzeba na nowo rozżarzyć, a nie rozżarzy się ona niczem innem, jak tylko nowem ożywczem łchnieniem tego samego Chrystusowego ducha. Aby się odrodzić, musi dusza śląska tego świeżego ducha jaknajwięcej w siebie wchłonąć, musi się nim nasycić, ukarmić i musi go w sobie przeżyć. Musi się wiarą tak głęboką przejąć, iżby się w niej stała owym podkładem myślowym, na kfórym niby na bezpiecznym fundamencie opierać się mogą zasady katolickie, przekonanie katolickie i ustalony katolicki światopogląd. Duch Chrystusowy musi w duszy zrodzić owo poczucie katolickie i ów czuły zmysł kościelny, kfóre w dziedzinie pojęć religijnych, niemal instynktownie rozeznawają fałsz od prawdy. Duch wiary musi w duszy wychowywać owo światłe a wyraźne sumienie katolickie, które, sfojąc na straży prawa Bożego i katolickiej moralności, nie da się niczem ni zamącić, ni przytłumić. Dusza wiarą owiana musi w sobie odczuć tętno owego czucia z Kościołem, ze Stolicą świętą i z Papieżem, kfóre jest wykwitem chrześcijaństwa i znamieniem prawdziwej kałolickości. Dopiero z serc tak w Chrystusie odrodzonych buchną, niby ze skalnego źródła, wody żywe i czyste, które odświeża religijność, obmyją obyczaje i podniecą do bujnego życia wszystkie dzieła, wyrosłe na gruncie Kościoła. Z duszy odrodzonej wiarą tryśnie odrodzenie życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba odrodzić pobożność katolicką, aby nie była praktyką bezmyślną i płytką, bez związku z wiarą a oderwaną od życia. Jako szczery i obowiązkowy wyraz głęboko odczutej zależności od Stwórcy, musi pobożność być chwalą i służbą bożą, pełną&lt;br /&gt;prawdy i siły. Objawiać się powinna przez prywatne nabożeństwo, odprawiane w cichym kościółku własnego serca, ale i przez udział w nabożeństwie rodzinnem i przez uczestniczenie w publicznych nabożeństwach, zgodnie z przepisami Kościoła i jego liturgją. A nabożeństwo katolickie to zawsze i tylko modlitwa. Modlitwa zaś, choćby uroczysta, to nie parada, ale święta i pokorna rozmowa z Bogiem. Nikogo nie poniży, każdego podwyższy, każdego pokrzepi. A ponieważ największe skarby łaski i miłosierdzia bożego otwierają się duszy w Sakramentach świętych, niemasz od nich skuteczniejszego środka odrodzenia. Przyjęcie Sakramentu, to już coś więcej, niż rozmowa z Bogiem. To Jego święty uścisk przebaczenia i pokoju, to boże przytulenie duszy do ojcowskiego Serca i boży pocałunek, to boże Ciało jako pokarm i silą do dobrego. Toteż odrodzenie bez Sakramentów świętych jest niemożliwe, a uczęszczanie do Sakramentów jest odrodzenia religijnego znakiem i miarą. Codzienna Komunja święta, to ideał, do którego dążyć musimy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z religijnych głębin duszy płynie odrodzenie w dziedzinę życia prywatnego, gdzie się spotykamy z codziennym ludzkim czynem, drobnym i wielkim, jawnym i skrytym, z pracą, z wypoczynkiem i zabawą. To wszystko musi wiara według prawa bożego ułożyć i uzgodnić. Odrodzenie musi w całe życie wnieść konsekwencję moralną, sprowadzając wszystko do prawidła sumienia katolickiego. Katolik powinien być katolikiem w sercu, w kościele, na ulicy, w towarzystwie, przy pracy, wszędzie i zawsze. Odrodzenie musi gruntownie odbudować obyczaj, sumienność, uczciwość, wstrzemięźliwość, a przedewszystkiem miłość. Jedno ze swych najwznioślejszych zadań ma odrodzenie do spełnienia w rodzinie. W to grono ludzi, którzy tytułem krwi do siebie należą, ma wnieść pierwiastek nadprzyrodzony, aby się z mieszkania rodzinnego stała rodzinna świątynia, a z ogniska domowego domowy ołtarz, a z ojca rodziny kapłan, z matki anioł, z dziatwy zaś świeże a silne pędy na drzewie Kościoła i narodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odrodzenie odnowi tu wiarę i miłość, wzmocni jedność, ugrun¬tuje święty obyczaj i wychowanie dzieci w bojażni bożej. Rodzina katolicka musi odżyć jako zdrowa i pełna życia komórka religijna i społeczna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odrodzenie będzie towarzyszyło Ślązakowi także na drogach życia publicznego, w ruchu społecznym i w polityce. Bo i tam katolik nie przestaje być katolikiem i powinien swego sumienia katolickiego słuchać, Niema polityki niezależnej od prawa bożego, tak jak niema ani ruchu, ani stanowiska, któroby spod zasad moralnych były wyjęte. Musi więc katolik i jako cztonek organizacji zawodowej, i jako maż partji politycznej, jako poseł i jako senator, jako dziennikarz i jako urzędnik, postępować w myśl zasad katolickich. Czy na zebraniach przemawia, czy na konferencjach radzi, czy za swe partją walczy, czy w Sejmie głosuje, czy w redakcji pisze lub rozporządzenia wydaje, musi się trzymać tych samych zasad moralności chrześcijańskiej, kłóre go w życiu pry-watnem obowiązują. I w tę dziedzinę należy wprowadzić konsekwencję moralną i stałość zasad. A że właśnie na tem polu jest u nas wiele do naprawienia, będzie tu odrodzenie musiało być przeprowadzone ze szczególną energja. Tej energji Śląskowi nie braknie, bo katolicki Śląsk nie chce znać polityki wbrew Ewan-gelji i bez Ewangelji. Byłaby to polityka bez Boga, a politykom i metodom bez Boga lud śhski nie zawierzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taką wiosnę religijną spraszam od Boga na kraj i na lud nasz. Do tego odrodzenia duszy śląskiej wzywam was wszystkich, moi kochani bracia i siostry. A że dusza śląska to nic innego, jak zespół idealny wszystkich naszych dusz, więc i odrodzenie jej tylko o tyle się dokona, o ile się poszczególne dusze nasze odrodzą. Odrodzi się rodzina, jeżeli się odrodzą jej członkowie. Odrodzi się gmina, jeżeli się odrodzą jej mieszkańcy. Odrodzi się parafja, jeżeli się w niej odrodzą wierni. Odrodzi się huta i kopalnia, jeżeli się odrodzą zajęci w niej ludzie. Odrodzi się Śląsk, jeżeli się w Chrystusie odrodzę Ślązacy. Tak wszyscy do tego odrodzenia przyczynić się musimy. Każdy niech się odrodzi w swej duszy. Każdy niech sią odrodzi w swem praktycznem życiu prywatnem i pubilcznem. l co więcej, każdy niech się stanie tego odrodzenia apostołem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To apostolstwo chciałbym wam gorąco polecić. Śląsk miał zawsze wybitnych katolików i ma ich dziś jeszcze w każdej parafji. Ale katolik śląski, który ma wyjść z tego odrodzenia, ma być nieco odmienny od dotychczasowego przeciętnego typu. Ma to być katolik nietylko w sobie i dla siebie i w swem kółku rodzinnem, ale ma być katolikiem także dla społeczeństwa i dla całego kraju. Nie może i nie powinno odrodzonemu katolikowi być obojętne, w jakim duchu prowadzi się naprzykład sprawy gminne. Nie może mu być obojętne, jak łam wygląda obyczajność publiczna. Nie może mu być obojętne, w jakim kierunku religijnym i moralnym idzie jego parłja polityczna. Nie może mu być obo¬jętne, jakie u nas prasa szerzy zasady i jakie ma cele. To wszystko powinno go obchodzić, na to wszystko on powinien swój wpływ wywierać, zawsze w kierunku wiary i odrodzenia. Przejąwszy się apostolstwem dla idei katolickiej, ma w duchu Chrystusowym oddziaływać na zasady&amp;nbsp;i &amp;nbsp;przekonania, na zwyczaje i obyczaje, na myśl społeczna i polityczna. W razie potrzeby musi się umieć oprzeć, protestować, bronić i domagać. Z katolika w izbie musi się Ślązak stać katolikiem w świecie. Spod ambony, gdzie sam jest słuchaczem słowa bożego, musi iść na rozdroża, kędy zbitą łala łłoczy się życie nowoczesne, i tam być braciom żywym, wymownym drogowskazem. Z ucznia powinien się stać apostołem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytamy w Biblji, że gdy Nehemjasz po powrocie z Babilonji odbudowywał Jerozolimę, „to pobudziło się serce ludu ku robieniu" i praca żwawo szła naprzód. Włedy sąsiednie a nieprzyjazne Żydom ludy zaczęły sobie najprzód z nich drwić, sadzać, iż rozpoczętej odbudowy nie dokończą. Ale gdy roboty raźnie postępowały, zaniepokoili się nieprzyjaciele świętego miasta i poczęli Żydom przeszkadzać, a w końcu „rozgniewali się nazbyt" i postanowili zbrojnym napadem dalsze odbudowę uniemożliwić. Tem się ani Nehemjasz, ani lud żydowski nie odstraszyli. Zorganizowano w mieście czujną straż, uzbrojono pracowników, ale pracy nie przerwano, co księgi Ezdraszowe w tych pięknych słowach wyrażają, że każdy z „budujących na murze i noszących brzemiona i nadkładających jedną ręką robił, a drugą miecz trzymał". Tą stanowczością Nehemjasz trzymał zdała nieprzyjaciół, a tymczasem prowadził energiczne roboty naprzód, aż odbudowane miasto otoczył silnemi murami obronnemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W podobnych warunkach i my przystępujemy do katolickiej odbudowy Śląska. Jestem przekonany, że i u nas „pobudzi się serce ludu ku robieniu". Ale przewiduję także, że i nasza odbudowa będzie miała swych wrogów, których złość i liczba rość będzie w miarę, jak maleć będą ich znaczenie i wpływy. Powstaną jako przeciwnicy wszyscy, którym odrodzenie katolickie Śląska psuć będzie szyki i rachuby. Powstaną i będą nam urągali. Powstaną i będą nam przeszkadzali. Powstaną i złączą się do wspólnej na nas napaści. Ale to nas nie zmiesza i nie odstraszy. Podwoimy swoją gorliwość, przyspieszymy pracę, a jeżeli potrzeba będzie, uzbroimy się ku obronie. Jedną ręką będziemy odbudowywali a drugą odpierali napaści wrogów i szkodników. Pomimo wszystkiego odbudowę Śląska na zasadach wiary przeprowadzimy i ukończymy i w ten sposób ugruntujemy nową i trwałą religijną przyszłość naszego ludu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy z was, moi drodzy, rozumie, że odrodzenie, tak szeroko zakreślone, to dzieło niezwykłe i ogromne. Będzie ono dziełem łaski bożej w sercach i dziełem naszej własnej pracy. Będzie dziełem duchowieństwa i dziełem wiernych. Dziełem Kościoła i społeczeństwa. Dziełem dawnych środków i nowych sposobów, w myśl Zbawiciela przyrównującego Królestwo Boże do człowieka gospodarza, „który wyjmuje ze skarbu swego nowe i stare rzeczy". Zatrzymamy i zastosujemy ,,rzeczy stare", stare wypróbowane metody pastoralne, ulepszając i ożywiając je nowym duchem. Wprowadzimy „rzeczy nowe" i nowe formy pracy. Będziemy budzili nowe siły, dotąd uśpione i niewyzyskane. Nowym systemem organizacyjnym zjednoczymy w ręku Kościoła całą potęgę wiary i całą energję katolickiej duszy i łą skupioną silą uruchomimy akcję katolicka, która nie jest niczem innem, jak dziełem odrodzenia katolickiego, prowadzonego systematycznie i jednolicie, przez ludzi świeckich, w łączności i zależności od Kościoła i w jego duchu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozwólcie, że w ostatniej części tego orędzia krótko nakreślą zasady i organizację tej „Akcji Katolickiej" i jej sposób działania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jest to nic nowego, że świeccy biorą udział w posłannictwie Kościoła i u boku księży spełniają pewne pomocnicze apostolstwo kapłańskie. Już od najdawniejszych czasów pomagali biskupom i kapłanom mężowie i niewiasty szerzyć zasady Chrystusa. Święty Paweł pisze o mężach, których nazywa „pomocnikami swymi w Królestwie Bożem", a w liście do Filipensów wspomina o pobożnych niewiastach, które w Ewangelji społem z nim pracowały. Wiadomo, że w pierwszych trzech wiekach po¬zyskiwali dla idei Chrystusowej więcej pogan świeccy niż kapłani, którzy naogół musieli się ukrywać. Do najpiękniejszych obrazków ówczesnej akcji katolickiej należy młodzieniaszek Tarsycjusz, który nosił skrycie Komunję świętą uwięzionym chrześcijanom, za co poniósł śmierć męczeńską. W różnych zmieniających się formach przetrwało to apostolstwo laików aż do nowszych czasów, w których pomiędzy innymi nowym zajaśniało blaskiem u nas na Podlasiu, gdy unici, pozbawieni księży, nawzajem sobie byli kapłanami, utwierdzając się we wierze wobec krwawego naporu schizmy rosyjskiej. Były to jednak niemal zawsze formy luźne, przygodne. Dopiero w ostatnich dziesiątkach lat Akcja Katolicka poczęta przemieniać się w zwartą organizację, która obecnie z inicjatywy Ojca św. Piusa XI ustaliła się we Włoszech, jako olbrzymie, masowe zrzeszenie się katolików na podstawie statutu, zatwierdzonego przez samego Papieża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dla nas wybita godzina Akcji Katolickiej. Wynika to z naszych stosunków i z potrzeby naszego odrodzenia się, jak na to powyżej wskazywałem. W takiej chwili musi&amp;nbsp; nasz laikat ideę Akcji Katolickiej należycie zrozumieć i swym kapłanom pospieszyć z chętne i walna, pomocy. Przedewszystkiem powinni wszyscy sobie jasno zdać sprawę z tego, że nie chodzi tu o jakiś interes stanowy księży, ani o jakaś drobnostkę, która tylko dla Kościoła ma pewne znaczenie. Tu chodzi o cały lud, o wszystkie nasze stosunki, o ducha śliskiego dzisiaj i w przyszłości. Każda taka ogólna sanacja tylko wtedy się udaje zupełnie, gdy ją ogół zrozumie i jako swoja sprawę weźmie w swoje ręce i jako swoje własne dzieło przeprowadzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akcja Katolicka nie jest pojęta jako dzieło jakiejś elity, lecz jako odruchowy i zbiorowy ruch całego ludu wierzącego. Nie jest akcją polityczna, ani klasowe, ani zawodową; nie łączy się z żadne partją, nie identyfikuje się z żadnym kierunkiem politycznym i politykę ze swego programu zupełnie wyklucza. Natomiast budząc sumienie katolickie, urabiając katolickie zasady, przygotowuje ludzi o wyraźnem katolickiem przekonaniu, ludzi katolickiego jutra w kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ Akcja Katolicka jest istotnie częścią ewangelizacyjnej pracy Kościoła, musi się ona z konieczności do programu jego działalności dostosować i od hierarchji kościelnej zależeć. Nie-masz zatem Akcji Katolickiej bez łączności z Kościołem i niemasz Akcji Katolickiej bez zależności od niego. Nie może być Akcji Katolickiej na podstawie statutów. Kościołowi nieprzedłożonych i przez niego nieuznanych, i nie może być Akcji Katolickiej, na którą Kościół nie ma wpływu przez organy przez siebie do tego wydelegowane. Nikt nie może występować z firmę katolicką bez aprobaty i wiedzy Biskupa, tak jak nikt nie może występować z inicjatywą katolicką bez jego zezwolenia. Ta łączność z Kościołem jest dla akcji katolickiej źródłem błogosławieństwa i płodności, a karna zawisłość od Kościoła ustrzeże akcję katolicką od rozpraszania sił i od schodzenia na tory, po których myśl katolicka posuwać się nie może.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już z tego wynika, że Akcja Katolicka, tak określona, musi być ujęta w jakąś wielką, ale ścisłą i dokładną organizację, zostającą w organicznym kontakcie z hierarchją kościelną. Musi to być organizacja, która wchłaniając wszystkie świeckie siły katolickie, sumuje i koordynuje je w swem łonie, oczyszcza i potęguje je żywym duchem Kościoła, a następnie działa przez nie celowo i systematycznie nazewnątrz tam, gdzie tego zachodzi potrzeba. Taką organizację stworzymy na Śląsku pod nazwą Ligi Katolickiej, przez co urzeczywistnimy także najważniejszą rezolucję, którą wspólnie uchwaliliśmy na II Śląskim Zjeździe Katolickim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czterech wielkich oddziałach wstąpicie, moi ukochani, do Ligi Katolickiej: jako mężowie katoliccy, jako niewiasty katolickie, jako katolicka młodzież męska i żeńska. Dla każdej grupy będzie w ramach Ligi Katolickiej szczególne samodzielne stowarzyszenie i związek, a wszystkie grupy razem będą według ustawy Ligi Katolickiej pracować nad religijnem odrodzeniem Śląska. Stowarzyszeń ściśle kościelnych i bractw Liga nie naruszy, przeciwnie, spodziewa się, że będąc w rozkwicie, dostarczą jej najlepszych sił. Różni zaś się Liga od tych ściśle kościelnych zrzeszeń tem, że nie ogranicza swego zadania do swych własnych członków, ale przez nich oddziaływać chce na świat i społeczeństwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liga Katolicka nikogo pod względem politycznym krępować nie będzie. Ona wprawdzie, jako organizacja wykonawcza Akcji Katolickiej, nie zajmuje się polityką, ale jej członkowie praw obywatelskich nie tracą i dlatego jako jednostki na równi z innymi obywatelami w życie polityczne wchodzić mogę, oczywiście zgodnie ze swem katolickiem sumieniem i przekonaniem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszem i najwłaściwszem polem pracy Ligi Katolickiej jest parafja. Na terenie parafjalnym ma Liga Katolicka wypełnić ową próżnię, która tu i tam oddziela owieczki od pasterza. Ma lud cały zbliżyć do proboszcza i pod jego przewodnictwem uchwycić wszystkie siły katolickie parafji i użyć ich do zgodnego i skuteczniejszego oddziaływania w kierunku szczególnych potrzeb gminy. Odbudowując jedność i organizację życia parafjalnego, Liga Katolicka ożywia początkową komórkę życia kościelnego, w której duch Chrystusowy styka się z sercem człowieka, wnosząc w nie boskie pierwiastki prawdziwego odrodzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalsze pola działania wskaże grupom parafjalnym Zarząd Diecezjalny, który, badając potrzeby duchowe śląskie, będzie inicjował owe ruchy, akcje, manifestacje i zjazdy, jakich rozwój stosunków wymagać będzie. Będzie tej pracy niemało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liga Katolicka przysporzy niewątpliwie trudów kapłanom i obciąży ich znacznie. Ale należycie przeprowadzona i poprowadzona będzie ich podporą i pociechą. Jestem przekonany, że każdy z mych drogich współbraci zrozumie moją myśl i moje życzenie, co do tej pracy, i przygotowawszy należycie lud swój, po Wielkiejnocy powoła uroczyście do życia Ligę Katolicką, o ile tego jeszcze nie uczynił. I nie tylko Ligę założy, ale ją rozwinie, ożywi i do działania uzdolni. Dokona on przez to pamiętnego dzieła i kiedyś nad jego grobem jak o Onjaszu powiedzą: „Wzmocnił świątynię, za dni jego trysnęły studnie wody... i pozyskał sobie sławę na ustach ludu".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale i ty, mój drogi ludu, będziesz musiał ponieść niejedną ofiarę, aby temu dziełu odrodzenia Śląska, przez Akcję Katolicką się oddać. Wymagać to będzie od ciebie ofiary z czasu, ofiary z wypoczynku, ofiary z przyzwyczajenia. Wierz mi, ludu ukochany, że tej ofiary bym nie żądał, gdybym nie wiedział, że ona się stanie twojem szczęściem i twoje radością. Wiem, że tę ofiarą chętnie poniesiesz. Wiem, że zapalą się do niej młodzi i starzy. Wiem, że po parafjach jeden oddział współzawodniczyć będzie z innymi, aby przodować niefylko liczbą swych członków, ale duchem, przedsiębiorczością i pracą. I powstaną bohaterowie Akcji Katolickiej i spełni się także u nas słowo Ojca św. Piusa XI: „Jak męczeństwo za wiarę polega na przelewie krwi, tak męczeństwo za Akcję Katolicką polega na poświęceniu i ofierze".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpoczynamy tak w imię boże to wielkie dzieło katolickiego odrodzenia Śląska. Akcja Katolicka, to ta nasza święta wyprawa, a Liga Katolicka, to to wojsko nasze ludowe, które z krzyżem i Matką Boską Częstochowską na tę wyprawę rusza. Wybierzmy się na nią z modlitwą w sercu a z pieśnią pobożną na ustach, bo to dzieło boże. Wybierzmy się z sercem czystem, bo to dzieło święte. Wybierzmy się z zapałem, bo to dzieło chwalebne. Wybierzmy się z miłością, bo to wyprawa o wyswobodzenie ludu naszego z niewoli i pęt ducha. Wybierzemy się i pójdziemy naprzód bez trwogi, aż najazd wrogów krzyża odeprzemy i oczyścimy kraj swój zupełnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mija męka, mija słabość, mija „godzina ciemności", zbliża się Wielkanoc, a z nią klęska grzechu i śmierć śmierci. Nadchodzi śląska Wielkanoc, a z nią nowe życie i odrodzenie. A tą Paschą i Wielkanocą naszą to Chrystus. Podnieśmy się ze snu i wpatrzmy się w te ranne zorze Wielkanocy Chrystusowej na Śląsku. Zerwijmy się z letargu opieszałości, bo „jest godzina, abyśmy już ze snu powstali, albowiem teraz bliższe jest nasze zbawienie, niż kiedyśmy uwierzyli. Noc przeminęła a dzień się przybliżył. Odrzućmyż tedy uczynki ciemności, a obleczmyż się w zbroję światłości. Jako we dnie uczciwie chodźmy: nie w biesiadach i pijaństwach, nie w łożach i niewsłydliwościach, nie w zwadzie i w zazdrości, ale się obleczcie w Pana Jezusa Chrystusa". Wstańmy, podążmy wszyscy do Kościoła i tam z kapłanem zanućmy głośno: Lumen Christi! Deo gratias! Chwalmy Boga, że „ciemności przeminęły a prawdziwa światłość już świeci"3). Ta światłość wielkanocna i to wielkanocne Alleluja niech ogarną ślaskę duszę, nie jako mijająca fala szczęścia, lecz jako boża moc odrodzenia i życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pożądaniem pożadatem pożywać tę Paschę z wami". Wielkiem pragnieniem pragnąłem dla Śląska tej biesiady i dziś ja wam zostawiam, wzywając do niej wszystkich. Wszyscy do niej zasiądźcie i ukarmijcie się Barankiem Bożym i Jego duchem, a w mocy Jego chodźcie przez wszystkie dni żywota swojego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kościół, uniesiony wielkością dzieła Odkupienia, dokonanego przez Zbawiciela, woła w liturgji wielkanocnej: „O szczęśliwa ta wina, która zasłużyła mieć takiego Odkupiciela!" Życzę naszemu ludowi, aby ta świtająca Wielkanoc śląska takie nam sprowadziła błogosławieństwa, iżbysmy również kiedyś zawołać mogli: Szczęśliwe to przesilenie, które do takiego doprowadziło odrodzenia śląskiej duszy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alleluja! Ludu śląski, do czynu, a „odrodzi się, jako orłowa, młodzież twoja".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katowice, dnia 1 marca 1924 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-980294713092310702?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/980294713092310702/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/listy-pasterskie-o-zycie-katolickie-na.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/980294713092310702'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/980294713092310702'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/listy-pasterskie-o-zycie-katolickie-na.html' title='Listy pasterskie: O ŻYCIE KATOLICKIE NA ŚLĄSKU'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-7081714065566878721</id><published>2011-07-04T03:28:00.000-07:00</published><updated>2011-07-04T03:28:47.149-07:00</updated><title type='text'>Listy pasterskie: O OJCU ŚWIĘTYM</title><content type='html'>Mili Bracia w Chrystusie! Mój drogi ludu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wam wiadomo, wybrałem się w listopadzie roku ubiegłego w podróż do Rzymu, aby Stolicy świętej zdać sprawę ze stosunków kościelnych na naszym Śląsku i w duchu pętniczym zwiedzić groby świętych Apostołów. Dnia 1 grudnia stanąłem przed obliczem Ojca świętego. Nie będę opisywał głębokich wrażeń tej chwili. Ktokolwiek zbliża się do Papieża z wiarę i widzi w Jego osobie głowę Kościoła i Namiestnika Chrystusowego na ziemi, ten nie może się oprzeć blaskowi godności i powagi, który bije z dostojnej ojcowskiej jego postaci. Każdy przed Papieżem czuje się małym i nikłym, drobne cząstkę owczarni Chrystusowej. Ale równocześnie każdy ma tę świadomość, że staje przed Papieżem jako ukochane dziecko przed najlepszym ojcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjął mnie Ojciec święty z ujmującę dobrocię i łaskawością. Troskliwie wypytywał się o nasze stosunki kościelne, polityczne i społeczne. Z ojcowskich uwag i nauk, ze słów pociechy i uznania, z jaśniejących oczu i uśmiechniętej dobrotliwie twarzy biła głęboka i czuła miłość dla śląskiej ziemi. Po żywej wierze spodziewa się rozkwitu przyszłej diecezji śląskiej i jej dodatniego oddziaływania na inne dzielnice Polski. Zapewnił mnie, że o nas pamięta w swych wielkich planach i zamiarach, w swoich cichych modlitwach i ojcowskich westchnieniach. Błogosławi ludowi śląskiemu w tej myśli, by żywa wiara przyświecała mu na drogach nowego bytu. Z czułem podziękowaniem przyjął ofiarę świętopietrzą, wiedząc, że to wdowi grosz, ofiarowany szczerze i z miłością przez lud biedny i pracujący,&amp;nbsp;i nie poprzestał na ustnej podzięce, ale przez swego Sekretarza Stanu, ks. Kardynała Gasparriego, podziękował dodatkowo osobnym, zaszczytnym dla nas listem, który czytaliście w dziennikach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż bywałem w Rzymie inne razy, nigdy nie uderzyła mnie w tym stopniu wielkość Papiestwa, jak za ostatniego pobytu. Zwróciło moją uwagę wprost widoczne wzmaganie się wpływów i znaczenia Stolicy świętej tak w wewnętrznym zarządzie kościelnym, jak i nazewnątrz, w stosunku do państw i rzędów. Niewątpliwie imponować muszą każdemu wytężone prace Stolicy świętej około wewnętrznej i zewnętrznej rozbudowy Kościoła, a imponować muszą głównie tem, że opierają się na planach i inicjatywie samego Ojca świętego, który zakreślił je na światową skalę i obliczył nie tyle na obecną chwilę powszechnego przesilenia, ile raczej na daleką metę dziejową. Niemniej jednak podpada, że największe mocarstwa a nawet państwa, w których katolicy stanowią słabą mniejszość, ubiegają się o względy Ojca świętego. Po doświadczeniach ostatnich lat dziesięciu, przyszli światli mężowie stanu do przekonania, że przyjazny stosunek z tą najwyższą moralną powagą w świecie nietylko w niczem nie ubliża mocarstwowemu stanowisku choćby największych potęg, lecz przeciwnie, zapewnia im wybitne korzyści i podnosi ich prestiż międzynarodowy. Właśnie najtęższe głowy polityczne odnoszą się do Ojca świętego z wielkiemi względami i ustępliwością. Zdają sobie sprawę z tego, że cokolwiek według życzeń Papieża uczynią dla Kościoła katolickiego w swych krajach, to wyjdzie nie tyle na korzyść Stolicy świętej, ile na pożytek państw samych. Widzimy, że narody mądrze rządzone zajmuję w stosunku do Papieża odmienne stanowisko, niż do innych rządów, i starannie unikają konfliktów z tą najwyższą i ostatnią potęgą moralną. Słusznie wychodzą one z założenia, że Papież nigdy nie stanie w opozycji do żadnego państwa, aby mu szkodzić, a jeżeli podnosi&lt;br /&gt;sprzeciwy, to odnoszą się one do błędnych kroków i fałszywych zamierzeń państwowo-kościelnych, które w skutkach swoich więcej gotowe wyrządzić szkody samemu państwu, niż Kościołowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Toteż nigdy nie byto tylu przedstawicieli dyplomatycznych przy Stolicy świętej, jak obecnie. Poprzednio nigdy nie widziałem tam tak ścisłego skupienia się całego świata około Papieża. Nigdy za mej pamięci Rzym nie przedstawiał tak barwnego i zupełnego zespołu wszystkich ras, uczących się na uniwersytetach papieskich. W życiu i ruchu kościelnym nigdy nie odczułem tak dobitnie ogromu moralnej potęgi, którą Papież skupia w swem ręku, a które włada tak szczęśliwie i biegle, jakgdyby na Stolicy Piotrowej zasiadał od dziesiątków lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiłem ledy podzielić się z wami temi wrażeniami i uzupełnić je kilku słowami o znaczeniu Papieża, nie w odniesieniu do polityki i dyplomacji, ale o ile jest głowa Kościoła i jego najwyższym pasterzem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musimy sobie przedewszysłkiem uświadomić, że Papiestwo nie powstało drogą jakiegoś faktu ludzkiego, nie jest rezultatem ewolucji życia kościelnego, a tem mniej łłumaczy się narzuceniem się biskupów rzymskich reszcie hierarchji. Twórcą Papiestwa jest sam Chrystus, jak tego niezbicie dowodzi Ewangelja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak gmina potrzebuje wójta, miasto burmistrza, a naczelnika państwo, tak potrzebowała głowy i przewodnika ta wielka, bo cały świat obejmująca społeczność, którą Chrystus stwarzał w postaci Kościoła. O tem nie mógł Chrystus zapomnieć i nie mógł nie wyposażyć tej głowy w taką władzę, jakiej wymagały cel i charakter Kościoła. I oto pewnego dnia, tam na brzegach morza Tyberjadzktego, Chrystus Pan w toku nadzwyczaj poważnej i czułej rozmowy z Piotrem po dwakroć mu powiada: ,,Paś owce moje". Mówił o owczarni swego Kościoła, o której poprzednio był powiedział, że będzie jedna pod jednym pasterzem. Poddał tak Chrystus Piotrowi cały swój Kościół, nie robiąc wyjątku ani dla Apostołów, chociaż i oni otrzymali byli wysoką godność i władzę w tejże owczarni. W owej chwili Piotr stał się widomą głową Kościoła i Namiestnikiem Chrystusa na ziemi, nie mając obok siebie równego, a nad sobą nikogo prócz Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A władza jego? Władzy tej nie mógł Chrystus szerzej zakreślić, jak słowami: „Tobie dam klucze królestwa niebieskiego. A cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebiesiechf a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebiesiech". Tę zwierzchniczą władzę wykonywał św. Piotr wiernie całe życie, a po jego śmierci przeszła ona na jego następców na biskupiej stolicy rzymskiej, na której zakończy swój żywot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak powstało Papiestwo. Taki miała boski początek ta jedyna w swym rodzaju dynastja, panująca nad sumieniami. W pełnem poczuciu swej najwyższej władzy sprawowali Papieże po wszystkie czasy rządy nad Kościołem, a gdy tego zachodziła potrzeba, umieli nieugięcie bronić swego prymatu, nie jako wywalczonej zdobyczy, lecz jako świętej i nietykalnej spuścizny i woli Boskiego Mistrza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wynika stąd, że niemasz Kościoła Chrystusowego bez Papieża. Taki kościół nie byłby zgodny z boską myślą Chrystusa i z istotną organizacją, jaką On nadał swej owczarni. Nie mogą być Chrystusowemi nawet te kościoły, które mają swych biskupów, ale nie uznają Papieża, bo ten sam Chrystus, który ustanowił godność i władzę biskupią, poddał się pod autorytet Piotra i jego następców. Toteż od najpierwszych początków chrześcijaństwa łączność z Papieżem była znakiem i dowodem przynależności do prawdziwej wiary i owczarni Chrystusowej. Już św. Cyprjan w trzeciem stuleciu wołał: „Jakże może kto sądzić, że jest w prawdziwym Kościele, jeżeli opuszcza Stolicę Piotrową, na której Kościół jest ufundowany?".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieje dziewiętnastu wieków wykazują, że Papiestwo jest dla Kościoła czemś więcej, niż czysta reprezentacją naczelnej władzy. Poznamy to jasno, jeżeli zestawimy życie Kościoła z bytem tych owczarni, które wyzwoliły się spod zależności od Papieża. Przypatrzmy się najprzód schizmie. Miała ona i ma swych patrjarchów, a jednak jej historja, to dzieje nieustających rozterek i walk w łonie episkopatu. Mimo wszelkich wysiłków władza patrjarchów i ich wpływy malały i maleję w dalszym ciągu. Żadne zabiegi nie powstrzymały jej rzeczywistego upadku. I nie mogto być inaczej, gdyż z chwila odrzucenia prymatu papieskiego schodzimy na stopień hierarchji, na którym wszyscy biskupi są sobie zasadniczo równi i na którym niema dostatecznego powodu, aby uzależniać jednego biskupa od drugiego. W następstwie tego zaczęto się rozpadanie schizmy na niezależne od siebie kościoły. Tak zwana autokelaija kościołów greckich w gruncie rzeczy znaczy tyle, co ich udzielność i niezależność od wspólnej głowy. A jak się kościoły grecki i prawosławny już rozpadły na różne odłamy, tak te odłamy w dalszym ciągu kruszyć się mogą i kruszyć się będę na drobniejsze kościółki niezależne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gorzej jeszcze dzieje się w łonie tych sekt, herezyj i tak zwanych kościołów narodowych, które, odpadając od Papieża, nie uratowały nawet hierarchji kościelnej. Tam ten proces wewnętrznego rozstroju i rozkładu jest szybszy i radykalniejszy. I jest to zupełnie zrozumiałe, jako konieczne następstwo zerwania z ośrodkiem jedności i władzy. To, co powstaje bunfem, kończy zwykle anarchją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widzimy dalej, że każdy odłam Kościoła, odpadający od łączności z Papieżem, zsuwa się tem samem na poziom ludzkich tworów i poczyna dzielić losy tego, co stoi myślą ludzką i ludzkim wysiłkiem. Nawet schizma, pomimo że wyniosła z Kościoła hierarchję i Sakramenta święte, zdała od Papiestwa stanęła i stoi, nie stawia żadnego kroku naprzód, niby skostniała i porażona. Uruchomią aparat religijny, który miała w chwili rozbicia jedności kościelnej, ale te urządzenia zamierają. Nie odnawia się, nie odtwarza i jest jakby bezpłodna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Herezje zaś i sekty, które z hałasem i krzykiem zrywają jedność kościelna, podnosząc hasła reformy, chciałyby iść naprzód niepohamowanie i szybko, lecz już po pierwszych nerwowych krokach, podyktowanych nienawiścią i fanatyzmem, odczuwają niemoc swoją i zwalniają biegu, znacząc drogę swego smutnego pochodu stopniowym marazmem, a w końcu samemi negacjami. Rozpraszają naukę Chrystusową, tracą Jego prawdy, porzucają jeden artykuł wiary po drugim i niejednokrotnie dochodzą do wyparcia się nawet bóstwa Chrystusa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej niemocy szukają ratunku i oparcia w czynnikach ludzkich. Albo zaprzedawają się rządom i w roli kościołów państwowych stają się ślepem a powolnem narzędziem polityki. Albo rzucają się w objęcia nacjonalizmu i jako kościoły narodowe spełniają funkcję religijnej reklamy dumy szczepowej, gotowe uświęcić każdy ruch narodowy, choćby przesadny, chorobliwy i niesprawiedliwy. Albo imają się złota i dolarami skupują sprzedajne dusze, aby niemi przynajmniej częściowo zapełniać rosnące luki w swych szeregach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakże wobec tego obrazu całkiem w innem świetle przedstawia się Kościół, rządzony przez Papieży. Przypomnijmy sobie, jak to Chrystus na drodze do Cezarei rzekł do Szymona: „Tyś jest opoka, a na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie zwyciężą go". Nie chce Chrystus, aby Szymon pozostał takim zwykłym Apostołem jak Jakób, Jan, Andrzej... albo zwykłym członkiem Kościoła jak rzesze uczniów albo tłum wiernych. Więc przekreślając mu imię rodowe, nazywał go kamieniem (Piotrem), bo czyni z niego epokowy fundament swego Kościoła i trwanie tego Kościoła łączy z tym fundamentem na zawsze, „a bramy piekielnie nie zwyciężą go". Odtąd każdy Papież, mniejsza o to, czy poprzednio był rybakiem, czy literatem, czy uczonym, czy się nazywał Barjonę, czy Hildebrandem, czy Rattim, z chwilę, gdy obejmuje pasterzowanie owczarni Chrystusowej, jest tę opoką wiecznotrwała, z które Kościół tęczy się tak, jak gmach ze swym fundamentem, jak ciało z głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oparty o ten fundament Papiestwa, Kościół katolicki po dziewiętnastu wiekach istnienia stoi dziś przed nami jako niewzruszona i największa potęga moralna w świecie. Wewnętrznie ściśle spojony doskonałe organizację, oparte na znakomitem prawie kościelnem, karny nadprzyrodzonem poszanowaniem władzy, skupia się około swej najwyższej głowy z uległościę najzupełniejszę, bo oparte na motywach wiary. To sfanowi jego nieprzezwyciężone siłę, jego jedność. Toteż Kościół przeszedł prześladowania i walki, uciski i kataklizmy wieków, a nie runęł. O Opokę Piotrowę rozbijały się gniewy, oszczerstwa, herezje, rzędy i dynastje, ale jej nie skruszyły. Słońcem bożem oblany, stoi dziś na tej opoce ten sam Kościół, świecęc narodom jako znak zbawienia tak jasno, jak przed dziewiętnastu wiekami w dzień Zielonych Świątek. O te skałę Piotrową odbijać się będę w dalszym cięgu przewroty, wstrzęśnienia, wezbrane fale ludzkiej złości, ale jej nie zmogę, bo ona stoi wszechmocnem słowem bożem. Nie powstała myślę ni rękę człowieka, i dlatego myśl ludzka jej nie wywróci, a ręka ludzka jej nie obali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z nauki Chrystusa nic Kościół nie uronił, bo nad jej czystością czuwa następca Piotra, do którego Chrystus rzekł: „Jam prosił za tobę, aby nie ustała wiara twoja, a ty... utwierdzaj braci twoich". Zmieniajęce się kierunki myśli ludzkiej nie wypaczyły powierzonych Kościołowi prawd, gdyż Papież „utwierdza braci", utwierdza wiernych, utwierdza kapłanów, utwierdza biskupów, a utwierdza we wierze nieskażonej, bo poręczonej wszechmocne i niezawodne modlitwę Chrystusa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kościół Papieży jest do dziś świeży, żywotny, płodny. Żyje pełnem życiem, ciągle działa, ciągle tworzy. Metodę pracy przystosowuje do przekształcających się warunków, a od tronu papieskiego, stosownie do czasu i potrzeb, rozlewają się szerokiemi korytami poprzez wszelkie kraje niezliczone dobrodziejstwa nie tylko religijne, ale i kulturalne i materjalne. Korzystają z nich sumienia i umysły, wiedza i szłuka, biedni i głodni, bez różnicy kraju i przynależności narodowej, bez względu na spory i walki między ludami. Papież niezawisły od władzy państwowej, nie identyfikuje się z żadnym narodem. Jest ojcem wszystkich ludów tak, jak Chrystus, którego przedstawia, jest wszystkich Bogiem; tak jak Kościół, któremu przewodniczy, jest Kościotem katolickim, czyli powszechnym. Ktoby chciał Papieża ograniczyć do interesów jednego narodu, tenby stworzył karykaturą Papiestwa tak, jak są karykaturą Kościoła Chrystusowego wszelkie kościoły narodowe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jeżeli poprzez wieki Papiesłwo jaśniało blaskami, którym nic nie dorówna w dziejach państw i dynastyj, to i dziś z wysokości Piotrowej opoki pada na zamroczony świat tak wielka światłość, jak rzadko dotąd. Pada i na naszą polską ziemię, wskazując drogi boże i dobre kierunki. Pada i na naszą śląską krainę, przyświecając pracy robotnika w dusznej hucie, świecąc górnikowi w ciemnych czeluściach, oświetlając kroki gospodarza na śląskich łanach, wszystkim zwiastując „pokój Chrystusowy", bez którego ludzkość znękana nie wróci do równowagi i szczęścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biedny, kto tej światłości nie dostrzeże! Biedni ci wszyscy, którzy Papieża nie znają i nie mają. Biedni ci heretycy starzy i nowi, którzy mu jego władzy i powagi zazdroszczą, ale jej uznać nie chcą. Biedni ci prawosławni, oddawna skrycie stęsknieni za jednością Kościoła, za miłościwemi rządami i sercem ojcowskiem ustanowionego przei Chrystusa Pasterza, A my, my szczęśliwe dzieci Ojca świętego, otoczmy tron jego sercami i modlitwą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skupmy się około niego w duchu wiary i miłości, ślubując mu dozgonne wierność i posłuszeństwo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadchodzi rocznica wyboru i koronacji Ojca św. Piusa XI. Z tej okazji cały Kościół daje wyraz uczuciom synowskiego przywiązania do Papieża. W świątyniach odbywają się nabożeństwa na podziękowanie Panu Bogu za ustanowienie Papiestwa i dla wyproszenia łask bożych panującemu Ojcu świętemu. Odbywają się akademje i odczyty. Prasa katolicka poświęca Papieżowi bogate artykuły, a do Watykanu i Nuncjatur wpływają zewsząd adresy, gratulacje, życzenia. Nasz Śląsk nie powinien i nie może pozostać w tyle za innymi w tej pięknej demonstracji katolickiej. Owszem, mając względem dostojnej osoby Jego Świątobliwości Papieża Piusa XI szczególne powody do wdzięczności i miłości, powinien się okazałością i szczerością łych manifestacyj wysunąć na czoło i stale przodować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym celu zarządzam szczególny obchód papieski, który się odtąd corocznie w wszystkich paratjach Administracji Apostolskiej odbywać będzie w niedzielę po rocznicy wyboru Ojca świętego. W roku bieżącym przypada to święto na dzień 10 lutego i obchodzić się będzie według następującego porządku:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główne nabożeństwo polskie i niemieckie będzie uroczyste i okazale, z kazaniem o znaczeniu Papiestwa. Po sumie odśpiewa się przed Przenajświętszym Sakramentem „Te Deum" i udzieli się błogosławieństwa sakramentalnego. Na to nabożeństwo zaproszą wielebni Książa Proboszczowie władze miejscowe i szkoły. Organizacje katolickie i związki kościelne wezmą urzędowy udział ze sztandarami i oznakami. — Po nieszporach urządzi się w stosownym lokalu uroczyste zebranie ludowe z udziałem Stowarzyszeń katolickich, a z wykluczeniem wszelkich trunków. Nastrój tego zebrania ma być poważny i podniosły, do czego przyczynią się odpowiednie dekoracje sali, śpiewy i występy muzyczne. Po zagajeniu zebrania przez ks. Proboszcza wygłosi wybrany przez niego mówca przemówienie okolicznościowe, po którem może&lt;br /&gt;nastąpić krótsze domówienie, wyrażające Ojcu świętemu hotd imieniem organizacyj katolickich. Urozmaicić można to zebranie deklamacjami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest mojem gorącem życzeniem, aby obchód papieski już w roku bieżącym obchodzono u nas z całe gorliwością śląskiej duszy. Niech w modlitwach dziękczynnych i błagalnych za Ojca świętego rozpłomienia się serca katolickie i niech jasno i głośno wypowiedzą miłość, uległość i najzupełniejsze oddanie się Ojcu świętemu, który nas zna, kocha i błogosławi. Niech ten obchód papieski będzie zarazem jednomyślnym protestem przeciw jakimkolwiek zakusom sekciarskim, któreby podstępnie lud nasz chciały odwieść od przywiązania do Stolicy świętej. A wreszcie niech to święto będzie corocznem odnowieniem żądania, aby nasza Polska była Polską katolicką i na wzór wielkich praojców naszych szczerze oddana Kościołowi i Stolicy świętej. Obok miękkiej chorągwi biało-amarantowej chciałbym częściej przy uroczystościach kościelnych widywać wesołą biało-żółtą flagę papieska, bo wierzę, że oczy, wpatrzone w te piękne kolory, nie znajdą upodobania w krwawej barwie nienawiści i przewrotu. Gdy dusza polska ukocha herbową tarczę z tiarą i złotemi kluczami, nabierze wstrętu do jakobińskich haseł i godeł. Jest w tem szczególna myśl boża, że obecny Ojciec święty własną osobą swoją zbliża nas do Papieslwa, że Polskę kojarzy ze Stolicą świętą. Ale czyżby aż tego zrządzenia Opatrzności było potrzeba, by wskrzeszona ojczyzna utrzymała się na wysokości swej chlubnej tradycji: Polonia semper fidelis?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Modlę się do Boga, aby się nasze stosunki tak poprawiły, iżbym w roku jubileuszowym 1925 mógł poprowadzić liczną pielgrzymkę śląską do Rzymu i tam oświadczyć Ojcu świętemu, że Śląsk jest i będzie z Papieżem, bo chce być z Chrystusem. Silpsia semper fidelissima!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katowice, dnia 18 stycznia 1924 r.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W: Kard. A. Hlond, Listy pasterskie, Poznań 1936.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-7081714065566878721?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/7081714065566878721/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/listy-pasterskie-o-ojcu-swietym.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/7081714065566878721'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/7081714065566878721'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/listy-pasterskie-o-ojcu-swietym.html' title='Listy pasterskie: O OJCU ŚWIĘTYM'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-9194653933970275859</id><published>2011-07-04T03:01:00.000-07:00</published><updated>2011-07-04T03:01:39.132-07:00</updated><title type='text'>Listy Pasterskie: PIERWSZY LIST PASTERSKI</title><content type='html'>Najmilsi w Chrystusie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz pierwszy odzywam się do was, aby wam oznajmić, że z dniem dzisiejszym z woli Ojca świętego obejmuję na Śląsku Polskim zarząd kościelny, który jako Administrator Apostolski sprawować będę w myśl udzielonych mi przez Stolicę świętą instrukcyj i pełnomocnictw. Pragnę, aby w tym dniu cały Śląsk Polski, uświadomiwszy sobie doniosłe i historyczne znaczenie tego faktu, zbliżył się do Boga i zabrzmiał potężnym hymnem wdzięczności. Niech się radośnie rozkołyszę dźwięczne dzwony waszych kościołów, niech wszędzie z pełnych piersi zagrzmi uroczyste Te Deum i niech się dzień ten, w którym się dla Kościoła na Śląsku nowa rozpoczyna era, we wszystkich sercach wyryje wspomnieniem niezatartem. Zwróćmy się w tej chwili z wdzięcznością, z synowskiem przywiązaniem i z czcią głęboką także do naszego Ojca świętego, Piusa XI. On to bowiem, rozumiejąc wasze potrzeby religijne i uwzględniając łaskawie wasze gorące życzenia, złożył szczególniejszy dowód swej ojcowskiej dla Śląska dobroci i swej apostolskiej troski o duszę ludu naszego, stwarzając na ziemi naszej odrębny zarząd kościelny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem wam może nieznany, ale nie jestem wam obcy. — Na równi z wami jako dziecko śląskiej ziemi, przybywam do was jako ziomek i brat wasz, ze starośląskiem zaufaniem swego do swoich. Pragnę się z wami jaknajprędzej zapoznać i dlatego odwiedzać was będę w waszych parafjach, po miastach i wioskach. Chcę was powitać przy pracy, czy to w przemyśle, czy na roli. Chcę się z wami pomodlić w waszych pięknych kościołach, udzielić wam Ducha Sw. przez sakrament bierzmowania, pobłogosławić wasze dziatwę w szkołach, odwiedzić waszych chorych po szpitalach i zżyć się z wami zupełnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przychodzę do was z jasnym i ustalonym programem. — Pracowałem dotąd w Zgromadzeniu Salezjańskiem pod hasłem: „Daj mi dusze, resztę zabierz", i z temże hasłem, z wyraźnego polecenia Ojca świętego, przybywam do dusz waszych, które odtąd są powierzone mej pieczy i za które odtąd przed Bogiem odpowiadam. A więc zadaniem mojem będzie prowadzić was drogą wiary i cnoty do Boga, do nieba, utwierdzając, krzepiąc, oświecając, podnosząc, ratując. Wszyscy mają prawo do mej miłości, do mej pracy i opieki i wszystkim chcę służyć, wszystkimi się zająć, aby wszystkich Chrystusowi pozyskać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przystępuje do tej pracy z świadomością swego trudnego zadania, ale i z głęboką wiarą w pieczołowitość tej Opatrzności, która mi przez Zastępcę Chrystusa na ziemi powierzyła losy Kościoła śląskiego. Nie polegam więc na swych słabych siłach, ale pokładam swą ufność w Bogu i w pomocy Matki Najświętszej, której opiece się wraz z całym Kościołem na Śląsku w szczególniejszy sposób oddaję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po niebie najwięcej pomocy spodziewam się od kleru śląskiego, który zawsze z cnót kapłańskich słynął. Mam też do was, moi zacni księża, zupełne zautanie i wiem, że jak przetrwaliście mężnie burze ostatnich lat, tak będziecie w dziejowej chwili przebudowy Śląska dla ludu pasterzami o przykładnej gorliwości, a dla swego Arcypasterza chętną pomocą w ustrojowej pracy diecezjalnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielkiej, bardzo ważnej pomocy spodziewam się po tobie, zacny ludu śląski. Liczę na tę żywą i praktyczną wiarę, która była i jest twoją chlubą. Liczę na twoje po przodkach odziedziczone przywiązanie do Kościoła i na to żywe zainteresowanie się jego sprawami, którem się z tradycji odznaczasz. Liczę na twoje głębokie zrozumienie nowych zadań Kościoła na naszej ziemi i na chętne, ofiarne poparcie dziel, które tu w najbliższych latach stanąć maję na (rwały dobytek Slęska i na pamiątką dzisiejszego przełomu w jego dziejach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Witajcie mi zatem, wielebni Księża i mili diecezjanie, jako pierwociny Kościoła śląskiego i pozwólcie mi, żebym zaraz przy pierwszem naszem spotkaniu wezwal was do wspólnej ze mną pracy nad duszami waszemi i nad budowaniem nowej organizacji kościelnej. Niech dzień dzisiejszy na zawsze pamiętny będzie nie tylko fem, że Śląsk się kościelnie wyodrębnia, ale głównie tem, że od tej chwili swoje siły zespalać będzie, aby swój ustrój i swą przyszłość oprzeć na wiekolrwałej podwalinie mocnej i żywej wiary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przybywam do was w chwili, w której kończy się adwentowe wyczekiwanie Zbawiciela, w przeddzień miłych Świat Bożego Narodzenia. Otóż gdy się za dni kilka około żłóbka gromadzić będziecie, aby Dziecinie Bożej starym obyczajem zanucić nasze przepiękne kolędy, polećcie jej w cichej modlitwie także Kościół śląski, jego potrzeby, jego przyszłość, jego Arcypasterza. I w tej rzewnej chwili niech błogosławieństwo boże spłynie obficie na wasze rodziny, na wasze sprawy, na śląską ziemię, wnosząc w serca szczęście, w społeczeństwie spokój i wzajemne zaufanie, wszystkich jednocząc w miłości Chrysfusowej według anielskiego pienia: „Chwała Bogu na wysokości, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadatkiem tych łask niebieskich niech będzie błogosławieństwo apostolskie, którego z wynurzeniem serca wam i całemu Śląskowi z polecenia Ojca świętego udzielam: Niech was błogosławi Wszechmogący Bóg Ojciec, Syn i Duch Święty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katowice, dnia 17 grudnia 1922 r.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;W: Kard. A. Hlond, Listy pasterskie, Poznań 1936.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-9194653933970275859?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/9194653933970275859/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/listy-pasterskie-pierwszy-list.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/9194653933970275859'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/9194653933970275859'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/listy-pasterskie-pierwszy-list.html' title='Listy Pasterskie: PIERWSZY LIST PASTERSKI'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-1664094378578303820</id><published>2011-07-03T10:26:00.000-07:00</published><updated>2011-07-03T10:26:03.417-07:00</updated><title type='text'>Kard. August Hlond (1881 - 1948)</title><content type='html'>&lt;strong class="T12"&gt;&lt;tt class="T8"&gt;&lt;/tt&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;60 rocznica smierci kard. Hlonda jest okazją, by przypomnieć jednego z najwybitniejszych Polaków, prawdziwego przywódcę duchowego Polski w latach 1926 - 1948. Nigdy nie wchodził w żadne kompromisy ze sprawującymi władzę. Bezkompromisowa postawa Księdza Prymasa w głoszeniu ewangelicznej prawdy była bardzo niewygodna dla komunistycznych władz. Z niewyjaśnionych do dzisiaj powodów, po udanej operacji wyrostka robaczkowego, na skutek infekcji niewiadomego pochodzenia, 22 października 1948 roku w szpitalu Sióstr Elżbietanek na Mokotowie umierał Prymas Polski, kard. August Hlond. Była godzina 10:30, gdy wydał ostatnie tchnienie. Kilka godzin wcześniej mówił do zgromadzonych przy jego łóżku: "W obliczu śmierci trzeba być radosnym. Wszystkich nas to spotka. Trzeba śmierć pogodnie przyjmować. Ona jest przejściem do lepszego życia. Jest drogą do wieczności". Odszedł na spotkanie z Chrystusem i Jego Matką, którą tak umiłował. Umarł w czasie, kiedy po ludzku rzecz biorąc, był Polsce najbardziej potrzebny: komunizm rozszerzał swoją walkę z religią, a w Budapeszcie sądzono prymasa Węgier Kard. Mindszentiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przeddzień swojej śmierci, późnym wieczorem, kardynał Hlond dodawał otuchy swoim najbliższym współpracownikom, aby nie upadali na duchu w tym trudnym czasie terroru komunistycznego: "Nie traćcie nadziei. Lecz zwycięstwo jeśli przyjdzie - będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny. W tej walce, która się toczy między gromadą szatanów i Chrystusem, tych, którzy wierzą, że są wezwani, odwoła do nieba i będzie, jak chce sam Bóg. Walczcie z ufnością. Pod opieką błogosławionej Maryi Dziewicy pracujcie... Zwycięstwo wasze jest pewne. Niepokalana dopomoże wam do zwycięstwa".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kardynał August Hlond był przekonany, że jedną z najważniejszych potrzeb Kościoła jest obrona przed tym uosobionym złem, którym jest szatan, a Matka Boża, jest największą nieprzyjaciółką, jaką Bóg przeciwstawił szatanowi. Dlatego, w duchu orędzia fatimskiego, 8 września 1946 r. Ksiądz Prymas wraz z całym Episkopatem w obecności miliona Polaków, na Jasnej Górze, dokonał aktu poświęcenia całej Polski Niepokalanemu Sercu Maryi. W ten sposób Polska stała się pierwszym krajem, po Portugalii, który tego aktu dokonał zgodnie z prośbą wypowiedzianą przez Matkę Bożą w Fatimie. Poprzez poświęcenie Niepokalanemu Sercu Maryi Polska weszła na fatimską drogę zawierzenia Maryi i wypełniania Jej próśb. Tak rozpoczęła się wyjątkowa droga Kościoła w Polsce, który jako jedyny w krajach komunistycznych zdołał zachować wyjątkowo duży obszar wolności i niezależności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kardynał A. Hlond w swoim nauczaniu wypowiadał prorocze słowa: "Polska nie zwycięży bronią, ale modlitwą, pokutą, wielką miłością bliźniego i różańcem. Trzeba ufać i modlić się. Jedyną broń, której Polska używając odniesie zwycięstwo - jest różaniec. On tylko uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi może narody będą karane za swą niewierność względem Boga. Polska będzie pierwsza, która dozna opieki Matki Bożej. Maryja obroni świat od zagłady zupełnej. Całym sercem wszyscy niech się zwracają z prośbą do Matki Najświętszej o pomoc i opiekę pod jej płaszczem. Nastąpi wielki triumf Serca Matki Bożej, po którym dopiero zakróluje Zbawiciel nad światem przez Polskę". Ksiądz Prymas uwrażliwiał kapłanów i wiernych, aby byli świadomi, że są w samym centrum dramatycznego zmagania się dobra ze złem. 16 sierpnia 1948 r. mówił:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jesteśmy świadkami zaciętej walki między państwem Bożym a państwem szatana. Wprawdzie walka ta stale się toczy bez zawieszenia broni, walka najdłuższa i najpowszechniejsza. Dziś jednak na oczach naszych toczy się ona tak zawzięcie jak nigdy. Z jednej strony odbywa się zdobywczy pochód Królestwa Chrystusowego, z drugiej zaś strony ciąży nad światem łapa szatana, tak zachłannie i perfidnie, jak to jeszcze nigdy nie bywało. Nowoczesne pogaństwo, opętane jakby kultem demona, odrzuciło wszelkie idee moralne, wymazało pojęcie człowieczeństwa. Upaja się wizją społeczeństwa, w którym już nie rozbrzmiewa imię Boże, a w którym pojęcie religii i moralności chrześcijańskiej są wytępione bezpowrotnie. Wyniki tej rozgrywki pomiędzy państwem Bożym a państwem szatana nie nastręcza wątpliwości. Kościół ma zapewnione zwycięstwo: «Bramy piekielne nie przemogą go· (Mt 16, 18). Chodzi tylko o to, by każdy człowiek rzucił na szalę tego zwycięstwa zasługę swego moralnego czynu. Jeśli kto, to zwłaszcza my, kapłani Chrystusowcy, winniśmy w tej decydującej walce stanąć w pierwszych szeregach. Od nas zależy, by godzinę triumfu przyśpieszyć. Każdy z nas w tym boju ma wyznaczone stanowisko. Kto na wyznaczonym swoim posterunku nie daje z siebie wszystkiego, jest zdrajcą sprawy Bożej i naraża na niebezpieczeństwo innych. Kto zaś z tej walki z wygodnictwa się usuwa, jest dezerterem z szeregów oficerskich Chrystusa" (audiencja dla ks. Ignacego Posadzego, przełożonego generalnego Towarzystwa Chrystusowego).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prymas Polski kardynał August Hlond urodził się 5 lipca 1881 r. w Brzęczkowicach pod Mysłowicami w rodzinie dróżnika kolejowego. W 1896 r. wstąpił do Towarzystwa Salezjańskiego, a po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, w 1905 r. otrzymał święcenia kapłańskie w Krakowie. W 1922 r. Ojciec św. Pius XI mianuje ks. Hlonda administratorem apostolskim Górnego Śląska, a po trzech latach pierwszym biskupem ordynariuszem nowo utworzonej diecezji katowickiej. Urząd prymasa Polski objął w 1928 r., a więc 8 lat po odzyskaniu niepodległości a po 150 latach niewoli. Kraj był wyniszczony i rozbity na dzielnice, to wymagało intensywnej i zorganizowanej pracy. Zadanie, które stanęło przed nowym prymasem nie było łatwe. Wiadomo, że w czasach przełomowych siewcy kąkolu są liczniejsi niż kiedykolwiek. Dostrzec niebezpieczeństwo, otworzyć na nie wiernym oczy, podać sposoby obrony przed złem, to zadanie prawdziwego pasterza. Walka ze złem objawiła się w postępowaniu kard. A. Hlonda spokojnym i przemyślanym działaniem, ale najbardziej w pełnych zdecydowania i Bożej mądrości listach pasterskich, które nawet na czytających je dziś robią wrażenie, bo są nadal aktualne i jakby pisane do dzisiejszego człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;List pasterski, który odbił się szerokim echem nie tylko w kraju ale i za granicą, mówił "O chrześcijańskich zasadach życia państwowego" (1932). Przetłumaczono go i wydano w pięciu językach. W treści i stylu podobny jest do encyklik papieskich. Daje on niezwykle klarowną naukę o stosunku Kościoła do państwa. Powstał w bardzo trudnym czasie, gdy w Berezie Kartuskiej działał obóz koncentracyjny dla przeciwników politycznych ówczesnej władzy, po przewrocie majowym 1926 r. Kardynał Hlond pisał: "W pojęciu liberalnym państwo nie uznaje Boga, nie liczy się z Nim pod żadnym względem, nie przyjmuje Jego praw etycznych, nie zważa na Jego religię, czyli jest zasadniczo bezwyznaniowe. Zwykle posuwa się dalej, staje się bezbożne... wykreśla Boga z Konstytucji, ruguje ze szkoły, wyrzuca z ustawodawstwa, a nawet kult Jego i wiarę prześladuje". Kardynał stawiał jasno sprawę stosunku Kościoła do państwa i demaskował niezwykle niebezpieczną działalność masonerii: "Podejrzenia, utrudnianie pracy, podkopywanie powagi, intrygi, nadzór policyjny i tyle innych, nieraz mało szlachetnych sposobów utrudniania pracy Kościoła - to nierzadko praktyki tych kół wolnomyślnych i wolnomularskich, które powodowane chorobliwą nienawiścią do Kościoła, gotowe poświęcić nawet bardzo wielkie wartości moralne narodu i kraju, byle skłócić państwo i Kościół".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ośrodki masońskie propagowały ustawodawstwo wymierzone przeciwko rodzinie, proponując legalizację wolnych związków, pornografii, aborcji i antykoncepcji, argumentując przy tym, że katolickie zasady moralne ograniczają wolność człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ksiądz Prymas zdecydowanie występował przeciwko tym próbom moralnej deprawacji narodu polskiego, uświadamiając, że rodzina jest najmniejszą komórką społeczną i jej rozpad jest zagrożeniem dla państwa i narodu. Wskazywał, że główną strategią walki masonerii z Bogiem i Kościołem jest demoralizacja, według zasady: dopiero wtedy upadnie wiara, gdy runie moralność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kardynał Hlond odważnie występował przeciwko przenikaniu masonerii do szkół i deprawowaniu młodzieży. Dosyć prężnie działał wtedy na kresach wschodnich tak zwany "Zakon Wyzwolenia" czyli Filarecki Związek Elsów. Młodzież, która do tej loży należała, była zobowiązana do angażowania się w "zwalczaniu religii i moralności chrześcijańskiej". Ksiądz Kardynał cytował oryginalne dokumenty tej masońskiej organizacji, aby demaskować jej prawdziwe cele i zadania. Między innymi loża ta nakładała na członków następujące zobowiązania: "Rycerz jest ślepym, nieczułym narzędziem w ręku swych starszych, spełnia wszystko, co mu każą nawet, jeśli mu to się wydaje zbrodnią. Nie drży na widok krwi a sam z przyjemnością sprząta ze świata każdego wroga. Kościół przede wszystkim katolicki i księży uważa za swych najgorszych wrogów".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ksiądz Prymas wielokrotnie wskazywał na przykłady tragicznych skutków masońskiej deprawacji młodzieży. Słynne w owym czasie było wykrycie masońskiego związku w szkole w Święcianach na Wileńszczyźnie. Wpływ masońskich idei na młodzież tej szkoły byl tragiczny, doprowadził do upadku moralności i niebywałego zdziczenia, połączonego z zamachami na życie, mordowania profesorów, ucieczkami z domu, pladze pornografii, oraz różnych satanistycznych praktyk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ten sposób, pod pozorem podniesienia poziomu kultury, wolnomularstwo stwarzało warunki dla "rozprzestrzeniania się satanizacji życia", ostrzegał kardynał Hlond. Ta zdecydowana akcja uświadamiania katolików o rzeczywistych celach masonerii spowodowała znaczne osłabienie wpływów lóż masońskich w przedwojennej Polsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ksiądz Prymas wskazywał na wielkie zagrożenie dla moralności i życia religijnego płynące ze strony nie tylko masonerii ale i komunizmu, przestrzegając przed jego zgubnymi wpływami dla życia narodu i państwa. Kardynał Hlond uświadamiał wiernych, że wolnomularskie i komunistyczne ideały zacierania granic pomiędzy dobrem i złem są owocem "szatańskiej nienawiści do Boga". Dlatego "jedyną receptą uzdrowienia Polski" jest budowanie ładu społecznego na podstawowych zasadach moralności chrześcijańskiej oraz zdecydowane odcinanie się od wpływów idei propagujących całkowity rozkład moralny, niewiarę i naturalny deizm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała działalność Sługi Bożego była przepojona troską o wieczne zbawienie dusz. Nie na darmo w swoim herbie biskupim umieścił hasło: «Daj mi dusze, resztę zabierz·. Taką troską obejmował Polaków nie tylko w kraju ale i przebywających na emigracji. Rozrzuceni po całym świecie, byli jak owce bez pasterza. Sługa Boży chciał okazać im szczególną swoją troskę pasterską i miłość. Jego alarmujące wołanie: «Na wychodźctwie giną dusze polskie· było wyrazem jego zatroskania o ich zbawienie. Aby zapewnić duszpasterską opiekę dla polskich emigrantów, kardynał Hlond powołał do istnienia w 1932 r. misyjne zgromadzenie zakonne: Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 5O-tą rocznicę śmierci Sługi Bożego Augusta Hlonda, wspominamy wspaniały dorobek Jego pasterskiej posługi. Był przykładem i wzorem za życia i był nim w najtrudniejszym momencie, w chwili śmierci. Jego śmierć zbiegła się z wprowadzeniem na urząd obecnego papieża Jana Pawia II. Ten sam miesiąc, ten sam dzień i prawie ta sama godzina, tylko 30 lat wcześniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22 października 1978 r. w dniu wprowadzenia na urząd papieża w godzinach przedpołudniowych Polacy obecni w Rzymie zebrali się w kościele św. Jana. Tam w czasie kazania kard. Stefan Wyszyński powiedział takie słowa: "Meldujemy ci Sługo Boży, kardynale Auguście, który tam klęczysz u tronu Matki Bożej. Powiedziałeś za życia, że "zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Maryi" - zwycięstwo przyszło, przyszło przez Maryję. Przyszło w 30 rocznicę śmierci Sługi Bożego Kardynała Augusta Hlonda".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecnie w Rzymie toczy się ostatni etap procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego kard. Augusta Hlonda. Zachęcamy do modlitwy za Jego pośrednictwem o uzdrowienie duchowe, fizyczne lub inne potrzebne łaski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boże, Nasz Ojcze, dziękuję Ci za to, że dałeś naszej Ojczyźnie Kardynała Augusta Hlonda, Biskupa i Prymasa Polski, wielkiego i żarliwego czciciela Niepokalanej Dziewicy, Matki Twojego Syna i naszej Matki oraz, że uczyniłeś go troskliwym ojcem i opiekunem Polonii Zagranicznej. Racz wzbudzić i w moim sercu gorącą miłość ku Tobie i synowską cześć ku Maryi Wspomożycielce Wiernych, a dla wsławienia Twego imienia racz mi udzielić za wstawiennictwem Kardynała Augusta łaski, o którą pokornie proszę. Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo... Chwała Ojcu....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tych, którzy otrzymali szczególne laski za wstawiennictwem Sługi Bożego ks. kard. A. Hlonda, prosimy o powiadomienie pisemne na adres redakcji "Miłujcie się".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ks. Czesław Kamiński TChr&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Źródło: &lt;a href="http://www.radiopomost.com/index.php?view=article&amp;amp;catid=38%3Apolska&amp;amp;id=1394%3Amierci-sugi-boego-prymasa-augusta-hlonda&amp;amp;tmpl=component&amp;amp;print=1&amp;amp;layout=default&amp;amp;page=&amp;amp;option=com_content&amp;amp;Itemid=58"&gt;http://www.radiopomost.com/index.php?view=article&amp;amp;catid=38%3Apolska&amp;amp;id=1394%3Amierci-sugi-boego-prymasa-augusta-hlonda&amp;amp;tmpl=component&amp;amp;print=1&amp;amp;layout=default&amp;amp;page=&amp;amp;option=com_content&amp;amp;Itemid=58&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-1664094378578303820?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/1664094378578303820/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/kard-august-hlond-1881-1948.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/1664094378578303820'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/1664094378578303820'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/kard-august-hlond-1881-1948.html' title='Kard. August Hlond (1881 - 1948)'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-7974616754171781673</id><published>2011-07-03T10:24:00.000-07:00</published><updated>2011-07-03T10:24:31.568-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;table class="contentpaneopen"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="contentheading" width="100%"&gt;Rocznica śmierci Sługi Bożego prymasa Augusta Hlonda   &lt;/td&gt;&lt;td align="right" class="buttonheading" width="100%"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table class="contentpaneopen"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td valign="top"&gt;&lt;span class="small"&gt;   Wpisany przez opr.VZ  &lt;/span&gt;     &lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="createdate" valign="top"&gt;  niedziela, 23 stycznia 2011 22:51 &lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td valign="top"&gt;&lt;div class="ja-thumbnailwrap thumb-left" style="width: 200px;"&gt;&lt;div class="ja-thumbnail clearfix"&gt;&lt;div class="thumbnail" style="position: relative; z-index: 2;"&gt;&lt;a class="fancyboxgroup" href="http://adonai.pl/swieci/graph/i19.jpg" rel="jagroupgroup" title=""&gt;&lt;img border="0" src="http://adonai.pl/swieci/graph/i19.jpg" style="float: left;" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;script language="javascript" type="text/javascript"&gt; /* &lt;![CDATA[ */jQuery(document).ready(function() {if( ! jQuery("a.fancyboxgroup").fancybox({  imageScale:1,      centerOnScroll: 1}) )  { document.write(''); }});/* ]]&gt; */&lt;/script&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;22 października 1948 r. umarł dość nagle i niespodziewanie Prymas Polski, August kardynał Hlond. Miał zaledwie 67 lat.&lt;br /&gt;Kres jego życiu położyły komplikacje po pozornie udanej operacji wyrostka robaczkowego. Stan medycyny był – jak wiemy – zaraz po wojnie dość kiepski, choć profesorowie klinik warszawskich silili się jak mogli, by uratować życie tak ważnej persony(sa rozne opinie). August Hlond był w trzech pierwszych latach PRL-u jakby nieformalną głową antykomunistycznej opozycji, najważniejszym autorytetem nie tylko dla Karola Popiela, księdza Kaczyńskiego, prof. Stanisława Grabskiego i Stanisława Mikołajczyka, lecz i dla „niezłomnej” emigracji w Londynie. Nigdy – mimo niedwuznacznych ofert „czerwonych” – nie pokazał się publicznie z Bierutem, co doprowadzało reżim do białej gorączki.&lt;br /&gt;Moje długoletnie badania archiwalne nad społeczno-politycznym aspektem posługi tego wybitnego Kardynała, prowadzą do nieuniknionego szerszego wniosku, że wielkie zasługi Prymasa dla Kościoła i Ojczyzny będą z biegiem czasu rosnąć w oczach nie tylko teologów, lecz i historyków. Dotyczy to zwłaszcza zainstalowania przez Hlonda polskiej, katolickiej organizacji kościelnej na Ziemiach Zachodnich i Północnych RP, przed 1945 r. praktycznie „straconych” (od 400 lat) dla Stolicy Apostolskiej na rzecz przeważającego tam luteranizmu. Od 1992 r. trwa proces beatyfikacyjny Sługi Bożego Augusta Hlonda. W maju 2006 r. jego grób w archikatedrze warszawskiej nawiedził podczas swej pielgrzymki do Polski Ojciec Św. Benedykt XVI.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sylwetka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;August Hlond urodził się 5 lipca 1881 r. niedaleko Mysłowic na Górnym Śląsku, stąd problematykę ziem zachodnich i polsko-niemieckiego pogranicza znał niemal od dziecka. Po ukończeniu szkół salezjańskich we Włoszech, obronił doktorat na papieskim rzymskim Uniwersytecie Gregoriańskim; dopiero potem studiował (1905-1909) w kraju, na uniwersytetach w Krakowie i we Lwowie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1905 r. Znał języki francuski, niemiecki i włoski, miał dobrą opinię w Watykanie. Na początku został dyrektorem salezjanów w Przemyślu (1907-1909), a od 1909 r. we Wiedniu. Zaraz po I wojnie światowej, gdy miał zaledwie 38 lat, mianowano go dyrektorem generalnym salezjańskiej prowincji zakonnej na Niemcy, Austrię i Węgry, z siedzibą w Wiedniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ks. dr Hlond był głębokim patriotą polskim, nastawionym zarówno antykomunistycznie, jak i antynazistowsko. Niemców nie lubił (i vice versa), cenił za to kulturę francuską i włoską. Politycznie sympatyzował z chadecją, choć wysoko poważał marszałka Piłsudskiego. W wolnej Polsce został w 1922 r. administratorem apostolskim Górnego Śląska, a w 1925 r. pierwszym w dziejach biskupem katowickim. Po zgonie kard. prymasa Dalbora w kwietniu 1926 r., Ojciec Św. Pius XI mianuje bp. Hlonda prymasem Polski oraz arcybiskupem gnieźnieńskim, z siedzibą w Poznaniu. W rok później Hlond uzyskuje kapelusz kardynalski. Ma 46 lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W życiu Kościoła&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jego sytuacja była jednocześnie i dobra, i trudna. Dobra – bo miał powagę w kręgach watykańskich (jak żaden bodaj polski kardynał przed nim) oraz poparcie rządu sanacyjnego. Trudna – bo położenie wewnętrzne Polski było zaraz po przewrocie majowym pełne komplikacji, a kardynał Kakowski z Warszawy (1862-1938) uważał się za niemal prestiżowo równego Hlondowi (przed I wojną nosił tytuł "prymasa Królestwa Polskiego"). Hlond musiał sobie dopiero wyrabiać autorytet. Zabrał się energicznie do pracy. Już w 1929 r. powołał do życia Akcję Katolicką, mającą na celu uaktywnienie się katolików świeckich. Wydał liczne listy pasterskie, książki i broszury, patronował Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wobec rozprawy Piłsudskiego z opozycją (Witos, Kiernik, Liebermann, Pragier, Korfanty) we wrześniu 1930 r. i potem, prymas zajął postawę wyważoną, spokojną i pełną rezerwy. Wbrew głosom większości biskupów (z abp. Sapiehą z Krakowa, abp. Teodorowiczem ze Lwowa i abp. Jałbrzykowskim z Wilna na czele) nie potępił piłsudczyków i ich metod. Sapieha nazwał nieco przesadnie te metody "niemal bolszewickimi" (więzienie brzeskie, bicie posłów przez żołdaków W. Kostka-Biernackiego). Prymas za to gorąco optował za jednością narodową, solidaryzmem klasowym i spokojną pracą państwową. Miał od początku dobre stosunki z warszawskim Zamkiem, skoro już w 1927 r. serdecznie powitał w Poznaniu prezydenta RP prof. Ignacego Mościckiego...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już w latach trzydziestych kardynał Hlond wyrósł na główny duchowy autorytet Polski. Liczyli się z nim bardzo –po zgonie Piłsudskiego - prezydent Mościcki, marszałek Śmigły-Rydz i minister J. Beck. W lutym 1939 r. – na konklawe po śmierci Piusa XI – mówiło się nawet w Rzymie o jego kandydaturze na papieża. Przypomnijmy, że rola prymasów w dziejach Polski jest wyjątkowa; w dawnej Rzplitej szlacheckiej zastępowali głowę państwa w wypadku śmierci króla (interrex), zwoływali wolne elekcje, w Senacie zasiadali na pierwszym miejscu. Wobec klęski wrześniowej, władze RP poprosiły zatem Hlonda o opuszczenie Poznania i udanie się na wschód. Jest więcej niż pewne, że w wypadku pozostania w Poznaniu (który wcielono do Rzeszy w ramach tzw. Warthelandu) Hlond zostałby przez hitlerowców uwięziony, poddany torturom, a nawet zabity (jak choćby bp Michał Kozal z Włocławka).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wedle koncepcji prezydenta i Becka, prymas miał stać się adwokatem sprawy polskiej nad Tybrem. Już 14 września 1939 r. wiceminister Jan Szembek wyrobił mu wizy i wyjechał – via Rumunia - do Rzymu. Problem polegał też na tym, że nowy papież Pius XII (były nuncjusz apostolski w Monachium i Berlinie) przejawiał wiele (także politycznych) sympatii dla Niemiec, a propaganda III Rzeszy kłamliwie oskarżała Polskę (i samego A. Hlonda) o wszystko, co najgorsze. Wyjazd prymasa z kraju spotkał się wszak z negatywnymi odczuciami części społeczeństwa, a nawet niektórych dostojników watykańskich, którzy uważali, że arcypasterz nie ma prawa opuszczać swych wiernych nawet w najgorszej klęsce. Te wyrzuty stały się chyba powodem pewnego kompleksu Hlonda, który potem często się z tego tłumaczył oraz jak najszybciej chciał wrócić do Polski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na obczyźnie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wedle relacji niektórych świadków, wysiadłszy 19 września 1939 r. na dworcu rzymskim Termini, 58-letni prymas był po prostu załamany. Trudno mu się dziwić, skoro minęły dopiero dwie doby od agresji bolszewickiej... Nie udało mu się do końca spełnić nadziei rządowych. Spośród prałatury rzymskiej, mało kto chciał z nim poważnie rozmawiać, a papież przyjął go tylko dwa razy. Mowa Ojca Św. do uciekinierów z powalonej przez Niemców i Sowietów Polski wypadła sucho i blado. Rzeczywistość okazała się znacznie bardziej ponura niż przewidywali Mościcki, Sikorski, Sosnkowski, Hlond czy Beck.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod koniec września wymieniano nawet kandydaturę kardynała na emigracyjnego prezydenta (w innej wersji – premiera). Szybko pokazało się wszak, że jego pozycja w Watykanie wygląda dosyć słabo. Pisane przezeń memoriały o prześladowaniu przez hitlerowców księży w okupowanej Polsce, w językach angielskim i francuskim, pozostały na Zachodzie praktycznie bez echa. Wobec tego Hlond kilkakrotnie prosił papieża o możność załatwienia mu powrotu do Poznania lub Warszawy. Berlin jednakowoż kategorycznie odmówił. Nienawidzono tam Kardynała z całej duszy. Po klęsce Francji i przystąpieniu Włoch do wojny po stronie III Rzeszy, prymas Polski został uznany w Italii za „persona non grata” i de facto wyproszony. Był to czerwiec 1940 r.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osiadł w Lourdes, w nieokupowanej przez nazistów południowej części Francji. Kraj i język lubił, a kolaboranckie władze z Vichy patrzyły nań stosunkowo życzliwie. Hlond darzył zresztą marszałka Petaina personalnie dużym szacunkiem. Purpurat korespondował z londyńskim rządem Sikorskiego, lecz ich drogi rozmijały się. Sikorski chciał pozbyć się „prosanacyjnego” prymasa z Europy, zachęcając go do wyjazdu do USA. Hlond pragnął wszelako jak najszybszego powrotu do kraju. Kiedy naziści w 1942 r. zajęli południową Francję, kardynał musiał uciekać pod okupację włoską, do gór Sabaudii (Savoi), gdzie ukrywał się w klasztorze w Hautecombe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero w lutym 1944 r. Niemcy dopadli go i internowali w Paryżu. Gestapowcy nie ważyli się jednak naciskać go fizycznie. Postulowali jedynie, by wydał antysowiecki list pasterski do Polaków, gdzie zachęcałby do pójścia na pasku niemieckim. Hlond kategorycznie odmówił. Wprost powiedział, że życie ma już za sobą, a śmierci się nie boi. Było to już po Stalingradzie i Niemcy nie mogli sobie pozwolić na represjonowanie proalianckiego prymasa Polski. Warto dodać, iż analogiczną propozycję złożył abp. Adamowi Sapieże – mniej więcej w tym samym czasie – w Krakowie Hans Frank, także spotykając się z ostrą repliką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powrót&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz po wyzwoleniu Niemiec przez Amerykanów (Hlond przebywał w areszcie w Wiedenbrueck w Westfalii), kardynał udał się samolotem (via Paryż) do Rzymu, by prosić papieża o specjalne pełnomocnictwa przed powrotem do Polski. Chodziło o możliwość zakładania nowej polskiej administracji kościelnej na Ziemiach Zachodnich (Opole, Wrocław, Gorzów, Gdańsk i Olsztyn), które po II wojnie alianci przekazali Polsce (lipiec 1945 w Poczdamie). 20 lipca był już w Poznaniu, a wkrótce przeniósł się do Warszawy. Ludność powitała go entuzjastycznie. Ufano, że znów będzie wolna, prawdziwa Polska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15 sierpnia 1945 r. prymas wydał swój pierwszy list pasterski, gdzie zachęcał do umocnienia wiary i odbudowy kraju z ruin. Uznawał nowe granice zachodnie, a także przeobrażenia ustrojowe w kierunku lewicowym. Kategorycznie sprzeciwiał się natomiast komunistom i propagandowemu ateizmowi. W specjalnej odezwie z maja 1948 r. do „repatriantów”, wypędzonych przez bolszewików z Kresów Wschodnich RP, którzy przybyli na ziemie zachodnie, wzywał do spokoju i wiary w przyszłość narodu w swych nowych siedzibach. Osobiście jeździł po parafiach w diecezjach zachodnich, grzecznie acz stanowczo wypraszając z nich resztki kleru niemieckiego. Stolicę swą przeniósł w marcu 1946 r. do Warszawy, połączył też archidiecezję gnieźnieńską z warszawską.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, po dwóch latach pewnego rodzaju „symbiozy” legalnej opozycji z reżimem, czerwoni przeszli do ataku i akcji zduszenia wszelkiego oporu. Rok 1947 to już nie tylko sfałszowane wybory do Sejmu RP, lecz rozprawa z Popielem i Mikołajczykiem. Nad Kościołem gromadzą się naprawdę czarne chmury. Czy zatem śmierć prymasa w tym właśnie dziejowym kontekście była „przypadkowa”? Pytanie to nie może nie cisnąć się na usta badaczowi. Obecnie większość specjalistów odrzuca wszak tezę o tym, że swe brudne dłonie maczali w tym „smutni panowie” z UB. Takie opinie były dość głośne w 1948 r., a wyszły właśnie z kręgu osób będących przy łożu chorego. Sam umierający mówił ponoć o otaczających go „siłach ciemności”, którym musi teraz ulec. Ale zwycięstwo przyjdzie, a przyjdzie ono przez Maryję. Były to jego ostatnie słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pogrzeb prymasa stał się wielką narodową manifestacją. Na czele konduktu stał sędziwy, 81-letni Sapieha. Rząd komunistyczny wystosował jedynie suche kondolencje, wysyłając na uroczystość osobę tylko w randze wicepremiera, co było ewidentnym faux pas. Natomiast emigracyjne władze RP w Londynie nader godnie uczciły pamięć zmarłego. Uczestniczyli tu sam prezydent August Zaleski, rząd i generalicja. Zorganizowano też okolicznościową sesję naukową z udziałem profesorów St. Strońskiego i W. Folkierskiego. &lt;br /&gt;Tomasz Serwatka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prześladowanie polskiego duchowieństwa rozpoczęło się wraz z wybuchem II wojny światowej. Księżom przyszło zmagać się z wrogimi Kościołowi systemami totalitarnymi: najpierw nazizmem, potem komunizmem. Represje wobec duchowieństwa w okresie stalinowskim były tematem międzynarodowej konferencji naukowej, która odbyła się w dniach 26-27 listopada 2002 roku w Bibliotece Śląskiej w Katowicach.&lt;br /&gt;Tuż przed zakończeniem II wojny światowej wkroczenie wojsk sowieckich na teren Polski stało się niejako zapowiedzią prześladowań okresu stalinowskiego. Pierwszymi ofiarami Armii Czerwonej byli bowiem kapłani zastrzeleni przez sowieckich żołnierzy. Zginęli, dlatego że próbowali protestować przeciw gwałtom dokonywanym przez "wyzwolicieli" na miejscowych kobietach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróg klasowy numer jeden&lt;br /&gt;Po wojnie, począwszy od Manifestu PKWN, komuniści czuwali nad tym, by Kościół nie mógł rozwinąć działalności duszpasterskiej. Postrzegali go bowiem jako poważną przeszkodę w budowaniu w Polsce społeczeństwa socjalistycznego. Obawiali się wpływu duchowieństwa na życie publiczne i społeczne, widząc w nim wyraźną zaporę przeciwko komunistycznej indoktrynacji. Antyreligijna propaganda mówiła więc o rzekomej współpracy księży z Niemcami w czasie wojny. Aby zniszczyć autorytet duchownych, oskarżano ich o szerzenie wrogiej propagandy, handel walutą, prowadzenie niemoralnego życia i demoralizowanie młodzieży. Rozpoczęły się represje. Karanie grzywną, przesłuchania, wydalenia z diecezji, aresztowania, osadzanie w obozach koncentracyjnych - to tylko niektóre z nich. Wobec księży komuniści nie zrezygnowali nawet z takich posunięć, jak zabójstwa...&lt;br /&gt;Dnia 20 lipca 1945 roku do kraju powrócił ks. kard. August Hlond, Prymas Polski, wyposażony przez Papieża we wszystkie pełnomocnictwa dla krajów komunistycznych. Przede wszystkim chodziło o zapewnienie sukcesji biskupiej na wypadek prześladowania Kościoła. Cała ta sprawa nie podobała się komunistycznym władzom, podobnie jak fakt, że w Krakowie nieugięty ksiądz arcybiskup Adam Sapieha został kardynałem. Duchowieństwo stało się wrogiem klasowym numer jeden.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aresztowania, zsyłki i represje&lt;br /&gt;Represje rozpoczęto najpierw w diecezjach organizujących duszpasterstwo na Ziemiach Odzyskanych. W sierpniu 1945 roku rozpoczęły się aresztowania księży na Warmii. Jednych - jak na przykład ks. Johannesa Parschau - wywieziono w głąb Związku Sowieckiego. Innych - jak choćby franciszkanina ojca Sebastiana Pietreka - umieszczono w specjalnych obozach. Jeszcze innych wysiedlano do Niemiec. Z diecezji usunięto m.in. księdza biskupa Maksymiliana Kallera, ordynariusza warmińskiego...&lt;br /&gt;Ale dramat dotyczył właściwie wszystkich diecezji. W dniu 11 maja 1946 roku w Płokach (archidiecezja krakowska) komunistyczna bojówka zamordowała ks. Michała Rapacza. Oprawcy wtargnęli do jego mieszkania tuż przed północą. Zaprowadzili go do lasu. "Postawili go twarzą do sosenki, jeden z bandytów uderzył go, stojącego, w tył głowy tępym narzędziem, drugi zaś oddał strzał w głowę jego na wysokości oczu, z boku. Tak oszołomiony i zraniony ks. Michał runął całym swym korpusem na ziemię na wznak. A że jeszcze żył, dano w głowę strzał drugi z bliska w samo czoło tak, że czaszka została zgruchotana na kawałki" - tak ostatnie chwile zamordowanego kapłana w liście do ks. kard. Adama Sapiehy, metropolity krakowskiego, opisał ks. Leon Bzawski. Ksiądz Michał Rapacz w czasie wojny współpracował z Armią Krajową, później zaś pomagał żołnierzom ukrywającym się przed UB w województwie krakowskim. A ponieważ nie godził się z powojenną komunistyczną rzeczywistością, odważnie mówił to, co myślał. Otrzymywał coraz częstsze pogróżki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sfałszowane wybory i zaostrzenie represji&lt;br /&gt;Mimo tych tragicznych wydarzeń, zdaniem historyków, do roku 1947 walka z Kościołem była raczej umiarkowana w porównaniu z tym, co miało wkrótce zapanować. Wszystko uległo zmianie, gdy komuniści sfałszowali wybory. Episkopat zainterweniował i komuniści zdecydowali się na uderzenie. Rozpoczęły się rewizje, grabież kościelnych majątków, likwidacja klasztorów, aresztowania i pokazowe procesy księży.&lt;br /&gt;W 1948 roku rozpoczęła się akcja usuwania nauki religii ze szkół. Spotkała się z ostrym protestem między innymi księdza biskupa Stanisława Adamskiego, ordynariusza katowickiego. W liście pasterskim, wydanym 17 stycznia 1949 roku, otwarcie przedstawił on rozpoczęty przez komunistów proces laicyzacji i sprzeciwił się usuwaniu krzyży z sal lekcyjnych. To był pretekst do zaostrzenia represji wobec duchowieństwa Śląska. Na ławach oskarżonych zasiadali kolejni księża. Według dotychczasowych ustaleń, w latach 1945-56 w więzieniach znalazło się około 25 duchownych tej diecezji. Kulminacyjnym punktem prześladowań duchowieństwa w diecezji katowickiej stało się wysiedlenie biskupów w listopadzie 1952 roku. Na mocy dekretu Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym otrzymali oni nakaz opuszczenia województwa katowickiego na okres pięciu lat...&lt;br /&gt;Gdy 22 października 1948 roku umierał ks. kard. August Hlond, Prymas Polski, w więzieniach było już ponad 400 księży. Aresztowano ich za cokolwiek. Za "przygotowanie pozbawienia niepodległości państwa", "uprawianie polityki", "próbę obalenia ustroju", "udział w tajnych związkach, mających na celu działalność terrorystyczną", "zdradę stanu" polegającą na "kontaktach z Watykanem", "niedoniesienie o przestępstwie", czyli zachowanie tajemnicy spowiedzi, czy "sabotaż", którym mogła być każda homilia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieugięty Prymas&lt;br /&gt;W tym samym roku Pius XII uczynił rzecz niezwykłą. Nowym Prymasem Polski mianował najmłodszego z członków Episkopatu Polski, 48-letniego księdza biskupa Stefana Wyszyńskiego. Ten zaś od razu okazał się nieugięty, grożąc ekskomuniką wszystkim, którzy popierali partię komunistyczną. Niejako w odpowiedzi dekretem władz zabroniono pielgrzymek, procesji, organizacji konferencji i zebrań religijnych oraz stawiania krzyży i wznoszenia kaplic.&lt;br /&gt;W 1949 roku Stalin przypomniał Bierutowi, że "bez rozłamu wśród kleru ze zniszczenia Kościoła nic nie wyjdzie". Dla wiernych Kościół był znakiem jedności i tożsamości. To najbardziej rozwścieczało komunistów, którzy za wszelką cenę chcieli poróżnić nie tylko duchowieństwo i świeckich, ale również podzielić duchownych. We wrześniu tegoż roku zainicjowano działalność organizacji tzw. księży-patriotów, lojalnych wobec władz, a wykorzystywanych głównie w akcjach antykościelnych i kompromitowaniu innych księży przy pomocy sfabrykowanych materiałów.&lt;br /&gt;Dnia 14 kwietnia 1950 roku Ksiądz Prymas podpisał "porozumienie" z rządem PRL. Ale komuniści wcale nie zamierzali dotrzymywać jego warunków. W dniu 26 stycznia 1951 roku pięciu administratorów apostolskich, ustanowionych przez ks. kard. Hlonda na Ziemiach Odzyskanych, wypędzono z ich siedzib. Wkrótce aresztowano ks. bp. Czesława Kaczmarka z Kielc...&lt;br /&gt;W listopadzie 1952 roku aresztowano pięciu księży z Kurii Metropolitarnej w Krakowie, zaś po rewizji w Kurii taki sam los spotkał ks. arcybiskupa Eugeniusza Baziaka i ks. biskupa Stanisława Responda.&lt;br /&gt;Prawdziwy przypływ wściekłości władz wywołało w końcu 1952 roku mianowanie ks. biskupa Wyszyńskiego kardynałem. Komuniści odebrali to jako prowokację i w styczniu 1953 roku rozpoczęli odwet. Duchownych skazywano na karę śmierci, innych na dożywocie, jeszcze innych na kilkanaście lub kilka lat więzienia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Non possumus!&lt;br /&gt;Papież Pius XII przyznał Prymasowi Polski szczególny przywilej: to on dysponował listą kandydatów i on wybierał spośród nich biskupów. Tymczasem 9 lutego 1953 roku władze PRL wydały dekret o obsadzaniu nowych stanowisk kościelnych za zgodą rządu, chcąc w ten sposób przywłaszczyć sobie przywilej Księdza Prymasa. Pięć dni później Prymas zaprotestował, albowiem dekret był nie tylko niezgodny z prawem kanonicznym, "porozumieniem" zawartym między rządem i Episkopatem, ale również Konstytucją PRL. Na początku maja Ksiądz Prymas napisał do Bieruta: "A gdyby się stało, że czynniki zewnętrzne będą nam uniemożliwiać powoływanie na stanowiska duchowe ludzi właściwych i kompetentnych, jesteśmy zdecydowani nie obsadzać ich raczej wcale, niż oddawać religijne rządy dusz w ręce cesarskie. (...) Rzeczy Bożych na ołtarzach cesarza składać nie wolno. Non possumus!".&lt;br /&gt;Dnia 19 lipca Ksiądz Prymas zwrócił się do władz z prośbą o uwolnienie księdza biskupa Kaczmarka. W dniu 25 lipca "Życie Warszawy" rozpoczęło ostry atak na Prymasa. Prasa zapowiedziała proces ks. bp. Kaczmarka. 22 września skazano go na 12 lat więzienia. Trzy dni później aresztowano ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski.&lt;br /&gt;I właśnie w izolacji Ksiądz Prymas napisał tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu, które miały stać się początkiem duchowego i moralnego odrodzenia Polaków. Potajemnie przywieziono je na Jasną Górę. W dniu 26 sierpnia 1956 roku, w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej, takst Ślubów Jasnogórskich odczytał ks. biskup Michał Klepacz... Już dwa miesiące później nastąpił niewiarygodny zwrot. Polacy przestali się bać. Na wszystkich manifestacjach wołali: "Uwolnić Prymasa!". Władze nie miały wyjścia - trzeba było ustąpić. To było zwycięstwo. Zwolnienie z aresztu Prymasa Wyszyńskiego stało się jednym z symboli odprężenia w 1956 roku. Jednak stan ten nie trwał długo. Dwa lata później, na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR w dniu 26 czerwca 1958 roku, podjęto decyzję o rozpoczęciu "akcji antyklerykalnej" polegającej na niczym innym, jak na otwartej walce z Kościołem katolickim. Walka ta - z różnym nasileniem - trwała do 1989 roku...&lt;br /&gt;Powyższe przykłady to zaledwie niewielki wycinek ze sposobów represji, którym - według kryteriów nakreślonych podczas konferencji przez ks. prof. dr. hab. Jerzego Myszora z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego - w latach 1944-89 poddanych zostało 982 duchownych. Prowadzone dochodzenia na razie udowodniły, że z grupy tej zamordowano 48 kapłanów i 25 sióstr zakonnych. 10 duchownych zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach, zaś 52 deportowano w głąb Związku Sowieckiego. 30 znalazło się w obozach. Karę od 10 lat więzienia do dożywocia odbywało 67, zaś karę od 6 miesięcy więzienia do 10 lat aż 259 duchownych.&lt;br /&gt;Jak podkreślono na konferencji w Katowicach, temat prześladowań wobec duchowieństwa katolickiego w PRL jest stosunkowo mało udokumentowany i mało znany społeczeństwu. Historyków czeka więc dużo pracy. Pracy niezbędnej, jeśli naprawdę chcemy poznać i zrozumieć walkę prowadzoną z Kościołem przez komunistyczne władze PRL.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze linki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.zakony.katolik...mp.php/?nr=2-1-3"&gt;http://www.zakony.katolik...mp.php?nr=2-1-3&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.ozon.pl/tygodn..._2005_13_1.html"&gt;http://www.ozon.pl/tygodn..._2005_13_1.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Źródło: &lt;a href="http://www.radiopomost.com/index.php?view=article&amp;amp;catid=38%3Apolska&amp;amp;id=1394%3Amierci-sugi-boego-prymasa-augusta-hlonda&amp;amp;tmpl=component&amp;amp;print=1&amp;amp;layout=default&amp;amp;page=&amp;amp;option=com_content&amp;amp;Itemid=58"&gt;http://www.radiopomost.com/index.php?view=article&amp;amp;catid=38%3Apolska&amp;amp;id=1394%3Amierci-sugi-boego-prymasa-augusta-hlonda&amp;amp;tmpl=component&amp;amp;print=1&amp;amp;layout=default&amp;amp;page=&amp;amp;option=com_content&amp;amp;Itemid=58&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-7974616754171781673?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/7974616754171781673/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/rocznica-smierci-sugi-bozego-prymasa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/7974616754171781673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/7974616754171781673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/rocznica-smierci-sugi-bozego-prymasa.html' title=''/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-9000928649082219854</id><published>2011-07-03T09:21:00.000-07:00</published><updated>2011-07-03T09:21:30.606-07:00</updated><title type='text'>Biogram kard. A. Hlonda w: Mały Słownik kultu Serca Jezusowego, Kraków 2006.</title><content type='html'>Hlond August, kardynał (1881-1948) - prymas Polski; należał do Zgromadzenia Księży Salezjanów. W roku 1922 został pierwszym biskupem diecezji katowickiej. Wkrótce, w roku 1926, arcybiskupem gnieźnieńsko-poznańskim i prymasem Polski, siedzibę swoją miał w Poznaniu. Lata ostatniej wojny był zmuszony spędzić w Rzymie i Francji. Powróciwszy po wojnie do kraju, podjął swoje obowiązki tym razem jako arcybiskup gnieźnieńsko-warszawski i prymas Polksi z siedzibą w Warszawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jego pozycja w Kościele polskim dawała mu duże możliwości propagowania kultu Najświętszego Serca Jezusowego, którego sam był żarliwym czcicielem. Już na początku swych rządów w diecezji katowickiej dokonał w Chorzowie aktu poświęcenia całego Śląska Najświętszemu Sercu. W 1932 roku jako prymas wystąpił z inicjatywą zbudowania w Poznaniu pomnika Serca Jezusowego jako wotum wdzięczności za odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Poświęcając go w niedzielę Chrystusa Króla, 30 października 1932 roku, powiedział m. in.: Cały Naród skupia się w tej chwili przy Sercu Jezusowym, które jest źrodłem i symbolem miłości... Najświętszemu Sercu Jezusa niech Naród polski zawsze wierny pozostanie, aby żył na wieki, i niech z tego Serca płyną obfite promienie łask i błogosławieństwa".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W roku 1937 zorganizował&amp;nbsp;w Poznaniu I Międzynarodowy Kongres Chrystusa Króla, który był wspaniałym wyrazem hołdu złożonego Sercu Jezusowemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jednym z listów pasterskich kard. Hlond pisał: "Przez Najświętsze Serce Jezusa oddamy świat z powrotem Bogu, jeżeli się sami przez to Boskie Serce uświęcimy w nieskalanym duchu Ewangelii. Nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego zdrowe, głębokie i prawowierne jest gwarancją i rękojmią zwycięstwa sprawy Chrystusowej w naszych czasach. Kto sam siebie poświęca Sercu Zbawiciela, ten uznaje Jego panowanie nad sobą, postanawia żyć według Jego przykazań, by miłością płacić za miłość, wiernością płacić za krzywdy, których Pan nasz tyle doznaje od niewdzięcznego świata. Nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusa jest jednym z najskuteczniejszych środków dźwignięcia się z grzechów i nałogów, jest również doskonałą pomocą na drodze uświęcenia".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na kulcie Bożego Serca kard. Hlond budował swoją osobistą świętość i w nim też widział podstawy do moralnej odnowy społeczeństwa polskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;s. 40-41.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-9000928649082219854?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/9000928649082219854/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/biogram-kard-hlonda-w-may-sownik-kultu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/9000928649082219854'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/9000928649082219854'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/biogram-kard-hlonda-w-may-sownik-kultu.html' title='Biogram kard. A. Hlonda w: Mały Słownik kultu Serca Jezusowego, Kraków 2006.'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-1640718497909185346</id><published>2011-07-03T08:38:00.000-07:00</published><updated>2011-07-03T10:09:39.516-07:00</updated><title type='text'>Ks. Sławomir Klim TChr - "Będzie dobrze" - łaska uzdrowienia za przyczyną kard. Hlonda</title><content type='html'>&lt;div class="article_path left"&gt;Miłujcie się! 5/2008&lt;/div&gt;&lt;div class="clear"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div class="left"&gt;&lt;h1 class="article_title"&gt;"Będzie dobrze"&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;autor: ks. Sławomir Klim TChr&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="article_lid"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem chrystusowcem pracującym w Niemczech. Mamę Sebastiana, panią Jolę, poznałem w 1999 roku, w Gelsenkirchen, kiedy przychodziła na Mszę św. i pozostawała na modlitwę w grupie Odnowy w Duchu Świętym. Pod koniec tamtego roku poprosiła mnie, żebym przyszedł do jej syna Sebastiana i wyspowiadał go. Wtedy okazało się, że chłopiec jest bardzo chory. Leżał na łóżku w gipsie i czekała go kolejna operacja.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="article_text"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Sebastian przystępował do spowiedzi po raz pierwszy w życiu, mimo że był już u I Komunii św. i przyjął sakrament bierzmowania. Miał wówczas około 16 lat. W czasie kilku kolejnych spotkań starałem się wytłumaczyć mu podstawy wiary, aby lepiej przygotować go do przystąpienia do spowiedzi. W tym czasie cała rodzina Sebastiana przeżywała kryzys wiary, a szczególnie jego ojciec – pan Karol.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na początku 2000 roku Sebastian miał miał się po raz kolejny udać do kliniki w Essen na operację. Jego mama opowiadała mi, że po przyjściu jej syna do szpitala tym razem zdarzyło się coś dziwnego. Kiedy rozpakowywała rzeczy chłopca, usłyszała, że ktoś wszedł do pokoju. Sebastian powiedział wtedy: „Mamo, ten pan chyba do ciebie. Stoi za tobą”. Pani Jola, nic nie mówiąc, odwróciła się. Przybysz powiedział jej po niemiecku, że jest księdzem katolickim. Bardzo ją to ucieszyło. Odpowiedziała mu, że syn ma kłopoty, i zaczęła mu się zwierzać ze swoich problemów. Rozmawiali około 5 minut. Pani Jola powiedziała przybyłemu, iż lekarze stwierdzili, że Sebastian nie będzie chodził. Ten nieznajomy ksiądz położył wtedy rękę na jej ramieniu i rzekł: „Będzie dobrze”. Cały czas rozmawiali w języku niemieckim. Przez pewien czas ksiądz patrzył na panią Jolę, a po chwili podszedł do Sebastiana, pogłaskał go po głowie i wyszedł. Ubrany był w czarny płaszcz i białą koszulę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po jego wyjściu pani Jola pomyślała, że ksiądz ją tak tylko pociesza, ale postanowiła wyjść za nim. Nie spotkała go już jednak na korytarzu. Napotkaną pielęgniarkę zapytała o księdza, który wyszedł przed chwilą z sali, ale kobieta stwierdziła, że nikogo tutaj nie widziała. Dodała jeszcze, że pracuje w tej klinice od 7 lat i nigdy w tym czasie nie widziała tutaj żadnego księdza.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tę historię pani Jola opowiedziała mi przy kolejnym spotkaniu. Przyznam się, że nie przywiązałem wówczas do niej wielkiej wagi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po trzech tygodniach Sebastian wrócił do domu. Wtedy pan Karol (ojciec Sebastiana) poprosił o modlitwę wstawienniczą grupę modlitewną oraz mnie. Pragnął uwolnić się od Złego i umocnić swoją wiarę. Zgodziłem się. W czasie trwania tej modlitwy, prowadzonej przez lidera grupy, nastąpiło nałożenie rąk na pana Karola i również na Sebastiana. Po krótkiej chwili wyszedłem. Grupa jeszcze pozostała, modląc się i śpiewając. W pewnym momencie Sebastian zawołał swoją mamę i o kulach wyszedł z pokoju. Powiedział, że coś mu się stało, bo odczuwa pieczenie w biodrze, w miejscu, w którym był operowany.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Następnego dnia Sebastian miał umówione badanie kontrolne w klinice w Essen. Tam razem z mamą opowiedzieli lekarzowi o tym pieczeniu. Po zrobieniu zdjęć rentgenowskich pan doktor ze zdziwieniem powiedział, że w biodrze chłopca nastąpiło wypełnienie brakującego, kilkumilimetrowego ubytku tkanki kostnej. Dodał, że jest to wprawdzie możliwe, ale dopiero po dłuższym czasie, a nie po zaledwie trzech tygodniach od operacji. Nie potrafił im wytłumaczyć tego, co zaszło.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W wyniku tak szybkiej poprawy zdrowia Sebastiana lekarze postanowili już po dwóch tygodniach wyjąć mu metalowe śruby wzmacniające kość.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przed pójściem chłopca na tę operację odbyła się kolejna modlitwa w domu jego rodziców. Prosiliśmy wtedy wspólnie o wstawiennictwo sługę Bożego Augusta Hlonda. Pamiętam, że w tym dniu lider powiedział, że „skoro kard. August Hlond powołał was (wskazał na mnie) do opieki nad emigrantami, to i nam pomoże” [kard. Hlond jest założycielem Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej – przyp. red.]. Po skończonym spotkaniu ktoś z uczestników przypomniał zdarzenie z nieznajomym księdzem w szpitalu i zadał pytanie, czy to przypadkiem nie był kard. Hlond. Niestety, nie miałem wtedy ze sobą żadnego obrazka ani innego wizerunku kardynała.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Następnym razem zabrałem ze sobą kilka różnych obrazków, w tym i podobiznę kard. Hlonda, i zrobiliśmy mały eksperyment: Sebastian pozostał w jednym pokoju, a jego mama przeszła do innego. Na pytanie: czy rozpoznajecie tajemniczego księdza ze szpitala? oboje w oddzielnych pokojach wskazali bez wahania na ten sam wizerunek; był to nasz Założyciel – sługa Boży kard. August Hlond.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sebastian w czwartym dniu po tej operacji zaczął samodzielnie stawiać pierwsze kroki, bez pomocy kul. Pamiętam związaną z tym wielką radość jego rodziców.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzy lata temu, na prośbę byłego przełożonego generalnego Towarzystwa Chrystusowego, ks. Tadeusza Winnickiego, Sebastian napisał następujące oświadczenie. Oto jego treść:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nazywam się Sebastian Panek, urodziłem się 24.03.1983 r. Od wielu lat zmagam się z licznymi chorobami, które wycisnęły szczególne piętno na moim życiu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przed kilku laty, 11.04.2000 r., przeżyłem cudowne uzdrowienie, o którego autentyczności jestem głęboko przekonany. Wielokrotnie już opowiadałem całą tę historię, która została wcześniej spisana. Jestem również przekonany, że moje uzdrowienie dokonało się za wstawiennictwem sługi Bożego kardynała Augusta Hlonda. Owym tajemniczym księdzem, który odwiedził mnie w szpitalu przed moją kolejną operacją, był sługa Boży kard. August Hlond (rozpoznałem Jego twarz na obrazkach po powrocie do domu) i to za Jego wstawiennictwem mogłem wrócić do zdrowia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lekarze oficjalnie nie chcieli potwierdzić mojego cudownego powrotu do zdrowia, gdyż część moich kłopotów zdrowotnych była skutkiem błędów w sztuce lekarskiej, których wyjawienie mogłoby spowodować określone konsekwencje prawne wobec konkretnych osób.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Swój niebywale szybki powrót do zdrowia mogę potwierdzić zdjęciami rentgenowskimi z tamtego czasu, które przechowuję, oraz zeznaniem moich rodziców, którzy towarzyszyli mi w chorobie przez cały czas.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Obecnie poruszam się samodzielnie, wróciłem do pracy w zakładzie dla inwalidów; pragnę zamieszkać sam, bez rodziców. Jestem wdzięczny Panu Bogu za to, że mogłem powrócić do w miarę normalnego życia, chociaż lekarze twierdzili, że już nigdy nie będę chodził.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeszcze raz pragnę podkreślić, iż swój powrót do zdrowia zawdzięczam w szczególny sposób wstawiennictwu sługi Bożego kardynała Augusta Hlonda.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;Sebastian Panek&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;Gelsenkirchen, 11.07.2005 r.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt; &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mimo że od tamtego wydarzenia minęło już osiem lat, to ciągle wspominam je z ogromnym wzruszeniem. Jestem tak jak Sebastian przekonany o tym, że Pan Bóg pozwolił mu dalej żyć dzięki wstawiennictwu sługi Bożego kardynała Augusta Hlonda, o którego beatyfikację się modlę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;strong&gt;Modlitwa za wstawiennictwem &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;strong&gt;sługi Bożego &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;strong&gt;kard. Augusta Hlonda&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Boże, nasz Ojcze, dziękuję Ci za to, że dałeś naszej Ojczyźnie kardynała Augusta Hlonda, prymasa Polski, wielkiego i żarliwego czciciela Niepokalanej Dziewicy, Matki Twojego Syna i naszej Matki, oraz że uczyniłeś go troskliwym ojcem i opiekunem Polonii Zagranicznej. Racz wzbudzić i w moim sercu gorącą miłość ku Tobie i synowską cześć ku Maryi, Wspomożycielce Wiernych, a dla wsławienia Twego Imienia racz mi udzielić za wstawiennictwem kardynała Augusta łaski, o którą pokornie proszę ……………&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ojcze nasz…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zdrowaś Mario…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chwała Ojcu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;u&gt;Prośby i podziękowania za wstawiennictwem kard. A. Hlonda z &lt;a href="http://www.adonai.pl/"&gt;adonai.pl&lt;/a&gt;:&lt;/u&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt;Jadwiga&lt;/b&gt;: 04.05.2010, 11:53&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Cudowny Sługo Boży  wstaw się za nami. &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; Rena&lt;/b&gt;: 06.04.2010,  15:29&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Prosze cie o  wstawiennictwo za mnie do Boga Ojca, aby uzdrowił moje serce i dusze, dziekuje z  całej duszy. &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; zyta&lt;/b&gt;: 12.03.2010,  19:45&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; prosze cie sw,  auguscie o wstaweiennicza modlitwę dla mojego syna mietka o9 uzdrowienie jego  duszy serc a i ciala, amen. &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; arek&lt;/b&gt;: 08.01.2010,  00:00&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; proszę Cię o łaskę  dobrej i szczerej spowiedzi, a także o pozytywne rozwiązanie wszystkich moich  problemów i zmiane mego życia... błagam o to z całego serca ! &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; neta&lt;/b&gt;: 26.12.2009,  23:50&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Błagam Cie o  wstawiennictwo za moją mamą która jest w ciężkim stanie w szpitalu. &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; arkadiusz&lt;/b&gt;: 21.10.2009,  14:01&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; cudowny Sługo Boży  Auguście, Pan postawił Cię na mej drodze, bym w niej nie pobłądził - proszę Cię  z całą pokorą serca wstawiaj się za mną, by skończyły się moje kłopoty, bym nie  przynosił wstydu moim bliskim - bym mógł z podniesioną głową służyć Bogu -  proszę niech narodzę się na nowo....Dziękuje za wszystkie już otrzymane za Twą  przyczyną łaski i cuda.  &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; Jadwiga &lt;/b&gt;: 02.10.2009,  19:33&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; O Wielki Sługo Boży i  ja Cię proszę wstaw się za nami i uproś mi łaskę zdrowia i pomoc w trudnej  sprawie syna. &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; ja&lt;/b&gt;: 07.08.2009,  19:22&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; posród tłumu i ja  Ciebie prosze o wstawiennictwo i pomoc &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; zosia&lt;/b&gt;: 05.07.2009,  21:46&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Cudowny sługo BOŻY  Augście Hlondzie proszę CIĘ o łaskę zdrowia,głębszą wiarę dla męża,błagam CIĘ o  to z całego serca o moje zdrowie. &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; Halina&lt;/b&gt;: 07.06.2009,  06:59&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Cudowny slugo Bozy,  Auguscie Hlondzie, z wielka ufnoscia prosze Cie o pomoc, o szybkie i pomyslne  zalatwieniu moich spraw urzedowych. Blagam Cie o to z calego serca. &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; ... kropla rosy ...&lt;/b&gt;:  11.12.2008, 12:26&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;  Sługo Boży Kard.  Auguście Hlondzie ... w Tajemniczy Sposób Się Pojawiłeś ....&amp;gt;&amp;gt;&amp;gt; i CUD  UCZYNIŁEŚ ... Ciało Ozdrowiało ...aby ...o BOGU ...Pieśń ...Śpiewało ...  Dziękczynienia ... i Uznało ... OPATRZNOŚCI BOŻEJ ... ISTNIENIE ... i że Czuwa  ONA ..Nad Nami ... ze Swoimi Umiłowanymi , Którzy żyli na Ziemi ! Niech ŁASKI  PANA ... Przez Ciebie Uproszone ... na NAs SPŁYWAJĄ ... i MIŁOŚĆ Między Nami i  Ku SOBIE ... POGŁĘBIAJĄ ! O CZUWAJ ...Nad ... Nami ... PROWADŹ ...&amp;gt;&amp;gt;&amp;gt;  BOGA ŚCIEŻKAMI ....&amp;gt;&amp;gt;&amp;gt; abyśmy Się ...Nie Pogubili ... i za Głosem DUCHA  ...&amp;gt;&amp;gt;&amp;gt;&amp;gt; KROCZYLI ... bo ON CIĄGLE WOŁA .....&amp;gt;&amp;gt;&amp;gt; " PRZYJDŹ "  ....a Kto Słyszy ... NIECH PRZYJDZIE !!! O PANIE ... WOLA ...&amp;gt;&amp;gt;&amp;gt; TWOJA  ...&amp;gt;&amp;gt;&amp;gt; NIECH SIĘ STANIE .... a My ... Pokornie UKLĘKNIEMY  ...&amp;gt;&amp;gt;&amp;gt; i JĄ ....&amp;gt;&amp;gt;&amp;gt; PRZYJMIEMY ... O Kardynale ... Pozostań z  Nami ... i Wspieraj SWOIMI MODLITWAMI !!! Amen ! &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; Arek z rodziną&lt;/b&gt;:  23.06.2011, 23:49&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Umiłowany SŁUGO BOŻY  nie pozwól nam zginąć - wyjednaj potrzebne łaski i szanse zmiany swojego  postępowania. Ty znasz nasze problemy - oddajemy je w ręce Miłosiernego Jezusa i  Jego Najświętszej Matki. Prosimy wstawiaj się za nami... &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; władek&lt;/b&gt;: 09.06.2011,  18:49&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Sługo Boży Auguście  uproś u Boga Cud uzdrowienia z guza mózgu u syna. &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; Arkadiusz&lt;/b&gt;: 28.04.2011,  21:50&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Proszę pomóż... wstaw  się za nami... wyjednaj Błogosławieństwo - Dziękuje  &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; Teresa&lt;/b&gt;: 28.04.2011,  13:13&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Sługo Boży Auguście  błagam o całkowite uzdrowienie mojego syna z ciężkiej choroby. &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; ewa&lt;/b&gt;: 10.04.2011,  23:57&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Sługo Boży Auguście  proszę wstawiaj się u Pana Boga za ciężko chorym Dariuszem o całkowite  uzdrowienie go z tej choroby. &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; iza&lt;/b&gt;: 02.04.2011,  22:40&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Proszę Cię Sługo Boży  Auguście o wstawiennictwo do Boga mojego Najwyższego dla którego nie ma rzeczy  niemożliwych!! w intencji takiej abym ani ja ani Ania i sąsiad mój już nigdy nie  mieli i nie zachorowali na raka. proszę Cię o wstawiennictwo do Boga by w  cudowny sposób mój sąsiad wyzdrowiał i cieszył się z nami (Anią i mną) dalszym  życiem i zdrowiem na chwałę MOJEGO NAJUKOCHAŃSZEGO BOGA który jest dla mnie  najlepszym ojcem,opiekunem,obrońcą aby życie nasze tu na ziemi było bez strachu  i lęku z samą niezachwianą wiarą w miłosierdzie Najwyższego.i bym dożyła chwil  kiedy obok mnie i mego kochanego męża biegali nasi wnukowie które nasze dzieci  wychowają tak jak ja chcę wychować moje dzieci czyli w wierze, miłości do Boga i  bliźniego,uczciwości by Bóg patrząc na naszą gromadkę uśmiechał się i radował że  dał nam szansę.twoja iza. &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; A.K.&lt;/b&gt;: 04.12.2010,  14:40&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Dziękuje Ci - Sługo  Boży - że dajesz mi odczuć Twoje duchowe wstawiennictwo. Prosze, ubłagaj dla nas  te łaski, na które tak cierpliwie czekamy. Prosimy Maryje Wspomożycielkę o  szczęście doczesne i opekę w drodze do WIECZNOŚCI... Ufam, iż moje prośby, za  Twym, drogi księże Auguście wstawiennictwem będą wysłuchane. Dziękuję... &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; barbo&lt;/b&gt;: 25.11.2010,  14:40&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Slugo Bozy prosze  wstaw sie swoja modlitwa u Pana Jezusa o uzdrowienie dla mnie &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; barbo&lt;/b&gt;: 03.11.2010,  20:14&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; cudowny slugo Bozy  prosze cie o uzdrowienie &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; Jadwiga&lt;/b&gt;: 18.10.2010,  18:34&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Cudowny Sługo Boży  wstaw sie za nami. &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; Aneta &lt;/b&gt;: 15.10.2010,  21:22&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Błagam o całkowite  uzdrowienie mojego ukochanego synka!! &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; Arek z rodziną&lt;/b&gt;:  01.09.2010, 10:35&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Szczerym sercem proszę  Cię Sługo Boży Auguście o Twe przemożne wstawiennictwo przed tronem naszego Ojca  - wyjednaj nam przebaczenie win i nowe życie pełne światła i radości. Za twym  wstawiennictwem proszę też naszą umiłowaną Matkę Maryję - Wspomożycielkę  Wiernych o opiekę i potrzebne łaski. NIECH BÓG BĘDZIE UWIELBIONY !!!!!!! &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; a&lt;/b&gt;: 21.08.2010,  01:39&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; proszę o  wstawiennictwo i łaskę dla nas, aby bóg pokierował losem, umocnił nas we  wzajemnym szacunku i miłości i zmienił serca ludzi którzy stoją na drodze do  naszego wspólnego szczęścia. Wierze i ufam że Boża moc wszystko ułoży. &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; Arkadiusz&lt;/b&gt;: 03.08.2010,  17:40&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Proszę o  wstawiennictwo w mojej prośbie do Bożej Opatrzności, by za wolą Bożą wyzwolić  nas z trudnej sytuacji w jakiej się znaleźliśmy i by w końcu nastał dla nas czas  radości, obfitości w wymiarze ducha, ale też tym materialnym - doczesnym. Proszę  o to wszystko z dziecięcą ufnością z jaką dziecko prosi Ojca. Wstawiaj się za  nami Sługo Boży Auguście. Dziękuje  &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; Justyna&lt;/b&gt;: 27.06.2010,  11:19&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Prosze o zdrowie dla  mojej mamy i mnie  &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; aggg&lt;/b&gt;: 03.06.2010,  11:42&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; prosze o zdrowie dla  mnie uwolnienie mnie z leku i starchu &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; Malgosia&lt;/b&gt;: 28.05.2010,  12:50&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Sługo Boży Auguście  proszę wstawiaj się u Pana Boga za nami!!! Błagam Cię o pomoc - w sprawie  szybkiego uzdrowienia mojej cioci Jadwigi. &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; jacek &lt;/b&gt;: 25.05.2010,  20:19&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; prosze o zdrowie dla  mojej zony izy &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; Aneta&lt;/b&gt;: 16.05.2010,  21:21&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Sługo Boży Auguście  proszę wstawiaj się u Pana Boga za nami!!! Błagam Cię o pomoc - w sprawie  szybkiego uzdrowienia mojego synka Mateuszka!!! &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td class="f8" height="12" width="560"&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="3" cellspacing="0" style="width: 560px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#4c6285" class="f8"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;&lt;b&gt; arkadiusz&lt;/b&gt;: 14.05.2010,  11:27&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td bgcolor="#e9f1fa" class="f8" width="560"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; Proszę Cię Sługo Boży  i mój Duchowy Przyjacielu Auguście - pomóż nam w trudnej sytuacji, bo sami sobie  nie poradzimy. Ty wiesz, że tylko w Bogu Jedynym nasza ufność i nadzieja -  proszę Cię, wstawiaj się za nami... Twój czciciel &lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-1640718497909185346?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/1640718497909185346/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/ks-sawomir-klim-tchr-bedzie-dobrze-aska.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/1640718497909185346'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/1640718497909185346'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/ks-sawomir-klim-tchr-bedzie-dobrze-aska.html' title='Ks. Sławomir Klim TChr - &quot;Będzie dobrze&quot; - łaska uzdrowienia za przyczyną kard. Hlonda'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-3745122029537554876</id><published>2011-07-01T02:39:00.000-07:00</published><updated>2011-07-01T02:39:06.819-07:00</updated><title type='text'>A. Grajewski, Prymas pomijany, w: Gość Niedzielny nr 26/2011, 3.07.2011</title><content type='html'>Trzech kardynałów: Hlond, Wyszyński i Wojtyła zaważyło na losach Kościoła w Polsce w ubiegłym stuleciu. Zasługi kard. Augusta Hlonda najmniej utrwaliły się w społecznej świadomości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto je przypomnieć, gdyż 5 lipca mija 130. rocznica jego urodzin. „Gość Niedzielny" ma tytuł szczególny, aby przypominać tę wyjątkową postać. To bowiem ks. Hlond, jako administrator apostolski dla polskiej części Górnego Śląska, zdecydował w 1923 r. o powołaniu „Gościa Niedzielnego" i wyznaczył pismu zadania, które aktualne są do dzisiaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Świadek i uczestnik historii&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;W pamięci współczesnych utrwalił się dorobek prymasa Hlonda z lat wojny oraz pierwszego okresu powojennego. Spełniając prośbę władz RP, we wrześniu 1939 r. kard. Hlond opuścił kraj, udając się na emigrację. W Rzymie jego kontakty z przedstawicielami Kurii Rzymskiej oraz papieżem Piusem XII miały kluczowe znaczenie dla uświadomienia Stolicy Apostolskiej dramatu okupowanej Polski. W 1943 r. zamieszkał we Francji na terenach kontrolowanych przez proniemiecki rząd Vichy. Tam w lutym 1944 r. aresztowało go gestapo i zamknęło klasztorze na terenie Sabaudii. Wyzwoliły go wojska amerykańskie. Zaraz po powrocie z emigracji do kraju w lipcu 1945 r. uświadamiał rodakom, że nastąpił trwały podział Europy, nie tylko polityczny, ale także ideowy, a Polska znalazła się pod rządami „bezbożnego" materializmu. Wyjątkową rolę odegrał w tworzeniu struktur kościelnych na ziemiach zachodnich i północnych. Dzięki uprawnieniom legata papieskiego, jakie otrzymał od Piusa XII, kard. Hlond mógł we wrześniu 1945 r. na ziemiach zachodnich i północnych stworzyć administratury apostolskie oraz mianować tam 5 zwierzchników z uprawnieniami biskupa rezydencjalnego. Umożliwiło to tworzenie zrębów Kościoła na ziemiach, które w wyniku postanowień konferencji poczdamskiej weszły w skład państwa polskiego. Dzięki temu wlewająca się na te tereny milionowa masa repatriantów ze Wschodu oraz ludzi z innych regionów Polski znalazła tam oparcie w polskim duchowieństwie, co miało decydujące znaczenie dla rozwoju duchowego tych ziem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1946 r. kard. Hlond, przeczuwając nadejście okresu nowych&lt;br /&gt;prób dla Kościoła, przekonał Stolicę Apostolską do stworzenia unii personalnej między archidiecezją gnieźnieńską, do której przywiązana jest godność prymasowska, a arcybiskupstwem warszawskim. To spowodowało, że prymas Polski mógł stale urzędować w Warszawie. Umocniony specjalnymi pełnomocnictwami papieskimi, stał się osobą kluczową dla obrony wolności Kościoła w Polsce. W ten sposób rozpoczął epokę prymasów, którzy brali na siebie obowiązek reprezentowania całego Kościoła w relacjach z komunistycznymi władzami. Jednak zasługi kard. Augusta Hlonda dotyczą także okresu wcześniejszego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Konsolidacja Kościoła w II RP&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Powołanie nieznanego szerzej w kraju salezjanina, a zarazem biskupa katowickiego w grudniu 1925 r. na urząd metropolity gnieźnieńsko-poznanskiego było szokiem dla krajowej opinii. Urząd prymasa Polski obejmował bowiem kapłan stosunkowo młody, w chwili nominacji miał 45 lat, z niewielkim, blisko rocznym stażem biskupim, na dodatek zakonnik o plebejskim pochodzeniu. Warto zwrócić uwagę, iż poza tym, że papież Pius Xl osobiście dobrze znał ks. Hlonda, w jego zamyśle ta nominacja miała charakter symboliczny. Wspominał o tym kard. Hlond, mówiąc, że gdy dziękował Ojcu Świętemu za godność prymasowską, Pius Xl powiedział mu: „mianując syna ziemi śląskiej na prastary stolec biskupi, pragnę dać dowód, jak bardzo zależy mi na jedności Polski, by Polska była jedno".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Kardynał Hlond objął honorowe przewodnictwo w episkopacie, w którym nie brakowało postaci wybitnych, zasłużonych dla kraju i Kościoła, ale także wewnętrznie skłóconym na tle politycznym. Zamach majowy Piłsudskiego w 1926 r. oraz przejęcie władzy przez jego obóz, tzw. sanację, spowodowało podziały i napięcia społeczne, które zatarły się dopiero w 1939 r., gdy zbliżała się wojna. Część biskupów, jak wpływowy Stanisław Łukomski z Łomży, zdecydowanie wspierała opozycję endecką, której liderem był Roman Dmowski. Innym, jak biskupowi katowickiemu Stanisławowi Adamskicmu, bliżej było do chadecji Wojciecha Korfantego.&lt;br /&gt;Prymas Hlond, mając na uwadze dobro państwa, starał się pracować ponad tymi podziałami. Diagnozę sytuacji zawarł w przejmującym orędziu pt. „Kryzys duszy polskiej", w którym surowej krytyce poddał zarówno swary partyjne, jak i wadliwy ustrój państwa. Nie spełnił nadziei endecji, która chciała się przedstawić jako jedyny reprezentant obozu katolickiego i zarzucała Hlondowi nadmierną spolegliwość wobec rządzących. Nie było to prawdą. Prymas Hlond z władzą państwową prowadził wytrwały dialog, ale nie szczędził jej także słów krytycznych, zwłaszcza w drugiej połowie lat 30., kiedy kryzys gospodarczy spowodował napięcie społeczne, z którym państwo nie potrafiło sobie poradzić. To pod jego naciskiem zarejestrowany został statut Akcji Katolickiej jako organizacji suwerennej, mającej szerokie pole do działania. Interweniował także w sprawie polityków opozycji, uwięzionych w 1930 r. - m.in. na skutek tego wolność odzyskał Wojciech Korfanty. Później zabiegał o likwidację sanacyjnego więzienia w Berezie Kartuskiej oraz uwolnienie chłopów aresztowanych po zamieszkach w Małopolsce w 1937 r. O dystansie wobec sanacji świadczy fakt, że prymas Hlond, formalnie z powodu choroby, nie wziął udziału w uroczystościach żałobnych po śmierci marszałka Piłsudskie-go. Jednocześnie łagodził nastroje i prowadził rozmowy mediacyjne wczasie tzw. zatargu wawelskiego, czyli sporu władzy z kard. Sapiehą o miejsce spoczynku marszałka na Wawelu. W marcu 1939 r. interweniował u prezydenta Ignacego Mościckiego, aby w sytuacji rosnącego zagrożenia niemieckiego powołał „rząd jedności narodowej", jednak politycy sanacji także i tę ofertę odrzucili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Opatrznościowe były jego decyzje dotyczące powołania w 1932 r. Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej z myślą o pracy zgromadzenia wśród emigracji zarobkowej. Po wojnie chrystusowcy opiekowali się także emigracją polityczną, głównie żołnierzami Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, którzy nie chcieli wracać do kraju rządzonego przez komunistów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Miejsce dla trzeciego&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;W muzeum budowanym na terenie Centrum Opatrzności Bożej znajdzie się ekspozycja poświęcona bł. Janowi Pawłowi II oraz słudze Bożemu kard. Stefanowi Wyszyńskiemu. Szkoda, że przy okazji nie pomyślano także o miejscu dla kard. Hlonda, ze szkodą dla tej postaci, ale także prawdy o narodowej historii. Bez prymasostwa Hlonda ks. Stefan Wyszyński, skromny profesor seminarium we Włocławku, nigdy nie zostałby biskupem lubelskim, a później prymasem Polski. Ten wątek rozwinął niedawno abp Damian Zimoń, kolejny następca kard. Hlonda na urzędzie biskupa katowickiego, który w Mysłowicach, rodzinnym mieście kardynała, powiedział: „Gdyby nie było kard. Hlonda, nie byłoby kard. Wyszyńskiego. Gdyby nie było Wyszyńskiego, nie byłoby Papieża Polaka".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niewątpliwie wiele elementów posługi Prymasa Tysiąclecia było kontynuacją linii kard. Hlonda, m.in. wspólnotowe manifestowanie wiary, obrona rodziny, wreszcie maryjnego zawierzenia, tak charakterystycznego zarówno dla duchowości kard. Hlonda, jak i Wyszyńskiego oraz Wojtyły. Prymasa Hlonda niesłusznie pominięto w trakcie symbolicznego rozdania przepustek do sanktuarium narodowej pamięci. Funkcjonuje więc na marginesie, szerokiej opinii publicznej mało znany, choć wielkość jego dokonań nie była nigdy kwestionowana. Muzeum w Centrum Opatrzności Bożej ma wszelkie dane ku temu. aby stać się najważniejszą ekspozycją uczącą o najnowszych dziejach Kościoła w Polsce. Brak w niej kard. Hlonda spowoduje, że postać ta coraz bardziej będzie popadała w niepamięć, co - jak sądzę - nie pomoże także jego procesowi beatyfikacyjnemu. Być może na tym etapie tworzenia ekspozycji, zdominowanej przez opowieść o losach dwóch wielkich Polaków, jednego z Kongresówki, drugiego z Galicji, znajdzie się także miejsce dla tego trzeciego, z Górnego Śląska, by dopełnić perspektywę naszych dziejów o zachodnią ich specyfikę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-3745122029537554876?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/3745122029537554876/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/grajewski-prymas-pomijany-w-gosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/3745122029537554876'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/3745122029537554876'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/07/grajewski-prymas-pomijany-w-gosc.html' title='A. Grajewski, Prymas pomijany, w: Gość Niedzielny nr 26/2011, 3.07.2011'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-1213762673880779089</id><published>2011-06-04T13:29:00.001-07:00</published><updated>2011-06-04T13:29:29.143-07:00</updated><title type='text'>Mysłowice: 130. rocznica urodzin kard. Augusta Hlonda</title><content type='html'>„Gdyby nie było kard. Hlonda, nie byłoby kard. Wyszyńskiego. Gdyby nie było Wyszyńskiego, nie byłoby Papieża-Polaka” – powiedział metropolita katowicki abp Damian Zimoń w czasie Mszy św. odprawionej 4 czerwca w Mysłowicach w kościele pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa. Msza w intencji rychłej beatyfikacji Sługi Bożego kard. Augusta Hlonda odprawiona została z okazji 130. rocznicy jego urodzin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Metropolita katowicki zwrócił uwagę, że posługa kard. Hlonda miała miejsce w trudnych czasach. Gdy się rodził, Polski nie było na mapie, gdy umierał, ateistyczny komunizm nabierał rozmachu do walki politycznej z Kościołem, który traktował jak opozycję polityczną.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Abp Zimoń przypomniał rolę, jaką kard. Hlond odegrał w budowaniu nowych struktur kościelnych na Śląsku oraz w odradzaniu się Polski. „To nasz święty obowiązek, myśleć o kardynale Hlondzie” – podkreślił metropolita katowicki.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Wskazując na ściśle powiązanie trzech wielkich polskich kapłanów: kard. Augusta Hlonda, Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego i błogosławionego Jana Pawła II, metropolita katowicki stwierdził: „Gdyby nie było kard. Hlonda, nie byłoby kard. Wyszyńskiego. Gdyby nie było Wyszyńskiego, nie byłoby Papieża-Polaka”. Pytał też retorycznie, co by było, gdyby te trzy znaczące postacie nie znalazły się w naszych dziejach.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Abp Zimoń zwrócił uwagę, że wszyscy trzej wymienieni potrafili łączyć duszpasterstwo z zaangażowaniem społecznym. Opierali się na Ewangelii, na polskiej tradycji i kulturze. „Byli przedstawicielami katolicyzmu, który na nowo się ujawnił na Soborze Watykańskim II” – stwierdził kaznodzieja.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Metropolita katowicki gorąco zachęcał, zwłaszcza zebraną w świątyni młodzież, do wpatrywania się w postać kard. Hlonda, do poznawania jego nauczania, jego listów pasterskich, w których wiele mówił o państwie, o prawdzie, o nauce społecznej.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Po Mszy św. jej uczestnicy złożyli kwiaty pod pomnikiem kard. Hlonda.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;W ramach dwudniowych obchodów 130. rocznicy urodzin kard. Augusta Hlonda w Mysłowicach odbyła się projekcja filmu „Prymas z Mysłowic” (reż. Paweł Wodan) oraz konferencja naukowa poświęcona jego pamięci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ksas / Mysłowice&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--&lt;br /&gt; Katolicka Agencja Informacyjna&lt;br /&gt; ISSN 1426-1413; Data wydania: 04 czerwca 2011&lt;br /&gt; Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-1213762673880779089?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/1213762673880779089/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/06/mysowice-130-rocznica-urodzin-kard.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/1213762673880779089'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/1213762673880779089'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/06/mysowice-130-rocznica-urodzin-kard.html' title='Mysłowice: 130. rocznica urodzin kard. Augusta Hlonda'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-5133111594945566188</id><published>2011-04-24T05:10:00.000-07:00</published><updated>2011-04-24T05:11:33.357-07:00</updated><title type='text'>Małgorzata Radomska: Dziedzictwo kard. Augusta Hlonda</title><content type='html'>W tym roku mija 60 lat od śmierci sługi Bożego kardynała Augusta Hlonda – założyciela Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. Niech ta rocznica stanie się dla nas okazją do poznawania i pogłębiania jego myśli. Te zaś niech będą naszą inspiracją w dziele zdobywania dusz dla Jezusa we współczesnym świecie… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proroctwo&lt;br /&gt;Warszawa, piątek 22 października 1948 r., dzień Matki Bożej Szczęśliwej Śmierci. W momencie tak trudnym dla odradzającej się ze zgliszczy II wojny światowej i uciemiężonej przez władze komunistyczne Polski niespodziewaną śmiercią umiera „widzialny symbol jedności religijnej” – kardynał August Hlond.&lt;br /&gt;W przeddzień swojej śmierci wypowiada prorocze słowa: „Teraz was błogosławię i waszą trzodę, i wasz lud, i Warszawę. Aby Królestwo Boże powiększało się (…) i osiągnęło zwycięstwo. Walczcie z ufnością! Pod opieką błogosławionej Maryi Dziewicy pracujcie! (…) Zwycięstwo, gdy będzie, będzie zwycięstwem błogosławionej Maryi Dziewicy”…&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Ocena czasów&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Był świadomy powagi sytuacji społeczno-politycznej, w której znajdowała się wówczas katolicka Polska. W wielu swych wypowiedziach podkreślał, że są to „czasy brzemienne w następstwa historyczne” – „czasy ekstatyczne, kryjące w sobie jakoby owe wstrząsające zapowiedzi apokaliptyczne”, w których toczy się zacięta walka duchowa między Państwem Bożym a państwem szatana. Walka ta nabrała wyjątkowej intensywności: „Od męczeństwa św. Piotra za Neronowego prześladowania nie przeżywał Kościół takiego ucisku jak za dni naszych” – mówił. „W szale antykościelnym spławił Hitler w krwi i ogniu polskie życie kościelne i zapoczątkował jakby apokaliptyczny okres powszechnego natarcia »mocy piekielnych« na chrześcijaństwo. Padł pobity i zginął jak »bestia« z Objawienia, ale wszczęty przezeń szturm na pozycje katolickie nie załamał się, osłabł tylko. W niektórych krajach obawiać się można w najbliższych latach rozpasanych orgii antykościelnych. Przeciw głównym ogniskom katolicyzmu, a zwłaszcza przeciw Opoce Piotrowej, która stanowi ostatnią strażnicę wiary, ducha, prawa i kultury, wojujące bezbożnictwo nie przestaje mobilizować skrycie wszystkie złe siły”.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Fakty&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Taka ocena czasów wyrastała z faktów. Komuniści coraz bardziej nasilali walkę z Kościołem. Najpierw 15 IX 1945 r. uchwałą Rady Ministrów zupełnie niespodziewanie został zerwany konkordat regulujący stosunki Rzeczypospolitej Polskiej ze Stolicą Apostolską, następnie 25 IX 1945 r. komuniści zatwierdzili uderzający w naukę Kościoła dekret o nowym prawie małżeńskim – wprowadzający śluby cywilne i legalizujący rozwody; ponadto ograniczono swobodę działania organizacji katolickich – m.in. zlikwidowano Caritas (powstały z inicjatywy kard. Hlonda w 1934 r.), zabroniono działalności organizacji młodzieżowych – Sodalicji Mariańskiej i Krucjat Eucharystycznych; uszczuplono, a potem również usunięto naukę religii ze szkół; wprowadzono kontrolę prasy – coraz częściej na łamach tzw. prasy blokowej obsypywano obelgami i atakami Kościół i jego najwyższych przedstawicieli. Władze państwowe skonfiskowały liczne gmachy kościelne – seminaria, zakłady naukowe, szkoły, klasztory, domy parafialne, drukarnie i księgarnie. „W latach 1945-56 w komunistycznych więzieniach przebywało ponad 1000 kapłanów. Mnożyły się również przypadki tych kapłanów, którzy za wierność Kościołowi zapłacili najwyższą cenę” (G. Kucharczyk).&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Dwie strategie&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Polityka prowadzona przez władze państwowe, choć głosiła wzniosłe hasła, miała zachwiać podstawami publicznej moralności, ponadto otwierała drzwi kłamstwu, nieobyczajności, nieuczciwości, defraudacji grosza publicznego, bratobójczym walkom, pijaństwu i upadkowi rodziny. Takie były owoce nowoczesnej ideologii, która obiecywała wolność i postęp. „Nowoczesne pogaństwo – mówił Hlond – opętane jakby kultem demona, odrzuciło wszelkie idee moralne, wymazało pojęcie człowieczeństwa. (…) Historia dni naszych jest sądem nad upodleniem i sponiewieraniem człowieczeństwa, które straciło związek ze Stwórcą” – oceniał ksiądz kardynał.&lt;br /&gt;Tylko zwycięstwo sumienia mogło ocalić człowieczeństwo. Było to zadanie dla Kościoła katolickiego. „Kościół nie chce rządzić politycznie – mówił Hlond – (…) nie solidaryzuje się w żadną stronę w sprawie politycznej między zachodem i wschodem – On broni duszy i pogwałconych praw człowieka, broni, nie uchylając się od podkreślenia potrzeby reform społecznych i politycznych i podając normy moralne tych przemian. (…) Powinien [on] odegrać rolę europejskiego nauczyciela (…) przez przejęcie Europy duchem Chrystusowym”.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Nowoczesność i postęp&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Kardynał Hlond, oceniając perspektywy odradzającej się Polski, podkreślał: „Nie to potrzebne i nie to Polskę zbawi »co nowe«, lecz to »co prawdziwe«. (…) Kto szuka prawdy – idzie naprzód; kto nie idzie ku prawdzie, cofa się wstecz, zaprzecza postępowi – postęp: pochód ku prawdzie, miłości”. Narody przyjmujące filozofię nowoczesności kreującą rzeczywistość bez Boga, narzucającą kult stworzenia, doczesności i materializmu, skazują się na klęskę: „Ludy wplątane w kult materii pozostaną na marginesie nowej kultury” – uświadamiał ówczesnym ksiądz kardynał. „Dobrobyt doczesny nie da im szczęścia, a postęp techniczny tęsknot dusz nie zaspokoi. Przodować można tylko wyższością ducha”. Zatem tym, co może odbudować Polskę, była tylko – według kardynała Hlonda – jej odnowa moralna: „polską przyszłość zbudujemy nie na blichtrach, nie na frazesach, nie na hasłach zwodnych – budujemy tę przyszłość Polski na prawdzie, na Bożej prawdzie, budujemy tę przyszłość swoją na Ewangelii, w podwaliny tego gmachu ojczystego kładziemy te wieczne walory, ażeby już żadne bomby, ani bomby atomowe tym gmachem wstrząsnąć nie mogły”. Podstawą nowego świata miał być nie materializm i nie konsumpcjonizm, lecz ewangeliczna miłość: „Codzienność należy oczyszczać z egoizmu, z obojętności na cudzą niedolę, z łakomstwa i wygodnictwa” – podpowiadał kardynał. „W praktyce chrześcijańskiego życia musimy przywrócić prymat przykazania miłości bliźniego. Bo »pełnią prawa jest miłość« (Rz 13, 10), a miłość wyraża się postawą życia i uczynkiem jako wolna i świadoma »usługa wzajemna«”.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Z Maryją&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Ta odnowa moralna miała nie tylko odbudować państwo, ale miała również pokonać nowe niebezpieczeństwa. Była jednak możliwa tylko dzięki radykalnej przemianie stylu życia i dzięki przylgnięciu do Maryi. W swym notatniku ksiądz kardynał August Hlond zapisał, że to właśnie „dzięki wstawiennictwu Maryi zlituje się Bóg nad nieszczęśliwą ludzkością i zwiąże rozpętaną na ziemi moc szatańską”. To „Maryja obroni naród cały od zagłady zupełnej”, bo „Polska jest Jej narodem wybranym, który ma stanąć na czele maryjnego zjednoczenia narodów, na który Zachód oczyszczający się ze zgnilizny z podziwem patrzyć będzie”. „Polska nie zwycięży bronią, ale modlitwą, pokutą, wielką miłością bliźniego i różańcem”. W przemówieniu w czasie poświęcenia statuy Matki Bożej przed leżącą w zgliszczach katedrą wrocławską w 1948 r. powiedział: „Różaniec święty to zbroja duchowa dawnych i nowych czasów. Odbywajcie swoje nabożeństwa różańcowe (…) w każdej polskiej rodzinie – razem – ojciec i matka, i dzieci klękajcie wieczorem do pacierza, do różańca”. W swych notatkach pisał, że różaniec jest „jedyną bronią, której Polska używając, odniesie zwycięstwo. (…) On tylko uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi może narody będą karane za swą niewierność względem Boga. Maryja obroni świat od zagłady zupełnej. Całym sercem wszyscy niech się zwracają z prośbą do Matki Najświętszej o pomoc i opiekę pod Jej płaszczem”.&lt;br /&gt;To właśnie Maryja – jak był przekonany August Hlond – „kierunki nadawać będzie światu, Ona narody poprowadzi tą wszechmocą Bożą, której staje się na lata najbliższe Szafarką”.&lt;br /&gt;Kardynał Hlond był całkowicie przekonany, że czasy obecne Bóg oddał w ręce Maryi. Wierzył, że zwycięstwo może przyjść jedynie przez Nią – Tą, która doskonale wypełniła Bożą wolę i która jak nikt inny pragnie panowania Chrystusa w ludzkich dziejach i duszach. Dlatego właśnie Jej Najświętszemu Sercu ofiarował polski naród 8 IX 1946 r., a potem ponowił ten akt zawierzenia tuż przed swoją śmiercią.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Kontynuacja&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Dziedzictwo kardynała Hlonda kształtowało duszpasterską posługę Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego. On sam w 1964 r., podczas uroczystości poświęcenia pomnika kardynała Hlonda, wyznawał: „Myśli przewodnie pracy przygotowującej naród na Tysiąclecie Chrztu wzięte są z serca umierającego kardynała Augusta Hlonda”.&lt;br /&gt;Jednym z najważniejszych wydarzeń przygotowujących naród polski do przeżywania milenium chrztu św. Polski, a zarazem jakąś formą wypełniania testamentu kardynała Hlonda była peregrynacja kopii Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej w każdej parafii. „Wielka Nowenna odnowiła naród moralnie, wznosząc w jego ducha poczucie wolności i niezależności” (ks. S. Zimniak).&lt;br /&gt;W 1972 r. kardynał Wyszyński oceniał sytuację: „Widzimy, że Bóg na swój sposób w ojczyźnie naszej zwycięża; że zwycięstwa tego dokonuje przez Maryję, służebnicę Pańską, Wspomożycielkę Wiernych, Panią Jasnogórską i Królowę Polski. Taka jest Jego wola. Dlatego też dwadzieścia cztery lata pracy Episkopatu Polski były właściwie wykonaniem testamentu zmarłego Prymasa [Augusta Hlonda]. (…) To się już dokonało. Jesteśmy świadkami, że zwycięstwo, które przychodzi, jest zwycięstwem Maryi. Kościół Boży w ojczyźnie naszej, pomimo trudnych warunków pracy, nie poniósł większego uszczerbku; pozostał w swojej organizacji kościelnej, owszem, nawet ją ubogacił. Niesłychaną przecież jest rzeczą w naszej sytuacji powstanie nowych polskich diecezji”.&lt;br /&gt;Zwycięstwem Maryi i wypełnieniem się proroctwa kardynała Hlonda był niewątpliwie fakt wyboru kardynała Wojtyły na Stolicę Piotrową w trzydziestą rocznicę śmierci kardynała Hlonda. W 1979 r. – podczas pielgrzymki Jana Pawła II do Polski – prymas Wyszyński wyznał: „Uprzytomniłem sobie, że spełnia się na moich oczach proroctwo Augusta Hlonda, wypowiedziane przez niego na łożu śmierci, że przez Matkę Bożą przyjdzie zwycięstwo. A my tu jesteśmy w miejscu, które komuniści nazwali placem Zwycięstwa, i na tym placu pod ich rządami, przed krzyżem, który oni sami wznieśli, polski papież odprawia Świętą Ofiarę”…&lt;br /&gt;Niekwestionowanym zwycięstwem Maryi było cudowne ocalenie życia Jana Pawła II 13 V 1981 r. 19 VI 1983 r., podczas Apelu Jasnogórskiego, papież odnowił akt zawierzenia się Maryi słowami: „Przybyłem tutaj, aby Ci jeszcze raz powiedzieć »Totus Tuus: Jestem, o Matko, cały Twój i wszystko moje jest Twoim! Wszystko moje: a więc także – moja Ojczyzna, mój naród. (…) W dniu 13 maja minęło dwa lata od tego popołudnia, kiedy ocaliłaś mi życie. (…) Dziś pragnę tu, na Jasnej Górze, pozostawić jako wotum widomy znak tego wydarzenia, przestrzelony pas sutanny. Wielki Twój czciciel, kardynał August Hlond, prymas Polski, na łożu śmierci wypowiedział te słowa: Zwycięstwo – gdy przyjdzie – przyjdzie przez Maryję. Totus Tuus. I więcej już nic nie dodam«”…&lt;br /&gt;Zwycięstwem Maryi był także późniejszy upadek komunizmu bez rozlewu krwi i wyzwolenie wielu narodów, w których ustały prześladowania na tle religijnym.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Dziś&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Myśli i słowa kardynała Hlonda nie tracą swej aktualności także i dzisiaj. Jego ocena czasów powojennych zdaje się oceną dni dzisiejszych: „ciąży nad światem łapa szatana, tak zachłannie i perfidnie, jak to jeszcze nigdy nie bywało”. Materializm, konsumpcjonizm, egoizm, bałwochwalczy kult postępu technicznego, sekularyzacja, ideologie ateizmu i New Age zbierają swoje żniwo – legalizację aborcji, eutanazji i homoseksualizmu… alkoholizm, narkomanię i rewolucję seksualną prowadzącą do pornomanii… Musimy jednak pamiętać, że „Wynik tej rozgrywki między Państwem Bożym a państwem szatana nie nastręcza żadnej wątpliwości. Kościół ma zapewnione zwycięstwo: »Bramy piekielne go nie przemogą« (Mt 16, 18)”, bo Chrystus zmartwychwstał. Kardynał Hlond woła dziś do nas: „Chodzi tylko o to, by każdy człowiek rzucił na szalę tego zwycięstwa zasługę swego moralnego czynu (…). Każdy z nas w tym boju wyznaczone ma stanowisko. Kto na wyznaczonym swoim posterunku nie daje z siebie wszystkiego, jest zdrajcą sprawy Bożej i naraża na niebezpieczeństwo innych. (…) Nie wolno nam się uchylać od rozprawy z pogaństwem. Trzeba mu się przeciwstawiać. Nie wolno słabością i obojętną postawą ułatwiać pogaństwu szerzenia się. (…) W największej walce duchów, jakie dzieje notują, obowiązuje Polskę zdecydowana postawa katolicka. (…) Przynależność do owczarni Chrystusowej jest łaską, szczęściem, zaszczytem”.&lt;br /&gt;W pismach kardynała Hlonda odnajdujemy program na dziś: „Strzeżcie tężnego ducha wiary, by nim krzepić serca polskie, i odcinajcie się duchem Chrystusowym od zalewu niewiary, pielęgnując głębokie życie religijne. Uświęcajcie swe dusze, a z różańcem w ręku wypraszajcie lepsze jutro światu”.&lt;br /&gt;Maryi, która jest obecna w naszych dziejach, zawierzajmy każdego dnia swoje życie, radości i cierpienia, wszystkie relacje – małżeńskie, rodzinne i społeczne. Od Niej uczmy się codziennego zasłuchania w Boże słowo. Razem z Nią regularnie stawajmy w prawdzie o sobie i wyznawajmy ją Jezusowi w sakramencie pojednania. Przyjmujmy jak najczęściej Jezusa obecnego w Komunii św. i razem z Nią adorujmy Go skrytego w Najświętszym Sakramencie. „Wróćmy do różańca na co dzień, a odnajdziemy pokój Chrystusowy, jakiego »świat dać nie może«” (A. Hlond).&lt;br /&gt;Bądźmy odważni w czynieniu dobra, a pewności niech dodają nam słowa kardynała Augusta: „Zwycięstwo wasze jest pewne. Niepokalana pomoże wam do zwycięstwa”.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Źródło: ks. S. Zimniak SDB: Zwycięstwo Maryi. Proroctwo Kardynała Augusta Hlonda, Olsztyn 2007.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-5133111594945566188?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/5133111594945566188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/magorzata-radomska-dziedzictwo-kard.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/5133111594945566188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/5133111594945566188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/magorzata-radomska-dziedzictwo-kard.html' title='Małgorzata Radomska: Dziedzictwo kard. Augusta Hlonda'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-1802864901293031434</id><published>2011-04-24T05:09:00.003-07:00</published><updated>2011-04-24T05:09:48.778-07:00</updated><title type='text'>Tomasz Serwatka: Kardynał Prymas August Hlond a Dolny Śląsk (1945-1948)</title><content type='html'>Kardynał August Hlond (1881-1948), prymas Polski od czerwca 1926 r. aż do śmierci, to jeden z najwybitniejszych hierarchów Kościoła w historii Polski. Wraz z upływem czasu – a tym samym z szerszej perspektywy dziejowej – jego wielka rola nie tylko duszpasterska, lecz społeczno-polityczna, będzie przez historyków coraz silniej eksponowana. Kto wie, czy właśnie zainstalowanie przez Prymasa polskiej administracji kościelnej na poniemieckich Ziemiach Zachodnich latem i jesienią 1945 r., nie jest jego największym dokonaniem życiowym. Fakt ten nastąpił w niesłychanie trudnych warunkach politycznych, wobec nie do końca jasnej postawy Stolicy Apostolskiej oraz furii i wrzawy w pokonanych Niemczech, gdzie kwestionowano zakres i charakter specjalnych pełnomocnictw papieskich dla Prymasa z 8 lipca 1945 r. &lt;br /&gt;Z drugiej strony powojenny reżim komunistyczny od początku nie uznawał mianowanych przez Hlonda 15 sierpnia tegoż roku administratorów apostolskich na Ziemiach Zachodnich, a następnie 12 września zerwał konkordat Rzeczypospolitej z Watykanem (z 1925 r.). Wszystkie te czynniki powodowały, że prymas Hlond znajdował się pod "podwójnym ostrzałem" przeciwników, mimo że wywodzili się oni zupełnie z innych stron i środowisk. W tak fatalnej dla narodu i Kościoła sytuacji, gdy groziła perspektywa totalnego chaosu społeczno-religijnego wśród ludności polskiej, napływającej sukcesywnie ze wschodu na Ziemie Odzyskane, zdecydowana i konsekwentna postawa Hlonda de facto uratowała autorytet Kościoła w nowej, a niesprzyjającej rzeczywistości politycznej PRL. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ustanowienie przez Kardynała Hlonda polskich administratorów apostolskich (z faktycznymi prerogatywami biskupów ordynariuszy) na terenie ówczesnej Archidiecezji Wrocławskiej, dla Dolnego Śląska w osobie ks. dr. Karola Milika, dla Gorzowa w osobie ks. dr. Edmunda Nowickiego, a dla Opolszczyzny w osobie ks. dr. Bolesława &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kominka, położyła kres atmosferze tymczasowości i zamieszania na obszarach, które w wyniku decyzji wielkich mocarstw (USA, ZSRR i Wlk. Brytanii) na konferencji Poczdamskiej, przyznano Polsce. Jeszcze przed majem 1945 r, tj. przed objęciem Wrocławia i Dolnego Śląska przez polską administrację cywilną i kościelną, z ziem owych władze hitlerowskie "ewakuowały" (de facto była to na pół dzika ucieczka w głąb Rzeszy, w tragicznych warunkach zimowych) kilka milionów tutejszych Niemców. Reszta uciekła ze strachu przed armią sowiecką. Jesienią 1945 r. pozostało na całych Ziemiach Zachodnich (brak precyzyjnych danych statystycznych, a i te są inne w Polsce, zaś inne w RFN) najwyżej kilka milionów Niemców, spośród ok. 8-10 mln zamieszkujących wcześniej te obszary. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duszpasterze niemieccy nie chcieli dobrowolnie oddać administracji kościelnej Polakom, których coraz większa liczba w okresie 1945-1948 napływała na Dolny Śląsk. Dopiero osobisty autorytet kardynała Hlonda spowodował, że nastąpiło to, począwszy od Wrocławia. Prymas sam był z pochodzenia Ślązakiem, wyczulonym też na tzw. problem niemiecki, w latach 1922-25 był administratorem apostolskim tej części Śląska (a tym samym ówczesnej diecezji wrocławskiej), która po I wojnie światowej przypadła Polsce. W roku 1925 Ojciec Święty mianował go pierwszym w dziejach biskupem katowickim. Wracając do kraju z prawie sześcioletniej emigracji we Francji i Włoszech, kardynał Hlond (notabene nie posiadając wizy wjazdowej od rządzących władz komunistycznych) przejeżdżał 19 lipca 1945 r. z Czech przez Kłodzko i Wrocław do swej rezydencji - Poznania. Nie wiemy, czy już wówczas zatrzymał się tu na dłużej i podejmował jakieś decyzje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z niewątpliwą ulgą przyjął powracający Prymas Polski fakt (zakomunikowany mu jeszcze podczas pobytu w Pradze), że jego potencjalny rozmówca i kłopotliwy w nowej rzeczywistości partner, kardynał metropolita wrocławski i faktyczny Prymas Niemiec Adolf Bertram (1859-1945), zmarł 6 lipca "na wygnaniu" w czeskim Javorniku. W swych ostatnich przedśmiertnych zarządzeniach, Bertram zakwestionował bowiem poczynania aktualnego biskupa katowickiego Stanisława Adamskiego, który usiłował przejąć od Niemców administrację kościelną na Opolszczyźnie. Po raz drugi po II wojnie światowej przybył prymas Hlond do Wrocławia 12 sierpnia, gdzie ustnie zaprezentował swe specjalne pełnomocnictwa od Ojca Świętego Piusa XII, a dotyczące tutto il terittorio polacco, oraz stanowczo zażądał od niemieckich przedstawicieli Kapituły katedralnej (z wikariuszem kapitulnym ks. dr. Ferdynandem Piontkiem na czele) zrzeczenia się prerogatyw na rzecz jego osoby. Cel swój dość szybko osiągnął. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz po objęciu swych funkcji we Wrocławiu (1 września 1945 r.), ks. Karol Milik został ostro zaatakowany przez – także katolicką – prasę niemieckojęzyczną. Hlond starał się odpierać owe ataki, lecz sam spotkał się w Niemczech z krytyką i podważaniem swych kompetencji (czego echa pobrzmiewają tam nawet po dziś dzień). Co gorsza, polskie władze komunistyczne bynajmniej nie ułatwiały naszym księżom instalowania parafii na Dolnym Śląsku czy Opolszczyźnie, a przeciwnie czyniły rozmaite utrudnienia nawet samemu Prymasowi podczas jego wizytacji apostolskich "w terenie". 21 lipca 1946 r. kardynał Hlond po raz kolejny przybył do Wrocławia, by poświęcić, po odbudowie, ówczesną prokatedrę – kościół św. św. Doroty, Wacława i Stanisława przy ul. Świdnickiej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sytuacja ludności polskiej na Ziemiach Zachodnich była wtedy bardzo niestabilna i niepewna. Ani USA, ani żadne z państw zachodnich (które uznawały oficjalnie Polskę Ludową) nie godziły się na granicę na Odrze i Nysie. Nastąpiło to – jak wiemy – dopiero w roku 1972. Tymczasem jedynym faktycznym gwarantem tej granicy była komunistyczna i programowo ateistyczna Rosja Sowiecka. Kardynał Hlond nie wierzył – z jednej strony – ani w tzw. III wojnę światową, uważając (co potwierdza szereg pamiętników i relacji) powojenny stan rzeczy w Europie środkowej, tj. dominację Rosji i komunizmu, za trwały na dziesięciolecia, ale z drugiej strony nie wierzył w skomunizowanie powojennej Polski. Dlatego 24 maja 1948 r. Prymas wystosował specjalny list pasterski do polskiej ludności Ziem Zachodnich, gdzie apelował o umocnienie wiary katolickiej oraz o odwagę i wytwałość w zagospodarowywaniu swych nowych siedzib. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz czwarty po wojnie odwiedził Prymas Wrocław w dniach 10 i 11 czerwca 1947 roku, towarzysząc katolickiemu prymasowi Anglii i Walii, kard. Bernardowi Griffinowi, który notabene wręcz "oczarowany" był postępami repolonizacji i rekatolizacji Trzebnicy, Wrocławia i całego Dolnego Śląska. Wizyta angielskiego kardynała miała też – wobec agresji mediów niemieckich – ważki atut propagandowy z punktu widzenia opinii publicznej "wolnego świata". Nie zapominajmy też, iż wskrzeszenie Archidiecezji Wrocławskiej w nowej postaci było korzystne dla interesów Watykanu i całego Kościoła katolickiego, ponieważ za czasów niemieckich był to teren (zwłaszcza Dolny Śląsk) w większości protestancki... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stolica Apostolska milcząco zaakceptowała posunięcia Kardynała Prymasa Hlonda na Dolnym Śląsku i w innych częściach Ziem Zachodnich. Ze względów prawno-międzynarodowych na oficjalne ustanowienie polskich archidiecezji i diecezji trzeba było poczekać do roku 1972. Tymczasem od końca 1947 r. (wymuszone ucieczki K. Popiela i St. Mikołajczyka na Zachód) wzrastał wrogi nacisk komunistów na Kościół i opozycję. Nadciągały ponure i mroczne czasy stalinowskiej nocy. Na miesiąc przed swą dość nagłą śmiercią, Prymas zwołał właśnie do Wrocławia konferencję Episkopatu Polski (22-23 września 1948 roku), co świadczy o szczególnej wadze, jaką przywiązywał on do integracji Dolnego Śląska z resztą kraju. Poświęcił wówczas odremontowaną figurę Matki Boskiej przed wrocławską Katedrą&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-1802864901293031434?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/1802864901293031434/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/tomasz-serwatka-kardyna-prymas-august.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/1802864901293031434'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/1802864901293031434'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/tomasz-serwatka-kardyna-prymas-august.html' title='Tomasz Serwatka: Kardynał Prymas August Hlond a Dolny Śląsk (1945-1948)'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-7651127149400396439</id><published>2011-04-24T05:07:00.000-07:00</published><updated>2011-04-24T05:08:36.802-07:00</updated><title type='text'>Ks. Andrzej Orczykowski SChr: Kardynał August Hlond błogosławionym?</title><content type='html'>Kardynał August Hlond błogosławionym?&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;DOCHODZENIE DIECEZJALNE W POSTĘPOWANIU KANONIZACYJNYM SŁUGI BOŻEGO AUGUSTA KARDYNAŁA HLONDA&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; Dnia 22 października 1948 r. w Szpitalu Sióstr Elżbietanek w Warszawie zmarł kard. August Hlond, Prymas Polski. Wiadomość o śmierci Kardynała Prymasa rozeszło się szerokim echem po Polsce i świecie, gdyż nastąpiła niespodziewanie, właśnie wtedy, gdy po wojennej tułaczce z wielką energią rozpoczął dzieło odnowy życia religijnego w Polsce. Heroizm jego życia, podziwiany przez otoczenie, ujawnił się szczególnie przed śmiercią. Bardzo szybko sława jego świętości zaczęła zataczać coraz szersze kręgi, zaś nad jego życiem i działalnością prowadzono studia, gromadząc ich dokumentację. Dnia 9 stycznia 1992 r. arcybiskup metropolita gnieźnieński i warszawski Józef kard. Glemp dokonał oficjalnego rozpoczęcia procesu kanonizacji, dotyczącego opinii świętości życia i cnót Sługi Bożego Augusta Hlonda.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;August Hlond urodził się 5 lipca 1881 r. w Brzęczkowicach (obecnie dzielnica Mysłowic) w wielodzietnej rodzinie. Jako chłopiec udał się do Włoch, gdzie po ukończeniu szkoły wstąpił do Zgromadzenia Księży Salezjanów. Po złożeniu profesji zakonnej i zakończeniu studiów otrzymał święcenia kapłańskie w Krakowie dnia 23 września 1905 r. Po kilkunastoletniej pracy na różnych stanowiskach w Zgromadzeniu papież Pius XI w dniu 7 lipca 1922 r. mianował go administratorem apostolskim Górnego Śląska. 14 grudnia 1925 r. został biskupem nowo utworzonej diecezji katowickiej. W bardzo krótkim czasie, już 24 czerwca 1926 r. powołany na stolicę arcybiskupią gnieźnieńską i poznańską został Prymasem Polski, zaś rok później (20.06.1927) podniesiono go do godności kardynała. Podobnie jak na Śląsku, tak i w nowych archidiecezjach, rozwinął szeroką działalność duszpasterską i administracyjną. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Prymas Hlond nadawał ton życiu kościelnemu w Polsce w okresie międzywojennym. Obok troski o powierzone mu archidiecezje, szczególnie interesował się losem polskich wychodźców. Nawiązując do tradycji prymasów – protektorów polskiego wychodźstwa sprawę organizacji opieki nad wychodźcami całej Polski ujął w swoje ręce i nią kierował. Uzyskując akceptację Stolicy Apostolskiej znacznie rozszerzył swoje uprawnienia w zakresie organizacji pomocy wychodźcom. Odwiedzał Rodaków żyjących poza granicami Ojczyzny, stworzył Centralę Duszpasterstwa Zagranicznego, w wielu krajach zorganizował Polskie Misje Katolickie, założył Towarzystwo Chrystusowe dla Wychodźców (aktualna nazwa: Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej), zgromadzenie zakonne, które dzisiaj sprawuje opieką duszpasterską nad Polakami w 18 krajach na 5 kontynentach. Dokonał także reorganizacji Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego. Jako Prymas powołał do istnienia Akcję Katolicką, dla której w 1931 r. napisał statuty. Troszcząc się o popularyzację społecznej nauki Kościoła, w 1933 r. utworzył Radę Społeczną przy Prymasie Polski. Przyczynił się do przygotowania i przeprowadzenia I Synodu Plenarnego w 1936 r. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;W okresie II wojny światowej doświadczył wielu trudności i cierpień tułaczego życia. Po jej zakończeniu gorliwie organizował życie kościelne w Polsce, zwłaszcza na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Po zawieszeniu przez Stolicę Apostolską unii personalnej archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej, a połączeniu Gniezna z Warszawą, w dniu 30 maja 1946 r. objął rządy w archidiecezji warszawskiej. Dnia  8 września 1946 r. na Jasnej Górze w obecności Episkopatu i miliona wiernych dokonał aktu poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi. Kościół w Polsce lata 1945-1948 - pod przewodnictwem Prymasa Hlonda - pozostawał „pod znakiem Maryi”, jubileuszu św. Wojciecha, rozpoczętej intronizacji Serca Jezusowego i krucjaty różańcowej. Te wydarzenia były praktycznym przygotowaniem Polski na okres, który nastąpił później. Inicjatywy kard. Hlonda prowadziły przede wszystkim do ugruntowania wiary i polskości, przeciwstawiania się fali laicyzacji i walce z religią. Powojenna działalność Kardynała Prymasa stojącego „na straży sumienia narodu” była przygotowaniem polskiego ducha do walki o jego prawdę w czasach trudnych dla polskiej religijności i państwowości. Jego pasterską działalność przerwała nagła choroba i śmierć.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Na prośbę zgromadzeń zakonnych związanych ze Sługą Bożym, jak też wiernych, metropolita gnieźnieński i warszawski Józef kard. Glemp, w oparciu o „nihil obstat” Kongregacji dla Spraw Świętych, danego w dniu 2 września 1991 r. (Prot. N. 1808, 1/91), dekretem z dnia 21 listopada 1991 r. (N. 3522/91/P.), zarządził rozpoczęcie procesu kanonizacji. Do przeprowadzenia procesu z ramienia delegatów biskupich zostali skierowani ks. Jan Bukowicz MIC oraz ks. Zygfryd Landowski, kapłan archidiecezji warszawskiej. Promotorem sprawiedliwości został mianowany o. Gabriel Bartoszewski OFMCap, notariuszem aktuariuszem ks. Kazimierz Papciak SSCC, notariuszem pomocniczym ks. Piotr Dzikowski SChr, zaś posłańcem sądowym ks. Sławomir Niemczewski SDB. Postulatorem sprawy został ks. Luigi Fiora SDB, zaś ks. Wojciech Necel SChr i ks. Henryk Skorowski SDB wicepostulatorami.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Pierwszemu posiedzeniu Trybunału, które odbyło się dnia 9 stycznia 1992 r. w Bazylice Archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie, osobiście przewodniczył ordynariusz miejsca, Józef kard. Glemp. Mianowani przez Księdza Prymasa członkowie Trybunału złożyli przysięgę, zobowiązując się do wiernego wypełniania podjętych obowiązków i zachowania tajemnicy.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Prymas Polski Józef kard. Glemp w Słowie do wiernych w sprawie procesu kanonizacyjnego Sługi Bożego Augusta Kardynała Hlonda - zgodnie z przepisami prawa kanonicznego - poinformował wiernych o fakcie rozpoczęcia procesu kanonizacyjnego prosząc, aby wszyscy, którzy posiadają jego pisma lub inne informacje o jego życiu, zawiadomili o tym fakcie Kurię Metropolitalną Warszawską. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Proces na terenie archidiecezji trwał blisko 5 lat. W tym czasie Trybunał odbył 51 posiedzeń na terenie archidiecezji warszawskiej oraz - po uzyskaniu zgody odnośnych ordynariuszy - na terenie archidiecezji poznańskiej i katowickiej, gdzie przesłuchano bliskich krewnych Kardynała Hlonda. Trybunał działał także na terenie archidiecezji paryskiej i diecezji Mainz. Przed Trybunałem przesłuchano 43 świadków, w tym 41 świadków bezpośrednich (de visu - naocznych) oraz 2 świadków pośrednich (de auditu - ze słyszenia). W celu pełnego zobrazowania życia i świętości Sługi Bożego, na wniosek wicepostulatorów włączono do akt procesu 28 zeznań pozasądowych, złożonych pod przysięgą wobec przedstawicieli władz diecezjalnych lub zakonnych. Świadkowie ci nie mogli powtórzyć swoich zeznań, gdyż Trybunał rozpoczął działalność po ich śmierci. Łącznie, zatem świadków przesłuchanych przez sam Trybunał, jak i tych, którzy złożyli swoje zaprzysiężone zeznania pozasądowe było 70 osób. Wśród nich był 1 kardynał, 5 biskupów, 13 duchownych diecezjalnych, 22 salezjanów, 13 chrystusowców, 1 brat zakonny ze Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego, 4 siostry zakonne (w tym bratanica Sługi Bożego) i 11 świeckich (w tym 4 bliskich krewnych Kardynała).&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Zgromadzone dokumenty można podzielić na trzy działy: dokumenty osobiste Sługi Bożego, pisma Sługi Bożego i pisma o Słudze Bożym. W wielu wypadkach są to pisma bibliograficzne, gdyż byłoby niemożliwe zgromadzić wszystkie. Pisma te zostały już w zasadzie zebrane wcześniej przez ks. Stanisława Kosińskiego SDB i umieszczone w 101 tomach, nazwanych Acta Hlondiana. Ponadto zostały opracowane, wyjaśnione i udokumentowane ważniejsze problemy z życia Sługi Bożego, które takiego pogłębienia wymagały. W końcowej fazie procesu notariuszem został mianowany ks. Jan Konieczny SChr.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Dnia 21 października 1996 r. dochodzenie kanoniczne prowadzone na terenie archidiecezji warszawskiej, dotyczące świętości życia i heroiczności cnót Augusta kard. Hlonda, zostało uroczyście zamknięte przez Prymasa Polski Józefa kard. Glempa, w Bazylice Archikatedralnej w Warszawie, miejscu doczesnego spoczynku Sługi Bożego. Metropolita warszawski, przy pomocy i współudziale promotora sprawiedliwości, zweryfikował wszystkie akta i dokumenty, które zostały zgromadzone w procesie. Akta zostały uznane za przygotowane w sposób odpowiedni i wystarczający, aby przesłać je do Rzymu. Ksiądz Prymas, jako ordynariusz miejsca, zatwierdził pracę Trybunału i zgromadzone akta procesu, zarządzając, aby akta oryginalne zostały opieczętowane, zalakowane i złożone w Archiwum Kurii Metropolitalnej z zastrzeżeniem, że nie mogą być nigdy otwarte bez pozwolenia Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Wszystkie poświadczone odpisy akt, również opieczętowane i zalakowane, zostały przewiezione do Rzymu, aby Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych mogła podjąć nad nimi dalszą pracę.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Obecnie w Rzymie w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych trwa przygotowanie Positio causa (obszerne studium historyczne dotyczące życia Sługi Bożego, mające na celu dostarczenie odpowiednich środków dowodowych do wykazania heroiczności cnót kandydata na ołtarze). Relatorem sprawy został mianowany o. Ambrosius Eszer OP. Dochodzeniu na etapie rzymskim w postępowaniu kanonizacyjnym Sługi Bożego Augusta Hlonda towarzyszy przekonanie wiernych o jego szczególnym orędownictwie przed Bogiem. Do postulatora docierają informacje o łaskach otrzymywanych przez jego wstawiennictwo. Na nowo przypominane i poznawane jest dziedzictwo Wielkiego Prymasa. Dnia 9 marca 2006 r. w Warszawie - w Archikatedrze Św. Jana Chrzciciela - dokonano translacji doczesnych szczątków Sługi Bożego Augusta Hlonda. Uroczystości – z udziałem kardynałów, arcybiskupów i biskupów uczestniczących w 335. zebraniu Konferencji Episkopatu Polski (wraz z zaproszonymi gośćmi: kard. Kazimierzem Świątkiem i biskupami z krajów b. Związku Radzieckiego) - przewodniczył Prymas Polski Józef kard. Glemp (zob. http://www.tchr.org/ahlond/translokacja/info.htm). Doczesne szczątki Sługi Bożego – spoczywające dotychczas w podziemiach świętojańskiej archikatedry – zostały złożone w kaplicy św. Jana Chrzciciela obok kaplicy, w której znajduje się sarkofag Sługi Bożego Stefana kard. Wyszyńskiego.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Proces kanonizacji Wielkiego Prymasa II Rzeczypospolitej - jak nazwał kard. Hlonda papież Jan Paweł II - jest dla Kościoła w Polsce jedną z form ukazania Kardynała Augusta jako wzoru postępowania nowych uczniów Chrystusa. Coraz powszechniejsze staje się przekonanie, że Sługa Boży August Hlond przez swoje wstawiennictwo wyprasza u Boga dalszych świadków wiary, tak koniecznych w trzecim tysiącleciu.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;ks. Andrzej Orczykowski SChr&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-7651127149400396439?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/7651127149400396439/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/ks-andrzej-orczykowski-schr-kardyna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/7651127149400396439'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/7651127149400396439'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/ks-andrzej-orczykowski-schr-kardyna.html' title='Ks. Andrzej Orczykowski SChr: Kardynał August Hlond błogosławionym?'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-4443838989269224890</id><published>2011-04-24T05:02:00.001-07:00</published><updated>2011-04-24T05:03:57.595-07:00</updated><title type='text'>Odkrywanie kardynała Augusta Hlonda</title><content type='html'>Polonia włoska - biuletyn informacyjnyPostać kardynała Augusta Hlonda, Prymasa Polski, mimo licznych już badań naukowych, pozostaje w równym stopniu fascynująca, jak w pewnej mierze zagadkowa. Dobrze zatem się stało, że Stacja PAN w Rzymie, na czele z jej dyrektorem dr hab. Leszkiem Kukiem, podjęła się wspólnie z Salezjańskim Instytutem Historycznym w osobie ks. dra Stanisława Zimniaka SDB oraz przy udziale Ambasady RP przy Stolicy Apostolskiej zorganizowania sesji poświęconej temu wielkiemu duchownemu i mężowi stanu. Spotkanie w Stacji PAN miało miejsce 14 grudnia 2009.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;August Hlond (ur. 5 lipca 1881 w Mysłowicach-Brzęczkowicach, zm. 22 października 1948 w Warszawie) - salezjanin, arcybiskup metropolita gnieźnieński i poznański (1926-1946), arcybiskup metropolita gnieźnieński i warszawski (1946-1948), kardynał, prymas Polski. Jako prymas wiele wysiłku włożył w organizację Akcji Katolickiej. W 1932 wraz z ks. Ignacym Posadzym utworzył Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej. Po wybuchu wojny, 19 września 1939 przybył do Watykanu. Działał tu na rzecz sprawy polskiej poprzez przemówienia w watykańskim radiu, udzielając wywiadów prasie oraz wykorzystując swoje wpływy osobiste. Najprawdopodobniej w związku z przygotowaniami Włoch do wojny z Francją musiał opuścić Rzym. Od 9 czerwca 1940 do 6 kwietnia 1943 przebywał w Lourdes, gdzie informował przywódców Zachodu o sytuacji w okupowanej Polsce. Zmuszony przez rząd Vichy przeniósł się do opactwa w Hautecombe koło Aix-les-Bains. 3 lutego 1944 aresztowany przez gestapo i internowany w Paryżu, a potem kolejno w klasztorach w Bar-le-Duc i Wiedenbrück (w Westfalii). W Paryżu był nakłaniany do podpisania kilku niemieckich odezw propagandowych skierowanych do Polaków, w zamian za zwolnienie. Propozycje te spotkały się ze zdecydowaną odmową kardynała oraz oskarżeniem Hitlera o spowodowanie tragedii narodu polskiego.  Po wyzwoleniu przez Amerykanów udał się do Rzymu, skąd, w lipcu1945, wrócił do kraju. Zorganizował administrację kościelną na Ziemiach Zachodnich i zajął się odbudową kościołów Warszawy. 8 września 1946 w Częstochowie poświęcił naród polski Niepokalanemu Sercu Maryi Panny. Został pochowany w podziemiach Archikatedry św. Jana w Warszawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpoczęło je wystąpienie ks. prof. Cosimo Semeraro SDB, wiceprzewodniczącego Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych, który zwrócił uwagę na cechy łączące Piusa XII i kard. Augusta Hlonda oraz zbieżności w ich biografiach. Kard. Hlond nie tylko był bowiem kluczową postacią w historii Kościoła katolickiego na Ziemiach Polskich po I wojnie światowej, ale też zajmował liczącą się pozycję w ówczesnym Kolegium Kardynalskim. W dwudziestoleciu międzywojennym obydwaj kardynałowie Hlond i Pacelli wyróżniali się w gronie kardynalskim znajomością języków obcych, co predystynowało ich do podejmowania w imieniu papieża Piusa XI trudnych misji międzynarodowych. Obydwaj znali się dosyć dobrze i darzyli wzajemnym szacunkiem. Ks. Semeraro przedstawił wręcz tezę, że z dostępnej dokumentacji można wysnuć wniosek, iż kard. August Hlond odegrał decydującą rolę na konklawe, z którego 2 marca 1939 roku kard. Eugenio Pacelli wyszedł papieżem, przyjmując imię Piusa XII. Bezpośrednia znajomość i dostęp do papieża miały dla kard. Augusta Hlonda ogromne znaczenie w sytuacji wybuchu II wojny i po jej zakończeniu, gdy na nowo organizował on życie Kościoła w Polsce komunistycznej. Pierwszy wątek szeroko omówił w swoim wystąpieniu dr Witold Zahorski. Przedstawił on obszernie warunki życia i aktywność prymasa Hlonda w pierwszych miesiącach wojny w Rzymie, a następnie, od czerwca 1940 roku we Francji, gdzie przeżył wojnę w odosobnieniu. Niewątpliwie ten okres życia kard. Augusta Hlonda pozostaje najbardziej zagadkowy. Uczestnicy sesji nie powiedzieli jasno, ani dlaczego we wrześniu 1939 roku kard. Hlond opuścił wraz z najwyższymi władzami RP Polskę, ani też, dlaczego właściwie musiał potem wyjechać z Rzymu, a przede wszystkim z Watykanu w czerwcu 1940 roku. Ostatni okres życia i działalności kard. Augusta Hlonda: powrót z odosobnienia do Rzymu w 1945, pełnomocnictwa od Piusa XII dla odbudowania życia kościelnego w Polsce w jej nowych granicach, wizyty w Rzymie, a przede wszystkim jego pełna poświęcenia i zaangażowania praca nad odrodzeniem życia duchowego po II wojnie światowej, został obszernie i niezwykle kompetentnie przedstawiony przez ks. prof. Stanisława Wilka oraz przez prof. Jerzego Pietrzaka. Dwie obserwacje zasługują na szczególną uwagę. Po pierwsze, na co wskazał ks. prof. Stanisław Wilk, że kard. Hlond po swoim powrocie do Polski w 1945 roku, następnie co roku powracał do Rzymu, gdzie bardzo szybko uzyskiwał audiencje u Piusa XII i miał z nim długie rozmowy, w trakcie których mógł przedstawić sytuację, jaka panowała w Polsce. Wyklucza to jakąkolwiek samowolę w jego działaniu i nadużywanie przez niego pełnomocnictw papieskich na terenie Ziem Zachodnich, które znalazły się w granicach Polski po 1945 roku. Po wtóre, prof. Jerzy Pietrzak, odniósł się do obecnych w historiografii spekulacji o możliwym udziale komunistycznych służb bezpieczeństwa w nieudanej operacji chirurgicznej kard. Hlonda, która spowodowała jego śmierć. Otóż według dostępnych źródeł nie można postawić tezy o celowym działaniu komunistów, pragnących uśmiercenia prymasa Augusta Hlonda.Sesję dopełniły dwa referaty. W pierwszym z nich ks. Stanisław Zimniak SDB przypomniał stanowisko kard. Augusta Hlonda wobec totalitaryzmów niemieckiego i faszystowskiego, które wpisywało się w dokumenty papieskie i refleksję szeroko rozbudowaną przez papieża Piusa XI. Natomiast prof. Rudolf Grulich z Uniwersytetu w Giesse przedstawił obraz kard. Augusta Hlonda obecny w niemieckiej literaturze przedmiotu. Wystąpienie to wywołało duży oddźwięk wśród zgromadzonych na sali. Pokazało, że w historiografii niemieckiej funkcjonuje niezwykle uproszczony i jednostronny obraz kard. Hlonda jako swoistego likwidatora niemieckiego życia religijnego na terenach Ziem Zachodnich. W toku dyskusji, która wywiązała się po tym wystąpieniu, wyraźnie dała się odczuć potrzeba szerszej wymiany niemieckich i polskich środowisk historycznych, w celu pełniejszego przedstawienia dotychczasowego polskiego dorobku badawczego w środowiskach niemieckich. Sesję poświęconą kard. Augustowi Hlondowi w rzymskiej Stacji PAN należy uznać za bardzo udane przedsięwzięcie naukowe. Oprócz referentów byli na niej obecni: ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej Hanna Suchocka, abp Edward Nowak i abp Szczepan Wesoły oraz liczne grono zainteresowanych tematem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor artykułu, Piotr Samerek jest radcą Ambasady RP przy Stolicy Apostolskiej&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-4443838989269224890?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/4443838989269224890/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/odkrywanie-kardynaa-augusta-hlonda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/4443838989269224890'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/4443838989269224890'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/odkrywanie-kardynaa-augusta-hlonda.html' title='Odkrywanie kardynała Augusta Hlonda'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-3520623929601034528</id><published>2011-04-24T04:59:00.000-07:00</published><updated>2011-04-24T05:00:09.394-07:00</updated><title type='text'>Ks. Czesław Kamiński TChr.: Kard. August Hlond</title><content type='html'>Kard. August Hlond - (1881 - 1948) 50 rocznica śmierci kard. Hlonda jest okazją, by przypomnieć jednego z najwybitniejszych Polaków, prawdziwego przywódcę duchowego Polski w latach 1926 - 1948. Nigdy nie wchodził w żadne kompromisy ze sprawującymi władzę. Bezkompromisowa postawa Księdza Prymasa w głoszeniu ewangelicznej prawdy była bardzo niewygodna dla komunistycznych władz. Z niewyjaśnionych do dzisiaj powodów, po udanej operacji wyrostka robaczkowego, na skutek infekcji niewiadomego pochodzenia, 22 października 1948 roku w szpitalu Sióstr Elżbietanek na Mokotowie umierał Prymas Polski, kard. August Hlond. Była godzina 10:30, gdy wydał ostatnie tchnienie. Kilka godzin wcześniej mówił do zgromadzonych przy jego łóżku: "W obliczu śmierci trzeba być radosnym. Wszystkich nas to spotka. Trzeba śmierć pogodnie przyjmować. Ona jest przejściem do lepszego życia. Jest drogą do wieczności". Odszedł na spotkanie z Chrystusem i Jego Matką, którą tak umiłował. Umarł w czasie, kiedy po ludzku rzecz biorąc, był Polsce najbardziej potrzebny: komunizm rozszerzał swoją walkę z religią, a w Budapeszcie sądzono prymasa Węgier Kard. Mindszentiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przeddzień swojej śmierci, późnym wieczorem, kardynał Hlond dodawał otuchy swoim najbliższym współpracownikom, aby nie upadali na duchu w tym trudnym czasie terroru komunistycznego: "Nie traćcie nadziei. Lecz zwycięstwo jeśli przyjdzie - będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny. W tej walce, która się toczy między gromadą szatanów i Chrystusem, tych, którzy wierzą, że są wezwani, odwoła do nieba i będzie, jak chce sam Bóg. Walczcie z ufnością. Pod opieką błogosławionej Maryi Dziewicy pracujcie... Zwycięstwo wasze jest pewne. Niepokalana dopomoże wam do zwycięstwa". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kardynał August Hlond był przekonany, że jedną z najważniejszych potrzeb Kościoła jest obrona przed tym uosobionym złem, którym jest szatan, a Matka Boża, jest największą nieprzyjaciółką, jaką Bóg przeciwstawił szatanowi. Dlatego, w duchu orędzia fatimskiego, 8 września 1946 r. Ksiądz Prymas wraz z całym Episkopatem w obecności miliona Polaków, na Jasnej Górze, dokonał aktu poświęcenia całej Polski Niepokalanemu Sercu Maryi. W ten sposób Polska stała się pierwszym krajem, po Portugalii, który tego aktu dokonał zgodnie z prośbą wypowiedzianą przez Matkę Bożą w Fatimie. Poprzez poświęcenie Niepokalanemu Sercu Maryi Polska weszła na fatimską drogę zawierzenia Maryi i wypełniania Jej próśb. Tak rozpoczęła się wyjątkowa droga Kościoła w Polsce, który jako jedyny w krajach komunistycznych zdołał zachować wyjątkowo duży obszar wolności i niezależności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kardynał A. Hlond w swoim nauczaniu wypowiadał prorocze słowa: "Polska nie zwycięży bronią, ale modlitwą, pokutą, wielką miłością bliźniego i różańcem. Trzeba ufać i modlić się. Jedyną broń, której Polska używając odniesie zwycięstwo - jest różaniec. On tylko uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi może narody będą karane za swą niewierność względem Boga. Polska będzie pierwsza, która dozna opieki Matki Bożej. Maryja obroni świat od zagłady zupełnej. Całym sercem wszyscy niech się zwracają z prośbą do Matki Najświętszej o pomoc i opiekę pod jej płaszczem. Nastąpi wielki triumf Serca Matki Bożej, po którym dopiero zakróluje Zbawiciel nad światem przez Polskę". Ksiądz Prymas uwrażliwiał kapłanów i wiernych, aby byli świadomi, że są w samym centrum dramatycznego zmagania się dobra ze złem. 16 sierpnia 1948 r. mówił: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jesteśmy świadkami zaciętej walki między państwem Bożym a państwem szatana. Wprawdzie walka ta stale się toczy bez zawieszenia broni, walka najdłuższa i najpowszechniejsza. Dziś jednak na oczach naszych toczy się ona tak zawzięcie jak nigdy. Z jednej strony odbywa się zdobywczy pochód Królestwa Chrystusowego, z drugiej zaś strony ciąży nad światem łapa szatana, tak zachłannie i perfidnie, jak to jeszcze nigdy nie bywało. Nowoczesne pogaństwo, opętane jakby kultem demona, odrzuciło wszelkie idee moralne, wymazało pojęcie człowieczeństwa. Upaja się wizją społeczeństwa, w którym już nie rozbrzmiewa imię Boże, a w którym pojęcie religii i moralności chrześcijańskiej są wytępione bezpowrotnie. Wyniki tej rozgrywki pomiędzy państwem Bożym a państwem szatana nie nastręcza wątpliwości. Kościół ma zapewnione zwycięstwo: "Bramy piekielne nie przemogą go" [Mt 16, 18]. Chodzi tylko o to, by każdy człowiek rzucił na szalę tego zwycięstwa zasługę swego moralnego czynu. Jeśli kto, to zwłaszcza my, kapłani Chrystusowcy, winniśmy w tej decydującej walce stanąć w pierwszych szeregach. Od nas zależy, by godzinę triumfu przyśpieszyć. Każdy z nas w tym boju ma wyznaczone stanowisko. Kto na wyznaczonym swoim posterunku nie daje z siebie wszystkiego, jest zdrajcą sprawy Bożej i naraża na niebezpieczeństwo innych. Kto zaś z tej walki z wygodnictwa się usuwa, jest dezerterem z szeregów oficerskich Chrystusa" (audiencja dla ks. Ignacego Posadzego, przełożonego generalnego Towarzystwa Chrystusowego). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prymas Polski kardynał August Hlond urodził się 5 lipca 1881 r. w Brzęczkowicach pod Mysłowicami w rodzinie dróżnika kolejowego. W 1896 r. wstąpił do Towarzystwa Salezjańskiego, a po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, w 1905 r. otrzymał święcenia kapłańskie w Krakowie. W 1922 r. Ojciec św. Pius XI mianuje ks. Hlonda administratorem apostolskim Górnego Śląska, a po trzech latach pierwszym biskupem ordynariuszem nowo utworzonej diecezji katowickiej. Urząd prymasa Polski objął w 1928 r., a więc 8 lat po odzyskaniu niepodległości a po 150 latach niewoli. Kraj był wyniszczony i rozbity na dzielnice, to wymagało intensywnej i zorganizowanej pracy. Zadanie, które stanęło przed nowym prymasem nie było łatwe. Wiadomo, że w czasach przełomowych siewcy kąkolu są liczniejsi niż kiedykolwiek. Dostrzec niebezpieczeństwo, otworzyć na nie wiernym oczy, podać sposoby obrony przed złem, to zadanie prawdziwego pasterza. Walka ze złem objawiła się w postępowaniu kard. A. Hlonda spokojnym i przemyślanym działaniem, ale najbardziej w pełnych zdecydowania i Bożej mądrości listach pasterskich, które nawet na czytających je dziś robią wrażenie, bo są nadal aktualne i jakby pisane do dzisiejszego człowieka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;List pasterski, który odbił się szerokim echem nie tylko w kraju ale i za granicą, mówił "O chrześcijańskich zasadach życia państwowego" (1932). Przetłumaczono go i wydano w pięciu językach. W treści i stylu podobny jest do encyklik papieskich. Daje on niezwykle klarowną naukę o stosunku Kościoła do państwa. Powstał w bardzo trudnym czasie, gdy w Berezie Kartuskiej działał obóz koncentracyjny dla przeciwników politycznych ówczesnej władzy, po przewrocie majowym 1926 r. Kardynał Hlond pisał: "W pojęciu liberalnym państwo nie uznaje Boga, nie liczy się z Nim pod żadnym względem, nie przyjmuje Jego praw etycznych, nie zważa na Jego religię, czyli jest zasadniczo bezwyznaniowe. Zwykle posuwa się dalej, staje się bezbożne... wykreśla Boga z Konstytucji, ruguje ze szkoły, wyrzuca z ustawodawstwa, a nawet kult Jego i wiarę prześladuje". Kardynał stawiał jasno sprawę stosunku Kościoła do państwa i demaskował niezwykle niebezpieczną działalność masonerii: "Podejrzenia, utrudnianie pracy, podkopywanie powagi, intrygi, nadzór policyjny i tyle innych, nieraz mało szlachetnych sposobów utrudniania pracy Kościoła - to nierzadko praktyki tych kół wolnomyślnych i wolnomularskich, które powodowane chorobliwą nienawiścią do Kościoła, gotowe poświęcić nawet bardzo wielkie wartości moralne narodu i kraju, byle skłócić państwo i Kościół".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ośrodki masońskie propagowały ustawodawstwo wymierzone przeciwko rodzinie, proponując legalizację wolnych związków, pornografii, aborcji i antykoncepcji, argumentując przy tym, że katolickie zasady moralne ograniczają wolność człowieka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ksiądz Prymas zdecydowanie występował przeciwko tym próbom moralnej deprawacji narodu polskiego, uświadamiając, że rodzina jest najmniejszą komórką społeczną i jej rozpad jest zagrożeniem dla państwa i narodu. Wskazywał, że główną strategią walki masonerii z Bogiem i Kościołem jest demoralizacja, według zasady: dopiero wtedy upadnie wiara, gdy runie moralność. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kardynał Hlond odważnie występował przeciwko przenikaniu masonerii do szkół i deprawowaniu młodzieży. Dosyć prężnie działał wtedy na kresach wschodnich tak zwany "Zakon Wyzwolenia" czyli Filarecki Związek Elsów. Młodzież, która do tej loży należała, była zobowiązana do angażowania się w "zwalczaniu religii i moralności chrześcijańskiej". Ksiądz Kardynał cytował oryginalne dokumenty tej masońskiej organizacji, aby demaskować jej prawdziwe cele i zadania. Między innymi loża ta nakładała na członków następujące zobowiązania: "Rycerz jest ślepym, nieczułym narzędziem w ręku swych starszych, spełnia wszystko, co mu każą nawet, jeśli mu to się wydaje zbrodnią. Nie drży na widok krwi a sam z przyjemnością sprząta ze świata każdego wroga. Kościół przede wszystkim katolicki i księży uważa za swych najgorszych wrogów".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ksiądz Prymas wielokrotnie wskazywał na przykłady tragicznych skutków masońskiej deprawacji młodzieży. Słynne w owym czasie było wykrycie masońskiego związku w szkole w Święcianach na Wileńszczyźnie. Wpływ masońskich idei na młodzież tej szkoły był tragiczny, doprowadził do upadku moralności i niebywałego zdziczenia, połączonego z zamachami na życie, mordowania profesorów, ucieczkami z domu, pladze pornografii, oraz różnych satanistycznych praktyk. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ten sposób, pod pozorem podniesienia poziomu kultury, wolnomularstwo stwarzało warunki dla "rozprzestrzeniania się satanizacji życia", ostrzegał kardynał Hlond. Ta zdecydowana akcja uświadamiania katolików o rzeczywistych celach masonerii spowodowała znaczne osłabienie wpływów lóż masońskich w przedwojennej Polsce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ksiądz Prymas wskazywał na wielkie zagrożenie dla moralności i życia religijnego płynące ze strony nie tylko masonerii ale i komunizmu, przestrzegając przed jego zgubnymi wpływami dla życia narodu i państwa. Kardynał Hlond uświadamiał wiernych, że wolnomularskie i komunistyczne ideały zacierania granic pomiędzy dobrem i złem są owocem "szatańskiej nienawiści do Boga". Dlatego "jedyną receptą uzdrowienia Polski" jest budowanie ładu społecznego na podstawowych zasadach moralności chrześcijańskiej oraz zdecydowane odcinanie się od wpływów idei propagujących całkowity rozkład moralny, niewiarę i naturalny deizm. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała działalność Sługi Bożego była przepojona troską o wieczne zbawienie dusz. Nie na darmo w swoim herbie biskupim umieścił hasło: Daj mi dusze, resztę zabierz. Taką troską obejmował Polaków nie tylko w kraju ale i przebywających na emigracji. Rozrzuceni po całym świecie, byli jak owce bez pasterza. Sługa Boży chciał okazać im szczególną swoją troskę pasterską i miłość. Jego alarmujące wołanie: Na wychodźctwie giną dusze polskie, było wyrazem jego zatroskania o ich zbawienie. Aby zapewnić duszpasterską opiekę dla polskich emigrantów, kardynał Hlond powołał do istnienia w 1932 r. misyjne zgromadzenie zakonne: Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 5O-tą rocznicę śmierci Sługi Bożego Augusta Hlonda, wspominamy wspaniały dorobek Jego pasterskiej posługi. Był przykładem i wzorem za życia i był nim w najtrudniejszym momencie, w chwili śmierci. Jego śmierć zbiegła się z wprowadzeniem na urząd obecnego papieża Jana Pawia II. Ten sam miesiąc, ten sam dzień i prawie ta sama godzina, tylko 30 lat wcześniej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22 października 1978 r. w dniu wprowadzenia na urząd papieża w godzinach przedpołudniowych Polacy obecni w Rzymie zebrali się w kościele św. Jana. Tam w czasie kazania kard. Stefan Wyszyński powiedział takie słowa: "Meldujemy ci Sługo Boży, kardynale Auguście, który tam klęczysz u tronu Matki Bożej. Powiedziałeś za życia, że "zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Maryi" - zwycięstwo przyszło, przyszło przez Maryję. Przyszło w 30 rocznicę śmierci Sługi Bożego Kardynała Augusta Hlonda". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecnie w Rzymie toczy się ostatni etap procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego kard. Augusta Hlonda. Zachęcamy do modlitwy za Jego pośrednictwem o uzdrowienie duchowe, fizyczne lub inne potrzebne łaski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boże, Nasz Ojcze, dziękuję Ci za to, &lt;br /&gt;że dałeś naszej Ojczyźnie Kardynała &lt;br /&gt;Augusta Hlonda, Biskupa i Prymasa Polski, &lt;br /&gt;wielkiego i żarliwego czciciela Niepokalanej &lt;br /&gt;Dziewicy, Matki Twojego Syna i naszej Matki &lt;br /&gt;oraz, że uczyniłeś go troskliwym ojcem i &lt;br /&gt;opiekunem Polonii Zagranicznej. &lt;br /&gt;Racz wzbudzić i w moim sercu gorącą &lt;br /&gt;miłość ku Tobie i synowską cześć &lt;br /&gt;ku Maryi Wspomożycielce Wiernych, &lt;br /&gt;a dla wsławienia Twego imienia racz &lt;br /&gt;mi udzielić za wstawiennictwem &lt;br /&gt;Kardynała Augusta łaski, &lt;br /&gt;o którą pokornie proszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo... &lt;br /&gt;Chwała Ojcu.... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ks. Czesław Kamiński TChr&lt;br /&gt;"Miłujcie się" nr 9-10/1998&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-3520623929601034528?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/3520623929601034528/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/ks-czesaw-kaminski-tchr-kard-august.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/3520623929601034528'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/3520623929601034528'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/ks-czesaw-kaminski-tchr-kard-august.html' title='Ks. Czesław Kamiński TChr.: Kard. August Hlond'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-8415284945470633327</id><published>2011-04-24T04:55:00.000-07:00</published><updated>2011-04-24T04:56:36.944-07:00</updated><title type='text'>Znaczenie i aktualność Listów Pasterskich kardynała Augusta Hlonda</title><content type='html'>Znaczenie i aktualność Listów Pasterskich kardynała Augusta Hlonda: „O życie katolickie na Śląsku” (1924 r.), „O zadaniach katolicyzmu wobec walki z Bogiem” (1932 r.) to Praca nagrodzona w IV Ogólnopolskim Konkursie "Prymas Polski kard. August Hlond Bogu i Ojczyźnie". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I. Przesłanie kardynała Hlonda w czasach Jego życia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kardynał August Hlond, wielki myśliciel katolicki XX wieku wzorowo wypełniając pasterski obowiązek stawał się podporą dla wiernych, na których czyhało wiele niebezpieczeństw – zwłaszcza tych niszczących duchową stronę człowieczeństwa, religijny zapał i zasady moralne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duchowe wsparcie słowem i przykładem zawsze było i jest potrzebne osobom wierzącym, gdyż mimo nawet największego ich zapału do pracy nad własną duszą i głęboką wiarą, świat wrogi duchowości (nie tylko chrześcijańskiej) różnymi drogami próbuje – niestety czasem mu się to udaje – wedrzeć do ludzkiego serca. Bez odpowiedniej wiedzy, bez odpowiedniego wykształcenia odparcie wielu ciosów słownych, argumentowanych niezbyt przychylnie dla wiary zasiewa w ludzkich sercach to żrące ziarno niepewności, które stopniowo wypalała inne ziarno, ziarno wiary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kardynał Hlond zdając sobie sprawę z zadania jakie miał do spełnienia, w Listach Pasterskich na Wielki Post w 1924 i 1932 roku dotknął problemu szerzenia się zgubniczego bezbożnictwa i braku wiary. Jako ważny czynnik dla odbudowy katolickiej moralności i wiary – zauważa – należy zainicjować istnieniu Akcji Katolickiej. W Liście Pasterskim „O życie katolickie na Śląsku” kardynał Hlond napisał: „I dla was wybiła godzina Akcji Katolickiej. Wynika to z naszych stosunków i z potrzeby naszego odrodzenia się [...]. W takiej chwili musi i nasz laikat ideę Akcji Katolickiej należycie zrozumieć i swym kapłanom pospieszyć z chętną i walną pomocą. Przede wszystkim powinni wszyscy sobie jasno zdać sprawę z tego, że nie chodzi tu o jakiś interes stanowy księży [...]. Tu chodzi o cały lud, o wszystkie nasze stosunki [...]. Każda taka ogólna sankcja tylko wtedy się udaje zupełnie, gdy ją ogół zrozumie i jako swoją sprawę weźmie w swoje ręce i jako swoje własne dzieło poprowadzi.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kolejnych dwóch, oddzielnych częściach tematu (II i III) postaram się ukazać treść Listów Pasterskich „O życie katolickie na Śląsku” i „O zadaniach katolicyzmu wobec walki z Bogiem”, aby z głębszą zrozumiałością odnaleźć w nich aktualność przesłania kardynała Augusta Hlonda na początku XXI wieku (część IV tematu). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;II. O życie katolickie na Śląsku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U progu Wielkiego Postu 1924 roku August Hlond jako Administrator Apostolski, w Liście Pasterskim „O życie katolickie na Śląsku” zwrócił się do tamtejszych wiernych, aby przypomnieć sens tego okresu (Z listu pasterskiego „O życie katolickie na Śląsku”:„Jest to zarazem czas umartwienia i pokuty za grzechy i dlatego nazywa się Wielkim Postem.”), a przede wszystkim zauważyć niekorzystną – można powiedzieć – dla katolickiego ducha zmianę stanu życia chrześcijańskiego na Śląsku oraz jego potrzeby (Z listu pasterskiego „O życie katolickie na Śląsku”: „[...]korzystam z uwagi, z jaką mnie słuchacie, aby się z wami obszerniej zastanowić nad [...]stanem i potrzebami życia katolickiego na Śląsku. [...] Jeszcze się wszędzie u nas spotkać można z dawną wiarą i religijnością, która Śląskowi nadaje szczególną cechę, a lid nasz karmiła zdrowym duchem. Wszędzie znajdujemy ślady dawnych obyczajów [...]. A jednak jakżeż dzisiaj inaczej u nas, niż dawniej! Właśnie pod względem religijnym i moralnym o ileż tu dzisiaj gorzej niż w czasach, które jeszcze żywo pamiętamy!”).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Celem omawianego tu listu kardynała Hlonda nie był zamiar wypominania pewnej pustki w rozwoju religijności i zostawienia ich z tym samych. Próbował znaleźć przyczyny i określić drogę, która wyprowadzi lud Śląski z obecnego stanu istniejącej rzeczywistości. „Zrzucanie winy” ograniczył o wzrost kultury, gdyż ta nigdy nie jest w sprzeczności z wiarą i nie jest dla niej ograniczeniem postępu. Zauważył, iż „kultura bez wiary, to kształt bez duszy”. Jako niemożliwą przyczynę demoralizacji i niereligijności uznał wzmagające się uprzemysłowienie Śląska, gdyż wzrost religijnego poczucia wartości możliwy jest zarówno w krajach (regionach) rolniczych, jaki i w krajach uprzemysłowionych. Czas na wzrost w wirze odnaleźć należy w każdym położeniu swojego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z przyczyn osłabienia w wirze kardynał Hlond uznał „wypadki dziejowe”, które przez polityczne rozbicie, gwałtowne uciski i osobowości garnące się do walki obniżyły znaczenie wiary i poziom moralności. Kardynał zauważa jednak, że nie jest to główna przyczyna problemu (Z listu pasterskiego „O życie katolickie na Śląsku”: „[...] te następstwa wojny i wypadków powojennych [...] ustępują w miarę, jak się układają i ustalają nasze nowe stosunki kościelne. Umysły wracają do rozwagi. Porządek bierze górę nad nieładem i swawolą. Zło słabnie a coraz silniej występują piękne strony duszy śląskiej.”). Nie pomija tutaj właśnie tak obecnych współcześnie zagrożeń płynących z zachodu. To, co jawi się nam jako rozwój, fenomenalny krok poznania możliwości naszego umysłu, może przynieść jeszcze więcej niszczycielskiej siły, gdyż robi to w sposób podstępny i w pełni świadomy. Jak napisał: „[...] nie będzie u nas tego odrodzenia, do którego się zrywamy, jeśli nie powstrzymamy i nie odeprzemy tego groźnego zalewu”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sposób trafny wyżej podane przyczyny rozkwitu ateizmu nazywa „mętami”. Kardynał natyka się w tym liście jeszcze na jeden „męt”. Jest nim pojawienie się jakiejś odwróconej idei katolicyzmu, która w przeciwieństwie do naszej wiary jest – jak pisze – mglista i ciemna (Z listu pasterskiego „O życie katolickie na Śląsku”: „Jakiś katolicyzm nieuchwytny [...] skostniały i niepraktykujący. Jakiś katolicyzm zwyczajowy, niby produkt tradycji narodowych i rodzinnych, który zna jeszcze opłatek wigilijny i święcone wielkanocne i pasterkę na Boże Narodzenie, ale prawie nic poza tym. Jakiś katolicyzm okolicznościowy, [...] wystąpić wypada w święta narodowe i na niektórych ustalonych obchodach. Jakiś katolicyzm modny, z którym nie można nie pokazać się na pogrzebie i na ślubie znajomych. Jakiś katolicyzm obliczony, którym partie posługiwać się mogą jako środkiem propagandy.”).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inne jeszcze drogi do zagubienia ducha wiary, inne „męty” to sekty, różnego rodzaju organizacje i ruchy. Przez chorobliwą nienawiść do Kościoła katolickiego prowadzą z nim bezwzględną walkę. Nie tylko powodują one zmniejszenie wartości duchowych, ale także etyki naturalnej. (Z listu pasterskiego „O życie katolickie na Śląsku”:„Podkopując nie tylko moralność katolicką, ale i etykę naturalną, szerzy przerażające rozpasanie obyczajów w dorosłych i w młodzieży, [...] zatraca się rozeznanie dobrego i złego.”)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo tych przeciwności życia w duchu chrześcijańskich zasad moralnych kardynał August Hlond zauważa, że jeszcze nie został zatracony duch religijny, duch, którego można jeszcze wykorzystać, aby odeprzeć wrogo nastawione podejście do Kościoła. Nawoływał: „Jak kiedyś nasi królowie w niebezpieczeństwie ojczyzny ogłaszali pospolite ruszenie i wtedy całe rycerstwo polskie siadało na koń i nastawiało piersi w obronie kraju, tak i ja dziś wzywam was wszystkich do świętej wyprawy w obronie wiary i Kościoła”, nawoływał do odrodzenia wiary wewnątrz duszy, każdego człowieka indywidualnie przez modlitewne zatopienie. (Z listu pasterskiego „O życie katolickie na Śląsku”:„Duch Chrystusowy musi w duszy zrodzić owo poczucie katolickie i ów czuły zmysł kościelny, które w dziedzinie pojęć religijnych, niemal instynktownie rozeznają fałsz od prawdy. Duch wiary musi w duszy wychowywać owo światłe a wyraźne sumienie katolickie, które, stojąc na straży prawa bożego i katolickiej moralności, nie da się niczym ni zamącić, ni przytłumić.”). Przy odrodzeniu nie należy spodziewać się, że nastąpi ono od razu w szerszym gronie. Rozpocząć ono powinno się w rodzinnym domu, w którym „Odrodzenie odnowi tu wiarę i miłość, wzmocni jedność, ugruntuje święty obyczaj i wychowanie dzieci w bojaźni bożej”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już wcześniej wspomniałem nie jest zbytnio możliwe ubogacenie religijnego ducha bez odpowiedniej pomocy, bez wsparcia. Dlatego – zauważa kardynał Hlond – Akcja Katolicka oferowana przez kościół (z inicjatywy Ojca Świętego Piusa XI ustaliła się we Włoszech) organizacja ludzi świeckich. (Z listu pasterskiego „O życie katolickie na Śląsku”:„I dla nas wybiła godzina Akcji Katolickiej. Wynika to z naszych stosunków i z potrzeby naszego odrodzenia się [...], nasz laikat ideę Akcji Katolickiej należycie powinien zrozumieć i swym kapłanom pospieszyć z chętną i wolną pomocą. [...] nie chodzi tu o jakiś interes stanowy księży [...] ale o cały lud, o wszystkie nasze stosunki, o ducha śląskiego dzisiaj i w przyszłości.”) Praca w tego typu przedsięwzięciu związana jest z ścisłą współpracą wiernych i ich pasterzu na terenie parafii. (Z listu pasterskiego „O życie katolickie na Śląsku”: „Ma lud cały zbliżyć się do proboszcza i pod jego przewodnictwem uchwycić wszystkie siły katolickie parafii i użyć ich do zgodnego i skuteczniejszego oddziaływania w kierunku szczególnych potrzeb gminy.”)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kardynał August Hlond zdaje sobie sprawę z tego, iż to przedsięwzięcie będzie wymagało od ludzi wiele wysiłku i ofiary, ale dla odrodzenia ducha wiary i chrześcijańskiej nadziei warto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;III. O zadaniach katolicyzmu wobec walki z Bogiem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Środę Popielcową 1932 roku August Hlond zwrócił się do wiernych z Listem Pasterskim „O zadaniach katolicyzmu wobec walki z Bogiem”. Już na początku zauważył, że „walka z Chrystusem nie wygasła z Jego ofiarą na Kalwarii, lecz wybuchła na nowo, gdy po zesłaniu Ducha Świętego rozpoczął się zwycięski pochód Jego krzyża poprzez świat”. Widoczne były wtedy – tak jak i obecnie – niepohamowane dążenie do zniszczenia zasad życia według kościelnych pouczeń, najlepiej zniszczenia całego kościoła i obecnych w nim autorytetów (Z listu pasterskiego „O zadaniach katolicyzmu wobec walki z Bogiem”: „Bezbożnicy wszelkich krajów chcieliby na szczytach pychy człowieczej urządzić nową Golgotę, wystawić tam na szyderstwa Chrystusa, żyjącego w swym Kościele, a potem skończyć na zawsze z Nim, z Jego Imieniem, z Jego Ewangelią, z Jego wpływem na życie ludów i na ducha dziejów.”) Świat schodząc na boczne drogi, ucieka od korzennych obyczajów i zasad. Na upadek skazuje wszystko co jest tak naprawdę wartościowe i piękne. August Hlond pisał: „Takie cele nęcą wolnomyślicieli, racjonalistów, wolnomularstwo, wyznawców ateistycznego materializmu, bezwyznaniowców. Tę chwilę gotuje laicyzm, który już dziś z wszystkim dziedzin życia zdziera znamiona i ślady religijne. Do tego zmierzają te filozofie i teorie, które ani w dziedzinie społecznej, ani w życiu publicznym nie uznają powagi prawa bożego. Nad tym już dziś pracują szerzyciele zepsucia i bezwstydu, niszczyciele rodziny, sekty, wrogowie Kościoła”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kardynał Hlond zauważył w Kościele katolickim jedyną opokę, która „zachowała pełną świadomość swego powołania”. Spoczął na nim wielki obowiązek obrony godnego życia rodziny. Należy podkreślić tu wartość jaką jest dusza, której wierności Kościół w szczególny sposób musi bronić. (Z listu pasterskiego „O zadaniach katolicyzmu wobec walki z Bogiem”: „Jedyny spór i to spór wielki, odwieczny, jaki prowadzi, to spór o Boga, Jego naukę i prawo, o wiarę, o sumienie i o swobodę swego działania. Inne walki ziemskie stara się łagodzić, ale się w nie wciągać nie pozwala [...].”)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ważną uwagę kardynał zwrócił na stanowisko Kościoła w trudnych czasach. Mianowicie nie ma on w takich momentach uciekać od wiernych i walczyć o własne przetrwanie, lecz stawać w obronie najwyższych wartości i godności człowieka. Kardynał August Hlond nie pominął bezbożnictwa, którego kręgi nie omijały (i niestety wciąż nie omijają Polski). Występują one – jak zauważył kardynał – pod nazwą wolnomyślicielstwa. Jest to jednak rozpoznawalne przez wyczulone katolickie sumienia, wzrastające w wierze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najświętsza Maryja Panna zawsze prowadziła Kościół, który przetrwał wiele przeciwności. Dlatego – pisze kardynał Hlond - „tulmy się do niej”.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;IV Aktualność przesłania kardynała Hlonda &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wyżej omówionych Listach Pasterskich kardynała Augusta Hlonda nie trudno dopatrzyć się uniwersalności Jego przesłania dla współczesnej Polski (i nie jednego państwa Europy). Coraz modniejsze postawy zachodu nie omijają również naszej ojczyzny. Wdzierają się na nasze głęboko religijne tereny niszcząc – w imię naturalizmu i racjonalizmu – chrześcijańskie korzenie, paląc je od wewnątrz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo, iż współcześnie nie mamy zagrożeń wynikających z walk i wojen toczonych z obcymi władzami nie omijają nas zagrożenia, które kardynał August Hlond nazywa „mętami” (Z listu pasterskiego „O życie katolickie na Śląsku”: „[...] ledwo zabraliśmy się do naprawy szkód, wyrządzonych przez huragan, jaki na nas sprowadziły wypadki lat ostatnich, a już bije w nas inna wroga fala, o wiele groźniejsza. Bo nie bija na nas, jako ślepe następstwo tego, co było, ale pędzą ją na nas świadome siły i każą jej uderzać w nasze życie religijne z wyraźnym celem, aby podmyć gmach naszych wierzeń i zabagnić dziedzinę obyczajów. Idzie ta fala skądś&lt;br /&gt;daleko, [...] nie przybiera kształtu rozhukanych bałwanów, ale idzie ku nam z urokiem cichej laguny, raz świecąc połyskiem postępu umysłowego, innym razem przybierając koloryt wykwitu zachodniej kultury, to znowu lśniąc barwami ponętnymi zdobyczy społecznych.”) Zauważając je w okresie międzywojennym, również dzisiaj są obecne. Jakże aktualne są słowa, które zawarł w Liście Pasterskim „O życie katolickie na Śląsku”: „Pojęcie pornografii poczyna się zaliczać praktycznie do religijnych przesad. Na stolikach katolickich domów leżą niemożliwe pisma ilustrowane. Na ścianach wiszą u nich bezwstydne płótna. W salonach prowadzi się śliskie rozmowy. W biblioteczkach rodzinnych spotkać można najgorsze romanse, a brak zasad u pań pozwala się szerzyć modzie, która jest niepolska, a wzorując się na tymi, co jest najgorsze zagranicą, jest nieskromna i grzeszna, bo gorsząca, a często wprost obliczona na zmysłowe efekty”. To były dopiero obserwacje początków, ale obecnie jest znacznie sytuacja poważniejsza. I kolejne słowa bardzo aktualne: „Przyszedł do nas ten katolicyzm, który nie chodzi do kościoła, nie zapoznaje się ze swym proboszczem, nie zna nawet imienia panującego Papieża, a w praktycznymi życiu tak często nie zna zasad Chrystusowych”. Kiedyś podobne spostrzeżenia na polski katolicyzm były nieprawdopodobne, a zmiany które dokonywały się za czasów kardynała Hlonda dokonują się również teraz. Pojęcie nowej religii – jak opisał ją kardynał Hlond, można streścić – banalnej i niewymagającej jest współcześnie bardzo widoczne. Wielu bezkrytycznie podchodzi do życia, które w naszym gruntownym katolicyzmie jest niedopuszczalne. Umieją sobie wytłumaczyć je po swojemu, z poparciem „nowoczesności”. Takiej „nowoczesności”, w której nie ma miejsca na moralny porządek, boże prawo, zasady życia. Wszystko jest w niej bardzo chaotyczne. Jak mówi kardynał Hlond: „Stwarza sobie taką religię człowiek nieuczciwy i umie ją pogodzić z oszustwem i krzywdą bliźniego. Stwarza sobie taką religię człowiek występny i umie ją pogodzić z rozpustą, niewiernością małżeńską i rozwodem. Stwarza sobie taką religię nawet człowiek niereligijny i umie ją pogodzić z tym, że Kościoła nie zna i o Bogu nie pamięta”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardziej jednak widoczna jest inna postawa wobec wiary, wobec Chrystusa i wobec w ogóle istnienia Boga. Kardynał Hlond w Liście Pasterskim „O zadaniach katolicyzmu wobec walki z Bogiem” zauważył, że obecnie postawa ludzka odznacza się tym, że na nowo chciałaby skazać Zbawiciela na krzyż, jest On tylko jakąś przeszkodą. Kościół musi wyjść naprzeciw przeciwnościom. (Z listu pasterskiego „O zadaniach katolicyzmu wobec walki z Bogiem”: „W naszych czasach ma ona wyjść na wielkie spotkanie przede wszystkim z armią bez bożniczą i powstrzymać jej postęp. Ma wyprowadzić tłumy z bezdusznego materializmu, ma życie narodów uzdrowić z laickiej hipnozy, ma w martwe czasy tchnąć ducha bożego. Ma przywrócić Królestwo Chrystusowe tak, gdzie je przemoc wyparła, utwierdzić tam, gdzie zagrożone. Ma na wszystkich szlakach apostolstwa ruszyć naprzód, odbudowywać, błędy naprawiać, skutki słabości i ospalstwa leczyć, dawne szkody wetować, a przede wszystkim nie słabnąć w rycerskim duchu, orężem sprawiedliwości (Rz 6,13) i zbroją światłości (Rz 13,12) wywalczać przyszłym pokoleniom wolność chwały synów bożych (Rz 8,21).”)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohater niniejszej rozprawy rozważa również, że nie wszystko jeszcze zaprzepaszczone. To także nie straciło sensu i aktualności nawet dziś. Nie brakuje ludzi, którzy ramie w ramię z Kościołem są gotów podążać na „duchową krucjatę” w obronie wiary. Jest ona prowadzona na zasadzie przykładnej miłości bliźniego, szczerej modlitwie i słowie wsparcia. Aby katolicki duch mógł się odrodzić w ugruntowanej formie, rodziny katolickiej od swojego wnętrza powinny uczyć porządku zgodnego z wiarą życia. (Z listu pasterskiego „O życie katolickie na Śląsku”: „Musi więc katolik i jako członek organizacji zawodowej, i jako mąż partii politycznej, jako poseł i jako senator, jako dziennikarz i jako urzędnik, postępować w myśl zasad katolickich. Czy na zebraniach przemawia, czy na konferencjach radzi, czy za swą partię walczy, czy w Sejmie głosuje, czy w redakcji pisze lub rozporządzenia wydaje, musi się trzymać tych samych zasad moralności chrześcijańskiej, które go w życiu prywatnym obowiązują.”)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kardynał August Hlond – jak widzimy na przykładzie tych dwóch Listów Pasterskich – również dzisiaj przemawia do nas w sposób obecnie uniwersalny, jakby dotykając naszego stanu istnienia. Potrzebne nam jest to odrodzenie, o którym pisał kardynał Hlond. Świat, który dąży w niezbadane drogi, choć działając niby racjonalnie sam doprowadzi do swojego zgubienia. Nie dajmy wciągnąć się w ten nurt. Rozprawę tę pragnę zakończyć słowami kardynała Hlonda: „[...] wszyscy do tego odrodzenia przyczynić się musimy. Każdy niech się odrodzi w swej duszy. Każdy niech się odrodzi w swym praktycznym życiu prywatnym i publicznym. I co więcej, każdy niech się stanie tego odrodzenia apostołem”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bibliografia:&lt;br /&gt;1. August Hlond List Pasterski „O życie katolickie na Śląsku” Katowice 1924&lt;br /&gt;2. August Hlond List Pasterski „O zadaniach katolicyzmu wobec walki z Bogiem” Poznań 1932&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-8415284945470633327?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/8415284945470633327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/znaczenie-i-aktualnosc-listow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/8415284945470633327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/8415284945470633327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/znaczenie-i-aktualnosc-listow.html' title='Znaczenie i aktualność Listów Pasterskich kardynała Augusta Hlonda'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-671849325259123974</id><published>2011-04-24T04:53:00.000-07:00</published><updated>2011-04-24T04:54:47.374-07:00</updated><title type='text'>Joanna Olbert: Prymas Polski ks. kardynał August Hlond</title><content type='html'>Całe życie i działalność Prymasa Polski kard. Augusta Hlonda było wypełnione służbą Bogu i Ojczyźnie, zapełnione modlitwą różańcową i pracą począwszy od lat dziecięcych, spędzonych w domu rodzinnym. Urodzony 5 lipca 1881 r w Brzęczkowicach w pobożnej rodzinie Jana i Marii Hlondów, w domu przepojonym żarliwą religijnością i patriotyzmem, z którego czwórka spośród jedenaściorga dzieci poszła za głosem powołania, wstępując w szeregi Zgromadzenia Salezjańskiego[1]. 10 lipca 1881 r. w kościele parafialnym w Mysłowicach August Hlond otrzymał Sakrament Chrztu Świętego.    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   W 1893 r., August przybył do Zakładu Salezjańskiego w Valsalice pod Turynem, a następnie do Lombriasco. Trzy lata później, w wieku 16 lat Hlond złożył śluby wieczyste na ręce bł. ks. Michele Rua. Podczas tej uroczystości, która miała miejsce w październiku 1897 r. (w uroczystość Matki Bożej Różańcowej), ks. Rua mówił: “Także dziś Matka Boża chce nas obdarzyć nowym podarkiem w postaci profesji zakonnej składanej przez tak liczną grupę nowicjuszy. Powinniśmy więc razem z wami żywić bezgraniczną ufność względem Maryi, powinniśmy być wszędzie apostołami nabożeństwa do Wspomożycielki Wiernych w zakładach, w oratoriach, kościołach, podczas rozmów, a nawet w korespondencji”[2].    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Po złożeniu przez Augusta Hlonda ślubów wieczystych przełożeni Zgromadzenia oceniając wysoko jego zdolności oraz postawę zakonną, skierowali go na studia filozoficzne i teologiczne do Rzymu. Duchowy mistrz kleryka Augusta, ks. Giulio Barberis, kierując go na studia, w liście do opiekuna studentów salezjańskich ks. Cesarego Cagliero pisał: “Hlond August - jest Polakiem o wielkim umyśle, wielkiej cnocie, udaje mu się wszystko. Posiada charakter godny pozazdroszczenia: zawsze wesoły i nigdy o nic się nie obraża. Pozwól mu grać na pianinie, o ile nie odciąga go to od studiów”[3]. W dalszej części polecając wybranych nowicjuszy pisał: “przyjdzie czas, kiedy dostarczą chwały Towarzystwu”[4]. Współodpowiedzialny za formację duchową i intelektualną nowicjuszy ks. Emanuele Manassero, o młodym Auguście pisał: “Hlond to dusza wybrana, która, bez wzbudzania zazdrości, wznieca podziw i pobudza innych do dobrego czynu”[5]. Papieski Uniwersytet Gregoriański August Hlond ukończył z wyróżnieniem. Otrzymując promocję doktorską w lipcu 1900 r. kleryk August Hlond kładąc rękę na Ewangelii przysięgał: “że zawsze i ile sił starczy będzie bronić wiary i że zawsze i tylko dla większej chwały Bożej będzie posługiwał się odebranymi naukami”.    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Po studiach został skierowany do pierwszej polskiej placówki salezjańskiej w Oświęcimiu. Tam pełnił posługę asystenta i nauczyciela. Jednocześnie komponował a także redagował pismo “Wiadomości Salezjańskie”. Pełniąc powyższe czynności kontynuował naukę[6] przygotowując się do upragnionego kapłaństwa. W sobotni poranek 23 września 1905 r. August Hlond otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bpa Anatola Nowaka w kościele SS. Wizytek w Krakowie. Swoją pierwszą Mszę Świętą prymicyjną odprawił w uroczystość Matki Bożej Różańcowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Kolejne lata to praca duszpastersko - wychowawcza w Oświęcimiu i Przemyślu - placówkach salezjańskich, połączona ze studiami na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie (germanistyka i polonistyka). W 1909 r. ks. August Hlond został przełożonym nowego Salezjańskiego Instytutu Wychowawczego w Wiedniu, gdzie równocześnie pełnił obowiązki radcy Inspektorii Austro - Węgierskiej, a następnie obowiązki Inspektora Prowincji Niemiecko - Węgierskiej z siedzibą w Wiedniu. Trzy lata później, 7 listopada 1922 r. papież Pius XI mianował ks. Augusta Hlonda Administratorem Apostolskim Górnego Śląska. Przed rozpoczęciem swego administrowania ks. Hlond udał się do Matki Bożej Piekarskiej, by tam przemodlić i zawierzyć Jej swoją osobę i duszpasterzowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   W pierwszym Liście Pasterskim pisał do wiernych: “ (...) Przychodzę do Was z jasnym i ustalonym programem. Pracowałem dotąd w Zgromadzeniu Salezjańskim pod hasłem: &lt;&gt; i z tymże hasłem, z wyraźnego polecenia Ojca Świętego przybywam do dusz waszych, które odtąd są powierzone mej pieczy i za które odtąd przed Bogiem odpowiadam. A więc zadaniem moim będzie prowadzić was drogą wiary i cnoty do Boga, do nieba, utwierdzając, krzepiąc, oświecając, podnosząc, ratując. Wszyscy mają prawo do mej miłości, do mej pracy i opieki i wszystkim chcę służyć, wszystkim się zająć, aby wszystkich Chrystusowi pozyskać. Przystępuję do tej pracy ze świadomością swego trudnego zadania, ale i z głęboką wiarą w pieczołowitość tej Opatrzności, która mi przez Zastępcę Chrystusa na ziemi powierzyła losy Kościoła śląskiego. Nie polegam więc na swych słabych siłach, ale pokładam swą ufność w Bogu i w pomocy Matki Najświętszej, której opiece się wraz z całym Kościołem na Śląsku w szczególniejszy sposób oddaję”[7].&lt;br /&gt;Trzy lata później, w 1925 r. Ojciec Święty Pius XI mianował ks. Augusta Hlonda pierwszym biskupem nowo utworzonej diecezji katowickiej, a rok później, po śmierci kard. Edmunda Dalbora prekonizował na arcybiskupa gnieźnieńskiego i poznańskiego oraz Prymasa Polski. W październiku 1926 r. odbył się ingres ks. abpa Hlonda do katedry gnieźnieńskiej i poznańskiej. 20 czerwca 1927 r. na tajnym konsystorzu Papież Pius XI podniósł abpa Augusta Hlonda do godności kardynalskiej. W dniu nominacji kard. Hlond w liście do Matki pisał: “Droga Mamo! Ojciec Święty, raczył mnie w łaskawości swojej zamianować dzisiaj Kardynałem Św. Rzymskiego Kościoła. W głębokim wzruszeniu zwracam się w tej chwili sercem i myślą ku Tobie, droga Mamo, i pierwszy list do Ciebie kreślę. Bo, kiedy rozważam dziwne drogi, którymi mnie Opatrzność prowadziła, zawsze mi przed oczyma duszy staje Twój obraz. Tyś umiejętniej od wielu uczonych pedagogów założyła w duszach swych dzieci mocny fundament życiowy, oparty silnie o wiarę, o prawo boże. Ponieważ sama szczerze modlić się umiałaś, wyuczyłaś nas łatwo i dobrze pacierza, z którego po dziś dzień czerpię moc i ufność w Bogu. (...) To też nie gdzie indziej, jak w szlachetności i dostojeństwie Twego prostego a Bogu oddanego serca jest początek owej drogi, którą mnie łaska boża prowadzi, a która mnie zawiodła do tego, co się potocznie nazywa godnościami, a co w naszym rodzinnym rozumieniu jest większym obowiązkiem pracy i poświęcenia. (...) Czule Ci za to dziękuję, żeś mi była dobrą matką i polecam się Twoim pobożnym modlitwom, bym się swą pracą mógł przysłużyć chwale bożej, pomyślności św. Kościoła i szczęściu Narodu”[8].    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   W przemówieniu wygłoszonym w rezydencji prymasowskiej w Gnieźnie nowy kardynał mówił: “(...) Wdzięcznym sercem przyjmuję wasze powitanie, a chwila, w której oddajecie hołd godności kardynalskiej, niechaj będzie dla was źródłem nauki. Purpura kardynalska oznacza krew męczeńską, która z Krzyżem św. spłynęła na świat cały. Kto tę purpurę otrzymał z rąk Namiestnika Chrystusowego, ten wziął na siebie obowiązek wstąpienia w ślady Chrystusa i w razie potrzeby złoży życie swoje za wiarę świętą. Ten ideał męczeństwa w imię wiary świętej niechaj i wam stale przyświeca. W zmienionych warunkach i wyście powinni być gotowi złożyć na ołtarzu waszej wiary wszystko co macie najdroższego, nawet życie. My Polacy - mówił dalej kard. Hlond - powinniśmy zawsze pamiętać, że religia katolicka jest nierozerwalnie złączona z uczuciem miłości dla naszej Ojczyzny. Nie wystarczy powiedzieć: jestem dobrym Polakiem, a przy tym być głuchym na odgłos dzwonów kościelnych; nie wystarczy powiedzieć: kocham swój kraj, a przy tym patrzeć okiem obojętnym na ten wspaniały przybytek Boży. Kto kraj swój kocha prawdziwie, ten łączy w swym sercu te dwa wzniosłe ideały: Bóg i Ojczyzna. Historia nasza wskazuje nam najwyraźniej, że cała kultura polska jest przepojona ścisłą łącznością tych ideałów”[9].    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Wielką troską napawała Prymasa Polski emigracja polska rozsiana na całym świecie. Ją kard. Hlond chciał otoczyć wszelką opieką: duchową, materialną, kulturową. Po licznych, poprzedzonych modlitwą, przemyśleniach kard. Hlond zwrócił się do papieża Piusa XI, przedstawiając ideę założenia zgromadzenia zakonnego, które miałoby pełnić posługę wśród polskich emigrantów. Ojciec Święty poparł ten zamysł, wyrażając równocześnie zgodę na jego realizację. W czerwcu 1932 r. Kongregacja do Spraw Zakonnych udzieliła Prymasowi Polski pisemnej zgody na powstanie nowego zgromadzenia zakonnego, którego pełna nazwa brzmiała: Towarzystwo Chrystusowe dla Polskich Wychodźców (obecnie Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej). Z chwilą powołania Zgromadzenia kard. Hlond apelował do społeczeństwa: “Nikt nie może być obojętny na to, że czwarta część narodu żyje wśród obcych w trudnych i nienormalnych warunkach, wydana częstokroć na wyzysk i nędzę, narażona na wynarodowienie i zdziczenie. Z dnia na dzień kurczy się polskość na obczyźnie. Gwałtownie wzmaga się kryzys dusz polskich poza Krajem. Ratować dusze naszych braci polskich na wychodźctwie to nasz święty obowiązek katolicki i polski”[10].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Przez cały okres swojego posługiwania Prymas Polski kard. Hlond otaczał swoich wiernych wszechstronną opieką. Powołał m. in. Ligę Antyalkoholową, Ligę Katolicką, Akcję Katolicką, w celu pogłębienia katolickich zasad społecznych erygował Katolicką Szkołę Społeczną, Katolicką Szkołę Pielęgniarek, Studium Wychowawcze. Otwierał i uczestniczył w licznych zjazdach, konferencjach, kongresach, akademiach. Wspierał wszelkie inicjatywy, którym przyświecała służba Bogu i Ojczyźnie, poprzez konkretną pomoc człowiekowi. Publikował liczne listy pasterskie, pisma okolicznościowe, przemówienia, artykuły[11].    &lt;br /&gt;W przededniu II Wojny Światowej, odbywał kurację zdrowotną we Francji, na wieść, że sytuacja polityczna pogarsza się, wrócił do Polski. Wojna zastała Prymasa w Poznaniu. 2 września, w Telegramie do Prezydenta RP prof. Ignacego Mościckiego m. in. pisał: “Kościół katolicki w Polsce modli się o zwycięstwo naszego bohaterskiego oręża w dziejowej rozprawie o prawa Rzeczypospolitej, o polityczną wolność i religijne swobody”[12]. 6 września Prymas Polski odprawił uroczystą Mszę Świętą w Katedrze św. Jana w Warszawie, w intencji Ojczyzny. W nabożeństwie uczestniczył prawie cały Rząd RP, przedstawiciele Sejmu i Senatu. Po licznych rozmowach, postanowieniem władz cywilnych i podjęciem trudnej osobistej decyzji kard. Hlond udał się do Rzymu, aby tam poinformować papieża Piusa XII o sytuacji w Polsce. Wszelkie próby powrotu do kraju, podejmowane przez kard. Hlonda za pośrednictwem Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej nie powiodły się. Władze okupacyjne nie wydały pozwolenia na powrót Prymasa Polski do Poznania lub Warszawy. W czerwcu 1940 r. kard. Hlond opuścił Rzym i udał się do Francji, do Lourdes, gdzie przebywał do 1943 r. Kolejnym miejscem pobytu było opactwo Benedyktynów Hautecombe w Sabaudii, gdzie w lutym 1944 r. został aresztowany przez Niemców. Przez dwa miesiące przebywał w areszcie w gestapo w Paryżu, a następnie został przewieziony do kolejnego miejsca internowania, w którym pozostawał do chwili swojego wyzwolenia, tj. do 1 kwietnia 1945 r. Po odzyskaniu wolności udał się przez Paryż do Rzymu, a następnie do Polski. Do Poznania przybył 20 lipca 1945 r.    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Podczas II Wojny Światowej i swojego przymusowego pobytu poza granicami Polski, kard. Hlond wygłaszał liczne przemówienia, odezwy, listy. Rozwinął działalność na rzecz okupowanego kraju, opiekował się uchodźcami i żołnierzami w obozach jenieckich, prowadził działalność duszpasterską i charytatywną. Dzięki jego zaangażowaniu w obronie męczonej Ojczyzny Ojciec Święty Pius XII w swojej encyklice Summi Pontificatus zamieścił fragment poświęcony uciemiężonej Polsce.    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   W jednej, z wygłoszonych za pośrednictwem Radia Watykańskiego odezw, kard. Hlond mówił: “(...) Ziemie nasze będą bardzo zagrożone niewiarą. Oby nie spustoszyła życia polskiego. Spodziewam się, że żadne bezbożnictwo nie zapuści korzeni w ziemi przesiąkniętej krwią długich pokoleń bojowników o ideę Chrystusową. Ale przejęty lękiem o duszę polską wołam: Rodacy strzeżcie się niewiary i jej propagandy. Duchem Chrystusowym odcinajcie się ostro od zalewu, by Polska w nim nie utonęła. Wiara i tym razem będzie ostoją ducha rodzimego i rodzimej myśli w potopie obczyzny. Pilnujcie i urabiajcie umysł i serce młodzieży. (...) I strzeżcie prawa bożego w całym życiu. Unikajcie grzechu, który sprowadza kary boskie. Pilnujcie czystości obyczajów. Skończcie całkowicie z nieszczęsnymi rozwodami, które strasznie obciążyły nasz rachunek win wobec sprawiedliwości bożej”. W dalszej części mówił: “ Nie zginęłaś Polsko. Imię twoje nieskalane i wielkie w świecie. Wszyscy wróżą ci pomyślne przeznaczenia, które chlubnie spełnisz jako naród wolny i jako cząstka dziedzictwa Chrystusowego. Na tej fali papieskiej, która z watykańskiego wzgórza płynie poprzez wszechświat jako zwiastunka prawdy, wołam do ciebie raz jeszcze: nie zginęłaś, Polsko. Nie zginęłaś, bo nie umarł Bóg. Bóg nie umarł i w swym czasie wkroczy w wielką rozprawę ludów i po swojemu przemówi. Z jego woli, w chwale i potędze zmartwychwstaniesz i szczęśliwa żyć będziesz - najdroższa Polsko - męczennico”[13].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Pod koniec 1942 r. opracował memoriał “O położeniu Kościoła katolickiego w Polsce po trzech latach okupacji hitlerowskiej 1939 - 1942”[14], w którym informował światową opinię publiczną o sytuacji w jakiej znalazła się okupowana Polska i Polacy.    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Przed, wyżej już wspomnianym, powrotem do kraju 8 lipca 1945 r. kard. August Hlond otrzymał od Papieża Piusa XII, za pośrednictwem Kongregacji do Spraw Nadzwyczajnych Kościoła, nadzwyczajne ustne i pisemne pełnomocnictwa. Na początku sierpnia 1945 r. po spotkaniu z kard. Adamem Sapiehą podjął decyzję o reorganizacji kościelnej na Ziemiach Zachodnich i Północnych powołując do życia pięć administracji apostolskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Decyzją Ojca Świętego w czerwcu 1946 r. został Metropolitą Warszawskim.    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Doniosłym wydarzeniem w życiu Kościoła i Narodu, był dzień 8 września 1946 r., kiedy to, w obecności Episkopatu Polski i miliona wiernych, Prymas Polski kard. August Hlond dokonał Aktu Poświęcenia Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi, podczas którego mówił: “Niepokalana Dziewico! Matko Boga Przeczysta! Jak ongiś po szwedzkim najeździe król Jan Kazimierz Ciebie za Patronkę i Królową Państwa obrał i Rzeczpospolitą Twojej szczególnej opiece i obronie polecił, tak w tę dziejową chwilę, my dzieci narodu polskiego, stajemy przed Twoim tronem z hołdem miłości, czci serdecznej i wdzięczności, Tobie i Twojemu Niepokalanemu Sercu poświęcamy siebie, naród cały i wskrzeszoną Rzeczypospolitą, obiecując Ci wierną służbę, oddanie zupełne oraz cześć dla Twych świątyń i ołtarzy. Synowi Twojemu, a naszemu Odkupicielowi ślubujemy dochowanie wierności Jego nauce i prawu, obronę Jego Ewangelii i Kościoła, szerzenie Jego Królestwa.    &lt;br /&gt; Pani i Królowo nasza! Pod Twoją obronę uciekamy się. Macierzyńską opieką otocz rodzinę polską i strzeż jej świętości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Natchnij duchem nadprzyrodzonym i pobożnością naszą parafię; ochraniaj jej lud od grzechów i nieszczęść a pasterza umacniaj i uświęcaj swoimi łaskami. Narodowi polskiemu uproś stałość w wierze, świętość życia, zrozumienie posłannictw. Złącz go w zgodzie i bratniej miłości. Daj tej polskiej ziemi przesiąkłej krwią i łzami, spokojny i chwalebny byt w prawdzie, sprawiedliwości i wolności. Rzeczypospolitej Polskiej bądź Królową i Panią, natchnieniem i Patronką”[15].    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   13 października 1948 r. Prymas Polski nagle zachorował, kilka dni później - 21 października przyjął Sakrament Chorych i Wiatyk. W tym dniu mówił: “A teraz was błogosławię i waszą trzodę i wasz lud i Warszawę. Aby Królestwo Boże powiększało się (...) i osiągnęło zwycięstwo. Walczcie z ufnością! Pod opieką błogosławionej Maryi pracujcie! A po zwycięstwie nie zapomnijcie o mojej duszy. (...) Pracowałem dla Chrystusa i dla Polski i pracowałbym jeszcze, ale wszystko w ręku Boga i Matki Najświętszej.(...) Dziękuję Bogu za wszystkie łaski i dobrodziejstwa. Byłem kardynałem, a żyłem jak zakonnik... Módlcie się - uratować mnie może tylko cud Matki Najświętszej ... Siły szatańskie zwyciężyły moje ciało. Lecz wy walczcie dalej. Zwycięstwo wasze jest pewne. Niepokalana dopomoże wam do zwycięstwa. Nie rozpaczajcie! Nie rozpaczajcie! Lecz zwycięstwo gdy będzie, będzie zwycięstwem błogosławionej Maryi Dziewicy...”[16].    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   W piątek 22 października, w dniu swojej śmierci, Prymas Polski mówił: “Dzisiaj jest 22 października - dzień Matki Boskiej szczęśliwej śmierci. Błogosławieni umarli, którzy w Panu umierają! Niedługo napiszą: “Dnia dwudziestego drugiego października zmarł Kardynał August Hlond”... W obliczu śmierci trzeba być radosnym. Wszystkich nas to czeka. Trzeba śmierć pogodnie przyjmować. Ona jest przejściem do lepszego życia. Jest drogą do wieczności... (...) Zawsze pracowałem dla Kościoła, dla rozszerzenia Królestwa Bożego, dla Polski, dla dobra narodu polskiego. Byłem zawsze wiernym synem Kościoła Świętego i sumiennie spełniałem zlecenia Ojca Świętego, bo widziałem w nim zastępcę Chrystusa na ziemi. Zawsze kochałem Polskę i będę się w niebie za nią modlił”[17].    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Polska utraciła w tym dniu Wielkie Kapłana, Zakonnika, Polaka. Arcybiskup Westminsteru kard. Bernard Griffin wyraził to w następujących słowach: “Polska straciła jednego z największych synów jakich zna historia; świat natchnionego Przewodnika; Kościół - wiernego sługę i wielkiego kapłana”[18].    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   9 stycznia 1992 r. Prymas Polski kard. Józef Glemp otworzył w Katedrze św. Jana proces beatyfikacyjny kard. Augusta Hlonda. Zamknięcie procesu nastąpiło 21 października 1996 r.    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Przyjmijmy wskazania Prymasa Polski kard. Augusta Hlonda, który mówił:    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   “Nie ma dla Matki Bożej milszej, a dla ludzi skuteczniejszej modlitwy nad Różaniec.”    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   “Trzeba ufać i modlić się. Jedyna broń, której Polska używając odniesie zwycięstwo - jest różaniec. On tylko uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi może narody będą karane za swą niewierność względem Boga. Polska będzie pierwsza, która dozna opieki Matki Bożej. Maryja obroni świat od zagłady zupełnej. Całym sercem wszyscy niech zwracają się z prośbą do Matki Najświętszej o pomoc i opiekę pod Jej płaszczem.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joanna Olbert    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypisy : &lt;br /&gt;* 15. A. Hlond, Daj mi dusze : wybór pism i przemówień 1897 - 1948, oprac. S. Kosiński, Łódź 1979, s. 292. &lt;br /&gt;* 16. Tamże, s. 316 - 317. &lt;br /&gt;* 17. Tamże, s. 317 - 318. &lt;br /&gt;* 18. S. Zimniak, Dusza wybrana..., s. 11. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. A. Hlond, Nauczanie 1897 - 1948, t. 1 pod red. J. Koniecznego, Toruń 2003, s. 671. &lt;br /&gt;* 13. A. Hlond, Na straży sumienia Narodu..., s. 257 - 259. &lt;br /&gt;* 14. A. Hlond, Nauczanie, s. 729 - 755. &lt;br /&gt;* 8. A. Hlond, Na straży sumienia Narodu..., s. 313. &lt;br /&gt;* 9. A. Hlond, W służbie Boga..., s. 50. &lt;br /&gt;* 10. I. Posadzy, Sylwetka duchowa ks. kardynała Augusta Hlonda, w: “Nasza Przeszłość”, t.42 (1974), s. 303-304. &lt;br /&gt;* 11. Szczegółowe dane biograficzne zamieszczono na końcu książki. &lt;br /&gt;* 1. Ks. August, ks. Antoni, ks. Ignacy, koadiutor Klemens. &lt;br /&gt;* 2. S. Kosiński, Młodzieńcze lata kardynała Augusta Hlonda 1893 - 1905, w: “Nasza Przeszłość”, t. 42 (1974), s. 85-86. &lt;br /&gt;* 3. S. Zimniak, Dusza wybrana : salezjański rodowód Kardynała Augusta Hlonda Prymasa Polski, Warszawa - Rzym, 2003, s. 21. &lt;br /&gt;* 4. Tamże. s. 21. &lt;br /&gt;* 5. Tamże, s. 22. &lt;br /&gt;* 6. Przygotowywał się do matury, równocześnie studiując prywatnie teologię. &lt;br /&gt;* 7. A. Hlond, Na straży sumienia Narodu : wybór pism i przemówień, Ramsey 1951, s. 4&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-671849325259123974?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/671849325259123974/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/joanna-olbert-prymas-polski-ks-kardyna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/671849325259123974'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/671849325259123974'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/joanna-olbert-prymas-polski-ks-kardyna.html' title='Joanna Olbert: Prymas Polski ks. kardynał August Hlond'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-6342087439744716368</id><published>2011-04-24T04:49:00.000-07:00</published><updated>2011-04-24T04:50:34.283-07:00</updated><title type='text'>Ks. prof. Jerzy Bajda: Kardynał August Hlond - światło dla Polski</title><content type='html'>Otrzymałem od pewnej życzliwej osoby pokaźny tom zawierający pisma księdza kardynała Augusta Hlonda1. Jest to lektura fascynująca i niezwykle aktualna. Jego myśli pełne ognia duchowego chciałoby się udostępnić wszystkim rodakom. Do napisania tej refleksji skłania mnie zbliżająca się rocznica jego śmierci - już sześćdziesiąta (22 października 1948 r.), a nadto przynagla niezwykła aktualność głoszonych przez niego prawd. Uderza niezwykła jasność, przejrzystość myśli i absolutna prostolinijność jego programu pastoralnego: broniąc dostępu człowieka do Boga, walczy z mocami zła, które w naszej epoce posługują się wszelkimi zdobyczami cywilizacji, aby pogrążyć człowieka w kłamstwie i grzechu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko Chrystus &lt;br /&gt;Prymas Hlond jest jednoznaczny i zdecydowany: tylko Chrystus i Jego Królestwo jest ocaleniem dla człowieka, dla rodziny, dla narodu, dla ludzkości. W orędziu wydanym z okazji II Śląskiego Zjazdu Katolickiego (11 sierpnia 1923 r.) kładzie nacisk na konieczność odbudowania żywej więzi z Kościołem, ponieważ tylko w Kościele otwierają się źródła łaski Chrystusowej odradzającej człowieka i czyniącej człowieka zdolnym do szlachetnego działania. "Na zło nie ma innej rady, jak powrót do Kościoła, który jest 'filarem i utwierdzeniem prawdy' (Tym 3, 15) i do Boskiej nauki i do Boskiego prawa, które już tylokrotnie odrodziło świat i narody. (...) Zatruta dusza ludu ożyje i wyzwoli się z pęt moralnej niemocy przez przyjęcie odrzuconej prawdy i zaniedbanej łaski Chrystusowej: 'poznacie prawdę a prawda was wyswobodzi' (J 8, 2)"2. &lt;br /&gt;Kardynał Hlond stanowczo odrzuca błędny pogląd, jakoby kryzys wiary był nieuniknionym następstwem ewolucji kultury. W Liście pasterskim (1 marca 1924 r.) woła: "O nie! Pamiętajmy, że nie kultura przyniosła nam wiarę, ale wiara przyniosła nam kulturę. Kultura prawdziwa oznacza postęp, a przede wszystkim postęp moralny, który dokonywać się może jedynie na zasadach wiary. Kultura bez wiary to kształt bez duszy, to forma czcza i próżna. Dopiero wiara napełnia ją treścią i prawdą"3. Ponieważ prawdziwa kultura zakłada respektowanie zasad moralnych, dlatego ksiądz kardynał piętnuje błąd myślowy, według którego moralność w życiu publicznym nie obowiązuje. "Rozpasały się złe duchy także w życiu publicznym i jak gdyby w tej dziedzinie nie obowiązywały zasady chrześcijańskie, zaczęto wielokrotnie uprawiać politykę, niezależną od wszelkich praw moralnych. Toteż spotykamy tu więcej walki z przeciwnikami politycznymi, niż pracy dla Ojczyzny"4. Na VII Zjeździe Katolickim w Poznaniu (6 listopada 1926 r.) piętnuje ksiądz Prymas nie tylko postawę amoralną w polityce, lecz także laicyzm jako ideologię, która z zasady wyklucza prawo do stosowania zasad etycznych w życiu publicznym, a zwłaszcza tych zasad, które mają swoje źródło w chrześcijaństwie. Mówi: "Dziś Ojciec Święty, Pius XI, w encyklice o Chrystusie Królu wskazuje na to, że w naszych czasach nowy tyran kłamstwa okiełznał ludy katolickie uzdami fałszu, a tyranem tym jest kierunek myśli, który nazwał laicyzmem. Charakteryzuje go jako tę ideologię, która w życiu narodowym i państwowym wypiera wszelką myśl Bożą i religijną. Laicyzm odmawia Kościołowi władzy nauczania, ustanawiania praw i rządzenia narodami w celach wiecznego zbawienia. Zrównawszy religię Chrystusową i pierwszym lepszym fałszem religijnym, chce ją wydać na samowole panujących i rządów. Wmawiają w narody, że w swych wewnętrznych ustrojach prawa Bożego uwzględniać nie potrzebują, szerzy ateizm i upadek etyczny. Z umysłu podtrzymuje niezgodę społeczną, a pod płaszczykiem równości i dobra publicznego uprawia egoizm osobisty i partyjny, głosi zasady, które rozbijają jedność rodziny i rozsadzają społeczeństwo, a odbierając ludziom ideały duchowe, spycha je na tory materializmu, by je wreszcie po smutnych zawodach pchnąć w objęcia przewrotu i komunizmu"5. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Apostoł Królestwa &lt;br /&gt;Prawda o Chrystusowym Królestwie jest bodaj główną ideą inspirującą nauczanie i działalność ks. kard. Hlonda. Ten duszpasterz wiedział, że chrześcijaństwo nie może być tylko ozdobnym dodatkiem do życia, że Chrystus ma być źródłem i zasadą całego życia osobistego i społecznego. Od początku spotykamy u kardynała akcenty, pod którymi podpisałby się bez wahania Autor encykliki "Redemptor Hominis". Na przykład w przemówieniu do mężów katolickich (Katowice, 10 marca 1925 r.) woła: "Idea Chrystusowa, i tylko ona, zdolna jest opanować świat ku trwałemu szczęściu narodów. Tylko Chrystusowe prawo i Chrystusowy porządek zgotuje Śląskowi szczęśliwe czasy. Wierni tradycji śląskiej pracujcie i Wy, Mężowie nad utrwaleniem 'pokoju Chrystusowego w Królestwie Chrystusowym'. Idźcie z kapłanami, stójcie w pierwszej linii, tuż przy krzyżu, pełni żaru i pełni wiary w słowa Boże: 'Ufajcie, jam zwyciężył świat' (J 16, 33). I my z Chrystusem zwyciężymy, nikt inny"6. W obszernym Liście pasterskim "O zadaniach katolicyzmu wobec walki z Bogiem" (Poznań, Środa Popielcowa 1932) ukazuje aktualną panoramę świata zbuntowanego przeciw Bogu i Jego prawu. Spogląda jednak na cały ten problem w świetle tajemnicy Męki Pańskiej. "Ponawia się widowisko Męki Pańskiej. Rośnie nienawiść wrogów Chrystusowych. Zwalczają Jego naukę, podają w pogardę Jego prawo, burzą Jego świątynię, zniesławiają i gnębią Jego Kościół, 'fałszywie oskarżają go o wiele rzeczy' (Mk 15, 3), o podburzanie narodów, o buntowanie przeciw zwierzchności świeckiej, o ukryte zamiary zagarnięcia władzy państwowej: 'Tegośmy znaleźli podburzającego naród nasz i zakazującego daniny dawać cesarzowi i mówiącego, że jest on Chrystusem Królem' (Łk 23, 2)".7 To "widowisko Męki Pańskiej" rozwija kardynał ze wszystkimi szczegółami, pokazując uderzające podobieństwo aktualnej sytuacji świata do sytuacji umęczonego, odrzuconego i opuszczonego Chrystusa. I właśnie w tym świetle, czerpanym z Ewangelii, stara się ks. kard. Hlond zrozumieć zamęt i niepokój panujący w narodach Europy. Pisze: "To, co się w Europie rozgrywa, jest gwałtownym zmierzchem epoki, której ducha zatruto. Tę niemoc powoduje bezwładność duchowa. To przesilenie jest następstwem kryzysu moralnego. Ten wstrząs ogólny jest zapadaniem się wszystkiego, co zawisło w próżni, gdy z życia ludów usunięto Boga i Jego prawo. Ten ostry załom rozwoju ludzkości to dowód, że bez pierwiastka Bożego narody nie wytrzymują brzemienia własnych dziejów. Ten bezład, to gmatwanie się stosunków, to rysowanie i kruszenie się ustrojów jest bankructwem bezbożnictwa w etyce, bankructwem bezbożnictwa w życiu prywatnym i zbiorowym, bankructwem bezbożnictwa w życiu publicznym i w stosunkach międzynarodowych"8. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Profetyczne widzenie dziejów &lt;br /&gt;Analizując zjawisko zorganizowanego zła w świecie, kardynał przewiduje możliwość jakiejś wielkiej zawieruchy w świecie i wzywa do nawrócenia i do modlitwy. Ostrzega jednak, że "Są tacy, którzy się możliwością wstrząsów i katastrof nie przejmują. Są ludzie, którzy się z radością wpatrują w czerwoną zorzę nad światem i widzą w niej pożądaną zapowiedź chwili, w której przepaść mają wiara, zasady moralne, prawo przyrodzone, objawienie, chrześcijaństwo, Kościół. Oni ten krwawy brzask witają, jako godzinę swoją, jako godzinę zamieszania i wzburzenia ludów, godzinę walk i mordów, głodu i rozpaczy. W tę godzinę chcą rozwinąć nad światem czarną chorągiew szatana. Przyszłe czasy mają się w ich oczekiwaniu ustalić na zasadzie człowieczeństwa bezwzględnie wyzwolonego od Stwórcy"9. Wobec tej bardzo groźnej prognozy zwolennicy różnych światopoglądów nieugruntowanych na prawdzie poszli na ustępstwa o kompromisy. Tylko katolicyzm jasno widzi zagrożenie idące od strony bolszewizmu i sprzymierzonych z nim ideologii, takich jak racjonalizm, ateizm, laicyzm itd. "Toteż ocalenia od moralnej zagłady wyczekują narody nie od kogo innego, jeno od Kościoła Chrystusowego. Oczy świata zwracają się ku Opoce Piotrowej, o której katolicy i niekatolicy wiedzą, że się w potopie zła nie pogrąży"10. &lt;br /&gt;Kardynał podkreśla stanowczo, że rola Kościoła w tym kontekście nie przestaje być całkowicie "religijna i duchowa". "Jedyny spór i to spór wielki, odwieczny, jaki prowadzi [Kościół], to spór o Boga, Jego naukę i prawo, o wiarę, o sumienie i o swobodę swego działania. Inne walki ziemskie stara się łagodzić, ale się w nie wciągać nie pozwala, wywierając jedynie pośrednio zbawczy wpływ nawet na niespokojne życie państwowe przez to, że wszystkim przypomina prawo Boże, obowiązujące również w zakresie spraw publicznych"11. Ponieważ cały Kościół jest atakowany, dlatego musi podjąć walkę, nie tylko obronną; musi uruchomić "powszechną ofensywę katolicką", zgodną z jego posłannictwem ewangelicznym; to musi być przede wszystkim "krucjata życia wewnętrznego". "Kościół nie chce być muzeum wycofanych z użytku świętości, lecz Kościołem ducha i mocy Zielonych Świątek. Z tego ducha i z tej mocy zrodzi się właściwa zwycięska ofensywa katolicka na zewnątrz"12. Kardynał zdaje sobie sprawę, że jest to "wielka rozprawa", która wypełni dzieje XX wieku, że będzie to walka "w sumieniu ludów" między katolicyzmem a bezbożnictwem, "między 'Kościołem Boga żywego' (1 Tym 3, 15) a 'bożnicą szatańską' (Ap 3, 9)", na podobieństwo dawnego zmagania między młodym Kościołem a duchem pogańskiego Rzymu. Nikt nie może mieć wątpliwości, że ostateczne zwycięstwo należy do Chrystusa: "Bo On ma królować" (1 Kor 15, 25)13. &lt;br /&gt;Trzeba jednak trzeźwym okiem dostrzegać złowrogie działania zakonspirowanych organizacji bezbożniczych, wolnomularskich, "wolnomyślicielskich", które rozwijają swoją aktywność od początku uzyskania przez Polskę niepodległości. "Nie przebrzmiało jeszcze w świecie zmartwychwzbudzające tchnienie: Polsko, 'wynijdź z grobu' (J 11, 43), a już odbywa się w łonie wskrzeszonej Ojczyzny śmiercionośne zatruwanie pierwiastków życia i walka z jego stwórczym początkiem: Chrystusem. Ledwie nas Opatrzność postawiła z powrotem na straży kultury i wiary, niby bramę warowną na rozgraniczenie światów, a już klucze tej bramy wydajemy w ręce Kremla i zachodniej loży. Dopiero zaczęliśmy rozumieć swoje nowe posłannictwo narodowe, a już stajemy się widowiskiem walki z własną przyszłością, z twórczymi pierwiastkami postępu i z podstawami własnego rozwoju. Mówią, że to powiew Europy, a w rzeczywistości wieje tu woń przykra moralnego rozkładu tej Europy, która 'już cuchnie' (J 11, 39), wieje trupi zaduch bolszewickiego Wschodu"14. Jeszcze raz podkreśla kardynał religijny wymiar tego zderzenia sił duchowych i że na płaszczyźnie wiary rozstrzygnie się spór o kształt przyszłego świata. Ufając w moc wiary, woła: "Nie spoczniemy, aż Bóg zapanuje w życiu narodu. Nie dopuścimy do wygnania Chrystusa z Polski"15. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wezwanie do walki duchowej &lt;br /&gt;W Liście pasterskim pt. "Z życia Kościoła chrystusowego" (12 marca 1935 r.), omawiając syntetycznie aktualne problemy Kościoła, wzywa do duchowej odnowy życia chrześcijańskiego, co powinno wpłynąć na poprawę sytuacji Narodu Polskiego. Pisze: "I w Polsce musi w łonie Kościoła nastąpić święte wrzenie mistyczne. Dusze muszą zakipieć życiem sakramentalnym, zdobywać pełnię życia wewnętrznego, poddać się twórczemu działaniu Ducha Świętego, poróść świętością ewangeliczną. Tej mistycznej głębi potrzebuje Kościół w Polsce najwięcej. Potrzeba jej przede wszystkim nam, kapłanom. Od niej rozpocząć należy naprawę Polski i jej ducha"16. Kardynał chce pełni życia katolickiego. "Skończyć z katolicyzmem słabym, liberalnym, dancingowym, grzesznym, niezgodnym z etyką katolicką. (...) Niech się wśród duchowieństwa polskiego zjawi nasz św. Jan Vianney i nasz św. Jan Bosco! Niech się w szeregach polskiej inteligencji ukaże nasz Contardo Ferrini! Niech się wśród polskiej młodzieży akademickiej objawi nasz Frassati! Niech się każdy polski kapłan staje ośrodkiem świętości, a każdy polski katolik niech będzie pociągającym wzorem praktycznego chrześcijaństwa! Spłoszmy z naszego życia cienie! Niech ono przy usilnej współpracy z łaską będzie 'święte i niepokalane' (Ef 5, 27)"17. &lt;br /&gt;Takie odrodzenie duchowe narodu wymaga zwiększonej aktywności Kościoła. "Jak Kościół Katolicki nie jest fragmentem religijnym w historii świata, lecz jej najpotężniejszym nurtem duchowym, tak i w dziejach Polski nie jest epizodem, który by można kiedykolwiek zlikwidować. Kościół Katolicki jest duszą Polski, atmosferą jej życia, ostoją jej ducha. Żadna moc nie wykreśli Kościoła Katolickiego z przyszłych dziejów naszych. Ale żywotność jego od nas zależy. Historią są dawne zasługi i zdobycze. Nie chciejmy żyć wspomnieniami. Żyjmy teraźniejszością! Zdobywajmy przyszłość polską dla Chrystusa! Krzepiące tchnienie apostolskie niech powieje przez kraj cały"18. W Liście pasterskim pt. "O katolickie zasady moralne" (29 lutego 1936 r.) poddaje krytyce różne formy pseudoetyki, którymi niektórzy usiłują zastąpić jedyną w pełnym tego słowa znaczeniu etykę katolicką. Ze szczególnym naciskiem przestrzega przed propagandą "etyki bolszewickiej", która jest klęską człowieczeństwa. "Poza katolicyzmem może bolszewizm na gruzach każdej etyki ogłosić się jej mniej lub więcej logicznym spadkobiercą. To wyraziła z brutalną szczerością znana bolszewicka pisarka, która już w roku 1922 w Meksyku pisała: 'Nieobyczajność robi w szkołach pocieszające postępy. Wiele piętnastoletnich dziewcząt jest w ciąży. Cieszmy się z tego, bo tą drogą pozyskamy wiele nowych komunistek'. To jest jasne. Dla bolszewizmu pracuje etyka swobody obyczajowej. Dla bolszewizmu pracuje koedukacja deprawująca. Świecka etyka socjalistów, wolnomyślicieli i masonerii pracuje pośrednio dla bolszewizmu. Dla bolszewizmu pracują postępowe kodyfikacje prawa małżeńskiego. Do bolszewizmu prowadzi mimowolnie etyka rasowa"19. &lt;br /&gt;Kardynał zdawał sobie sprawę z tego, że różne namiastki etyki służą tylko ściąganiu na moralne manowce niedojrzałych sumień polskich. Mogliśmy u nas, w Polsce, po drugiej wojnie światowej obserwować podstępne i nachalne próby narzucania narodowi tak zwanej etyki niezależnej, która w rezultacie prowadzi człowieka do zależności od wszystkiego na świecie, poza Bogiem, w którym jest źródło życia. Ostatnio odżywają te nieprzemyślane (a może właśnie dobrze, czyli perfidnie przemyślane) projekty zastąpienia w szkołach lekcji religii lekcjami etyki, co z umiarem, ale trafnie, skrytykował wybitny etyk dr Marek Czachorowski w "Naszym Dzienniku" (12 sierpnia). &lt;br /&gt;Równocześnie od dłuższego czasu - w imię wolności i nadążania za "Europą" - wprowadza się różne alternatywne formy kultu, różne alternatywne formy przeżywania swego człowieczeństwa, różne metody osiągania "odmiennej świadomości", przy pomocy narkotyków czy innych metod oszołomienia i utraty racjonalnej samokontroli. Wszystko w imię wolności i "nowych" praw człowieka, które są tylko nową, zakamuflowaną formą bolszewizmu, ponieważ poddają człowieka totalnej manipulacji przez pewne anonimowe, międzynarodowe ośrodki ideologiczne i polityczne. Szczególnie niepokojące jest nasyłanie do Polski propagatorów jakichś pogańskich kultów, których głównym charakterystycznym rysem jest satanizm, będący nienawiścią do Boga i do wszystkiego, co od Boga pochodzi. Areną tej satanistycznej propagandy stał się ostatnio tak zwany Woodstock, będący syntezą wszystkiego, co haniebne i przeciwne człowiekowi, a co przemyca się pod szatą pseudomuzyki, będącej oprawą "liturgiczną" tej szatańskiej afery. Rzeczowo o tym wszystkim pisze ks. Aleksander Posacki TJ na łamach "Naszego Dziennika" (11-13 sierpnia). Oprócz jawnego satanizmu działa także w ramach polskiej przestrzeni duchowej ukryty satanizm propagujący systemowo negację prawa moralnego na rzecz praw europejskich, na przykład zabijanie dzieci poczętych, rozwiązłość absolutną w imię mentalności antykoncepcyjnej, tworzenie pseudomałżeństw, czyli propagandę związków homoseksualnych lub innych tego rodzaju zboczeń. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas decydującego wyboru &lt;br /&gt;Kardynał August Hlond w czasie, kiedy przygotowywał Kongres Chrystusa Króla (rok 1937), miał jasną świadomość tragedii, ku której zmierzają narody opanowane przez bezbożnictwo. Dla oceny tej sytuacji używa mocnych słów: "Życie, które się z tego posiewu zrodzi, będzie przeklęte w pamięci pokoleń. Czasy, wcielające w siebie tego ducha, będą ohydą dziejów. Narody, które się w takiej potworności pogrążą, przejdą orgie wywrotowe i na długo wyłączą się od twórczego kształtowania nowych czasów"20. Sytuacja panująca w tamtym czasie skłaniała kardynała, by jak najmocniej akcentował konieczność oddania się Chrystusowi. Do młodzieży męskiej w Częstochowie (25 września 1938 r.) wołał: "Dla świata i dla Polski nadszedł na progu nowych czasów moment ostatecznej decyzji, czy pójść za Chrystusem czy też z bezbożnictwem przeciw Chrystusowi. (...) Polska już swój plebiscyt na rzecz Chrystusa odbywa choćby tłumnym, coraz gorętszym pielgrzymowaniem do swej Jasnogórskiej Pani. Ten plebiscyt trzeba w całej Polsce ostatecznie, z powodzeniem i bez ociągania się skończyć, gruntując naród i państwo na duchu ewangelicznym. Wybiła po raz drugi w historii godzina katolicyzmu w Polsce. Zegara dziejów żadna moc nie cofnie. Polska idzie naprzód, idzie w swoją przyszłość, idzie ku swym posłannictwom jako Polska Chrystusowa"21. &lt;br /&gt;Na Kongresie Chrystusa Króla w Lublanie (30 lipca 1939 r.) woła o panowanie prawa Chrystusowego w życiu narodów, przytaczając słowa encykliki "Quas primas", następnie twierdzi: "Można świat zbawić i uszczęśliwić, ale przez przywrócenie mu prawa ewangelicznego, do którego należy podciągnąć konstytucje państw, ich ustawodawstwo, zasady życia zbiorowego, wychowanie młodego pokolenia, politykę rodzinną, etykę ustroju społecznego i międzynarodowych stosunków. Trzeba skończyć ze zgubną formułą, że państwo jako takie musi być areligijne. Tę herezję zastąpić należy zasadą, że państwo chrześcijańskie ma obowiązek uznawać suwerenną władzę Stwórcy, czcić Boga aktami publicznego kultu, kierować się Jego wiecznym zakonem (=prawem) i szanować posłannictwo Kościoła"22. &lt;br /&gt;Polska, która żyje i ma szansę się rozwijać jedynie dzięki nadprzyrodzonej pomocy Chrystusa i Jego Matki, Polska, która od państw bezbożnych i amoralnych doznawała jedynie krzywdy i niedających się opisać aktów przemocy, ma przed sobą jasny wybór: tylko Chrystus i Jego Królestwo, w którym Matka Chrystusowa jako nasza Orędowniczka. Ten kierunek wyboru, będący owocem chrześcijańskiej nadziei, nie przestaje być aktualny nawet w sytuacji militarnej klęski. Właśnie w tym tragicznym roku 1939, w dniu 4 listopada ks. kard. Hlond wołał do Polaków przez Radio Watykańskie: "Nikomu z nas w tak wielkich chwilach nie wolno być małodusznym, niskim, ciemnym. Strzeżmy tężnego ducha, by nim Polskę odbudować i nim jej nowe życie natchnąć. Rzeczpospolita idzie ku nam w chwale, wywalczona i odbita, sercami dźwignięta; idzie ku nam jak jasność po burzy, jak słońce po nocy, jak sprawiedliwość po krzywdzie, jak sąd Boży nad gwałtem. Rozpostrze się możnie, w blaskach zmartwychwstania, na własnych starych sadybach i będzie wiernemu ludowi dobrą Macierzą"23. &lt;br /&gt;Godna podziwu i naśladowania jest ta wiara i nadzieja niezłomna nawet wobec tragedii i dziejowej klęski. Wydaje się, że także dziś nie inną mocą, jak mocą Chrystusowej wiary, Polska może się podźwignąć z tego poniżenia, jakiego obecnie doznaje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 August Kardynał Hlond Prymas Polski. Dzieła. Nauczanie 1897-1948. Tom I (red. Jan Konieczny TChr). Toruń 2003, str. 928. &lt;br /&gt;2 Tamże, s. 80. &lt;br /&gt;3 Tamże, s. 98. &lt;br /&gt;4 Tamże, s. 104. &lt;br /&gt;5 Tamże, s. 162. &lt;br /&gt;6 Tamże, s.138. &lt;br /&gt;7 Tamże, s. 320. &lt;br /&gt;8 Tamże, s. 321. &lt;br /&gt;9 Tamże, s. 332. &lt;br /&gt;10 Tamże, s. 322. &lt;br /&gt;11 Tamże, s. 323. &lt;br /&gt;12 Tamże, s. 324-325. &lt;br /&gt;13 Tamze, s. 326. &lt;br /&gt;14 Tamże, s. 327. &lt;br /&gt;15 Tamże, s. 329. &lt;br /&gt;16 Tamże, s. 479. &lt;br /&gt;17 Tamże, s. 479-480. &lt;br /&gt;18 Tamże, s. 480. &lt;br /&gt;19 Tamże, s. 535. &lt;br /&gt;20 Odezwa w sprawie Międzynarodowego Kongresu Chrystusa Króla, 14 maja 1937. &lt;br /&gt;- Tamże, s. 585. &lt;br /&gt;21 Tamże, s. 629. &lt;br /&gt;22 Tamże, s. 666. &lt;br /&gt;23 Tamże, s. 681. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz Dziennik, 2008-09-09&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-6342087439744716368?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/6342087439744716368/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/ks-prof-jerzy-bajda-kardyna-august.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/6342087439744716368'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/6342087439744716368'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/ks-prof-jerzy-bajda-kardyna-august.html' title='Ks. prof. Jerzy Bajda: Kardynał August Hlond - światło dla Polski'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-822500318313953820</id><published>2011-04-24T04:42:00.000-07:00</published><updated>2011-04-24T04:47:20.267-07:00</updated><title type='text'>Ks. Jan Konieczny TChr.: SŁUGA BOŻY KARD. AUGUST HLOND</title><content type='html'>Ks. Jan Konieczny TChr.&lt;br /&gt;SŁUGA BOŻY KARD. AUGUST HLOND&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pięćdziesiątą rocznicę śmierci kard. Augusta Hlonda, 22 października 1998 r. w rzymskim kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika została odprawiona Msza św. w intencji beatyfikacji sługi Bożego. Liturgii przewodniczył i homilię wygłosił delegat Prymasa Polski ds. duszpasterstwa emigracji abp Szczepan Wesoły; koncelebrowali kapłani z Towarzystwa Chrystusowego i księża polscy pracujący w Watykanie, a także sekretarz Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych abp Edward Nowak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dochodzenie kanoniczne dotyczące świętości życia i heroiczności cnót kard. Augusta Hlonda zostało uroczyście zamknięte w obecności Prymasa Polski kard. Józefa Glempa w bazylice archikatedralnej w Warszawie 21 października 1996 r.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas 51 posiedzeń trybunału kościelnego przesłuchano 41 świadków de visu oraz 2 świadków de auditu. W celu pełnego zobrazowania życia i świętości sługi Bożego dołączono jeszcze na wniosek wicepostulatorów zeznania pozasądowe osób już nie żyjących, złożone pod przysięgą wobec przedstawicieli władz diecezjalnych lub zakonnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgromadzoną dokumentację można podzielić na trzy działy: dokumenty osobiste sługi Bożego, pisma sługi Bożego i pisma o nim. Ponadto zostały opracowane niektóre kwestie z życia i działalności sługi Bożego, wymagające szerszego omówienia. Obecnie w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych trwają prace nad przygotowaniem Positio causae. Relatorem sprawy został mianowany o. Ambrosius Eszer OP.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * * &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sługa Boży kard. August Hlond był synem ziemi śląskiej. Urodził się w Brzęczkowicach k. Mysłowic 5 lipca 1881 r. w wielodzietnej rodzinie kolejarskiej. Po ukończeniu gimnazjum wstąpił do zgromadzenia księży salezjanów. Święcenia kapłańskie otrzymał w Krakowie 23 września 1905 r. Jako kapłan pracował w Krakowie, Przemyślu i Wiedniu, gdzie również pełnił urząd pierwszego inspektora (1919-1922) nowo powstałej prowincji salezjańskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy Stolica Apostolska utworzyła administrację apostolską Górnego Śląska, został w dniu 7 listopada 1922 r. mianowany administratorem apostolskim, a w r. 1925 pierwszym biskupem katowickim. Po 6 miesiącach papież Pius XI mianował go arcybiskupem gnieźnieńskim i poznańskim (1926-1946) i w rok później wyniósł do godności kardynalskiej; po drugiej wojnie światowej kard. Hlond został arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim (1946-1948). Przez 22 lata sługa Boży był Prymasem Polski. Zmarł w Warszawie 22 października 1948 r.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla umocnienia wiary i religijności na Śląsku powołał do życia w r. 1924 tygodnik diecezjalny «Gość Niedzielny», zorganizował Ligę Katolicką oraz przyczynił się do ukoronowania cudownego obrazu Matki Bożej Piekarskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako Prymas Polski organizował Akcję Katolicką, dla której napisał w 1931 r. statuty. Przejęty troską o popularyzację społecznej nauki Kościoła powołał do życia w 1933 r. Radę Społeczną przy Prymasie Polski, a chcąc przygotować świeckich do prowadzenia katolickiej działalności oświatowej, otworzył w Poznaniu Katolicką Szkołę Społeczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;We wrześniu 1939 r. za namową abp Filippo Cortesiego, nuncjusza apostolskiego w Polsce, sługa Boży wyjechał z misją do Rzymu, by przedstawić światu za pośrednictwem papieża Piusa XII rezolucję ambasadorów potępiającą działania wojenne, zredagowaną w Krzemieńcu na posiedzeniu korpusu dyplomatycznego w dniu 12 września. Chciał również prosić papieża o wsparcie moralne dla Polski i Polaków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo jego próśb kierowanych za pośrednictwem Sekretariatu Stanu oraz osobistych interwencji Sekretarza Stanu kard. Luigiego Maglione, w październiku 1939 r. władze hitlerowskie nie pozwoliły mu na powrót do Poznania. Kard. August Hlond stał się tułaczem, przebywał najpierw w Rzymie (od 17 września 1939 r. do czerwca 1940 r.), a następnie w Lourdes (od czerwca 1940 r. do czerwca 1943 r.) i Hautecombe w Sabaudii (od czerwca 1943 r. do lutego 1944 r.).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym czasie pomagał emigrantom wojennym, rozsyłał kapłanów do obozów jenieckich, gdzie znajdowali się polscy żołnierze, wykorzystywał każdą okazję, by umacniać wiarę tułaczy oraz informować opinię publiczną o prześladowaniach Kościoła w Polsce. Już w grudniu 1939 r., a następnie w kwietniu 1940 r. opublikował memoriał Situation religieuse dans les archidioceses de Gniezno et de Poznań, gdzie mówił również o eksterminacji wyznawców judaizmu. O pomocy świadczonej prześladowanym tak pisał w lipcu 1946 r.: «W czasie wygnania we Francji w latach 1940-1944 ratowałem niejednego Żyda polskiego, niemieckiego, francuskiego przed wywiezieniem do obozów śmierci. Ułatwiałem im wyjazd do Ameryki, umieszczałem w bezpiecznych schroniskach, starałem się dla nich o dokumenty, dzięki którym ocaleli».&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć przebywał poza granicami Polski, nie ominęło go niemieckie więzienie. Aresztowany w Hautecombe 2 lutego 1944 r., został następnie przewieziony do więzienia w Paryżu, gdzie chciano zmusić go do kolaboracji z Trzecią Rzeszą przy organizowaniu akcji antysowieckiej w Polsce w obliczu zbliżającej się Armii Czerwonej. Ponieważ nie zgodził się na współpracę, spędził 14 miesięcy w więzieniu w Bar-le-Duc, a następnie w Wiedenbroeck aż do czasu uwolnienia w dniu 1 kwietnia 1945 r.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zakończeniu wojny kard. August Hlond organizował polską administrację kościelną na Ziemiach Zachodnich. Wśród wielu innych jego dzieł, które trwają do dziś, należy wymienić założone w 1932 r. zgromadzenie zakonne — Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej. Już w 1939 r. liczyło ono 300 członków i kandydatów, w tym 20 kapłanów. Okres wojny, mimo męczeńskiej śmierci 25 członków Towarzystwa w obozach koncentracyjnych, stał się posiewem nowych powołań. To wielkie dzieło założone zostało przy pomocy o. Ignacego Posadzego, któremu później Kapituła Generalna Towarzystwa Chrystusowego w dowód wdzięczności i uznania nadała tytuł «Współzałożyciela». Obecnie zgromadzenie obejmuje swoją opieką wiele środowisk emigracyjnych w 21 krajach na 5 kontynentach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TH/THW/kard_hlond.html&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-822500318313953820?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/822500318313953820/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/ks-jan-konieczny-tchr-suga-bozy-kard.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/822500318313953820'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/822500318313953820'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2011/04/ks-jan-konieczny-tchr-suga-bozy-kard.html' title='Ks. Jan Konieczny TChr.: SŁUGA BOŻY KARD. AUGUST HLOND'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-3924244582045478380</id><published>2010-10-22T01:17:00.000-07:00</published><updated>2010-10-22T01:19:44.283-07:00</updated><title type='text'>Kardynał August Hlond o kulcie świętych</title><content type='html'>Kardynał August Hlond o kulcie świętych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Czego potrzeba na dzisiejsze czasy? Świętych, wielu świętych, wielkich świętych! Dziś żywych przykładów prawdziwej cnoty katolickiej jest mniej niż dawniej, a potrzeba wybitnych przykładów życia chrześcijańskiego jest nierównie większa. Dzisiejszemu światu świętych potrzeba.&lt;br /&gt;Święci powinni krzepić i współczesne pokolenie. W ich szkole dokształcać się powinni w umiejętności świętych i w apostolskich uniesieniach kapłani, dusze zakonne i świeccy. Niech święci w dusze puste wnoszą treść życia. Niech w serca zniechęcone rzucają promienie wiary i nadziei. Niech wśród nienawiści miłość budzą, niech od doczesnych dóbr do Boga podnoszą. Niech wszystkich pobudzają do chrześcijańskiej doskonałości.&lt;br /&gt;A nasza polska ziemia, Matką Świętych słusznie nazwana, posiada niezliczone wprost szeregi świątobliwych synów i cór. W obliczu świętych weźmy rozbrat z nieprawością, bo „jesteśmy stworzeni w Jezusie Chrystusie na uczynki dobre". Iść w przyszłość z Chrystusem, wiarą, Kościołem - oto nakaz świętych, to wezwanie do mężnego wyznania wiary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sługa Boży kard. August Hlond&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W: Msza Swięta, nr 11 (769), rok LXVI.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-3924244582045478380?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/3924244582045478380/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/kardyna-august-hlond-o-kulcie-swietych.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/3924244582045478380'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/3924244582045478380'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/kardyna-august-hlond-o-kulcie-swietych.html' title='Kardynał August Hlond o kulcie świętych'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-7268571084568153298</id><published>2010-10-04T11:18:00.000-07:00</published><updated>2010-10-04T11:19:05.266-07:00</updated><title type='text'>Ks. Ignacy Posadzy - Prymas Założyciel - Miłośnik Ojczyzny - 31.01.1956 r.</title><content type='html'>Ks. Ignacy Posadzy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PRYMAS ZAŁOŻYCIEL – MIŁOŚNIK OJCZYZNY. 31. 01. 1956.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znowu staje przed nami w tej akademii wizja tego, który z woli Bożej jest Założycielem i twórcą naszego Towarzystwa.&lt;br /&gt;Jego osoba jest z nami złączona nierozerwalnie. Gdy opuszczał Poznań, by objąć w posiadanie metropolię warszawską, wpisał nam do księgi pamiątkowej te znamienne słowa: “Między nami nie ma dali. Zawsze nas łączyć będą Potulice i potulicki duch”. &lt;br /&gt;Na każdy dzień spogląda na nas z portretów umieszczonych na ścianach naszych domów.&lt;br /&gt;Na każdy dzień czujemy jego bliskość, czujemy tchnienie jego ducha.&lt;br /&gt;Lecz w czasie tej skromnej uroczystości będzie on nam jeszcze bliższy. Wszystkie nasze myśli synowskie i uczucia skoncentrujemy dookoła jego osoby, tak bardzo nam drogiej.&lt;br /&gt;Staje przed nami wizja Kardynała i Prymasa, który wycisnął głębokie piętno na życiu Polski i Kościoła w Polsce, który na firmamentu naszych dziejów błyszczy jak gwiazda jaśniejąca. &lt;br /&gt;Gdy z perspektywy czasu spoglądamy na w pełni ukształtowaną osobowość naszego Założyciela, uświadamiamy sobie coraz bardziej, że był to wielki człowiek. Tak można mówić bez żadnej emfazy.&lt;br /&gt;Toteż czcił i miłował go cały kraj, bo widział w nim wodza i hetmana narodu. Podziwiała a równocześnie zazdrościła go nam zagranica.&lt;br /&gt;W czasie trzech ostatnich uroczystości urządzonych ku jego czci podkreśliliśmy jego piękne człowieczeństwo, jego pełną chrześcijańskość i jego idealną zakonność.&lt;br /&gt;Zdał Prymas Polski egzamin jako człowiek. Zdał go na celująco. Spokojnie stanąć może przed sądem historii. Nie odkryje się w nim żadnych słabości.&lt;br /&gt;Na tej warstwie pięknego człowieczeństwa zbudował on pełną chrześcijańskość.&lt;br /&gt;Jego postać była imponującym monolitem chrześcijańskości.&lt;br /&gt;Pełne chrześcijaństwo było siłą napędową jego myśli i poczynań. Duch Chrystusowy ożywiał całe jego życie. A w jego duszy płonął wielki ogień Chrystusowej miłości.&lt;br /&gt;Cały styl życia naszego Założyciela nacechowany był zakonnością. Czuł się w każdym calu zakonnikiem. I to przez całe 50 lat. Bo krótko przed śmiercią Pan Bóg mu pozwolił obchodzić 50 – lecie życia zakonnego.&lt;br /&gt;X. Prymas kochał swoje zakonne śluby jako cenny skarb, jako coś sakralnego, co należy wyżej stawiać ponad wszelkie przemijające dobra tej ziemi. &lt;br /&gt;Przez 50 lat Ks. Prymas dumny był z tego, że był zakonnikiem, że należał do tej elitarnej cząstki, którą Pius X nazwał “gwardią królewską Kościoła św.”. Nawet purpura kardynalska nie potrafiła przyćmić jego zakonności.&lt;br /&gt;W czasie dzisiejszej uroczystości przypominamy sobie jego bezgraniczne umiłowanie Ojczyzny. Wskazuje na to m.in. tytuł referatu, który stanowić będzie punkt centralny naszej akademii.&lt;br /&gt;Z rozmysłem zaakcentujemy tę cechę jego osobowości, ponieważ w jednym z procesów publicznych rzucano ohydne kalumnie na polskość naszego Prymasa Założyciela.&lt;br /&gt;Kwestionowano jego polskie pochodzenie. Brutalnie usiłowano wyrwać z korony jego chwały błyszczący klejnot polskości.&lt;br /&gt;W dzisiejszych czasach coraz silniej podkreśla się wagę wspólnoty i jedności, która winna zespalać ludzkość, prowadząc ją do wyższych stadiów duchowego i kulturalnego rozwoju.&lt;br /&gt;Mimo to, a może dlatego szlachetna i czysta miłość ojczyzny jest nadal wyrazem pełnej osobowości.&lt;br /&gt;Patrząc na Ks. Prymasa, podziwiać można uniwersalność zmysłu kościelnego, podchodzenie do każdej sprawy z ogólnoludzkiego punktu widzenia.&lt;br /&gt;Ale równocześnie urzeka nas w nim głębokie odczucie niezliczonych wprost więzów jakie go łączyły z Polską, ukochaną przez niego Ojczyzną.&lt;br /&gt;Był zawsze dobrym synem Ojczyzny. Był jej najlepszym ambasadorem, czułym, poświęcającym się opiekunem swoich współrodaków.&lt;br /&gt;Można by dalej wyliczać szereg określeń, wiążących się zawsze konkretnie z jego polskością. Ale wyglądałoby to na niepotrzebne okadzanie jego osoby.&lt;br /&gt;On i bez tego pozostanie zawsze wielkim, miłośnikiem swego kraju, jego języka, pieśni i obyczajów.&lt;br /&gt;Ile zdziałał dla Polski?&lt;br /&gt;Nie łatwo da się wszystko  wyliczyć. Nie każde z jego posunięć na rzecz Polski zostało poznane i właściwie ocenione.&lt;br /&gt;Jako prowincjał salezjański z siedzibą w Wiedniu troszczył się w szczególny sposób o rozwój polskich zakładów wychowawczych na terenie swej rozległej prowincji.&lt;br /&gt;Jako administrator śląski pogłębiał przywiązanie, miłość do odzyskanej Ojczyzny.&lt;br /&gt;W purpurze kardynalskiej reprezentował zawsze wielkość nie tylko Kościoła, ale również i naszej Rzeczypospolitej.&lt;br /&gt;Wsparty o pastorał, stał jak strażnik odwiecznych praw naszego narodu. Wycisnął głębokie piętno swej indywidualności na życiu naszej Ojczyzny.&lt;br /&gt;Ks. Prymas – Założyciel był Polakiem w wielkim stylu. Wielkim swoim sercem z entuzjazmem ogarniał wszystko co polskie. W uniesieniu radosnym przeżywał wszelkie przejawy tej polskości w najtajniejszych głębiach swej polskiej duszy.&lt;br /&gt;Czy kochał Polskę, polskiego człowieka, polską młodzież, polski lud?.&lt;br /&gt;Wpatrując się w zasady Ewangelii, bolał nad krzywdą ludzką. Ale nie tylko bolał, on przechodził do czynu.&lt;br /&gt;W ogniu zażartej walki o parcelację staje w obronie chłopa polskiego. Zakłada przy swej kancelarii specjalną “Radę” zajmującą się tymi sprawami.&lt;br /&gt;Czyni to wbrew opozycji ze strony posiadaczy. Nie przeraża go gest obrażonego hr. Bnińskiego, który rezygnuje z urzędu prezesa Akcji Katolickiej w Polsce. On idzie przeciw prądom sfer wpływowych.&lt;br /&gt;On staje frontem do ludu polskiego. Syn polskiego proletariusza staje się przyjacielem i obrońcą polskiego proletariatu.&lt;br /&gt;Z myślą o polskim człowieku zachęca społeczeństwo polskie swymi gorącymi odezwami do zbierania ofiar na biedne dzieci polskie.&lt;br /&gt;“Nie obarczajmy się odpowiedzialnością za to, że w swobodnej Ojczyźnie polskie dziecko żyje pośród nas w nędzy i nieszczęściu. Orlentom polskim pozwólmy rozwinąć skrzydła do lotu ku szczytom polskiej wielkości”.&lt;br /&gt;A ileż serca okazywał polskiej młodzieży akademickiej. Dla niej wyciągał ostatnie grosze z kasy prymasowskiej. Żądał od niej tylko, by przemówił jej duch Chrystusowy i polski.&lt;br /&gt;“O ty, najdroższa młodzieży akademicka! Przekazuję ci wielką misję. Bądź strażniczką wielkości i świętości naszego narodu”.&lt;br /&gt;A jak kochał wychodźstwo polskie? Powiedział, że wychodźstwo stanowi cząstkę jego serca. On wchłonął w siebie ból i mękę milionów wychodźców polskich. &lt;br /&gt;Raz jeden widziałem tylko łzy na jego oczach. Było to w 1934 r. po wielkim zjeździe Polaków z zagranicy w Warszawie. Pod koniec Zjazdu.&lt;br /&gt;Polacy zjechali się w Częstochowie. Prymas też tam przybył.&lt;br /&gt;Przemawiali delegaci z poszczególnych krajów ślubując wierność Polsce i Matce Najświętszej.&lt;br /&gt;On przemówił na zakończenie. Był tak wzruszony, że głos mu się załamał, chustką wycierał sobie oczy. Ten wódz o stalowych nerwach, tak opanowany płakał, bo kochał polskich braci wychodźców.&lt;br /&gt;Radował się każdym osiągnięciem, każdym sukcesem politycznym Polski.&lt;br /&gt;Było to w czasie zajęcia polskiego Zaolzia przez oddziały wojska polskiego. Bawił on w tym czasie w Potulicach. Jechaliśmy razem na konsekrację kościoła w Dębowie. Miałem tam wygłosić kazanie okolicznościowe.&lt;br /&gt;W czasie jazdy samochodem kilkakrotnie dawał upust swojej radości, że granice Polski się rozszerzają, że polskie Zaolzie wraca do Macierzy. A później dodał: “Niech ksiądz w kazaniu podkreśli w szczególniejszy sposób to radosne dla Polski wydarzenie”.&lt;br /&gt;Na zagranicznych kongresach czy zjazdach podziwiano w nim bogactwo naszej psychiki narodowej, jego prężność kulturalną, jego wielkie uwrażliwienie duchowe. &lt;br /&gt;Na Kongresie Eucharystycznym w Lublianie, gdzie reprezentował Ojca św. jako “legatus a latere”, witano go jako “jednego z największych synów bratniego narodu”.&lt;br /&gt;Polska potrafiła ocenić wszystkie jego zasługi dla Ojczyzny, a w dowód uznania tych zasług prezydent przypiął do jego piersi najwyższe polskie odznaczenie – order Orła Białego.&lt;br /&gt;Ks. Prymas – Założyciel był ambasadorem polskości nie tylko w dobrych chwilach. Znalazł się na wygnaniu w Rzymie, 4 tygodnie po zajęciu Polski przez wroga, a rozdartym sercem staje do mikrofonu radiostacji watykańskiej, a w proroczej wizji w te się odzywa słowa do ukochanego narodu:&lt;br /&gt;“Moja Polsko, Męczennico!&lt;br /&gt;Padłaś ofiarą przemocy, broniąc z poświęceniem bez granic świętej sprawy swej niepodległości. Z obowiązku dziejowego wywiązałaś się ze wspaniałą wielkością ducha. Nie zginęłaś Polsko! Nie zginęłaś, bo nie umarł Bóg. Bóg nie umarł i w swoim czasie wkroczy w wielką rozprawę ludów i po swojemu przemówi. Z Jego woli, w chwale i potędze zmartwychwstaniesz i szczęśliwa żyć będziesz, o najdroższa Polsko – Męczennico!”&lt;br /&gt;Pukał do możnych tego świata, kiedy Musolini wołał do swoich faszystów: “La Polonia e liquidata”. A jeden z mężów stanu powtarzał z przekąsem: “Bękart wersalski nie powstanie już nigdy”.&lt;br /&gt;Jak wielkim autorytetem cieszył się Prymas Polski w narodzie świadczy fakt, że po rezygnacji prezydenta Mościckiego, jemu zaproponowano urząd prezydenta państwa polskiego. Odmówił, ponieważ rozumiał, że inne jest jego posłannictwo.&lt;br /&gt;W obliczu wroga okazał imponującą niezłomność ducha i bezwzględną wierność Ojczyźnie. Było poprostu absurdem kuszenie go do jakiejkolwiek akcji mającej na celu zdyskredytowanie Polski.&lt;br /&gt;Daniel Rops, który w czasie okupacji odwiedził Ks. Prymasa w Hautecombe, opowiada w swoich wspomnieniach jak Niemcy uwięzili go w Paryżu a potem zaproponowali mu powrót do Polski i utworzenie rządu proniemieckiego.&lt;br /&gt;Ks. Prymas odpowiedział:&lt;br /&gt;“Panowie, pod tą sutanną nie znajdziecie zdrajcy Quislinga”.&lt;br /&gt;M. Win..ska pisze: “Człowiek szlachetny z natury rzeczy nie cierpi kompromisów, a kto się w nie wdaje, zaczyna z nimi być na bakier”.&lt;br /&gt;Wydaje się, że to zdanie naszej pisarki streszcza doskonale praktykę życiową Prymasa – Założyciela. On nie znał kompromisów.&lt;br /&gt;W tym czasie jeden z pułkowników SS pozwolił sobie na słowa groźby: “Niech Eminencja pamięta o tym, że znajduje się całkowicie w naszej władzy”.&lt;br /&gt;“W waszej władzy? – odparł Kardynał – Chrystus w dobroci swej uczynił mnie pasterzem w swoim Kościele. Ja jeśli chcecie ze mnie zrobić męczennika  Chrystusowego, to będzie to dla mnie awans, o którym nawet marzyć nie mogłem”.&lt;br /&gt;Wówczas inny wyższy oficer SS znalazłszy się sam  na sam z Prymasem   ukląkł i wzruszony jego niezachwianą postawą ucałował go w rękę i prosił o błogosławieństwo.&lt;br /&gt;Podziwiali tę nieprzejednaność przyjaciele jak i wrogowie, czcząc w nim tym samym Polskę wierną i niezłomną.&lt;br /&gt;Po wojnie wszystkie swe siły poświęca w tym celu, by człowiekowi w Polsce było coraz lepiej. “Chrześcijaństwo nigdy nie opuszcza człowieka – wołał na akademii Chrystusa Króla w Poznaniu. On wierzył, że dobitnej niż dobrobyt mas, dobitniej niż bomba atomowa, jutro charakteryzować będzie wielkość polskiego ducha.&lt;br /&gt;Jego wiara w Polskę nie pozwalała mu na jakiekolwiek pesymistyczne rozważania na temat przyszłości naszej Ojczyzny.&lt;br /&gt;Znał on dobrze niebezpieczeństwa czasów obecnych. Lecz będąc zakorzeniony w Bogu, wszystko ogarniał pełnym chrześcijańskim optymizmem. On wierzył, że Polska z godnością przeciwstawi się wołaniom niewiary.&lt;br /&gt;“Przez trud, boleść, upokorzenie, krew i świętość Kościoła idziemy ku jednemu z największych triumfów Chrystusa. W Polsce triumf Bożej sprawy opromieniony będzie takim blaskiem, że na nią zwrócą się z podziwem oczy bliskich i dalekich narodów”.&lt;br /&gt;Nadchodzą pamiętne dni październikowe 1948 roku. Są to ostatnie dni jego życia.&lt;br /&gt;Prysły wszystkie nadzieje na jego wyzdrowienie. Dla nas wszystkich, którzy czuwaliśmy przy łożu umierającego Prymasa, były to chwile tragiczne. I nawet w tych chwilach kiedy wpatrzony w zaświaty, woła: “niech ustępuje stąd wszystko, co doczesne, bo wieczność się zbliża”, myśl jego zwraca się ku ukochanej Ojczyźnie.&lt;br /&gt;Usta jego wybladłe szepczą słowa, które stanowią niejako testament duchowy  wielkiego Hetmana narodu: “zawsze kochałem Polskę i będę się za nią wstawiał u Boga”. &lt;br /&gt;Toteż kiedy wieść o jego śmierci niby iskra elektryczna obiegła całą Polskę dały się słyszeć głosy: “Umarł jeden z największych Prymasów, umarł jeden z największych Polaków”.&lt;br /&gt;A kiedy ta wieść dotarła do Rzymu, jeden z dostojników kościelnych powiedział: “W dumnej stolicy nad Wisłą przestało bić ‘cor cordium Poloniae`” – serce polskich serc.&lt;br /&gt;Wszystkie cechy niezapomnianej osobowości naszego Założyciela są dla nas cennym dziedzictwem. Ale te, które ukazują nam go jako miłośnika Ojczyzny, są dla nas wskazówką i ostrzeżeniem.&lt;br /&gt;Zmarły nasz Założyciel należał do tych wyjątkowych ludzi, którzy posiadali wspaniałą równowagę idei i myśli. Panowała w nim harmonii doskonała między powszechnością katolicyzmu a miłością Ojczyzny, miłością polaków, w kraju i tych za granicą państwa.&lt;br /&gt;Jest to czynnik ważny, szczególnie w naszej przyszłej pracy, gdzie potrzeba równocześnie taktu, poczucia braterstwa dla ludzi innych narodowości, jak i głębokiego przywiązania do polskości, do własnego kraju.&lt;br /&gt;I pod tym względem Założyciel nasz jest nam mistrzem i wzorem.&lt;br /&gt;W dniu, w którym czcimy jego pamięć, niech się na nowo rozpalą serca i umysły płomieniem entuzjazmu dla jego osoby.&lt;br /&gt;Przyrzekamy naszemu duchowemu Wodzowi, że zawsze wysoko dzierżyć będziemy sztandar Kościoła i sztandar Narodu.&lt;br /&gt;Przyrzekamy, że sprawa Boża będzie zawsze naszą sprawą, a pożytek i chwała naszej Ojczyzny będzie zawsze naszą synowską troską.&lt;br /&gt;Powtórzmy za nim jego własnymi słowy wyznanie, brzmiące dziś dla nas jak przysięga.&lt;br /&gt;“Pójdziemy z Chrystusem  Naród i jego życie,&lt;br /&gt;Pójdziemy na pracę, na czyn osobisty, ukryty i nieznany,&lt;br /&gt;Pójdziemy na wspólne działanie,&lt;br /&gt;Najwyższą zasadą będzie nam miłość Boga i ukochanie Narodu”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-7268571084568153298?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/7268571084568153298/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-prymas-zaozyciel.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/7268571084568153298'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/7268571084568153298'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-prymas-zaozyciel.html' title='Ks. Ignacy Posadzy - Prymas Założyciel - Miłośnik Ojczyzny - 31.01.1956 r.'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-1839011127496322574</id><published>2010-10-04T11:16:00.000-07:00</published><updated>2010-10-04T11:17:06.353-07:00</updated><title type='text'>Ks. Ignacy Posadzy - 39 List Okrężny</title><content type='html'>Ks. Ignacy Posadzy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;39 LIST OKRĘŻNY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Vir ecclesiasticus&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Carrisimi !&lt;br /&gt;J. Em. bp K. Kowalski powiedział w swej mowie żałobnej ku czci śp. Prymasa Założyciela kard. A. Hlonda, że “… na sercu nieodżałowanego Prymasa Polski widniała niby wspaniały diadem chwała Oblubienicy Chrystusa Króla – Kościoła świętego, że jego serce kochało nade wszystko i zwycięstwo Chrystusa, i męczeństwo Kościoła”.&lt;br /&gt;W istocie całe życie jego to jedna wielka służba dla dobra Kościoła. Największym jego szczęściem było należenie do Kościoła, a realizację jego zadań uważał za swoje szczytne posłannictwo.&lt;br /&gt;Pobożnemu chłopięciu śląskiemu rozszerzyły się horyzonty na znaczenie Kościoła św. w szkole ks. Jana Bosko, który był zawsze entuzjastycznym bojownikiem o sprawę Kościoła Chrystusowego. Tutaj zrodził się jego duch aktywności, jego bezgraniczne ukochanie wszystkich spraw związanych z Kościołem. Tutaj usłyszał młody wychowanek salezjański to piękne określenie, że “Kościół to przedłużenie Chrystusa w czasie i rozciągnięcie Jego misji z Palestyny na cały krąg ziemski”.&lt;br /&gt;Później jako kapłan zdaje sobie zawsze sprawę, że Kościół jako zgromadzenie wiernych zbudowane na elemencie człowieczym, nosi znamiona ludzkiej słabości, bo z ludzi ułomnych i śmiertelnych składa się hierarchia. “Spotykamy w Kościele świętości i grzechy, szczyty i poziomy, męczenników i bohaterów, a zarazem wyznawców przeciętnych i ofiary namiętności”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posłannictwo Kościoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wszystko wierzy w nieśmiertelne posłannictwo Kościoła, które jest dalszym ciągiem posłannictwa Chrystusa. Widzi w zewnętrznym działaniu Kościoła tylko troskę o zabezpieczenie sobie możliwie prawidłowych warunków działania. Najważniejszą swą pracę i najwydatniejszą funkcję spełnia Kościół w skrytości, w tajnikach sumień.&lt;br /&gt;Wierzy w niezniszczalne siły Kościoła&lt;br /&gt;Mimo pyłów i blizn wieków Kościół trwa czynny i wiecznie młody, zawsze zajęty duszą ludzką, zawsze chętny upadłemu człowiekowi, zawsze troskliwy o pożytkowanie swego duchowego wnętrza i o szkolenie apostolskich szeregów” (list pasterski “Z życia Kościoła Chrystusowego”).&lt;br /&gt;“Kościół nie zawiedzie jako ostatnia, bezwzględnie ostatnia deska ratunku narodów. Nie zgaśnie jako ostatnia latarnia morska w dziejowej burzy. Niby rad, uwolniony ze skorupy ołowiu, snopami energii i światła wyprowadzi ludzkość z ciemnej zgonnej topieli” (homilia o Kościele Chrystusowym).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duch ofensywy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Często wyraża gorące pragnienie, bu Kościół Boży ożywiał duch ofensywny. “… Zesztywnieliśmy w twardej defensywie ostatniego półtorawiecza. Przyzwyczailiśmy się do nietwórczej pracy w okopach”.&lt;br /&gt;“… Obok sentire cum Ecclesia rozbrzmiewa po świecie wezwanie agere cum Ecclesia. Zapał czynu katolickiego unosi dusze ku twardym trudom apostolskim i ofiarnemu nastawieniu piersi w obronie prawdy” (list pasterski “Z życia Kościoła Chrystusowego”).&lt;br /&gt;Zrozumiałą jest rzeczą, że temu duchowi ofensywy odpowiadać muszą wszystkie najnowsze idee katolicyzmu. “Z myśli Chrystusowej i urządzeń zbawienia Kościół ściera patynę, którą tu, czy tam zaszły”.&lt;br /&gt;Stąd staje się on gorącym zwolennikiem i propagatorem Akcji Katolickiej. Jego entuzjazm dla tej sprawy jest walną przyczyną, że Akcja Katolicka w Polsce swoją organizacją jak również dynamiką była wyjątkowo dobrze postawiona i stawiana na wzór innym krajom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duch apostolski&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W szeregi laikatu apostolskiego w Polsce tchnął potężnego ducha apostolskiego. Przez krajowe studia katolickie prowadził Kościół w Polsce ku jasnej przyszłości.&lt;br /&gt;W roku 1927 zorganizował w Poznaniu pierwszy Międzynarodowy Kongres Misyjny, na który z całego świata przybyli wybitni działacze misyjni. Odtąd papieskie dzieła misyjne rozwinęły w Polsce ożywioną działalność dla dobra Kościoła.&lt;br /&gt;Przez szereg lat był protektorem Komisji Misyjnej “Pax Romana”, w której uczestniczyli czołowi działacze na rzecz jedności religijnej Słowian w Kościele rzymskokatolickim.&lt;br /&gt;W roku 1937 był kard. Prymas gospodarzem Międzynarodowego Kongresu Tomistycznego, który swoim wysokim poziomem przewyższył wszystkie dotychczasowe kongresy odbyte na ziemiach słowiańskich.&lt;br /&gt;Nie było znaczniejszego kongresu czy zjazdu, w którym by kard. Prymas nie uczestniczył, zapalając gorącym swoim słowem apostolskim do oddania się bez reszty sprawom Kościoła.&lt;br /&gt;Pierwszy Kongres Chrystusa Króla w Poznaniu, w którym uczestniczy jako legat a letere Ojca świętego ma wykazać wielkie niebezpieczeństwo, jakie zagraża Kościołowi ze strony wojującego bezbożnictwa.&lt;br /&gt;Również w czasie okupacji poświęca wszystkie swoje siły w obronie sprawy Kościoła na arenie międzynarodowej.&lt;br /&gt;Po wojnie dokonuje jako legat papieski przeorganizowania życia na Ziemiach Odzyskanych, mianując osobnych administratorów apostolskich. Pod jego opieką całe połacie kraju pogrążone dotychczas w mrokach protestantyzmu opromienia wkrótce blask Kościoła Chrystusowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielkie osiągnięcia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prymas Polski z zadowoleniem stwierdza dotychczasowe osiągnięcia Kościoła w Polsce. Tym się jednak nie zadowala. Rozumie dobrze, że to początek tego, co jeszcze musi być zrobione.&lt;br /&gt;“Byłoby zgubnym błędem odurzać się pięknym rozwojem, który się w ostatnich latach w naszym życiu zaznaczył i mniemać, że spełniliśmy lwią część zadania, wobec którego stanął Kościół w Polsce. Tkwimy w początkach dziejowego posłannictwa polskiego katolicyzmu”.&lt;br /&gt;Idzie mu o to, by w Kościele Chrystusowym w Polsce czynniki duchowe i nadprzyrodzone wzięły górę nad zewnętrzną stroną ustrojową.&lt;br /&gt;“I w Polsce musi w łonie Kościoła nastąpić święte wrzenie mistyczne. Dusze muszą zakipieć życiem sakramentalnym, zdobywać pełnię życia wewnętrznego, poddać się twórczemu działaniu Ducha świętego, poróść świętością ewangeliczną”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic dla siebie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie szukał nigdy własnych korzyści ani dostojeństw kościelnych. Przeciwnie, kilkakrotnie chciał nawet zrezygnować z zajmowanych stanowisk, gdyby to było z korzyścią dla Kościoła.&lt;br /&gt;Całe swoje życie poświęcił służbie Kościoła. Jemu oddał siebie na przepadłe, aż do zmiażdżenia wszystkich swoich sił, aż do wyczerpania wszystkich zasobów życia.&lt;br /&gt;Żył tylko dla Kościoła. Około sprawy Kościoła obracały się wszystkie jego zainteresowania. Służył mu całą duszą. Swoją energią i życiowym torem utorował drogę do wspaniałej wewnętrznej i zewnętrznej rozbudowy Kościoła w Polsce. Ożywił uśpione energie i niezliczone szeregi działaczy Chrystusowych. Natchnął je płomienną wiarą proroczą w ostateczny triumf Kościoła Chrystusowego. Nic też dziwnego, że pod jego rządami prymasowskimi Kościół Chrystusowy w Polsce przeżywał okres wspaniałego rozkwitu, pogłębienia oraz niebywałej aktywności.&lt;br /&gt;Z myślą o Kościele umiera pogodnie. Poczucie spełnionego obowiązku wobec Kościoła sprawia, że pokój nadziemski rozlewa się po jego twarzy. Może spokojnie wypowiedzieć słowa, streszczające w sobie jego posłannictwo życiowe: “Zawsze pracowałem dla Kościoła św., dla rozszerzenia Królestwa Bożego… Byłem zawsze wiernym synem Kościoła…”.&lt;br /&gt;Żyjemy w czasach przełomowych. W tych czasach szczególniej powinniśmy się odznaczać karnością i miłością dla Matki Kościoła na wzór naszego Założyciela. Winniśmy stanowić z Kościołem jednię mistyczną jako “viri ecclesiastici” w każdym celu. Winniśmy wypełnić, każdy na swym posterunku, jak najsumienniej wszelkie zalecenia Kościoła jako pochodzące od samego Chrystusa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(-) ks. I. Posadzy TChr&lt;br /&gt;Poznań, dnia 1 września 1949 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-1839011127496322574?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/1839011127496322574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-39-list-okrezny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/1839011127496322574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/1839011127496322574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-39-list-okrezny.html' title='Ks. Ignacy Posadzy - 39 List Okrężny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-3179126371441642830</id><published>2010-10-04T11:14:00.000-07:00</published><updated>2010-10-04T11:15:32.118-07:00</updated><title type='text'>Ks. Ignacy Posadzy - 38 List Okrężny</title><content type='html'>Ks. Ignacy Posadzy&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;38 LIST OKRĘŻNY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oboediens factus&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Carissimi!&lt;br /&gt;Prymas Założyciel kard. A. Hlond od porannej swej młodości odznacza się karnością i posłuszeństwem. Szczególniejszą zaprawę do tej podstawowej cnoty życia zakonnego i kapłańskiego otrzymuje on w szkole św. Jana Bosko w Valsalice a później w Foglizzo. Posłuszeństwo jego nabiera jeszcze większej karności, kiedy jako 16-letni młodzieniec wiąże się ślubami zakonnymi. &lt;br /&gt;I później w czasie studiów uważa posłuszeństwo za podstawową cnotę życia zakonnego. Żywy jego temperament czyni mu to posłuszeństwo nieraz trudne i wymaga od niego niejednej ofiary. Wzgląd na Chrystusa pozwoli mu jednak przezwyciężyć wszystkie trudności. Z własnego doświadczenia da on później w Ustawach Towarzystwa takie oto wskazanie:&lt;br /&gt;“W duchu cnoty posłuszeństwa będą członkowie spełniali zarządzenia przełożonych z pobudek nadprzyrodzonych i tym chętniej, im większego przezwyciężenia się będą one wymagały” (art. 109 Ustaw).&lt;br /&gt;Jako wychowawca&lt;br /&gt;Kiedy następnie wola przełożonych powołuje go na stanowisko wychowawcy przełożonego, czy to do Oświęcimia, Krakowa, Przemyśla lub Wiednia, zawsze widzi w woli przełożonych wolę Bożą. Z ich ust przyjmuje zawsze wszelkie zarządzenia z poddaniem i radością. Nigdy nie krytykuje tych zarządzeń, mimo że nieraz nie odpowiadają jego upodobaniom. W ich krytyce upatruje bowiem elementy rozkładu, niebezpieczeństwo dla każdej wspólnoty zakonnej.&lt;br /&gt;Z bogatego doświadczenia w tym względzie napisze on kiedyś w Ustawach Towarzystwa:&lt;br /&gt;“Rodzimą cechą posłuszeństwa w Towarzystwie Chrystusowym będzie: &gt;&gt;karny posłuch nawet dla najdrobniejszych przepisów i życzeń przełożonego&lt;&lt;” (art. 110a Ustaw).&lt;br /&gt;“Szemrania i krytyki przełożonych będą członkowie unikali jak zarazy” (art. 111 Ustaw).&lt;br /&gt;Skrupulatnie sam zachowuje ustawy zakonne, a później jako przełożony pilnuje, by ich sumiennie przestrzegano. Uważa bowiem, że ustawy stanowią kodeks życia zakonnego i że “należy je z religijną czcią rozważać i w najdrobniejszych szczegółach sumiennie zachowywać”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ordynariusz Górnego Śląska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z wielką czcią i religijnym posłuszeństwem odnosi się do Ojca Świętego i jego przedstawicieli. Ta synowska cześć dla Ojca świętego młodego prowincjała salezjańskiego w Wiedniu uderzyła niejednokrotnie nuncjusza apostolskiego Achillesa Rattiego, późniejszego Piusa XI, kiedy w Wiedniu go odwiedzał.&lt;br /&gt;Zostawszy później administratorem apostolskim na Górnym Śląsku jeden ze swoich pierwszych listów pasterskich poświęca Ojcu Świętemu.&lt;br /&gt;“Biedni ci wszyscy, którzy papieża nie mają i nie znają. biedni ci heretycy starzy i nowi, którzy mu jego władzy i powagi zazdroszczą, ale jej uznać nie chcą. Biedni ci prawosławni od dawna stęsknieni za jednością Kościoła, za miłościwymi rządami i sercem ojcowskim ustanowionego przez Chrystusa Pasterza. A my, my szczęśliwe dzieci Ojca Świętego otoczmy tron jego sercami i modlitwą. Skupmy się około niego w duchu wiary i miłości, ślubując mu dozgonną wierność i posłuszeństwo”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prymas Polski&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostawszy krótko potem Prymasem i duchowym Wodzem całej katolickiej Polski, w sposób szczególniejszy dba o to, by historyczne powiedzenie “Polonia semper fidelis” zostało w pełni urzeczywistnione. Nie pomija żadnej okazji, by uczyć wiernych i kapłanów tego “sentire cum Ecclesia et cum Papa”.&lt;br /&gt;“Karna i serdeczna zależność Parafii od biskupa łączyć się powinna zwłaszcza z głębokim uczuciem czci, oddania i uległości dla Ojca Świętego, który całemu światu katolickiemu jest wspólnym ojcem a jako następca św. Piotra włada sumieniami całej Chrystusowej owczarni. W łączności z arcybiskupem i w duchowej łączności z Namiestnikiem Chrystusowym nabiorą nasze parafie takiej mocy, że się na nich sprawdzi pochwała św. Pawła dla kościoła Tesaloniczan: “Staliście się naśladowaniem kościołów Bożych” (1 Tes 2,14), (list pasterski “O życiu parafialnym”).&lt;br /&gt;Za tę uległość i wierność Ojciec święty odwzajemnia się swemu wiernemu synowi najtkliwszymi uczuciami sympatii i przyjaźni. Zaledwie kilkanaście dni przed swoją śmiercią, dziękując mu za życzenia świąteczne, pisze jeszcze do niego te słowa:&lt;br /&gt;“Niemałą radością napełniły serce Nasze życzenia, które nam z synowską miłością wyraziłeś listem przesłanym Nam z okazji świąt Narodzenia Pańskiego. Stanowią bowiem one nie tylko dowód Twego wiernego oddania dla Stolicy Apostolskiej, ale wyrażają ponownie ową płomienną troskę, z jaką zapobiegasz o pomyślność powszechnej sprawy katolickiej”.&lt;br /&gt;Gdy po śmierci Piusa XI kard. E. Pacelli obejmuje rządy Kościoła jako nowy Namiestnik Chrystusowy, Kard. Prymas w przeddzień jego koronacji przemawia do Polski z watykańskiej stacji radiowej:&lt;br /&gt;“Tu es Petrus! Piusie XII, jesteś opoką, której ani złość, ani czas nie skruszy. Na tobie wsparł Chrystus wieczność swojej oblubienicy, której nie zmogą żadne potęgi doczesne, żadne “bramy piekielne”, żadne szatańskie zmowy nie przezwyciężą Kościoła ani za Twoich rządów, ani za władania twych wielkich następców”.&lt;br /&gt;A nieco później napisze do swego duchowieństwa:&lt;br /&gt;“Oremus pro Pontifice Pio! Murem stańmy przy Piusie XII, bezbronnym, lecz wierzącym. sercami obwarujmy jego stolicę. Posłannictwo jego i swoje realizujmy mężnie i niestrudzenie na polskim odcinku, który z woli Opatrzności nabiera roli kluczowej pozycji w Królestwie Chrystusowym”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na stolicę w Warszawie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uległość i posłuszeństwo dla Ojca Świętego są dla niego jakimś wewnętrznym nakazem, który pragnie spełnić zawsze chętnie i z największą uległością. Słysząc o pogłoskach, że po śmierci kard. A. Kakowskiego wysuwano go jako jego następcę, powiedział wówczas te słowa:&lt;br /&gt;“Jestem zdecydowany spełnić wolę Ojca świętego – czy mam ustąpić z Poznania czy nawet z Gniezna, z prymasostwa, czy pozostać nawet w stolicy, to nie ode mnie zależy. Prosiłem Ojca świętego, by nie brał żadnych względów na moją osobę, lecz kierował się tylko dobrem Kościoła”.&lt;br /&gt;Gdy w roku 1946 niespodziewanie Ojciec Święty przenosi go na stolicę warszawską, to nominacja ta oznacza dla niego ofiary. Chodzi więc po swym gabinecie z różańcem w ręku i dziesiątki razy powtarza “Fiat, fiat”. Przyjmuje jednak tę decyzję Ojca świętego jako wyraz woli Bożej, choć drży na myśl o tym nowym swym zadaniu. &lt;br /&gt;“Uświadomiłem sobie, że ta Warszawa, którą mi Bóg jako  mistyczną oblubienicę wyznacza, to jakieś wielkie zadanie, największe posłannictwo mego życia, zapowiedź czegoś ogromnego, co tu w sercu Rzeczypospolitej mam spełnić i przeżyć…”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Usque ad mortem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy rozpoczęła się jego ostatnia choroba, która maila zakończyć się śmiercią, kazał zawiadomić Ojca świętego o stanie swego zdrowia.&lt;br /&gt;Pod koniec swego życia wypowiada owe Pawłowe: “Bonu certamen certavi tymi słowy:&lt;br /&gt;“Zawsze pracowałem dla Kościoła św., dla rozszerzania Królestwa Bożego, dla Polski, dla dobra narodu polskiego. Byłem zawsze wiernym synem Kościoła św. i sumiennie wypełniałem zlecenia Ojca świętego, bo widziałem w nim następcę Chrystusa na ziemi”.&lt;br /&gt;A już konając, zaledwie kilka minut przed odejściem z tego świata, wydaje takie oto ostatnie polecenie:&lt;br /&gt;“proszę powiedzieć Ojcu świętemu, że mu byłem zawsze wierny”.&lt;br /&gt;I my, chrystusowcy, bądźmy papiescy do szpiku kości. Wszak jesteśmy jego żołnierzami. Kochajmy Namiestnika Chrystusowego “odnosząc się do jego osoby w duchu wiary z najgłębszą czcią, z synowską miłością i głębokim oddaniem”.&lt;br /&gt;“Bezwarunkowa karność wewnętrzna w duchu wiary” ma być po myśli naszego Założyciela charakterystyczną cechą ducha Towarzystwa i głównym elementem budowania przez nas Królestwa Bożego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(-) ksiądz I. Posadzy TChr&lt;br /&gt;Kudowa, dnia 1 lipca 1949 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-3179126371441642830?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/3179126371441642830/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-38-list-okrezny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/3179126371441642830'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/3179126371441642830'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-38-list-okrezny.html' title='Ks. Ignacy Posadzy - 38 List Okrężny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-3630468074293411071</id><published>2010-10-04T11:13:00.000-07:00</published><updated>2010-10-04T11:14:03.317-07:00</updated><title type='text'>Ks. Ignacy Posadzy - 37 List Okrężny</title><content type='html'>Ks. Ignacy Posadzy&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;37 LIST OKRĘŻNY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W służbie Króla Miłości&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Carissimi!&lt;br /&gt;Wśród różnorakich wizji św. Jana Bosko jedną z najpiękniejszych jest wizja o dwóch kolumnach. Św. Jan Bosko patrząc w przyszłość czasów widzi chwile ciężkich zmagań Kościoła św. W pewnym momencie wydaje się, że łódź Piotrowa, miotana wichrami przeciwności, zatonie. Wtem z odmętów morskich wyłaniają się dwie kolumny. na jednej z nich wznosi się Niepokalanie Poczęta z napisem: “Auxilium Christianorum”. Nad drugą kolumną widnieje Przenajświętsza Hostia, a nad nią błyszczy napis: “Salus credentium”. Łódź Piotrowa, oparłszy się o dwie kolumny, wychodzi zwycięsko z burzy i rozgramia nieprzyjaciół. Ta wizja była przedmiotem częstych rozważań duchowych synów św. Jana Bosko. Żadną też z wizji wielkiego założyciela salezjanów nie zapadła tak głęboka do duszy młodego Augusta, co wyżej wspomniana. Zrozumiał on, że w życiu zbiorowym jak i osobistym kult Matki Najświętszej oraz Eucharystii, są główną podstawą utrwalenia pobożności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pastor Eucharisticus&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyświęcony na kapłana, w swych egzortach nawołuje młodzież do częstej Komunii św. oraz do pielęgnowania życia eucharystycznego.&lt;br /&gt;Zostawszy administratorem apostolskim na Śląsku, diecezjanom swoim wskazuje Eucharystię jako źródło mocy w trudnościach i przeciwnościach tego życia.&lt;br /&gt;“pożądaniem pożądałem pożywać tę Paschę z wami. Wielkim pragnieniem pragnąłem dla Śląska tej biesiady i dziś ją wam zostawiam wzywając do niej wszystkich. Wszyscy do niej zasiądźcie i nakarmcie się Barankiem Bożym i Jego duchem, a w mocy Jego chodźcie przez wszystkie dni żywota swojego” (”O życiu katolickim na Śląsku”).&lt;br /&gt;Później, jako Prymas Polski czyni to samo w swoich przemówieniach, orędziach i listach pasterskich:&lt;br /&gt;“Bez życia eucharystycznego katolicyzm jest płytki i jałowy. Więcej, aniżeli koło obrazów i ołtarzy, skupić się powinna parafia z proboszczem naokoło tabernakulum. Eucharystia winna stać się częstym, codziennym pokarmem dusz… Godzina Święta, straż honorowa, w ogóle cześć Najświętszego serca Jezusowego powinny wymieśc z naszego życia religijnego resztki zastoju i ospałości” (list pasterski “O życiu parafialnym”, 1933).&lt;br /&gt;Wielką wagę przywiązuje do erekcji kaplicy Wieczystej Adoracji w Poznaniu. Przy tej okazji mówi m.in.:&lt;br /&gt;“W tej kaplicy na inne prywatne i publiczne intencje nie zaniechajmy nigdy westchnienia “Przyjdź Królestwo Twoje”. By Królestwo boże mogło zapanować, trzeba sobie uświadomić, że bez życia eucharystycznego nie ma Królestwa Bożego w duszach, a bez Królestwa Bożego w duszach, nie zbudujemy Królestwa Bożego w świecie”.&lt;br /&gt;Gorliwy o chwałę Najświętszego Sakramentu, zastrzegł sobie konsekrację kościołów w swych archidiecezjach. W związku z tym zachowuje w przededniu konsekracji przepisane posty. Nie bacząc na pogodę odprawia wszystkie długie i nużące ceremonie z wielką dokładnością. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najświętsza Ofiara&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodzi z założenia, że Najświętsza Ofiara winna być słońcem kapłana i zdrojem, z którego wierni czerpać winni potrzebne łaski.&lt;br /&gt;“W parafiach o natężonym życiu nadprzyrodzonym jakież znamienne a zarazem wzruszające jest skupienie się parafian naokoło proboszcza w czasie Ofiary Mszy św.! Nie w roli widzów, niemych świadków, bezmyślnych uczestników i przygodnych słuchaczy: “są” na Mszy świętej. W takiej parafii wierni znają układ Mszy świętej, zdają sobie sprawę z poszczególnych jej treści, łączą się z kapłanem, z jego modlitwami i intencjami, biorą głęboki udział w obrzędach i przeżywają je” (list past. “O życiu parafialnym”, 1933).&lt;br /&gt;Mszę św. odprawiał codziennie. Toteż gdy choroba nie pozwalała na odprawianie Mszy św., odczuwał to zawsze głęboko. Tak samo kiedy Gestapo trzymając w areszcie w Paryżu, uniemożliwiało mu sprawowanie Najświętszej Ofiary.&lt;br /&gt;Do każdej Mszy św. przygotowywał się starannie. Odprawiał rozmyślanie i specjalne modlitwy przed Mszą św. Po Mszy św. pozostawał przez dłuższy czas w serdecznej adoracji Jezusa, Króla Miłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Misja eucharystyczna Towarzystwa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poleca też Towarzystwu, by szczególniejszy nacisk kładło wśród swoich członków na ukochanie Najświętszej Ofiary i na rozszerzanie jej kultu. W tym celu zamieszcza w Ustawach osobny artykuł, określający w tym względzie specyficzne zadanie Towarzystwa:&lt;br /&gt;“poza tym będą członkowie Towarzystwa słowem i piórem szerzyli wszędzie znajomość Mszy świętej w tym celu, by wierni przejęci znaczeniem i wielkością Najświętszej Ofiary, uczestniczyli w niej możliwie codziennie i z największą korzyścią” (art. 3 Ustaw):&lt;br /&gt;Pius XI, inicjator Towarzystwa, dowiedziawszy się o tym szczególnym zadaniu Towarzystwa, wypowiedział na audiencji do jednego z naszych kapłanów te znamienne słowa:&lt;br /&gt;“Podoba mi się ta piękna i mądra inicjatywa kardynała A. Hlonda. Radujemy się z tego niezmiernie i błogosławimy temu posłannictwu. Wierzymy, że realizacja tego posłannictwa zleje obfitość łaski na nowe zgromadzenie”.&lt;br /&gt;Kongresy eucharystyczne&lt;br /&gt;Z największą pieczołowitością przygotowuje I Krajowy Kongres Eucharystyczny w Poznaniu. Chętnie wybiera się na Międzynarodowe Kongresy Eucharystyczne do Kartaginy, Dublina, Buenos Aires i Budapesztu.&lt;br /&gt;A już za największy zaszczyt uważa sobie to, że Ojciec święty zleca mu zastępstwo na Krajowym Kongresie Eucharystycznym w Lublanie w charakterze papieskiego legata. Żeby jak najlepiej trafić do serc zebranych tam tłumów, przygotowuje starannie swe przemówienie i wygłasza je w języku słoweńskim:&lt;br /&gt;“…Nigdy nie powinien się skończyć wasz Kongres Chrystusem. Nie powinno być kresu waszemu z Chrystusem spotkaniu. Nie rozstawajcie się z Nim. Trzeba z Jezusem pozostać i przy Nim wytrwać. Nie powinna się rozsypywać ta procesja eucharystyczna, w której tworzyliście razem wielką monstrancję, niosącą żywego Jezusa. Nieście go dalej po rynkach i zaułkach życia, w czystości swego serca i ciała”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy Sercu Bożym&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prymas Założyciel był zawsze gorącym czcicielem Serca Bożego. Dlatego był też zawsze gorącym zwolennikiem poświęcenia się rodzin Bożemu Sercu. Po wojnie dążył do tego, by cała Polska, poszczególne diecezje i parafie poświęciły się Sercu Bożemu.&lt;br /&gt;Z Serca Bożego Ks. Prymas czerpał siłę, która go uzdolniła do czynów, którymi zadziwił kraj i zagranicę.&lt;br /&gt;Skąd sercu Prymasa Augusta Hlonda przyszła moc duszowładna, co przywiązała ku niemu miliony serc w kraju i na szlakach wychodźstwa? Płynęła ona z Boskiego Serca Jezusowego. Jemu to zgasł Książe Kościoła od najwcześniejszej młodości zbudował w sercu swoim tron chwały i czujnej miłości.  Konieczność i pożyteczność Jego czci w Polsce najlepiej rozumiał. Toteż miłowanie Boskiego Serca przelewało się z serca Prymasa na naród i Rzeczypospolitą i doprowadziło ją aż do progu poświęcenia się Polski nieskończenie miłosiernemu Sercu Boskiego Zbawiciela” (z mowy żałobnej bpa K. Kowalskiego)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnia Komunia &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatniej chorobie pragnie pouczyć wiernych, czym jest Eucharystia w ostatnich chwilach życia ludzkiego. Przed operacją mówi do obecnych:&lt;br /&gt;“Jutro w procesji będzie przyniesiony Pan Jezus, aby pokazać ludziom, że ich Arcybiskup ma być zaopatrzony ostatnimi sakramentami, żeby sami nie lękali się ich przyjmować”.&lt;br /&gt;Tak dziwnie się złożyło, że trumna z jego zwłokami została złożona na wieczny spoczynek we wschodniej ścianie kaplicy Najświętszego Sakramentu warszawskiej katedry.&lt;br /&gt;Śp. Prymas Założyciel polecił nam zwracać szczególniejszą uwagę na “głębokie życie eucharystyczne”, na “należyte zrozumienie i pielęgnowanie kultu Najświętszego Serca Jezusowego” (art. 119 Ustaw).&lt;br /&gt;Wypełnijmy jego testament. Eucharystia użyźni wszystkie nasze prace, a cierpienia i ofiary opromieni blaskiem chwały Chrystusowej!&lt;br /&gt;Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(-) ks. I. Posadzy TChr&lt;br /&gt;Poznań, dnia 1 czerwca 1949 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-3630468074293411071?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/3630468074293411071/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-37-list-okrezny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/3630468074293411071'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/3630468074293411071'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-37-list-okrezny.html' title='Ks. Ignacy Posadzy - 37 List Okrężny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-8322251485252362655</id><published>2010-10-04T11:10:00.000-07:00</published><updated>2010-10-04T11:12:28.320-07:00</updated><title type='text'>Ks. Ignacy Posadzy - 36 List Okrężny</title><content type='html'>Ks. Ignacy Posadzy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;36 LIST OKRĘŻNY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sługa Maryi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Carissimi!&lt;br /&gt;Śp. Założyciel ks. A. Hlond maił serdeczne nabożeństwa do Matki Najświętszej. Był on przekonany głęboko o tym, że miłość ku Matce Najświętszej jest nieodłączna od miłości Syna Bożego. Od najmłodszych lat nabożeństwo do Matki Najświętszej było dla niego jakimś szczęśliwym przeżywaniem tajemnic religijnych. &lt;br /&gt;Pogłębienie jego serdecznej czułej miłości do Matki Najświętszej nastąpiło później w dalekiej Italii, w zakonnej atmosferze, przepojonej duchem św. Jana Bosko. Tę wielką cześć do Matki Najświętszej, Wspomożycielki Wiernych pozostawił bowiem św. Jan Bosko w testamencie swoim synom duchowym. Toteż gorące nabożeństwo do Matki Najświętszej staje się główną osią wszystkich jego poczynań i zarazem tajemnicą wspaniałych osiągnięć Wielkiego Prymasa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bezgraniczna miłość&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłość jego do Matki Najświętszej nie zna granic. We wszystkich swoich listach pasterskich, naukach i konferencjach zawsze do Niej nawiązuje i ma imię Jej na ustach. &lt;br /&gt;Poprzez burze wieków prowadzi Kościół Najświętsza Maryja Panna. Im groźniejsze fale miotają łódź Piotrową, tym jaśniej błyszczy na horyzoncie wiary Gwiazda Morza. Tulmy się do niej. Niech nas krzepi duchem Wieczernika. Niech nam ześle triumfy Leptana. Niech nam zgoruje Wiedeń dwudziestego wieku. Niech jako Wspomożycielka Wiernych powiedzie do zwycięstwa nad bezbożnictwem i niewiarą zbrojnych duchem rycerzy Chrystusowych”.&lt;br /&gt;Jego bezgraniczne ukochanie Matki Najświętszej sprawia, że z radosną gotowością koronuje Jej cudowne obrazy, uczestniczy w uroczystościach Maryjnych. Z niezwykłą gorliwością zabiega w Stolicy Apostolskiej o ogłoszenie dogmatu Wniebowzięcia i Wszechpośrednictwa Matki Bożej. &lt;br /&gt;W szczególniejszy sposób ukochał Częstochowę, tę widomą stolicę Królowej Korony Polskiej. Często tam wstępuje, by się modlić przed Jej cudownym obrazem. Do Częstochowy zwołuje najczęściej zjazdy biskupów, zakonników, zakonnic. Tu prowadzi rekolekcje dla kapłanów. Tu pod Jej macierzyńską opieką odbywa się z jego inicjatywy pierwszy polski Synod Plenarny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Królowa Wychodźstwa &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Ustawach Towarzystwa zaleca, by członkowie  szczególną uwagę zwracali “na głęboką synowską miłość i cześć dla Matki Najświętszej” (§ 64 d).&lt;br /&gt;Kandydatom przystępującym do profesji kładzie w usta słowa: “…Do ufności pobudza nas nasza Niebieska Pani, która nas tu sprowadziła, a której opiece polecamy wszystkie dni naszego życia zakonnego” (Obrzęd profesji).&lt;br /&gt;Z radością aprobuje osobne wezwanie do “Królowej Wychodźstwa Polskiego” i obdarza je odpustem.&lt;br /&gt;Gdy dowiedział się o zamiarze postawienia w Potulicach figurki pomnika ku czci Królowej Wychodźstwa Polskiego, uradował się tym bardzo. Sam podawał projekty figury i przyrzekł przyjechać na uroczystość poświęcenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Lourdes&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Serdeczne nabożeństwo do Matki Najświętszej zawiodło go w czasie wojny do Lourdes, Jej ziemskiej stolicy łaski.&lt;br /&gt;Pewnego dnia ks. dr B. Filipiak, jego ówczesny kapelan, zauważył w grocie pewnego polskiego masona ofiarującego Matce Bożej dużą święcę. Opowiedział o tym Ks. Prymasowi. Na to Prymas uśmiechnął się radośnie i wypowiedział te słowa: “Ona potrafi”. W Lourdes Kard. Prymas często powtarza:&lt;br /&gt;“Przyjdą czasy, gdy Bóg w ręce swej Matki złoży na pewien czas atrybut swej wszechpotęgi”. Tak mógł mówić tylko człowiek wierzący niezachwianie w potęgę Jej wstawiennictwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielki triumf&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wielkopostnym liście pasterskim o panowanie ducha Bożego w Polsce, z 1946 roku, w którym zapowiada poświęcenie się narodu polskiego Niepokalanemu Sercu Matki Najświętszej, pisze:&lt;br /&gt;“Przywiązujemy wielką wagę do uroczystego oddania się narodu Niepokalanej Dziewicy… Nie wątpimy, że nowe Maryjne śluby narodu polskiego oraz miłość i opieka Niepokalanego Serca naszej Królowej będą utwierdzeniem ładu Bożego w Rzeczypospolitej, jeżeli sami wierną miłością Boga i Niebieskiej Królowej natchniemy polskie życie”.&lt;br /&gt;W pamiętnym dniu 8 września 1946 r. Przygotowuje ks. Prymas swej Niebieskiej Hetmance jeden z największych triumfów. Na Jasnej Górze, w obliczu wielomilionowej rzeszy pielgrzymów, składa u stóp Niepokalanego Serca Maryi wszystkie polskie serca. Było to wydarzenie, jakiego nie pamiętają dzieje naszej Ojczyzny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Apostoł różańca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coraz więcej nawołuje ks. Prymas do odmawiania różańca. Od zarania swego życia odmawiał ku czci Matki Najświętszej codziennie różaniec. Wszak taki był chwalebny zwyczaj w domu jego ojca, kolejarza śląskiego.&lt;br /&gt;W późniejszym życiu odmawiał Prymas Założyciel codziennie trzy części różańca. I przesuwały się w rękach prymasowskich różańcowe paciorki – rano, kiedy brzask dzienny rozpraszał ciemności nocy. tajemnice radosne były wówczas przedmiotem jego kontemplacji. I znalazła się koronka Maryjna w jego ręce po południu, po załatwianiu męczących spraw urzędowych i po nużących, niekończących się audiencjach. Wówczas tajemnice bolesne napełniały jego serce gorącą zadumą. I jeszcze wieczorem, kiedy miał spocząć w cieniu skrzydeł Opatrzności Bożej, usta jego szeptały różańcowe zdrowaśki, duch jego, zagłębiając się w tajemnice chwalebne, duch jego wyrywał się ku tej, którą Bóg ukoronował na Królową nieba i ziemi.&lt;br /&gt;Odbywając ostatnie wizytacje pasterskie, wygłasza płomienne przemówienia, których główną treścią jest nawoływanie do ukochania Matki Najświętszej i do odmawiania różańca.&lt;br /&gt;“Cóż by to był za Prymas Polski, który by wam nie mówił o Matce Bożej, który by was nie zachęcał do odmawiania koronki ku Jej czci?”&lt;br /&gt;Z okazji pielgrzymki Polaków z Westfalii do cudownego obrazu Matki Bożej w Neviges w 1948 roku, przesyła na ręce ks. W. Mrozowskiego list, który kończy słowami:&lt;br /&gt;“Uświęcajcie swe dusze, z różańcem w ręku wypraszajcie lepsze jutro światu. Wszystkim uczestnikom życzę obfitych łask Bożych, szczególnie Matki Najświętszej, Królowej Polski”.&lt;br /&gt;Był to jego ostatni list, skierowany do ukochanych braci na obczyźnie.&lt;br /&gt;W czasie choroby&lt;br /&gt;W czasie ostatniej choroby wzywa często pomocy Matki Najświętszej. Pije podaną mu wodę z Lourdes, dodając te słowa: “Bardzo chętnie się napiję, bo tylko Matuchna Boża może mnie uzdrowić”. Gdy bóle w ciągu choroby wzrastają, pije tę wodę z wielką ufnością kilkakrotnie, powtarzając raz po raz: “Tylko Matka Najświętsza może mi pomóc”.&lt;br /&gt;Zachęca obecnych do pracy apostolskiej pod opieką Matki Najświętszej:&lt;br /&gt;“Pracujcie pod opieką Matki Bożej…! Zwycięstwo, gdy nadejdzie, będzie zwycięstwem Matki Najświętszej”.&lt;br /&gt;W dniu 22 października, dwie godziny przed swoją śmiercią, odzywa się do lekarza: “Dzisiaj jest 22 października, dzień Matki Boskiej szczęśliwej śmierci… Beati qui in Domino moriuntur”.&lt;br /&gt;Za serce sobie okazane Matka Najświętsza wypłaciła się swemu słudze potęgą swego macierzyńskiego Serca. Stała mu się Hetmanką czasu żywota i nagrodą wielką w wieczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idźmy za przykładem naszego Założyciela! Kochajmy Maryję, naśladujmy Jej cnoty! Rozszerzajmy Jej kult na ambonie, w konfesjonale, przy każdej sposobności. Bądźmy apostołami modlitwy różańcowej. Spełnijmy jego zalecenie, które brzmi jakby uroczyste wezwanie z zaświata.&lt;br /&gt;“Na drogę swych posłannictw zabierzcie różaniec i niech was otacza opieką ta Zwycięska pani, która także za dni naszych ściera swą dziewiczą stopą głowę węża kuśiciela”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem&lt;br /&gt;(-) ks. I. Posadzy TChr&lt;br /&gt;Poznań, dnia 1 maja 1949 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-8322251485252362655?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/8322251485252362655/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-36-list-okrezny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/8322251485252362655'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/8322251485252362655'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-36-list-okrezny.html' title='Ks. Ignacy Posadzy - 36 List Okrężny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-2790888189464108664</id><published>2010-10-04T11:09:00.000-07:00</published><updated>2010-10-04T11:10:55.361-07:00</updated><title type='text'>Ks. Ignacy Posadzy - 35 List Okrężny</title><content type='html'>Ks. Ignacy Posadzy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;35 LIST OKRĘŻNY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ubogi duchem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Carissimi!&lt;br /&gt;Ubóstwo pojmował nasz świętej pamięci Założyciel, kardynał August Hlond jako postawę życia zakonnego, jako punkt wyjścia do wyższej doskonałości. Dając osobiście porywający przykład tej cnoty, określał bliżej jej istotę. W tej myśli pisał w paragrafie 41 Ustaw:&lt;br /&gt;“Profesi będą się doskonalili w praktyce cnoty ubóstwa, która zasadzać się będzie na ukochaniu krzyża i umartwienia, na zupełnym oderwaniu serc od ziemskich dóbr i przywiązań, na wyrzeczeniu się próżności światowej i wygód osobistych, i na wspólnej trosce o dobro Towarzystwa”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłość krzyża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“Ukochanie krzyża i umartwienia”? Przyjmował on i kochał wszystkie krzyże jako zesłane miłościwą ręką Ojca Niebieskiego. Tak było, gdy w zakładach salezjańskich znosił niedostatek i braki w mieszkaniu, w pożywieniu i odzieży. Tak było później, gdy przyobleczony w purpurę kardynalską, z heroiczną cierpliwością znosił wszelkie przykrości związane ze swym urzędem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oderwanie serca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“Zupełne oderwanie serca od ziemskich dóbr i przywiązań”? Nie było duszy bardziej bezinteresownej i oderwanej od dóbr ziemskich jak nasz Założyciel. Gdy otrzymał nominację na administratora apostolskiego na Górnym Śląsku, miał bieliznę tak zniszczoną, że trzeba było ją na nowo kompletować. Przeniósłszy się później jako Prymas Polski do Poznania, nie pozwolił się olśnić blaskiem salonów prymasowskich. Tolerował wykwint i przepych tylko ze względów reprezentacyjnych.&lt;br /&gt;Gdy po wojnie wrócił znów do Poznania, zajmował zwykłe mieszkanie kanonika. Na wiosnę brał nożyce do ręki, obcinał pędy winogradu, wykonywał inne zajęcia w ogrodzie.&lt;br /&gt;Gdy otrzymał nominację na stolicę warszawską, oświadczył zgromadzonej kapitule zaraz na wstępie, że przez rok ani grosza nie weźmie z diecezji.&lt;br /&gt;“Jestem zakonnikiem, mało mam potrzeb” – powiedział wówczas”.&lt;br /&gt;Wyrzeczenie zupełne&lt;br /&gt;“Wyrzeczenie się próżności światowych i wygód osobistych?” Nie imponowała mu pompa światowa, którą uważał za marność i zwodniczą pokusę. Ubierał się skromnie. Raz tylko pozwolił sobie wziąść miarę na sutannę. Przy następnych zamówieniach oświadczł krawcowi, który chciał przyjść z przymiarką:&lt;br /&gt;“Tylko żadnej przymiarki! Kto tam będzie się interesował tym, jak skrojona jest moja sutanna?”.&lt;br /&gt;“Należy przestrzegać ubóstwa w mieszkaniu, nie zdobiąc go kosztownymi rzeczami” (§ 38 i).&lt;br /&gt;Jego pokój sypialny tchnął ubóstwem zakonnym. Proste łóżko żelazne, zwykła szafa do rzeczy, stolik i dwa krzesełka, stanowiły całe jego umeblowanie.&lt;br /&gt;“Nie wolno używać przedmiotów zbytkowych, złotych” (§ 38 j). To co wydał dla nas jako przepis, praktykował osobiście. Nosił zwyczajny niklowy zegarek, który otrzymał kiedyś za czasów kleryckich.&lt;br /&gt;Ożywiony duchem ubóstwa ograniczał jak najbardziej swoje potrzeby. Nigdy nie używał jedwabnej, kosztownej bielizny.&lt;br /&gt;Stół jego był skromny. Służba wiedziała, że kardynał zadawala się potrawą prostą i skromną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hojna dłoń&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pieniądze uważał jedynie za środek do wspierania potrzeb ludzkich. Nie lubił ich brać do ręki. Pieniądze leżały na koncie w banku. Konto to jednak było przeważnie puste. Z przyjemnością podpisywał czeki, rozdając pieniądze na wszystkie strony. Z hojności jego korzystali studenci, inteligenci niezamożni, ubodzy. Nie było zbiórki publicznej, której by nie zasiliła hojna dłoń prymasowska.&lt;br /&gt;W początkach istnienia Towarzystwa rozprzedawaliśmy niektóre zbiory przywiezione z Brazylii. Były tam m.in. skóry źle wyprawione, których nikt nie chciał kupić. Na wiadomość o tym Kard. Prymas kupił skóry i kazał sobie z nich uszyć futro, dodając z uśmiechem:&lt;br /&gt;“Dla mnie będzie dobre, wystarczające…”.&lt;br /&gt;Był chojnym dla swego otoczenia i służby. Interesował się ich potrzebami i chętnie im zaradzał. Uważał sobie za obowiązek, by niczego im nie brakowało.&lt;br /&gt;Przemawiając do duchowieństwa, często nawiązywał  do ducha ewangelicznego ubóstwa. Przestrzegał przed gromadzeniem pieniędzy.&lt;br /&gt;“Przeglądam – mawiał – nieraz dzieje moich poprzedników na stolicy prymasowskiej. Mieli oni majątki, latyfundia, z których czerpali dochody. Zebrany majątek zapisywali zazwyczaj swoim rodzinom. I pytam się, gdzie się podziały fortuny Poniatowskich, Krasickich, Łubieńskich czy innych? Zostały zaprzepaszczone i zmarnowane, bo brakło błogosławieństwa Bożego”.&lt;br /&gt;Mówiąc o ubóstwie kapłana nawiązywał do słów Pisma św.:&lt;br /&gt;“Biada kapłanowi, który nie pomny na obietnice Boże, okaże się chciwym zysku szkaradnego” (Tt 1,7). Często też mawiał, że kapłan chciwiec staje w jednym szeregu z zaciętymi wrogami Kościoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obrońca uciśnionych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Używał słów natchnionych, gdy stawał w obronie ubogich. “Zdajemy w obliczu wieków egzamin ze swej etyki i sumienia wobec nędzy, która miliony zamęcza w strasznym ucisku. Dziś już rozumiemy, że dotknęła nas powszechna klęska elementarna, a bezrobotni i bezdomni są jej ofiarami. Czy daliśmy i dajemy ile powinniśmy? Czy ten legion biedaków tak miłujemy i tak traktujemy jak siebie samych? Daleko nam do tego” (list pasterski “Katolickie zasady moralne”).&lt;br /&gt;“Nie pozwolimy na to, by w Polsce ktoś głodował. Nie dopuszczajmy się tego, by w Polsce ktoś zimą marzł. A przede wszystkim nie obarczajmy się odpowiedzialnością za to, że w swobodnej Ojczyźnie polskie dziecko żyje wśród nas w nędzy i niedostatku. Wsparcie biednego dziecka to cześć dla polskiej przyszłości. Szczęście, które z naszej dobroci zabłyśnie w jego oku, przekształci się kiedyś w twórczą dumę narodową. Jutrzejsza zbiórka na gwiazdkę dla dzieci bezrobotnych, to jakby wnoszenie do skarbca narodowego klejnotów, które kiedyś w chwilach wielkich i trudnych realizować będzie ku swojej obronie i potędze nieśmiertelna Rzeczpospolita” (przemówienie radiowe 3 XII 1938 r.).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U progu wieczności&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie swej ostatniej choroby powiedział do siostry:&lt;br /&gt;“Byłem kardynałem, a żyłem jak zakonnik”.&lt;br /&gt;Na zapytanie czy zapisuje coś swej rodzinie, odrzekł:&lt;br /&gt;“Rodzina moja jest liczna, zacna i uczciwa, bo pracuje sama na siebie i nie korzystała za życia z łaski Kardynała. Niechaj i nadal tak będzie”. &lt;br /&gt;Po pewnym czsie rzekł:&lt;br /&gt;“Niczego mi nie żal. Do nikogo i niczego się nie przywiązywałem, więc z radością odchodzę”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za Chrystusem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co było główną pobudką jego duch ubóstwa? Pobudki, którymi sam się kierował i które przedstawił członkom Towarzystwa, streścił w § 43 Ustaw:&lt;br /&gt;“Członkowie pobudzać się będą do doskonalszej praktyki ślubu i cnoty ubóstwa, pamiętając, że idąc za głosem powołania Bożego, wstąpili do Towarzystwa nie po to, by mieć dostatek, wygody, a w chorobie możność kosztownych kuracji, lecz po to, by z Chrystusem żyć w ubóstwie i zaparciu siebie.&lt;br /&gt;Duchem ofiary i ubóstwa stać będzie Towarzystwo; samolubstwo, wygody i bogactwo sprowadziły by na nie kary Boże i upadek”.&lt;br /&gt;Te słowa niech będą nam zachętą, a zarazem groźnym memento zza grobu naszego Założyciela, którego życie ubogie i umartwione było bezustannym hymnem pochwalnym, wyśpiewanym na cześć Boga-Człowieka.&lt;br /&gt;Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem&lt;br /&gt;(-) ks. I. Posadzy TChr&lt;br /&gt;Poznań, dnia 1 kwietnia 1949 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-2790888189464108664?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/2790888189464108664/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-35-list-okrezny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/2790888189464108664'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/2790888189464108664'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-35-list-okrezny.html' title='Ks. Ignacy Posadzy - 35 List Okrężny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-3379433350664553145</id><published>2010-10-04T11:08:00.000-07:00</published><updated>2010-10-04T11:09:08.072-07:00</updated><title type='text'>Ks. Ignacy Posadzy - 34 List Okrężny</title><content type='html'>Ks. Ignacy Posadzy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;34 LIST OKRĘŻNY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duch ofiary Założyciela&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Carissimi!&lt;br /&gt;Życie naszej śp. Założyciela przepojone było duchem ofiary. Od zarania swego życia unikał wszystkiego, co tchnęło zmysłowością i zbytkiem. Wyniósł zresztą tę zasadę z domu rodzicielskiego. Wszak w domu kolejarza śląskiego nie było znane dogadzanie sobie, próżniactwo, czy inne objawy zmysłowości.&lt;br /&gt;Przeniósłwszy się później do Włoch, spotkał się z niejedną okazją do wyrzeczenia się. Wszak w zakładach salezjańskich panowała bieda. Uczniów przybywało, lecz dochody się nie zwiększały. Toteż często, jak sam opowiadał, kawałek suchego chleba musiał wystarczyć na śniadanie. Wówczas to młody August oraz inni chłopcy zbierali się pod pompą, by w wodzie rozmiękczyć twardy, suchy chleb.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytan pracy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pewnym arystokratycznym gronie francuskim zapytano kiedyś Kard. Prymasa: “A jakie były tradycje przodków Waszej Eminencji?” Na to padła następująca odpowiedź: “tradycje moich przodków były bardzo proste: modlitwa i praca”.&lt;br /&gt;Był to zresztą testament duchowy księdza Bosko, który obok głębokiego życia wewnętrznego, tak wysoko stawiał pracę, pojętą w duchu ofiary. Wszak umierając wypowiedział on te znamienne słowa: “lavoro, lavoro – pracy, pracy”.&lt;br /&gt;Ten testament Założyciela salezjanów realizował bezwzględnie nasz Założyciel. Był prawdziwym tytanem pracy pojmując ją jako swe szczytne posłannictwo apostolskie. Pracę i obowiązek stawiał zawsze na pierwszym miejscu.&lt;br /&gt;Gdy po kilkuletnim pobycie za granicą przybył do Oświęcimia, przyjechała na powitanie jego matka. Wielkie to szczęście, gdy po długiej rozłące mogła uścisnąć swego syna, przyodzianego już w suknię kapłańską. Po krótkiej jednak pogawędce rozlega się głos dzwonka. Syn żegna się z matką oświadczając jej, że ma dyżur, a nie ma zastępcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W duchu pokuty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pracę pojmował jako ulubione umartwienie i pokutę. To swoje wysokie pojęcie o pracy pragnął przekazać naszemu Towarzystwu. W tym celu pisał:&lt;br /&gt;“Towarzystwo nie nakłada swym członkom szczególnych postów i pokut zewnętrznych. Ulubioną i stałą pokutą członków powinna być bezwzględna wierność dla ducha Towarzystwa i nacechowana poświęceniem, praca dla jego posłannictwa” (§ 15 Ustaw).&lt;br /&gt;Każdą wolną chwilę wyzyskiwał dla pracy. W tym celu wstawał wczesnym rankiem, tak jak się kiedyś tego nauczył w zakonie. Kładł się do snu późnym wieczorem. Nigdy nie spał po obiedzie uważając to za stratę cennego czasu. &lt;br /&gt;Od 1946 roku wstawał godzinę wcześniej, by mieć więcej czasu na pracę. Często też powtarzał: “jakby to było dobrze, gdyby dzień miał 48 godzin”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konieczność ofiary&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na konieczność ducha ofiary wskazywał nasz Założyciel w swych gorących przemówieniach i listach do nas pisanych:&lt;br /&gt;“Chodzi mi o ducha ofiary – wołał do nas z przejęciem – nie przyszliście tu po wygody, przyjemności i po zaszczyty. Nie można niczego wielkiego dokonać dla Boga bez ofiary. I ja jestem zakonnikiem. Zgromadzenie, do którego należę, choć młode, jest bardzo prężne. Jest moim głębokim przekonaniem, że jeśli Bóg szczególnie temu Zgromadzeniu błogosławi, to za jego ducha ofiary”.&lt;br /&gt;“Ofiara… Jeśli ją zrozumieliście, to zrozumieliście cel naszej Golgoty, ku której wiedzie nas dłoń Opatrzności na skonanie i chwilę Zmartwychwstania”.&lt;br /&gt;Będąc w Rzymie i poświęcając Bogu Towarzystwo, modli się dla niego o ducha żarliwości i ofiary.&lt;br /&gt;“Na grobach Apostołów modliłem się o ducha apostolskiego dla członków Towarzystwa, o pełne i wyłączne oddanie się zadaniom jego, o taki żar gorliwości, iżby spalił wszystko to, co samolubne w jakimkolwiek znaczeniu, a miłość Bożą bez granic uszlachetnił i spotęgował wszystko to, co jest pierwiastkiem szlachetnym i łaski Bożej porywem ku doskonałości i ofiary z siebie”.&lt;br /&gt;To co sądził o duchu ofiary i co osobiście praktykował, przelał na papier w naszych Ustawach.&lt;br /&gt;Już § 27. odnoszący się do kandydatów wstępujących do nowicjatu, nakłada na nowicjuszów obowiązek starania się o to, by “…pokochać posłannictwo Towarzystwa i w duchu apostolskim zapragnąć ofiary z siebie dla zbawienia dusz polskich na wychodźstwie”.&lt;br /&gt;W czasie składania profesji każe się zwracać do kandydatów tymi słowy: “Nie odmawiajcie Bogu żadnej ofiary, a on w duszach waszych działać będzie cuda swego miłosierdzia i swej łaski”.&lt;br /&gt;Jeśli określał charakterystycznego ducha Towarzystwa &lt;br /&gt;(§ 8 Ustaw) to miał i siebie na myśli. Wszystko to sam wpierw wypraktykował.&lt;br /&gt;“Bezgraniczne ukochanie sprawy Bożej”&lt;br /&gt;Poświęcił siebie tej sprawie bez granic. Na jego specjalną ofiarną służbę dla sprawy Bożej patrzały różne zakłady salezjańskie, którym przewodził. Gdy Ojciec świety włożył na jego skroń mitrę biskupią, a później, gdy mu powierzył hetmaństwo narodu, to odpowiedzialny ten urząd nie dawał mu spokoju, dopóty nie wyczerpał wszystkich zasobów jego ofiarnego żywota.&lt;br /&gt;“Żądza ofiary z siebie i radosne poświęcenie sił, wygód i życia dla dobra dusz”.&lt;br /&gt;“Da mihi animas, caetera tolle” było przecież jego dewizą życiową. “Kto zgłębi – pisał w Orędziu wielkopostnym o życiu parafialnym – tę moją troskę o wszystkie kościoły? Przygniata mnie ona ciężarem odpowiedzialności. Niepokojem wrosła mi w duszę: przerywa modlitwy, wypełnia rozmyślanie. Dręczy w rachunku sumienia…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pogoda Ducha&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie ofiary ponosi z największą pogodą ducha. Zawsze jest radosny. Jego uśmiech nie opuszcza go nawet w chwilach największych boleści.&lt;br /&gt;Bóg nie szczędził mu najrozmaitszych cierpień fizycznych. Przypomnieć należy choćby owe “fantastyczne migreny” trapiące go nieraz po kilka razy w miesiącu. Mimo wszystko nie przerywał swej pracy. Przychodzącym na audiencję ukazywał się pogodny, z czarującym uśmiechem na ustach.&lt;br /&gt;Uczył on nas tej sztuki “radosnego poświęcenia sił”, uważając ją jako nieodzowny przymiot chrześcijańskiego ducha ofiary.&lt;br /&gt;“Wystrzegajcie się ponurości – przypominał nam często. Radość i wesele niech was nigdy nie opuszczają! Będziecie przecież pracować wśród ludzi, którzy ciężkie wiodą życie. Macie im zanieść radość życia, macie ich pocieszać i uszczęśliwiać. Świętość wasza niech będzie pogodna, jasna, radosna”.&lt;br /&gt;“Nie róbcie z siebie nigdy męczenników. Ból swój powierzcie Bogu, a ludziom okazujcie zawsze oblicze pogodne”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Heroizm ofiary&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Heroizm naszego Założyciela budował wszystkich, zwłaszcza, gdy spoczął na łożu śmiertelnym. Setki zabiegów uciążliwych i bolesnych przyjmował z anielską cierpliwością tak, jakby to była drobnostka.&lt;br /&gt;Po śmierci jeszcze z trumny swą przedziwną pogodą na zastygłym obliczu podnosił na duchu, porywał tam, kędy świecą zorze wiekuistej chwały. Toteż jeden z lekarzy na widok cierpień swego dostojnego pacjenta, wzruszony jego dobrocią i uśmiechem, a potem patrząc na pogodny uśmiech na zastygłej twarzy, oświadczył: “Ja muszę odtąd być innym człowiekiem. Ja nie mogę żyć tak, jak dotychczas”.&lt;br /&gt;“Duch ofiary płynie z miłości Boga”&lt;br /&gt;Te słowa podpisał nasz Założyciel pod jednym ze swych portretów, darowanych do Potulic. Istotnie – płomienna miłość Boga była tajemnicą jego heroicznego ducha ofiary.&lt;br /&gt;Idąc za wskazaniami i przykładem naszego Założyciela, poświęcajmy się dla sprawy Bożej bez reszty. Poświęcajmy się jednak z miłością. Jeśli codzienne życie nasze nie uświęciło nas dotąd, to nie dlatego, że nie było w nim okazji do ofiar. Ofiarom tym jednak brakowało miłości, która rodzi piękno, zasługę i owocność dzieł. Chrystus króluje przez swój krzyż, który objął z miłością. Niechaj krzyż ofiary i pracy przyjęty przez nas z miłości, będzie orężem naszego zwycięstwa i chwały”.&lt;br /&gt;Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem&lt;br /&gt;(-) ks. I. Posadzy TChr&lt;br /&gt;Poznań, dnia 1 marca 1949 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-3379433350664553145?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/3379433350664553145/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-34-list-okrezny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/3379433350664553145'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/3379433350664553145'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-34-list-okrezny.html' title='Ks. Ignacy Posadzy - 34 List Okrężny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-4170905929060962377</id><published>2010-10-04T11:07:00.001-07:00</published><updated>2010-10-04T11:07:30.039-07:00</updated><title type='text'>Ks. Ignacy Posadzy - 33 List Okrężny</title><content type='html'>Ks. Ignacy Posadzy &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;33 LIST OKRĘŻNY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duch wiary Założyciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kochani Księża!&lt;br /&gt;Nasz Założyciel śp. kardynał August Hlond, Prymas Polski, posiadał w wybitnym stopniu ducha wiary. Duch wiary ożywiał całe jego życie i był sprężyną wszystkich jego czynności. Ten duch wiary przepełniał wszystkie jego myśli, słowa i uczucia. Toteż do niego zastosować można słowa św. Pawła: “Iustus autem meus ex fide vivit” (Hbr 10, 38).&lt;br /&gt;W młodości.&lt;br /&gt;Wyniósł nasz Założyciel głęboką wiarę z domu rodzicielskiego. Dom jego ojca, kolejarza śląskiego w Mysłowicach, był przesycony atmosferą religijną. &lt;br /&gt;W czasie swoich ostatnich wizytacji pasterskich kard. Prymas Założyciel w swoich gorących przemówieniach ciągle ten szczegół podkreślał. Mówił, jak to jego ojciec, umywszy się i zjadłszy skromny posiłek wieczorny, klękał przed obrazem Matki Boskiej, a z nim żona, gromadka dzieci, i wspólnie odmawiali różaniec.&lt;br /&gt;Ta wiara młodego chłopca pogłębia się później w atmosferze zakonnej. Młody uczeń, a później nowicjusz z uległością przyjmuje głoszone prawdy wiary i na swój sposób je przeżywa.&lt;br /&gt;To samo dzieje się w czasie studiów filozofii i teologii na Uniwersytecie Gregoriańskim. Mimo że jest prymusem i w naukach czyni nadzwyczajne postępy, uważa za chlubę uniżać swój umysł wobec prawd Bożych. I teraz z tą samą wiarą odmawia codziennie koronkę, i te same pacierze jak kiedyś w domu rodzicielskim. &lt;br /&gt;Już na Uniwersytecie wiara odkrywa mu znaczenie Pisma św. Cytuje je często, uczy się go na pamięć. Toteż nie dziw, że w późniejszym życiu tak hojnie szafuje cytatami z Pisma Św., zastosowując je każdorazowo do aktualnych zagadnień chwili.&lt;br /&gt;Jako dostojnik kościelny&lt;br /&gt;Ten sam duch wiary ożywia go także później, gdy wybrany przez Opatrzność Bożą wędruje na najwyższe szczeble hierarchii kapłańskiej i zakonnej. &lt;br /&gt;Wiara ta jednak nie powstrzymywała go od czynu. Wsparty wiarą Boga konsekwentnie dążył do celu. Nigdy się nie zniechęcał. To już było jego zasadą, że skoro Pan Bóg powierzył mu jakąś sprawę, trzeba wytężyć siły i doprowadzić ją do końca. czasem długo musiał czekać na skutek swych modlitw i zabiegów. Nie tracił jednak odwagi. &lt;br /&gt;“Jeżeli Pan Bóg odwleka z pomocą, to tylko dlatego, żeby większą wiarę w nas wzbudzić”.&lt;br /&gt;Gdy zabiera się do jakiejś sprawy, zawsze z najgłębszą sprawą poleca ją Opatrzności Bożej. Potem już jest spokojny, pewien powodzenia.&lt;br /&gt;“Pan Bóg pomoże – mawiał – przecież to drobnostka dla Pana Boga”.&lt;br /&gt;Posiadał szczególniejszy dar umacniania chwiejnych w wierze. Po rozmowie z nim jeden z profesorów uniwersyteckich, znany bezbożnik wyszedł jakby przemieniony, był pod urokiem tej dziecięcej wiary Prymasa Polski.&lt;br /&gt;Gdy przemawiał, czynił to z wielką siłą przekonywującą. Czuć było, że jego słowa, natchnione wiarą, zapadają do głębi dusz. Wszyscy ci, którzy słuchali jego przemówień, mogli powiedzieć, jak ci szczęśliwi pielgrzymi z Emaus po rozstaniu się z Jezusem: “Czyż serce nasze nie pałało w nas, gdy mówił w drodze?”&lt;br /&gt;Takie same uczucia ożywiały nasze serca, gdyśmy w 1935 roku uczestniczyli w pamiętnych jego rekolekcjach na Jasnej Górze, które zgromadziły kapłanów ze wszystkich zakątków Polski. Niezapomniane to były słowa, gdy mówił o wierze:&lt;br /&gt;“Nie samo tylko posiadanie wiary, ale czyny wiarą nabrzmiałe, stanowią moc i zasługę wiary. Wiara każe nam umrzeć światu i samym sobie, ale ta sama wiara prowadzi nas do triumfu”.&lt;br /&gt;Przed Kongresem Eucharystycznym w Lublianie, gdzie miał zastępować Ojca Świętego w charakterze legata, zapadł poważnie na zdrowiu. Wydawało się, że choroba przekreśli jego plany. On jednak powtarzał spokojnie:&lt;br /&gt;“Non est ad mortem – jeśli Pan Bóg będzie chciał, to ja już na czas wyzdrowieję”.&lt;br /&gt;Wobec Towarzystwa.&lt;br /&gt;Świadczy o jego wielkiej wierze, gdy zabiera się do tworzenia naszego Towarzystwa. Przeżywa jednak poważne wątpliwości. Zwierza się więc z nich Ojcu świętemu. &lt;br /&gt;“A gdy Papież rozkaże – odpowiada mu Pius XI – czy to będzie dostateczny znak z nieba?”&lt;br /&gt;Kard. Prymas uwierzył i zabrał się od razu do dzieła. Nowe dzieło powstało, lecz Założyciel nie może mu zapewnić środków utrzymania. Mimo to wierzy, że Opatrzność Boża i w tym wypadku nie zawiedzie. I wiara w pomoc z nieba go nie zawiodła. &lt;br /&gt;Trudności materialne bywały jednak nieraz wyjątkowo wielkie. Rachunki nie były zapłacone. Dostawcy grozili wstrzymaniem towarów. Kiedy raz Prymas Założyciel w takiej sytuacji przyjechał do Potulic, mówiłem mu o ciężkim położeniu. Na to usłyszałem słowa wypowiedziane z największym spokojem:&lt;br /&gt;“A od czego jest Pan Bóg w niebie”.&lt;br /&gt;Rozpoczęliśmy nowennę jedną i drugą. I znalazł się dobrodziej, który wpłacił większą sumę na cele Towarzystwa.&lt;br /&gt;Gdy mu donosiłem o postępach w pracach oraz o dalszym rozwoju Towarzystwa, odpisał te znamienne słowa: “Maiora horum videbitis”.&lt;br /&gt;Innym razem, gdy zwierzałem mu się z rozmaitych trudności, odpowiadał słowami Pisma świętego:&lt;br /&gt;“Si potes credere, omnia possibilia sunt credenti”.&lt;br /&gt;W czasie wojny&lt;br /&gt;Nie mniej podziwu godną była jego wiara w czasie wojny. W przeddzień rozpętania zawieruchy byłem na audiencji celem zasięgnięcia rady i otrzymania wskazówek na wypadek wojny. Mówił z taką dokładnością o tym, co się stanie, o okrucieństwach, o masowych mordach dokonywanych przez Niemców na bezbronnych, o oszołamiającym zwycięstwie Hitlera. Potem jednak dodał:&lt;br /&gt;“Pan Bóg wda się w tę sprawę i Hitler runie i będzie zdruzgotany”.&lt;br /&gt;Gdy znalazł się we Francji wiara jego była prawdziwym natchnieniem, zwłaszcza dla tamtejszych biskupów, których częściowo ogarnął pesymizm. Wierzył, że Pan Bóg upokorzy wrogów Kościoła. &lt;br /&gt;“Przez trud, boleść, upokorzenie, krew i świętość Kościoła idziemy ku jednemu z największych triumfów Chrystusa”.&lt;br /&gt;Widzi wspaniały rozwój Królestwa Bożego na polskiej ziemi, zwłaszcza gdy Polska obchodzić będzie 1000 – lecie swego nawrócenia.&lt;br /&gt;“W Polsce triumf Bożej sprawy opromieniony będzie takim blaskiem, że na nią zwrócą się z podziwem oczy bliskich i dalekich narodów – lecz ja tego nie doczekam. O mnie już dawno zapomną – powtarzał z naciskiem”.&lt;br /&gt;Na łożu śmierci!&lt;br /&gt;Wiara jego święciła prawdziwe triumfy w jego ostatniej chorobie. Z jaką głęboką wiarą wydaje zlecenia, wypowiada słowa do swego otoczenia:&lt;br /&gt;“Jutro w procesji będzie przyniesiony Pan Jezus, aby pokazać ludziom, że Arcybiskup ma być zaopatrzony ostatnimi sakramentami, żeby sami nie lękali się ich przyjmować”.&lt;br /&gt; ”Mam nadzieję, że Pan Bóg przyjmie mnie do nieba, bo niejedną ofiarę dla niego poniosłem i jedynie jego chwały szukałem”.&lt;br /&gt;Prośmy Pana Jezusa, by taki sam duch wiary kapłańskiej ożywiał nasze serca kapłańskie. Przyzwyczajajmy się do tego, by wszystko oceniać według wiary.&lt;br /&gt;Z wiarą patrzmy na dusze naszej pieczy powierzone. Wszak to obrazy Boga, dzieci Ojca Niebieskiego, bracia nasi w Chrystusie. &lt;br /&gt;W świetle wiary oceniajmy wydarzenia nieraz dla nas niezrozumiałe. &lt;br /&gt;Postępujmy zawsze według zasad wiary. Nasze postępowanie niech będzie wzorowane na czynach Zbawiciela naszego, wówczas będziemy mogli jak św. Paweł wypowiedzieć te słowa, stanowiące najpiękniejszą zasadę duszpasterstwa: “Imitatores mei estote, sicut ego Christi sum”.&lt;br /&gt;Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem&lt;br /&gt;(-) ks. I. Posadzy TChr&lt;br /&gt;Poznań, dnia 1 lutego 1949 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-4170905929060962377?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/4170905929060962377/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-33-list-okrezny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/4170905929060962377'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/4170905929060962377'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-33-list-okrezny.html' title='Ks. Ignacy Posadzy - 33 List Okrężny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-6841162158063320361</id><published>2010-10-04T11:04:00.000-07:00</published><updated>2010-10-04T11:06:16.236-07:00</updated><title type='text'>Ks. Ignacy Posadzy - 30 List Okrężny</title><content type='html'>Ks. Ignacy Posadzy &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30 LIST OKRĘŻNY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na śmierć Założyciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kochani Księża!&lt;br /&gt;Żyjemy wszyscy pod wrażeniem straszliwego ciosu, który spotkał Kościół katolicki, Naród polski, Polonię zagraniczną, a zwłaszcza nasze Towarzystwo. W dniu 22 października zmarł w Warszawie kardynał August Hlond, Prymas Polski, Założyciel naszego Towarzystwa.&lt;br /&gt;Ojciec święty stracił w Zmarłym światłego doradcę w sprawach Kościoła świętego we wschodniej Europie. Pamiętamy dobrze, jak z tego powodu zmarły Prymas Polski zawsze miał wolny przystęp do Ojca Świętego, ilekroć bawił w Rzymie.&lt;br /&gt;Kościół święty stracił w nim jednego z najwierniejszych i najzdolniejszych kardynałów.&lt;br /&gt;Naród polski opłakuje stratę swego Wodza duchowego, który przez dwanaście lat prymasostwa, w swych płomiennych przemówieniach i listach pasterskich wskazywał mu drogi dziejowego posłannictwa a potęgą swej myśli uskrzydlał ducha polskiego.&lt;br /&gt;Polonia zagraniczna w ogromie bólu chyli dziś swe żałobne sztandary u trumny swego Protektora. Nie było przecież na wychodźstwie polskim znaczniejszych poczynań, których głową i sercem nie był Prymas Polski. &lt;br /&gt;Największy cios jednak spotkał nasze Towarzystwo, które jak ta biedna sierota w nieutulonym żalu i smutku stoi u trumny tego, który z woli Opatrzności Bożej był jego Założycielem, jego Protektorem i zawsze życzliwym Przyjacielem. &lt;br /&gt;Zaledwie kilka tygodni temu, kiedy miałem szczęście rozmawiać ze śp. Zmarłym w czasie dwugodzinnej audiencji w Gnieźnie, wypytywał się o wszystkie szczegóły  dotyczące Towarzystwa, kreślił plany na przyszłość, udzielał rad i wskazówek.&lt;br /&gt;Aż wierzyć się nie chce, że to wielkie serce Założyciela bić przestało na zawsze. Niezbadane są wyroki Boże. Czujemy jednak, że Towarzystwo poniosło największą stratę od chwili swego powstania, toteż serca nasze przejęte są bólem najgłębszym, a każdy z chrystusowców tym bólem dziś żyje i oddycha. &lt;br /&gt;Siedemnaście lat czułej, ojcowskiej opieki nad Towarzystwem, to wiekopomna zasługa, która w dziejach Towarzystwa jaśnieć będzie niezrównanym blaskiem. &lt;br /&gt;Ile serdecznych modlitw zanosił Prymas Polski do Boga, zanim zabierze się do stworzenia tego dzieła. Ile lęków bolesnych i wahań przeżywa ta dusza, tak czuła na wyraźne wołanie Boże, a równocześnie świadoma wielkiej odpowiedzialności za to przed Bogiem. &lt;br /&gt;Z jakim rozpromienieniem na twarzy wraca w pamiętnym maju 1931 roku z Rzymu do Polski, kiedy to sam Namiestnik Chrystusowy usuwa wszelkie pod tym względem wątpliwości. Wszak w uszach brzmią mu te opatrznościowe słowa Piusa XI wzywające go do stworzenia nowego zgromadzenia:&lt;br /&gt;“A jeśli papież rozkaże, czy to będzie wyraźny znak z nieba?”&lt;br /&gt;“Proszę Waszej Świątobliwości – powiedział wówczas prymas Polski – to jest wyraźny znak z nieba, to jest wyraźna wola Boża”.&lt;br /&gt;Cała organizacja nowo powstającego zgromadzenia to jego wyłączna zasługa. Mimo licznych zajęć, często zajeżdża do Potulic, kolebki nowego zgromadzenia, by dawać instrukcje, osobiście przekonywać się o tym, co już zrobiono.&lt;br /&gt;Sam pisze Ustawy naszego Towarzystwa, które stanowią odtąd prawdziwy kodeks życia zakonnego dla każdego chrystusowca. A oto co pisze, gdy je nadsyła:&lt;br /&gt;“Zarazem przesyłam nowemu Zgromadzeniu czułe błogosławieństwo z tym życzeniem, by jego członkowie, zachowując ściśle przepisy tych Ustaw i strzegąc ducha swej gromadki rodzinnej, rośli ustawicznie w miłości Boga i chlubnie spełniali swoje górne posłannictwo”. &lt;br /&gt;W Ustawach tych, w jędrnych słowach wytycza programowego ducha nowego Zgromadzenia. A ten charakterystyczny duch, to nic nowego, jak odbicie zasad jego zdrowego programu życiowego. &lt;br /&gt;Wszak bezgraniczne ukochanie sprawy Bożej, owa żądza ofiary z siebie i radosne poświęcenie sił, wygód i życia dla zbawienia dusz oraz bezgraniczna karność wewnętrzna w duchu wiary, to granitowe zasady, na których własne życie i działalność oparł wielki Prymas Polski.&lt;br /&gt;Jest duszą wewnętrznej i zewnętrznej rozbudowy Towarzystwa. Jest właściwym jego Kierownikiem. Nie było znaczniejszych posunięć w Towarzystwie, których zmarły Założyciel nie byłby głównym inicjatorem. &lt;br /&gt;Potulice kocha każdym drgnieniem ojcowskiego serca. Mówi o “duchu potulickim”, o swych “kochanych Potuliczanach”. Z ojcowską radością przeżywa z nami w zaciszu potulickim nasze 3-lecie, nasze 5-lecie i ważniejsze uroczystości. &lt;br /&gt;Przebywając za granicami państwa myślą wybiega do kolebki naszego Zgromadzenia, przysyłając nam z dalekich stron swoje wskazania i ojcowskie pozdrowienia!&lt;br /&gt;“Dziękuję za pocieszające wiadomości z potulickiego zacisza. Myślałem o nim tyle razy spotykając się z naszymi tułaczami za Atlantykiem i konstatując osobiście ich duchowe opuszczenie, a widziałem tyle potrzeb i taką tęsknotę za polskim kapłanem, że modliłem się o ducha, o wielkiego ofiarnego ducha dla tych wszystkich, którzy kiedyś z Potulic podążą za tą naszą ukochaną bracią. A przekonałem się że muszą to być serca wielkie, by wszystkich i wszystko ogarnęły, i wierzących i odpadłych, dobrych i upadłych, spokojnych i niezgodnych, tych, co polskiego kapłana chcą i tych, co zwalczać będą.&lt;br /&gt;Na grobach Apostołów modliłem się o ducha apostolskiego dla członków Towarzystwa Chrystusowego, o pełne i wyłączne oddanie się zadaniom jego, o taki żar gorliwości, iżby spalił wszystko to, co samolubne w jakimkolwiek znaczeniu, a miłość Bożą bez granic uszlachetnił i spotęgował wszystko to, co jest pierwiastkiem szlachetnym i łaski Bożej porywem ku doskonałości i ofierze z siebie. Sacctificemini adhuc…”.&lt;br /&gt;Z jego inicjatywy powstaje własne czasopismo “Głos Seminarium Zagranicznego”.&lt;br /&gt;Nieco później zaczyna wychodzić miesięcznik “Msza Święta”. Ten miesięcznik, który od razu zdobywa sobie serca czytelników polskich, jest konsekwentnym realizowaniem posłannictwa Towarzystwa, którego członkowie w myśl § Ustaw mają:&lt;br /&gt;“Słowem i piórem szerzyć wszędzie znajomość Mszy świętej w tym celu, by wierni przejęci znaczeniem i wielkością Najświętszej Ofiary, uczestniczyli w niej możliwie codziennie i z największą korzyścią”.&lt;br /&gt;Za jego też radą powstają Potulickie Zakłady Graficzne. Z jaką radością dowiaduje się o ich uruchomieniu, a na dzień ten uroczysty śle osobne błogosławieństwo i serdeczne życzenia:&lt;br /&gt;“… Więc wkrótce ruszą tłoki drukarskie, w imię sprawy Bożej wśród tułaczy polskich. Niech łaska Boża spocznie na każdym słowie, które drukarz potulicki wysyłać będzie na kraj polski i na świat cały. Specjalnym triduum należy przed uruchomieniem drukarni ubłagać pisarzom natchnienie, a słowu drukowanemu skuteczność Bożą”.&lt;br /&gt;Ilekroć Towarzystwo znajduje się w przykrych kłopotach materialnych, zmarły Założyciel spieszy z wydatną pomocą wydając na rzecz Towarzystwa nieraz ostatni uciułany przez siebie grosz.&lt;br /&gt;By zaznajomić biskupów polskich oraz wybitne osobistości z kraju i z zagranicy z nowym dziełem, zaprasza ich do potulic. Dzięki temu wszyscy prawie biskupi polscy oraz wybitni działacze społeczni zwiedzili nasze ustronie.&lt;br /&gt;Zmarły Założyciel był genialnym wychowawcą pierwszego pokolenia chrystusowców. Nie zapomnimy nigdy czaru osobistego kontaktu. Rozumiał jednak dobrze, że Towarzystwo stanąć musi na swych własnych nogach, że musi być tak wzmocnione, by mimo zbliżającej się burzy i mimo braku łączności z nim, mogło się ostać. Toteż parę miesięcy przed wojną pisze nam list rozpoczynający się od tych znamiennych słów: “Nolite sperare in principibus”.&lt;br /&gt;Przeto burza wojenna zastała nas przygotowanych na wszelkie ewentualności. Jeśliśmy je mimo złośliwych  wróżb szczęśliwie przetrwali, jest to obok Opatrzności Bożej, wielka zasługa zmarłego Założyciela.&lt;br /&gt;Po wojnie rozpoczyna się praca duszpasterska kapłanów Towarzystwa na szerszą skalę. I na tę historyczną chwilę Towarzystwo miało już gotowe wskazania Założyciela. Nadesłał on je krótko przed wojną:&lt;br /&gt;“Gdy w zacisznym krynickim kąciku przebiegam myślą ostatnie lata i zastanawiam się nad tym, jaka to łaska Najwyższego, a zarazem jaki to trud, gdy nowe zgromadzenie włącza się w twórcze życie Kościoła, to chciałbym każdemu z chrystusowców powiedzieć i każdego z was prosić, byście nigdy nie spuszczali z oczu świętości i wielkości potulickiej sprawy. Dla niej wszelką ofiarę ponieść. Wszystko uczyńcie, by włączenie się Towarzystwa  w życie Kościoła było pełne i bezwzględne. O to się modlę w głębokim ukochaniu Towarzystwa i w usłużnej z nim łączności”.&lt;br /&gt;Na pierwsze rekolekcje powojenne przybywa osobiście, by wygłosić kapłanom specjalną egzortę:&lt;br /&gt;“Odbyliśmy rekolekcje wielkie wojenne. Mniemaliśmy, że te długie rekolekcje dopomogą kapłanom i zakonnikom do większej doskonałości. Przekonaliśmy się, że niestety tak nie jest. Świat swej drogi do Boga jeszcze nie znalazł. Są objawy bardzo pocieszające, ale narody na kolana jeszcze nie padły, jeszcze Zbawiciela nie uznały. A my kapłani? I wśród kapłanów skrystalizował się duch ofiary, jakiego dotąd nie było. I w szeregach zakonnych znać przebudzenie do życia wyższego. Ale totalność zakonników i duchowieństwa tym nie jest objęta. &lt;br /&gt;Powróćmy do tej ofiary totalnej z siebie. Idźmy na całego – z Bogiem i Matką Najświętszą! Wszystko dla Boga! Wszystko dla dusz! Wtedy skrystalizuje się duch zakonny, duch totalnego oddania się dla Boga i dusz zbawienia. A za grupą pierwszą pójdą tą drogą następne pokolenia, wpatrzone w przykład swych poprzedników…”&lt;br /&gt;“Nolite sperare in principibus”. Rozkaz Ojca świętego zabiera nam go z Poznania do Warszawy. Wprawdzie wpisuje nam do Księgi Pamiątkowej:&lt;br /&gt;“Was nie żegnam. Między nami nie ma dali. Wszędzie łączą nas Potulice i potulicki duch. W nim zawsze się odnajdziemy”.&lt;br /&gt;Jednak z natury rzeczy osobiste kontakty z nim będą coraz rzadsze. Wielkie i ważne sprawy Kościoła św. w Polsce nie pozwolą mu oddawać się Towarzystwu tak jak dawniej. W ten sposób nieubłaganie Opatrzność Boża przygotowuje nas na ostateczny cios.&lt;br /&gt;Jak grom z jasnego nieba uderza w nas wiadomość o jego śmiertelnej chorobie. W dniu 20 października spieszę z naszego domu w Ziębicach, by udać się do Warszawy, do łoża naszego ukochanego Wodza. Dawno już nie przeżywałem takiego wewnętrznego szamotania się i tak tragicznych chwil.&lt;br /&gt;Tegoż dnia późnym wieczorem stanąłem przy jego łożu boleści. Byłem wzruszony do łez. Zapewniłem go o naszym serdecznym współczuciu. Mówiłem mu o modlitwach, które nieustannie płyną przed Boży tron w jego intencji, o tych Mszach św., nieustannie odprawianych o jego zdrowie:&lt;br /&gt;“Chcemy wyrwać Niebu łaskę powrotu  do zdrowia Waszej Eminencji – szeptałem z trudem, bo głos mi w gardle zamierał ze wzruszenia. A on dobrotliwie się uśmiechał. Potem wyrzekł również wzruszonym głosem te słowa:&lt;br /&gt;“Błogosławię kapłanom, klerykom, braciom i seminarzystom Towarzystwa”.&lt;br /&gt;Nazajutrz przyjął sakrament namaszczenia. Przed tym ważnym aktem wypowiedział słowa:&lt;br /&gt;“Niech uchodzi wszystko co ziemskie, bo zbliża się wieczność”.&lt;br /&gt;W dniu tym zachodziłem po kilka razy do jego pokoju. Przy tej sposobności prosił ponownie o modlitwę:&lt;br /&gt;“Módlcie się! Uratować mnie może tylko cud Matki Najświętszej”.&lt;br /&gt;Innym razem odezwał się do mnie:&lt;br /&gt;“Siły szatańskie zwyciężyły ciało moje. Lecz wy walczcie dalej. Zwycięstwo wasze jest pewne. Niepokalana dopomoże wam do zwycięstwa”.&lt;br /&gt;Krótko potem, gdy prosiłem go o ostatnie wskazania dla Towarzystwa, zastanowił się na chwilkę, jakby w modlitewnym skupieniu, a potem wyrzekł z dziwną mocą te słowa: “Ut unum sitis. – Abyście jedno byli”.&lt;br /&gt;Regulując wszystkie swoje sprawy doczesne, nie zapomina o Towarzystwie. Piękny dom piętrowy w Puszczykowie, który stanowi jego własność osobistą przekazuje wobec świadków na rzecz Towarzystwa.&lt;br /&gt;“Teraz nie mam już żadnych spraw. Mogę odjeść i odchodzę z radością. Do niczego nie byłem przywiązany. Byłem kardynałem, lecz żyłem jak zakonnik. Pracowałem dla Chrystusa i dla Polski”.&lt;br /&gt;Jeszcze później wyrzekł inne natchnione słowa:&lt;br /&gt;“Odchodzę, albowiem do spełnienia zamiarów Bożych nie potrzebny jest człowiek. W przyszłość ładu, pragnienia i szczęścia wprowadzi Was nie Prymas, ale sam wielki Bóg”.&lt;br /&gt;Wzruszające, a zarazem świadczące o jego wielkiej pokorze były słowa powtarzane kilkakrotnie:&lt;br /&gt;“Gdyby mi Pan Bóg pozwolił jeszcze żyć, to byłbym lepszym człowiekiem”.&lt;br /&gt;Zbliża się jego ostatnia noc na tym padole płaczu. Była to koszmarna noc, którąśmy spędzili we łzach i na modlitwie, pocieszając się ciągle jeszcze nadzieją, że cud Niepokalanej wyrwie Drogiego Chorego z uścisku śmierci.&lt;br /&gt;Brzask pamiętnego piątku rozproszył ciemności nocy. Rozproszył jednak również wszelkie ludzkie nadzieje. Gdyśmy rano z ks. biskupem Lucjanem Bernackim zbliżyli się do łoża chorego, usłyszeliśmy słowa tak tragiczne w swoim brzmieniu:&lt;br /&gt;“Moriturus vos salutat”&lt;br /&gt;Ksiądz Prymas cierpiał straszliwie. Wszystkie jednak cierpienia znosił z heroiczną cierpliwością i wyjątkową pogodą ducha. Umierał jak przystało na duchownego Wodza, dla którego wiara heroiczna była zawsze najpierwszą cnotą. Umierał śmiercią godną śmierci wielkiego Prymasa Polski, syna męczeńskiego narodu.&lt;br /&gt;Odmawialiśmy różaniec, a potem litanię za konających i wszystkie modlitwy przepisane rytuałem. Życie Założyciela gasło powoli. Z minuty na minutę gotował się jego wielki duch do odlotu na łono Ojca. Mimo to, zachowywał do końca niezmąconą jasność i przytomność umysłu, powtarzając stygnącymi już ustami odmawiane przez nas głośno modlitwy.&lt;br /&gt;W ostatniej jeszcze chwili jego bezwładną zimną dłoń podnosi ktoś z obecnych i kreśli nią ostatni znak błogosławieństwa. A potem ostatnie jego westchnienie, ostatnie spojrzenie na obecnych. I to wielkie serce, które tyle umiłowało i tyle wycierpiało, przestało bić na zawsze. &lt;br /&gt;Płakaliśmy wszyscy – biskupi, kapłani, siostry zakonne. A on leżał z obliczem rozjaśnionym, z wizją nadziemskiego szczęścia. &lt;br /&gt;Cała Polska w żałobie modli się za duszę swego wielkiego Prymasa. Szczególne modły zanoszą chrystusowcy w Polsce i w innych krajach Europy. Odmawiają niezliczone różańce, odprawiają dziesiątki Mszy św. za duszę swego wielkiego Założyciela. Lecz to samo jednak nie wystarczy. Prócz tego hołdu, prócz tej bogatej daniny modlitw, żyjmy przede wszystkim jego duchem.&lt;br /&gt;W duszy naszego Założyciela płonął wielki ogień miłości Boga i nieśmiertelnych dusz. Tym ogniem zapalał, budził do życia, uszlachetniał wszystkich, którzy spotykali się z nim osobiście, lub czytali jego natchnione słowa. Ten zapał nosił w sobie znamiona prawdziwie heroicznej gorliwości o dobro dusz. &lt;br /&gt;A ogień ten nigdy nie przygasł, lecz rozpalał się w płonące ognisko. Ogień ten wewnętrzny, zmarły nasz Założyciel, podsycał głębokim życiem wewnętrznym. Podtrzymywał jego żar gorącym nabożeństwem do Serca Bożego, oraz do Matki Boskiej, Wspomożycielki Wiernych.&lt;br /&gt;Idźmy więc za jego przykładem! Bądźmy takimi, jakimi chciał nas widzieć w pracach apostolskich i na modlitwie. Bądźmy godnymi synami naszego wielkiego Ojca i Założyciela.&lt;br /&gt;U trumny naszego Hetmana i Założyciela powtórzmy dziś za nim i jego własnymi słowy wezwanie, brzmiące dziś dla nas jak przysięga:&lt;br /&gt;“Pójdziemy z Chrystusem w naród i jego życie!”&lt;br /&gt;“Pójdziemy na pracę, na czyn osobisty, ukryty i nieznany!”&lt;br /&gt;“Pójdziemy na wspólne działanie!”&lt;br /&gt;“Najwyższą zasadą będzie nam miłość Boga i narodu, prawdy i błądzących!”&lt;br /&gt;Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem,&lt;br /&gt;kochający Was w Chrystusie&lt;br /&gt;(-) ks. I. Posadzy TChr&lt;br /&gt;Poznań, dnia 1 listopada 1948 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7351006921962196895-6841162158063320361?l=hlond.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hlond.blogspot.com/feeds/6841162158063320361/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-30-list-okrezny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/6841162158063320361'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7351006921962196895/posts/default/6841162158063320361'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hlond.blogspot.com/2010/10/ks-ignacy-posadzy-30-list-okrezny.html' title='Ks. Ignacy Posadzy - 30 List Okrężny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7351006921962196895.post-8011158230001916038</id><published>2010-10-04T10:45:00.000-07:00</published><updated>2010-10-04T10:50:10.960-07:00</updated><title type='text'>Ks. S. Kosiński - August Hlond 1926-1948</title><content type='html'>ks. S. Kosiński&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;August Hlond 1926-1948. NSP s. 320-370&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Wstęp&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W roku 1897 przybył do Rzymu z nowicjatu salezjańskiego w Foglizzo młody, 16-letni August Hlond, aby rozpocząć na Uniwersytecie Gregoriańskim studia teologiczne.&lt;br /&gt;W ciągu trzechletniego pobytu w Wiecznym Mieście miał możność kilka razy zetknąć się z ofiarą Kulturkampfu, kardynałem Mieczysławem Ledóchowskim, piastującym wówczas godność prefekta Kongregacji Rozkrzewiania Wiary. Czy przyszło mu wtedy na myśl, gdy z podziwem i czcią patrzył na swego wielkiego rodaka, że będzie kiedyś jego piątym następcą na stolicy prymasów Polski i że nawet przypadnie mu zaszczytny obowiązek sprowadzenia prochów swego wielkiego poprzednika i złożenia ich, już w wolnej Polsce, w katedrze poznańskiej? Czy także uświadamiał sobie, że przyjdzie mu kiedyś zaznać goryczy tułaczki i więzienia, goryczy podobnej do tej, jaką przeżył w okresie Kulturkampfu kardynał Ledóchowski? To o nim powie później, że gdy nastały dla Kościoła czasy ucisku, umiał bronić, jego praw i swobody z wielką godnością i nieugiętą mocą ducha, nawet za cenę osobistej wolności.&lt;br /&gt;Nie przypuszczał zapewne młody August Hlond, że podobnie potoczą się i losy jego życia. Wtedy, w okresie rzymskich studiów, jedynym jego pragnieniem było pójść w ślady swego starszego brata Ignacego i wyjechać na dalekie misje. Jednak Opatrzność przygotowywała mu zgoła inną przyszłość. Prowadziła go dziwnymi drogami z ziemi śląskiej do salezjańskich zakładów we Włoszech, skąd przez Oświęcim, Kraków, Przemyśl i Wiedeń powrócił znowu na Śląsk, aby w końcu zasiąść na prymasowskiej stolicy w Gnieźnie i arcybiskupiej stolicy w Poznaniu, a w końcu po drugiej wojnie światowej w roli prymasa Polski na stolicy metropolitalnej w Warszawie.&lt;br /&gt;Mimo woli nabrała symbolicznej wymowy żartobliwa przestroga ks. G. Francesia, jednego z najstarszych wychowanków Św. -Jana Bosko, udzielona Augustowi Hlondowi z okazji jego rzymskich studiów, by się zbyt często nie zbliżał do murów Watykanu, bo może mu jeszcze spaść na głowę czerwony kapelusz. Rzeczywiście spadł, on mu na głowę już w drugim roku prymasowskich rządów (w 1927 r.), które znamionował twórczy optymizm, zdecydowana wola i niespożyta energia, wprzęgnięte w dzieło .odbudowy życia katolickiego na wszystkich niemal jego odcinkach w odrodzonej Polsce. Kardynał Hlond był bowiem jednym z najwybitniejszych członków polskiego episkopatu w okresie dwudziestolecia, a na stanowisku prymasa postacią bodaj najważniejszą umysłem, wolą i przeżyciem swej doby (S. Stroński), przerastającą śmiałością myśli i rozpiętością działania swoją epokę. Dzięki swym walorom moralnym i intelektualnym, głębokiemu życiu wewnętrznemu oraz niemalże powszechnemu autorytetowi, którym się cieszył w społeczeństwie katolickim ze względu na godność prymasowską, odegrał on w życiu Kościoła w Polsce zasadniczą rolę jako jego czynnik integrujący i mobilizujący, stając się duchowym przewodnikiem narodu, ku któremu zwracały się oczy i serca milionów katolików polskich w kraju i za granicą. Był Prymasem serc katolików polskich (bp Radoński), jak żaden bodaj z jego poprzedników, a dla swych archidiecezji wielkopolskich i w ogóle dla Kościoła w Polsce okazał się mężem na czasie, mężem opatrznościowym (ks. J. Nowacki).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;l. Syn ziemi śląskiej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi prymas odrodzonej Polski przyszedł na świat dnia 5 lipca 1881 r. w Brzęczkowicach na Górnym Śląsku. Jego ojciec Jan, najpierw praktykant ogrodniczy, a później pracownik kolei, i matka Maria z Imielów Hlondowie zawarli związek małżeński w kościele Matki Boskiej w Mysłowicach, pobłogosławiony przez proboszcza ks. Edwarda Kleemanna (30 IX 1878) i osiedli na pewien czas u ciotki żony Hlonda, Anny Lasok w tychże Brzęczkowicach, dopóki warunki życiowe, związane ze zmianą miejsca pracy, nie zmusiły ich do przeniesienia się gdzie indziej. Tutaj też urodził się w 1879 r. pierwszy syn Ignacy, późniejszy misjonarz, oraz wspomniany już August. Oprócz nich przyszło jeszcze na świat dziesięcioro dzieci, z których utrzymało się przy życiu: trzech synów (Antoni, Jan i Klemens) i cztery córki (Paula, Anna, Maria, Marta). Zmarł trzyletni syn Stanisław i dziewczynki bliźniaczki. Czterech synów wstąpiło do zgromadzenia salezjańskiego: Ignacy, August, Antoni i Klemens. Ten ostatni pozostał bratem zakonnym (koadiutorem), gdy natomiast trzej poprzedni zostali kapłanami Brat Jan po ukończeniu studiów medycznych osiedlił się w Katowicach, gdzie zasłynął jako wybitny specjalista chorób skórnych i wenerycznych. W okresie plebiscytu pełnił w Bytomiu obowiązki komisarza, udzielał się także społecznie na terenie Katowic, a w roku 1923 Pius XI mianował go szambelanem papieskim. Natomiast najmłodszy Klemens brał m.in. udział w powstaniach śląskich, a w czasie II wojny światowej walczył po stronie aliantów. Spośród rodzeństwa najbardziej znanym był w Polsce i w świecie salezjańskim oprócz Augusta młodszy jego brat Antoni, wybitny kompozytor muzyczny i założyciel szkoły organistowskiej w Przemyślu (1916-1962), autor milenijnego Te Deum. Dużym szacunkiem cieszył się również najstarszy z Hlondów, Ignacy, długoletni misjonarz w Argentynie, ze względu na zasługi położone w dziedzinie szkolnictwa i kultury rolnej. Po powrocie do Polski w 1922 r. został on m.in. proboszczem w Czerwińsku nad Wisłą, świeżo przyjętym przez zgromadzenie i zamienionym, na salezjański, nowicjat.                   &lt;br /&gt;Rodzice kardynała wychowali gromadkę swoich dzieci w duchu polskich i katolickich tradycji. Było to jak najbardziej zgodne z ich przekonaniami narodowymi i katolickim sumieniem. Matka prymasa nigdy nie nauczyła się dobrze mówić po niemiecku, za to w okresie ucisku germanizacyjnego bacznie pilnowała polskiego pacierza, polskiej pieśni religijnej i katechizmu. Na jej też barkach spoczywał cały ciężar wychowania dzieci, gdyż mąż jej niemal cały dzień przebywał poza domem, ciężko pracując na chleb dla z roku na rok pomnażającej się gromadki, w dodatku mało wynagradzany i przenoszony kilkakrotnie przez władze pruskie z powodu przyznania się do polskości. Była więc to niewiasta dzielna, z szeregu tych śląskich kobiet, dla których Kościół, sprawa polska i katolickie wychowanie młodego pokolenia stanowiły treść i osnowę ich bohaterskiego życia, o głębokim zmyśle religijnym, wysokiej wrażliwości moralnej i nieprzeciętnych umiejętnościach pedagogicznych. Wychowywała swe dzieci twardo i zasadniczo, przyzwyczajając je od najmłodszych lat do modlitwy, pracy, ofiary i karcąc z miejsca wszelkie odruchy egoizmu, pychy, lenistwa i nieposłuszeństwa. O szerokim dobrym sercu dla bliźnich, spieszyła z pomocą potrzebującym, ubogim i chorym, dając dzieciom tym samym lekcję praktycznej miłości. Nic dziwnego, że kardynał Hlond złoży później swej matce wspaniały hołd, pisząc do niej z okazji nominacji kardynalskiej: …Tyś umiejętniej od wielu uczonych pedagogów założyła w duszach swych dzieci mocny fundament życiowy, oparty silnie o wiarę i prawo Boże. Ponieważ sama szczerze modlić się umiałaś, wyuczyłaś nas łatwo i dobrze pacierza, z którego po dziś dzień czerpię moc i ufność w Boga. Otwarłaś przed nami szeroko drogę do szczęścia, boś nas wychowała nie do pieszczot i wygód, lecz do hartu i pracy i uczyłaś nas kochać obowiązek, a powinność spełniać poważnie i ochoczo. Toteż nie gdzie indziej, jak w szlachetności i dostojeństwie Twego prostego a Bogu oddanego serca jest początek tej drogi, którą mnie łaska Boża prowadzi, a która zawiodła mnie do tego, co się potocznie nazywa godnościami, a co. w naszym rodzimym języku jest zwiększonym obowiązkiem pracy i poświęcenia.&lt;br /&gt;Nie inaczej postępował ojciec prymasa, surowy i wymagający, a przy tym kochający dom i dzieci, głęboko pobożny (w szczególny sposób czcił Matkę Bożą, nie rozstając się nigdy z różańcem), traktujący poważnie swe obowiązki rodzinne i zawodowe. Czując się Polakiem, był nim, jak cała rodzina Hlondów i Imielów aż do szpiku kości, mimo trudnej sytuacji bytowej, a nawet prześladowania ze strony władz pruskich za swe narodowe przekonania i poglądy. Nadto mając żywo w pamięci postać swego ojca, a dziada kardynała, Marcina Hlonda, alias Dubiela, uczestnika powstania styczniowego, który schronił się przed represjami carskimi do zaboru pruskiego i pod tym nazwiskiem osiadł na zakupionej przezeń parceli w Brzezince, gdzie też zmarł w roku 1892, wszczepiał ojciec prymasa w duszę i serca swych dzieci przywiązanie do ojczyzny, ukochanie ]ej przeszłości, opowiadając im wieczorami o jej dziełach, a nawet śpiewając Jeszcze Polska nie zginęła i w ten sposób ratując je przed zalewem germanizacyjnym. Taka była atmosfera rodzinna Hlondów – katolicka i polska, gdzie modlitwa, obowiązek i praca stanowiły jej składowe czynniki. To rzutowało na charakter i losy ich dzieci, zwłaszcza prymasa. Toteż twierdzenie B. Krzywobłockiej o nieskrystalizowanym poczuciu narodowym kard. Hlonda jest najzwyklejszym nieporozumieniem, świadczącym o jej ignorancji i moralną krzywdą wyrządzoną prymasowi i jego rodzicom.&lt;br /&gt;Przyszły prymas Polski został ochrzczony w parafialnym kościele w Mysłowicach dn. 10 maja 1881 r., otrzymując na chrzcie imiona August Józef. Rodzicami chrzestnymi byli sąsiedzi Jan Sorek i Maria Cieślik. Pierwszą komunię Św. przyjął zgodnie z ówczesnym zwyczajem bardzo późno, bo prawdopodobnie w 1893 r., równocześnie ze swym bratem Ignacym. Zapewne w 1888 r. zaczął uczęszczać do szkoły elementarnej w Brzezince, prowadzonej przez polskiego nauczyciela Marcina Szpyrę, skąd po pięciu latach przeniósł się do gimnazjum mysłowickiego, noszącego nazwę “Hóhere Knabenschule”. Nie przebywał w nim zbyt długo, gdyż już w lipcu 1893 r. przerwał naukę, by gotować się do wyjazdu do zakładu salezjańskiego w Turynie, założonym przez Św. Jana Bosko, o którym było głośno również na polskiej ziemi mimo zaborczych kordonów, w tym także na Śląsku, tak z łamów ówczesnej prasy katolickiej, jak z biografii, drukowanych w polskim języku i kolportowanych po wszystkich trzech zaborach, a zwłaszcza z autentycznych relacji pierwszych Ślązaków, którzy od roku śmierci Apostoła młodzieży (1888) pojedynczo lub w grupie wyjeżdżali do północnych Włoch, by tam wstąpić do Zgromadzenia Salezjanów lub jego zakładów w celu studiów i zdobycia święceń kapłańskich. Rzeczywiście, jesienią tegoż roku dwaj najstarsi synowie Hlondów, Ignacy i August, opuścili dom rodzinny i udali się do Turynu. W dużej mierze wpłynęła na tę decyzję, podjęta z wielkim bólem przez ich rodziców, sytuacja polityczna Śląska, zwłaszcza ucisk germanizacyjny, a co za nim idzie – spychanie żywiołu polskiego na margines polityczno-społeczny i kulturalny, trudności natury finansowej, nie pozwalające najdalsze-kształcenie dzieci w szkołach państwowych średnich i wyższych i bodajże jednak największym bodźcem w tej dziwnej emigracji synów Hlondów było pragnienie zrealizowania przez nich, nurtującej ich duszę myśli o kapłaństwie, stanowiącym ostateczny i najważniejszy cel ich życiowych wysiłków. Że nie poszły one na mamę i wydały obfite owoce, świadczy o tym wstąpienie do zgromadzenia salezjańskiego Augusta i jeszcze trzech braci oraz jego prace i dzieła, podejmowane dla dobra młodzieży, zgromadzenia i Kościoła.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;2. W szkole księdza Bosko&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dnia 26 października 1893 r. August i Ignacy Hlond, wraz z towarzyszem podróży, Karolem Jamrozym, również Ślązakiem przekroczyli próg zakładu salezjańsiego w Valsalice (dzielnica Turynu), gdzie znajdowała się już spora grupa Polaków, wynosząca około 170 osób. Z tą chwilą w życiu późniejszego prymasa otwarł się nowy rozdział, o decydującym znaczeniu dla całej jego działalności salezjańskiej i biskupiej. Zakład walsalicki wywarł na nim pozytywne wrażenie. U jego wejścia do kaplicy znajdował się grób Św. Jana Bosko. Nie zatarła się również w pamięci mieszkańców wysoka postać sługi Bożego, księcia Augusta Czartoryskiego, który w tym domu przebywał, uważanego już za życia za świętego. Dyrektorem domu, składającym się wtedy z klerykatu, nowicjatu i aspirantatu był znany powszechnie profesor teologii moralnej na Uniwersytecie Turyńskim ks. Luigi Piscetta, autor podręcznika z tej dziedziny. Natomiast opiekę nad polską młodzieżą przejął z polecenia przełożonych i potrzeby serca ks. Wiktor Grabelski (1857-1902), pochodzący z archidiecezji gnieźnieńskiej, przygotowany do tej pracy jak nikt inny dzięki studiom zagranicznym i wybitnemu zmysłowi pedagogicznemu. Umysłu potężnego, rozległego wykształcenia i stanowczości żelaznej, a złotego serca – jak go określił później kard. Hlond – wychował i przysposobił przez siedem lat pobytu w Valsalice znaczny zastęp polskiej młodzieży do życia w zgromadzeniu, dla której był “ojcem, opiekunem, spowiednikiem, doradcą i profesorem”. On to uczył przyszłego prymasa od listopada 1893 r. do sierpnia następnego roku łaciny, języków polskiego i włoskiego oraz innych przedmiotów.&lt;br /&gt;Z dniem l sierpnia 1894 r. Hlond został przeniesiony z innymi wychowankami polskimi do zakładu w Lombriasco, zakupionego w tym celu przez zgromadzenie z funduszu księcia Augusta Czartoryskiego. Tutaj w latach 1894/96 ukończył resztę klas gimnazjalnych pod kierunkiem ks. Roberta Riccardiego i polskich salezjanów – ks. Józefa Kopczyńskiego, ks. Józefa Heintzla i innych. Również w kościele parafialnym, w Lombriasco przyjął z grupą polskich chłopców 18 sierpnia 1895 r. sakrament bierzmowania z rąk biskupa salezjańskiego i misjonarza Giacomo Costamagna, przyjąwszy imię Tomasza Apostoła. Po chlubnym ukończeniu studiów średnich złożył podanie o przyjęcie go do zgromadzenia i po otrzymaniu pozytywnej odpowiedzi przybył do nowicjatu w Foglizzo, gdzie 12 listopada 1896 r. otrzymał z rąk bł. M. Rua sutannę, a w niespełna rok później (3 X 1897), w uroczystość Matki Bożej Różańcowej złożył śluby wieczyste. Od tej chwili związał się ze zgromadzeniem, oddając w jego służbę wszystkie swoje zdolności i siły.&lt;br /&gt;Równocześnie przełożeni, oceniając pozytywnie zakonną postawę i walory intelektualne neoprofesa Augusta Hlonda, postanowili go wysłać na studia filozoficzne i teologiczne do Rzymu. Przybył do niego z końcem października 1897 r. i rozpoczął je na słynnym Uniwersytecie Gregoriańskim. Uwieńczył je stopniem doktorskim po trzech latach pracy 10 lipca 1900 r. Równocześnie pełnił obowiązki asystenta, czyli wychowawcy młodzieży w niedzielnym oratorium przy zakładzie Sacro Cuore na via Marsala, obecnie naprzeciw dworca Stazione Termini. Zajmowały mu one całe niedzielne popołudnia, zwłaszcza gdy trzeba było przygotować różne występy i akademie a nawet przedstawienia. Do tego dochodziły urzędowe sprawy, które załatwiał w różnych dykasteriach rzymskich kongregacji z polecenia prokuratorów zgromadzenia G. Cagliero i G. Marenco. Były to zajęcia męczące i absorbujące, toteż nic dziwnego, że doszło wtedy u 17-letniego Augusta do krwotoku płucnego, spowodowanego przepracowaniem i osłabieniem organizmu. Należy jednak podkreślić, że pobyt w Rzymie dał mu bardzo wiele. Tutaj w Wiecznym Mieście przyszły kierownik Kościoła w Polsce zdobył nie tylko wiedzę, lecz uczył się także patrzeć okiem wiary na dzieje papiestwa i jego zadania. Tutaj też nabył tego ducha rzymskiego, tak znamiennego dla wszystkich jego inicjatyw, przepojonego żywą wiarą, nadprzyrodzoną karnością i synowską miłością Kościoła oraz bezwzględnym posłuszeństwem dla Ojca świętego.&lt;br /&gt;Po krótkim odpoczynku wakacyjnym Hlond został we wrześniu 1900 r. odwołany z Rzymu do Oświęcimia ze względu na palącą potrzebę większej liczby personelu dla pierwszego zakładu na polskiej ziemi; Tutaj przy boku dyrektora ks. Emanuele Manassero pełnił obowiązki asystenta, nauczyciela, sekretarza dyrektora, dyrygenta chóru i orkiestry oraz redaktora Wiadomości Salezjańskich. Równocześnie studiował prywatnie teologię, składając później egzaminy przed komisją w Kurii Biskupiej w Krakowie. W tym też czasie ze względu na konieczność posiadania cenzusu, uprawniającego do uczenia w gimnazjum, założonym przez Salezjanów w tymże zakładzie, przygotowywał się do matury, którą złożył po nieudanym egzaminie w Gimnazjum Św. Anny w Krakowie, w 6 Cesarsko-Królewskim Gimnazjum we Lwowie w 1904 r. Oprócz tego wziął w Wiedniu razem ze Stanisławom Pływaczykiem udział w kursie prac ręcznych, tzw. slojdzie, a także przez pół roku prowadził w zakładzie wiedeńskim chór i orkiestrę. Toteż ks. Manassero nie miał słów uznania dla Hlonda, dla jego pracowitości, wytrzymałości fizycznej i psychicznej odporności mimo nawału codziennych zajęć społecznych niejednokrotnie z różnymi przykrościami i kłopotami, powtarzając, często Nostro Augusto è` la provvidenza di questa casa (nasz August jest opatrznością tego domu). &lt;br /&gt;Oprócz zwykłych zajęć i różnych obowiązków spoczywających na barkach Hlonda, nie zapominał o przygotowaniu się do kapłaństwa, zwłaszcza gdy 17 grudnia 1904 r. otrzymał tonsurę i niższe święcenia, a następnie subdiakonat (18 III 1905) i diakonat (9 VII 1905) z rąk bpa Anatola Nowaka, sufragana krakowskiego i przyjaciela salezjanów, który udzielił mu także święceń prezbiteratu 23 września 1905 r. w kościele ss. Wizytek w Krakowie. Ponieważ z powodu zakazu kurii wrocławskiej nie mógł odprawić prymicji w kościele parafialnym w Mysłowicach, uroczystości te odbyły się w zakładzie oświęcimskim -8 października, gromadząc rodzinę, krewnych, wychowanków, salezjanów i liczną, rzeszę wiernych ze Śląska, by towarzyszyć modlitwą swemu ziomkowi w jego pierwszej mszy Św. &lt;br /&gt;Po uroczystościach prymicyjnych neoprezbiter Hlond został przeznaczony do Krakowa na stanowisko kapelana w tzw. Schronisku Ks. A. Lubomirskiego na miejsce dotychczasowego ks. Jana Świerca, który został mianowany dyrektorem (w Oświęcimiu) w związku z nominacją ks. Manassero na prowincjała nowej inspektom z siedzibą w Oświęcimiu. Objął ten urząd 24 października 1905 r. i pozostał na nim przez dwa lata. Dyrektorem tej instytucji był ks. Lang, kapłan diecezjalny, a personel składał się z sióstr Szarytek i grona świeckich pracowników. Zamieszkiwali ten zakład chłopcy, uczniowie szkoły podstawowej i młodzież rzemieślnicza. Nad fundacją czuwała kuratoria,. złożona z delegata, namiestnictwa i kilku członków, obywateli miasta Krakowa, w tym jednego z rodziny Lubomirskich. Kuria Biskupia roztaczała nad nią duchową i moralną opiekę. Ponieważ były ciągłe trudności z zakładem, noszono się z myślą przekazania go w przyszłości Zgromadzeniu Salezjańskiemu. Tymczasem jednak, w celu lepszego zapoznania się, z mm zaangażowano do posługi duchowej członków zgromadzenia, zlecając, im czuwanie, nad życiem religijnym wychowanków oraz udzielanie nauki religii i śpiewu a także zasięganie co miesiąc opinii o chłopcach, ich postępie w nauce u wychowawców i nauczycie’ Dnia 6 listopada l905 r. kard. Puzyna upoważnił osobnym pismem ks. Hlonda do sprawowania obowiązków katechety w zakładzie fundacji mi A. Księcia Lubomirskiego, a rok później później powierzył mu obowiązek nauczania  religii  w szkole Przemysłowej Uzupełniającej, przy ul. Lubomirskich. Praca ta była niełatwa i wymagała wielkiego nakładu sił i energii, zwłaszcza gdy chodziło o terminatorów, pracujących u różnych majstrów na terenie całego Krakowa. Toteż ich odwiedzania u pracodawców; zasięganie od nich opinii bronienie ich przede wyzyskiem pochłaniało większość dnia. Jednak trud ten nie poszedł na marne. Gdy po dwuletnim pobycie ks. Hlond żegnał się z nimi, ku wielkiemu zdziwieniu personelu młodzież na pozór obojętna, płaczem żegnała swego kapelana. Oprócz tego ks. Hlond opiekował się byłymi wychowankami zakładu oświęcimskiego, którzy w Krakowie studiowali  na najwyższych uczelniach, przychodząc im z duchową i materialną pomocą sam zaś zapisał się na Uniwersytet Jagielloński 12 grudnia 1905 r na wydział filozoficzny, słuchając przez cztery semestry wykładów Kazimierza Morawskiego, Stanisława Tarnowskiego, Jana Łosia, Creisenacha i innych. &lt;br /&gt;Studiował więc język polski, niemiecki i łacinę, brał także udział w seminariach słowiańskim i germanistycznym oraz polskiej literatury. Z powodu przeniesienia go do Przemyśla zmuszony był przerwać studia, które jednak wznowił na Uniwersytecie Lwowskim, zapisując się na, wydział filozoficzny i chodząc na wykłady m.in. prof. Schatza w latach 1908/1909. Z powodu przeniesienia go do Wiednia musiał studia przerwać na zawsze, nie osiągnąwszy tam żadnego stopnia naukowego. W tym też czasie zaczął gromadzić materiały źródłowe do zamierzonej przezeń biografii księcia Augusta Czartoryskiego, kontynuując tę pracę przez szereg lat, której niestety nigdy nie sfinalizował.&lt;br /&gt;Nowe pole pracy otwarło się przed Hlondem w Przemyślu, dokąd zaprosił salezjanów tamtejszy bp Józef Sebastian Pelczar, pragnąc im powierzyć opiekę nad rzemieślniczą młodzieżą. W tym też celu zakupił na Zasaniu skromną posesję, którą oddał zgromadzeniu na własność. Miała ona stanowić punkt oparcia dla przyszłej pracy młodzieżowej. Wkrótce otwarto kaplicę, poświęconą przez samego ordynariusza 15 grudnia 1907 r celem religijnej obsługi zasańskiej dzielnicy. Mając do pomocy ks. Jana Symiora, młody dyrektor objął w dwóch szkołach naukę religii a w diecezjalnej szkole organistowskiej (był bowiem uzdolnionym muzykiem) udzielał lekcji z teorii harmonii, wydając nawet własny podręcznik oraz spieszył z pasterską posługą Braciom Albertynom, ss. Benedyktynkom, Sercankom, a także duchowieństwu diecezjalnemu. Oprócz tego werbował pomocników i pomocnice salezjańskie. W samym roku 1909 wysłał do Turynu 927 adresów nowych kandydatów. Przede wszystkim jednak zajął się młodzieżą rękodzielniczą, której znaczna liczba mieszkała w Przemyślu, ulegając nierzadko złym wpływom otoczenia. Otworzył dla niej Oratorium w części domu, przerobionej na świetlicę, gromadząc w nim każdego wieczoru i w niedzielne popołudnia terminatorów, z którymi najpierw w lokalu towarzystwa Przyjaźń w mieście, a później już na miejscu przygotowywał przedstawienia, zwłaszcza jasełka i różne akademie także inne imprezy kulturalne, nie wyłączając sportu i wycieczek w okolice Przemyśla. Pragnąc skupić wszystkich terminatorów pod wspólny sztandar katolickiego stowarzyszenia, w którym mogliby pogłębiać religijne wykształcenie zawodowe, umiejętności, napisał na polecenie bpa Pelczara statut Katolickiego Związku Uczniów Rękodzielniczych, zatwierdzony 31 grudnia 1908 r. przez  Namiestnictwo we Lwowie. W związku z tym miał w nim objąć godność, prezesa tegoż, stowarzyszenia, którym był do tej pory ks. Wojciech Tomaka, późniejszy sufragan, przemyski, niezmiernie zasłużony diecezji. Zarazem ks. Hlond podjął pierwsze kroki w kierunku przygotowania planów budowy kościoła i zakładu, powierzając ich projekty włoskiemu architektowi M. Cerradiniemu. Przeprowadzał także pertraktacje z abpem Józefem Bilczewskim i ks. Janem Trzopińskim z ramienia inspektora ks. Em. Manassero w sprawie przyjęcia nowej placówki salezjańskiej w Daszawie. Na skutek przeciążenia. pracą, a przede wszystkim ostrej nagonki prasowej ze strony Nowego Głosu Przemyskiego (o charakterze lewicowym i antyklerykalnym), rozpętanej we Włoszech w związku z rzekomymi przestępstwami o charakterze moralnym w zakładzie salezjańskim w Varazze (nota bene bł. ks. Rua stając w obronie dobrego imienia towarzystwa zażądał od władz państwowych przeprowadzenia ścisłych dochodzeń w Varazze i innych zakładach w całych Włoszech, które nie potwierdziły zarzucanych Salezjanom oskarżeń, a zgromadzenie wyszło z tej ogniowej próby obronną ręką) i powtórzonej na łamach wspomnianego dziennika, zwalczającego salezjańską działalność na terenie Przemyśla – zapadł poważnie na zdrowiu. Choroba oczu, która powtarzać się będzie raz po raz, pozbawiła go na pewien okres możliwości działania. Skoro jednak doszedł jako tako do sił, przełożeni postanowili przenieść go z Przemyśla do Wiednia. Należy jeszcze dodać, że ks. Hlond mimo tylu zajęć, absorbujących go bez reszty, chwytał także za pióro i pisał artykuły na tematy zgromadzenia i wychowania młodzieży, ukazujące się później w Echu Przemyskim i Wiadomościach Salezjańskich, oraz wydał drukiem broszurkę o nabożeństwie do Matki Boskiej Wspomożenia Wiernych.&lt;br /&gt;Dnia 17 czerwca 1909 r. ks. Hlond został mianowany przełożonym zakładu salezjańskiego, w Wiedniu, znajdującego się wówczas na peryferiach miasta, przy Hagenmullergasse, na miejsce ciężko chorego ks. Teodora Kurpisza. Była to z jego strony wielka ofiara ze względu na całkowicie odmienne warunki życia i pracy, którą chętnie poniósł dla dobra zgromadzenia. Ponieważ Rząd austriacki patrzył na zgromadzenie niechętnym okiem, nie mogąc zapomnieć Włochom utraty północnych prowincji Italii, na rzecz zjednoczonych Włoch, a do ks. Bosko roszcząc pretensje za to, że w swej Historii Włoch silnie akcentował przynależność tych ziem do Zjednoczonego Królestwa Włoskiego, oraz dawał się we znaki brak odpowiedniej kadry kierowniczej, rekrutującej się z Salezjanów austriackich ze względu na małą liczbę członków towarzystwa, uważano, że kandydatura dyrektora przemyskiego zadośćuczyni wymaganiom władz państwowych i rozwiąże palące problemy, związane z dziełem ks. Bosko w stolicy Habsburgów. &lt;br /&gt;Znajomość języka niemieckiego, posiadanie, austriackiego, obywatelstwa oraz zmysł organizacyjny i wybitna kultura osobista predestynowały ks. Hlonda na to trudne stanowisko, a w oczach władz kościelnych i świeckich czyniły go osobą godną szacunku i zaufania. Nic dziwnego, że w krótkim czasie umiał podbić wiedeńczyków z różnych sfer społecznych, zdobywając w nich przyjaciół dla dzieła ks. Bosko. Zaliczali się do nich arcybiskupi Wiednia i kardynałowie Nagi i Piffi, prałat Ignaz Seipel, o. Abel TJ, który w 1903 r. sprowadził salezjanów do Wiednia, redaktor Funder, członkowie dworu cesarskiego i ministrowie, jak np. Wacław Zaleski, minister skarbu, a także arystokracja wiedeńska, mieszczaństwo i duchowni wszystkich stopni oraz prości robotnicy.&lt;br /&gt;Trudne były początki działalności ks. Hlonda na terenie Wiednia. Niewykończony gmach zakładu, z ciążącymi na nim długami, nieprzyjazna atmosfera, wytworzona wokół salezjanów, polityka podejrzliwości ze strony władz, a ponadto młody wiek przełożonego (miał wtedy 28 lat) i jego polskie pochodzenie, wszystko to mogło wpływać hamująco na rozwój dzieła ks. Bosko w naddunajskiej stolicy. Jednak nowy dyrektor, nie zrażony niczym, zabrał się energicznie do pracy, a więc spłacił długi, cały gmach doprowadził do stanu używalności, otworzył w nim kaplicę i rozpoczął odprawiać nabożeństwa, wszczął zabiegi u władz o prawa państwowe dla gimnazjum, uwieńczone pomyślnym skutkiem. Oprócz tego roztoczył opiekę nad ubogą i zaniedbaną młodzieżą, otwierając dla niej w zakładzie oratorium z chórem, orkiestrą, i kółkami dramatycznym i sportowym. Równocześnie dla biedniejszych chłopców urządził stołówkę, która wydawała codziennie do 200 posiłków; a w czasie I wojny światowej (od 1915 do 1918) objęła swą pomocą, wydając dla nich jednorazowo tzw. Mittagstisch, ponad 800 dzieci, zwłaszcza sieroty i ofiary wojny. Ogółem wydano w tym czasie 44920 posiłków, co było liczbą kolosalną, zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę ogólną nędzę, panującą w Wiedniu i w monarchii austriackiej, trudności aprowizacyjne i powojenny chaos. Należy jeszcze zaliczyć do tej akcji zabiegi ks. Hlonda o pomoc dla podopiecznych w postaci bielizny, obuwia i odzieży, których brak dawał się coraz, bardziej, we znaki. Toteż dyrektor Salesianum zwracała się z licznymi odezwami do społeczeństwa, skierował nawet gorący apel w tej sprawie do katolików Stanów Zjednoczonych. Przeprowadzał także różne imprezy, kwesty i osobiście wyjeżdżał w teren celem zdobycia środków żywnościowych. Był to dla niego ciężki okres, stanowił jednak w jego życiu najpiękniejszą kartę, opromienioną czarem chrześcijańskiego miłosierdzia, tak bliskiego sercu ks. Bosko. Oczywiście pomagali mu w tym wielkim dziele na. pierwszym miejscu współbracia zakonni, a także pomocnicy i pomocnice salezjańskie oraz inni zwerbowani przez niego dla tak szeroko zakrojonej akcji.&lt;br /&gt;Ks. Hlond mimo najróżniejszych zajęć wypełniających mu każdy dzień pamiętał również o polskiej kolonii, żyjącej na terenie Wiednia. Choć nie mógł często oficjalnie manifestować swej polskości (był nawet dyskretnie inwigilowany przez miejscową policję), to jednak chętnie, spieszył z duchową pomocą, odprawiając, w każdą niedzielę w polskim kościółku na Rennwegu mszę św. i głosząc kazanie dla swych rodaków. Otoczył opieką Solidację Mariańską, która pod jego kierownictwem po moderatorze ks. Smodlibowskim zaczęła stawiać pewniejsze kroki, powiększając swój stan liczebny i włączając się do pracy charytatywno-społecznej. Zajął się polską młodzieżą, która w poszukiwaniu pracy i chleba znalazła się w naddunajskiej stolicy, zaniedbana, i opuszczona, gromadząc ją (byli to terminatorzy, czeladnicy, uczniowie) w zakładzie, gdzie w porozumieniu z żoną ministra Zaleskiego i innymi paniami miał z nią różne pogadanki na tematy religijne, światopoglądowe i narodowe, kończące się podwieczorkiem, przysyłanym jej przez wspomnianą wyżej żonę ministra. Prowadził również dla swych rodaków, zwłaszcza młodzieży rekolekcje. Utrzymywał też w zakładzie kilku polskich studentów, bądź składających maturę, bądź uczęszczających, na wyższe uczelnie. Spieszył także z wydatną pomocą polskim zakładom salezjańskim w Galicji, załatwiając im w różnych ministerstwach i urzędach sprawy nie cierpiące zwłoki. W związku z likwidacją zakładu w Oświęcimiu podczas I wojny światowej przyczynił się do sprowadzenia jego wychowanków do zakładu w Unterwaltersdorf pod Wiedniem. Przy tym utrzymywał aż do końca swego pobytu w Austrii ścisłe kontakty z wybitniejszymi osobistościami polskiego świata jak W. Zaleski, O. Forst-Battaglia, Al Hajdecki, o. Kuliński, o. S. Skwierawski i inni.&lt;br /&gt;Jako dyrektor zakładu dbał szczególnie o jego rozwój i postęp, zwłaszcza gdy chodziło o gimnazjum. Troszczył się o personel domu, składający się z Niemców, Węgrów i Polaków, dbając o to, by nigdy nie doszło między nimi da podziałów na tle politycznym i narodowym. Wnosił z sobą optymizm, radość, i wielki spokój. Prowadził tryb życia niemal spartański, nie szukająć wygód i innych ułatwień. Toteż zaskarbił sobie powszechną wdzięczność, zarówno współbraci, jak i wychowanków, urzeczonych jego autentyczną salezjańskością. Przykazany do zgromadzenia całym sercem zabiegał u władz państwowych o zatwierdzenie zgromadzenia na terenie monarchii, które wreszcie otrzymał 27 czerwca 1912. r. Prowadził te pertraktacje przez szereg lat na polecenie przełożonych wyższych, którym leżał na sercu prawny stan towarzystwa w tym kraju. W roku 1916 wszedł ks. Hlond do rady inspektoralnej, a już w trzy lata później, wskutek rozpadu monarchii austro-węgierskiej i zmian politycznych w Europie, a co za tym idzie powstania nowej prowincji salezjańskiej austro-węgiersko-niemieckiej, został powołany na jej pierwszego inspektora ż siedzibą w Wiedniu. Dnia l grudnia 1919 r. ks. Hlond  rozpoczął, rządy, trwające niespełna trzy lata (do 7 XI 1922), w ciągu których pomnożył zakłady i personel, przyjmując nowe placówki i rozszerzając działalność salezjańską na Bawarię i Węgry. Toteż w chwili nominacji na administratora apostolskiego ks. Hlond przekazał następcy inspektorię liczącą 16 zakładów i około 150 współbraci. Było to wielkie osiągnięcie z jego strony, mając na uwadze okres wojny i inne trudności związane z otwieraniem placówek i ich obsadą personalną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. W trosce o wszystkie Kościoły&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W związku z przyznaniem Polsce decyzją Komisji mocarstw sprzymierzonych części plebiscytowej Górnego Śląska, z wyłączeniem jednak miast Bytomia, Gliwic i Zabrza, kard. Adolf Bertram, ordynariusz wrocławski, ustanowił dnia 21 października 1921 r. dla tego terenu Delegaturę Biskupią, mianując swoim delegatem z władzą wikariusza generalnego słynnego apostola trzeźwości ks. Jana Kapicę. Delegatura ta, uzależniona od Kurii wrocławskiej pod względem jurysdykcyjnym, nie budziła większej sympatii wśród kleru i społeczeństwa śląskiego, a rząd polski wyraźnie ją ignorował i nie uznawał jej aktów prawnych. Nic dziwnego, że wskutek takiej polityki powstawały najróżniejsze trudności, uniemożliwiające normalny tok pracy i wywołujące między obydwu władzami oraz wiernymi nieporozumienia i zgrzyty. By temu zapobiec, Stolica Apostolska już w roku następnym powołała do życia Administrację Apostolską, wyłączając Górny Śląsk spod jurysdykcji Wrocławia i poddając go pod bezpośrednią władzę polskiego zwierzchnika, w osobie dotychczasowego prowincjała salezjańskiego ks. Augusta Hlonda. Nominacja ta wywołała na Śląsku żywiołową radość, natomiast w innych dzielnicach Polski, z wyjątkiem dawniejszej Galicji, pewne zdziwienie ze względu na mało znaną osobę nowego rządcy. Podzielały to zdziwienie nawet koła rządowe, pytając z niedowierzaniem Watykan: Monseigneur Hlond est-il Polonais (czy mons. Hlond jest Polakiem?) &lt;br /&gt;Pius XI dobrze jednak wiedział, kogo powołał to trudne stanowisko Nieobca mu była osoba Hlonda, z którym po raz pierwszy spotkał się w Wiedniu, gdy w 1918 r. udawał się do Polski w charakterze wizytatara apostolskiego na wyraźną prośbę episkopatu polskiego, skierowaną do papieża Benedykta XV. Zatrzymawszy się wówczas w nuncjaturze wiedeńskiej, za pośrednictwem nuncjusza Valfre` di Bonzo wszedł w bliższy kontakt z dyrektorem Salezjanum, w którym zobaczył nieprzeciętną indywidualność, męża Kościoła o szerokich horyzontach i bystrego obserwatora historycznych wypadków na terenie Polski, budzącej się do niepodległego bytu po blisko półtorawiekowej niewoli. Odtąd między, przyszłym papieżem, wówczas prałatem Achillesem Rattim, i skromnym Dyrektorem salezjańskim zawiązała się więź, przechodząca niemalże w przyjaźń. Toteż ilekroć już jako nuncjusz przejeżdżał z Warszawy do Rzymu; wstępował po drodze do Wiednia, zatrzymując się m.in. u ks. Hlonda i omawiając z nim sprawy natury polityczno-kościelnej, związanej z położeniem Kościoła w Polsce, a zwłaszcza Śląska, kolebki przyszłego prymasa. Nic dziwnego, że to wszystko, łącznie z różnymi przysługami, oddanymi mu przez Hlonda, jeszcze jako nuncjuszowi po porażce plebiscytowej w Sekretariacie Stanu, w związku z jego wyjazdem z Polski – zadecydowano o nominacji byłego prowincjała salezjanów na administratora apostolskiego polskiego Śląska, ogłoszonej oficjalnie 7 listopada 1922 r. W cztery dni później (11 XI) został podniesiony brewe papieskim do godności protonotariusza apostolskiego ad instar participantium. &lt;br /&gt;Trudno dzisiaj powiedzieć, czy Hlond spodziewał się tej nominacji. Jest faktem, że jego kandydatura na biskupa śląskiego była już przedtem wysuwana przez prasę polską i niemiecką, w związku z czym ówczesny prowincjał wystąpił ostro przeciw tym pogłoskom, prosząc w liście swych przełożonych o zdementowanie ich tak w Sekretariacie Stanu w Rzymie, jak w nuncjaturze warszawskiej, uzasadniając, że ani on, ani zgromadzenie nie uczyniło w tym względzie żadnego kroku, a jeśli jego nazwisko jest wymieniane, to tylko z tego względu, że jego rodzina, a zwłaszcza bracia Jan i Klemens brali czynny udział w powstaniach śląskich. Co więcej wiadomość ta sprawiła mu wielki ból… Podobno wcześniej wymieniano jego nazwisko jako kandydata na sufragana w Linzu, co mogło być prawdopodobne ze względu na jego długoletni pobyt w Wiedniu i liczne kontakty utrzymywane z episkopatem austriackim oraz znajomości w wyższych sferach wiedeńskich, zwłaszcza na dworze cesarskim. Ze jednak mógł się liczyć z taką ewentualnością, świadczy o tym list, pisany na półtora miesiąca przed nominacją do brata ks. Ignacego  (27 IX 1922):&lt;br /&gt;Około połowy października jadę do Włoch, a będąc w Rzymie skorzystam z dawnej znajomości z Ojcem św., by mu obszernie, stosunki śląskiej wyłożyć i na konieczność samodzielnego biskupstwa wskazać. Dodał przy tym, że: sprawę biskupa uważa zaprzecz mniejszej wagi, a gdy chodzi, o niego w związku z krążącymi pogłoskami na jego temat, liczy się z odejściem ze swego stanowiska.&lt;br /&gt;Dnia 17 grudnia 1922 r. nowy rządca śląskiego Kościoła odbył skromny ingres do kościoła NMP w Katowicach z udziałem najbliższej rodziny, władz świeckich, kleru diecezjalnego i zakonnego oraz rzesz wiernych, manifestujących, swą radość, z posiadania  własnego pasterza. W czasie mszy pontyfikalnej odczytano jego pierwsze orędzie do diecezjan, w którym nakreślił program pracy i zadania, stojące przed nim i nową wspólnotą kościelną. Pisał w nim m.in.: Zadaniem moim będzie prowadzić was drogą wiary i cnoty do nieba, do Boga, utwierdzając, krzepiąc, oświecając, podnosząc, ratując. Wszyscy mają prawo do mej miłości, pracy i opieki, wszystkim chcę służyć, wszystkimi się zająć, aby wszystkich Chrystusowi pozyskać. Że nie były to tylko same słowa, lecz dobrze przemyślany plan pracy, świadczyły o tym jego rządy, nacechowane spokojem, rozwagą i młodzieńczą energią, choć niektórym się zdawało, że ten biedny zakonnik nie da sobie rady.&lt;br /&gt;Trudne były początki montowania organizacji kościelnej na terenie Śląska, gdy jego rządca nie posiadał ani mieszkania, ani biura, a jego budżet był bardziej niż skromny, a ponadto trzeba było załatwiać i rozwiązywać liczne i zawiłe sprawy, w tym również problemy narodowościowe. Dawał się także bardzo silnie odczuć brak kapłanów, stąd należało zatroszczyć się o powołania kapłańskie; wyłaniały się również inne materialne kłopoty. Nie zrażał się jednak tym wszystkim rzutki administrator, przystępując z miejsca do realizowania programu. W latach 1922-1923 zorganizował Kurię, Sąd Biskupi, utworzył kilka dekanatów, powołał Radę Konsultorów Diecezjalnych z ks. Kapicą na czele i ks. Kubiną jako wicedziekanem. Na kanclerza kurii powołał ks. Emila Szramka, księdza o wielkiej wiedzy i nieposzlakowanym charakterze, a ks. Teofilowi Bromboszczowi, proboszczowi w Ornontowicach zlecił urząd wikariusza generalnego. Natomiast przewodniczącym trybunału biskupiego został ks. Józef Kubis. Powołana została także do życia Rada Administracyjna, z ks. Kapicą jako przewodniczącym. Ten umiejętnie dobrany zespół współpracowników pozwolił ks. Hlondowi kierować diecezją bez większych wstrząsów i zgrzytów, która pod jego rządami mogła już wkrótce normalnie funkcjonować jako samoistna jednostka kościelna. Mając na uwadze stronę materialną diecezji, zabiegał o budowę katedry, gmachu kurii i seminarium duchownego, zakupując pod te instytucje, tak konieczne dla właściwego, rozwoju życia diecezjalnego, odpowiednie tereny, z tym że budowa seminarium miała być rozpoczęta w Krakowie ze względu na wydział teologiczny UJ. Nabył także majątek w Kokoszycach dla celów rekolekcyjnych oraz uruchomił drukarnię i księgarnię diecezjalną pod wezw. Św. Jacka, które miały wkrótce oddać wielkie zasługi sprawie katolickiej. Zwrócił bacznie wzrok na doniosłość drukowanego słowa w życiu jego diecezjan, powołując w 1923 r. Gość Niedzielny (tygodnik dla rodzin katolickich), który miał odtąd wstępować w progi śląskiego domu jako przyjaciel dusz otwartym słowem prawdy i pogłębić w nim wiadomości wiary i zasady życia chrześcijańskiego. Jego redakcję powierzył ks. Kubinie, a później ks. Józefowi Gawlinie. Założył również celem podniesienia poziomu kazań Kółko Homiletyczne i Kółko Pisarzy, złożone z księży i świeckich. Zadaniem tego ostatniego miało być ożywienie piśmiennictwa religijnego, skupiającego się wokół Gościa Niedzielnego. (Należy dodać, że w dwa lata później taki tygodnik pod tytułem Sonntagsbote zaczął wychodzić z jego inicjatywy dla katolików niemieckich, a jego redaktorem został ks. Stefan Woźnica). Patronował “Dziełu powołań”, powołanemu przez niego do życia, gdzie w szczególny sposób zasłużyli się dla tej sprawy ks. Wawrzyniec Puchar, ks. rektor Stanisław Maśliński i ks. prof. Robert Josiński.&lt;br /&gt;W związku z powojennym kryzysem, który dotknął także Śląsk, i narastającą falą bezrobocia, podtrzymywanego sztucznie przez obcy kapitał, zwłaszcza niemiecki, aby udowodnić zagranicy słabość i nieudolność polskiej gospodarki, ks. Hlond powołał do życia 27 lipca 1924 r. Sekretariat Dobroczynności Diecezjalnej oraz Śląski Komitet Ratunkowy, który miał na celu nieść doraźną pomoc ofiarom przesilenia gospodarczego. Ponadto ordynariusz osobiście interweniował w sprawie robotniczej u czynników, zainteresowanych nią w sposób szczególny (właściciele kopalń i ziemianie), żądając od jednych sprawiedliwego unormowania pracy i płacy, od drugich zaś pomocy w naturze dla dotkniętych bezrobociem górników [...]. Akcja interwencyjna ks. biskupa wydała wspaniałe owoce, a robotnik śląski patrzał z coraz większym zaufaniem i podziwem na swego pasterza (abp J. Gawlina). W ramach tej pomocy zwrócił ks. Hlond baczną uwagę na plagę pijaństwa, powołując do istnienia Ligę Antyalkoholową.&lt;br /&gt;Oprócz tego idąc za wskazaniami Piusa XI, papieża laikatu, założył w 1924 r. Ligę Katolicką z czterema oddziałami: ojców, matek, młodzieńców i dziewcząt. W tej sprawie wydał list pasterski, w którym zaznaczył, że akcja ta budząc sumienie katolickie, urabiając katolickie zasady, przygotowuje ludzi o wyraźnym katolickim przekonaniu, ludzi katolickiego jutra kraju, a gdy chodzi o Śląsk, staje się czynnikiem jego katolickiego odrodzenia. O jej dynamicznym rozwoju świadczyła nie tylko gęsta sieć oddziałów parafialnych, lecz również zjazdy katolickie, urządzone w Królewskiej Hucie (1923) i Katowicach (1924) z kard. E. Dalborem na czele, stanowiące przegląd sił katolickiego Śląska, a także słynna pielgrzymka śląska, zorganizowana przez ks. Gawlinę z okazji Roku Świętego i prowadzona przez samego ordynariusza do Rzymu w 1925 r., jako oficjalna reprezentacja ludu śląskiego. Na szczególną uwagę zasługuje również uroczysta koronacja cudownego obrazu Matki Bożej w Piekarach Śląskich w dniu 15 sierpnia 1925, dokonana przez ks. nuncjusza Laureo Lauriego przy udziale biskupów, duchowieństwa i wiernych – świadectwo żywej wiary, ludu śląskiego i głębokiej czci jego pasterza względem Matki Bożej, który zabiegał, by uroczystość ta przyczyniła się do wzmożenia kultu maryjnego i pogłębienia religijnego życia katolików śląskich.&lt;br /&gt;Dnia 11 listopada 1925 r. nastąpiła, zgodnie z konkordatem i bullą Vixdum Polomae unitas (28 X 1925) erekcja diecezji śląskiej, a w miesiąc później (14 XII) dotychczasowy administrator apostolski został mianowany pierwszym biskupem katowickim. W związku z tym dn. 17 listopada 1925 r. przejął ks. Hlond z rąk ks. Jerzego Kolka jurysdykcję nad Śląskiem Cieszyńskim, który włączył w granice swej diecezji. Kanoniczne rządy diecezją objął 2 stycznia 1926 r. w obecności konsultorów z ich przewodniczącym ks. Kapicą, a w niedzielę 3 stycznia w prokatedrze Św. Piotra i Pawła w Katowicach sakrę biskupią z rąk kard. Aleksandra Kakowskiego, metropolity warszawskiego, i współkonsekratorów biskupów Stanisława Łukomskiego i Anatola Nowaka. Uroczystość ta zgromadziła rodzinę, duchowieństwo i biskupów z nuncjuszem Laurim na czele oraz władze świeckie i masy wiernych, przemieniwszy się w jedną wielką manifestację religijną Śląska. Wreszcie dnia 22 stycznia 1926 r. bp Hlond erygował na mocy bulli papieskiej Divina disponense clementia Kapitułę Katedralną, do której powołał ks. J. Kapicę jako prepozyta, Aleksandra Skowrońskiego, T. Bromboszcza, Pawła Brandysa, J. Kubisa, W. Kasperlika, E. Szramka i Michała Lewka. Nie zapomniał o urzędowym organie kurialnym, powołując Wiadomości Diecezjalne w miejsce dotychczasowych Rozporządzeń Administracji śląska Polskiego.&lt;br /&gt;Ta ogromna ruchliwość pasterza diecezji przejawiła się również w jego udziale w różnych uroczystościach kościelnych, jak odpusty i jubileusze, konsekracje, bierzmowanie, a zwłaszcza wizytacje parafii, stanowiących ważny czynnik w integracji religijnego życia na terenie Śląska. Sympatyczna postać nowego biskupa ujmowała wszystkich od razu, wnosząc ze sobą nutę optymizmu, ujmującej życzliwości i rodzimej bezpośredniości. Toteż lud witał go wszędzie z entuzjazmem. Nareszcie mamy swego biskupa – z ulgą mówili Ślązacy. &lt;br /&gt;Nie brakło jednak Hlondowi bolesnych cierpień i doświadczeń, zwłaszcza w związku z katolikami niemieckimi, których znaczny procent zamieszkiwał przeważnie miasta. Odnosząc się do niego nieufnie, a nawet wrogo (mieli jeszcze w pamięci udział Jana Hlonda w powstaniu śląskim i jego propolską działalność) nie byli łatwym do kierowania w diecezji elementem, a ponadto oskarżali go przed Stolicą Św., że traktuje ich niesprawiedliwie i po macoszemu, nie uwzględniając ich potrzeb religijnych w tej mierze, jak tego wymagają obiektywne racje. Nieustannie atakował administratora Der Oberschlesischer Kurier, organ prasowy Związku Niemieckich Katolików w Polsce (Verband der deutschen Katholiken in Polen) za jego rzekomą polonizację niemieckiego kościoła na Śląsku, oczywiście nie bez wpływu Berlina. Natomiast na terenie Watykanu za pośrednictwem ambasady niemieckiej urabiał mu opinię niejaki Dom Bede, by w ten sposób skompromitować go w oczach Kurii Rzymskiej. Wówczas stanęło w jego obronie duchowieństwo w rezolucji uchwalonej 15 listopada 1925 r. wyraźnie stwierdziło jego gorliwą i prawdziwie i apostolską pracę około odbudowania życia religijnego Śląskiego ludu i jego absolutną sprawiedliwość dla katolików narodowości niemieckiej. Ze strony zaś kapituły ukazała się broszura pióra ks. Gawliny pt. Die Wahrheit über Martyrum der deutschen Katholiken in Polen, która w znacznej mierze przyczyniła się do wykazania fałszu ze strony przeciwnej i zażegnania chwilowo sporu. Przyszły prymas przeżył boleśnie tę oszczerczą kampanię. W liście do dyrektora Salesianum, G. Wagnera pisał otwarcie 23 listopada 1926 r., już jako arcybiskup: …Jestem Ťosławionyť w wiedeńskiej prasie, (która) nie orientując się wcale w skomplikowanych stosunkach Śląska padła ofiarą politycznego oszustwa. Proszę Ojca Św., by przez specjalnego delegata stwierdził na miejscu stan sprawy i jeśli mi udowodnią, że popełniłem względem katolików niemieckich choćby jedną jedyną krzywdę, natychmiast składam swoją prymasowską godność i proszę o wysłanie mnie na misje w najodleglejszy zakątek świata. Gdyby, jednak papież przychylił się do mego wniosku, prosiłbym go. o pozwolenie opublikowania wyników tej sprawy [...]. Okaże się wówczas, jaką rolę odgrywa złoto w pewnych kręgach katolickich. Ten ośrodek, który to aranżuje i płaci, znajduje się poza Polską i wcale mu nie zależy na tym, czy katolicy niemieccy będą mieli swe nabożeństwa po niemiecku, czy nie. Chodzi o politykę, z którą nie chciałem mieć nic do czynienia. I stąd ta walka. Mimo to w chwili odejścia bpa Hlonda na stolicę prymasowską zaatakowała go jeszcze raz Kattowitzer Zeiturig, zarzucając mu, że nie udało mu się wykluczyć z Kościoła polityki narodowościowej, a co za tym idzie nie uwzględnił zrozumiałych żądań niemieckiej części ludności.&lt;br /&gt;Ogólny jednak bilans jego czteroletnich rządów był dodatni. Stwierdził to ks. Bromboszcz, wikariusz kapitulny pisząc w pożegnalnej odezwie: (bp A. Hlond) czteroletnią trudną, lecz owocną pracą [...] zorganizował Kościół na Śląsku Polskim i odnowił po czasach zamętu życie katolickie. Pamięć pierwszego biskupa śląskiego pozostanie w sercach wdzięcznych jego diecezjan i w dziejach Śląska niezatartą. Nic dziwnego, że robotnicy gdy Hlond opuszczał diecezję udając się do Gniezna i Poznania, porzucili warsztaty pracy, by stanąwszy wzdłuż drogi pożegnać ukochanego pasterza i sercem zapłakać za okazane im serce. (abp. Gawlina).&lt;br /&gt;W lutym 1926 r. zmarł w Poznaniu pierwszy prymas odrodzonej Polski, kard. Edmund Dalbor, znany dobrze Ślązakom i ich pasterzowi, któremu okazywał dużo serca i życzliwości. (Przyjął ks. Szramka do swej kurii na praktykę kanclerską, uczestniczył w Zjeździe Katolickim w Katowicach w 1924 r., miał jeszcze koronować Matkę Boską Piekarską i konsekrować Hlonda, który z kolei czynił starania, by jego diecezja mogła w przyszłości być w związku metropolitalnym z Gnieznem, do którego należał Śląsk do 1821 r.). Wszyscy stawiali sobie pytanie, kto będzie jego następcą. Wysuwano oczywiście różne kandydatury: bpa S. Łukomskiego, H. Przeździeckiego oraz O. Jacka Woronieckiego OP, i Stanisława Sopucha TJ. Wszystkie one okazały się iluzoryczne. Nawet kandydatura O. Sopucha, który otarł się o purpurę prymasowską (K. Morawski), stała się wkrótce nieaktualna wskutek wrogiego nastawienia wielkopolskiego kleru z powodu jego bliskich powiązań z obozem rządowym (był m.in. w przyjacielskich stosunkach z marszałkiem J. Piłsudskim) i rzekomo usilnych starań samego kandydata i generała jezuitów, O. Wł. Ledóchowskiego, u papieża o jej cofnięcie. Niewiele miały również do powiedzenia kapituły gnieźnieńska i poznańska, zwłaszcza że Stolica Apostolska stanęła na stanowisku swobodnej nominacji papieskiej (J. Nowacki), powierzając 24 czerwca 1926 r. obydwie stolice w Gnieźnie i Poznaniu biskupowi Hlondowi. Niełatwo odpowiedzieć, jakimi motywami kierował się Pius XI przy tej nominacji. Podobno przez danie wielkopolskiemu klerowi na rządcę zakonnika pragnął go odpolitycznić i skierować na tory duszpasterskiej działalności, zgodnej z jego kapłańskim powołaniem. Ogólnie przyjęto nominację biskupa śląskiego pozytywnie. Świadczą o tym wypowiedzi prasy, biskupów i różnych osób i instytucji, w których podkreślano, że wszystkie przymioty zewnętrzne i wewnętrzne (abpa Hlonda), niezwykła ruchliwość, doświadczenie, zdobyte na szerokiej widowni świata – dają pewną rękojmię, że Kościół polski pod duchowym jego przewodem spełni dziejową misję dla skołatanego kraju (aluzja do przewrotu majowego). Do tego samego nawiązał abp metropolita krakowski A. S. Sapieha, kiedy pisał: …Ekscelencja wie, jak się cieszę, że nasz Episkopat będzie miał prezesa, który będzie wiedział, co trzeba robić, i będzie go prowadził, a inny biskup krótko stwierdził: …z woli Ojca Św., tak nam życzliwego i tak dobrze znającego potrzeby naszego kraju, zasiądzie na osieroconej stolicy ten, o którym prawdziwie słowami niemieckiego przysłowia powiedzieć można, iż jest “der rechte Mann am rechten Ort! (abp P. Mańkowski).&lt;br /&gt;Nowy arcybiskup zamierzał odbyć uroczysty ingres do swoich katedr już we wrześniu, z powodu jednak niespodziewanej choroby (zapalenia płuc) należało wszystko odłożyć, tak że dopiero 2 października ks. Stanisław Janasik, rektor Seminarium Duchownego w Poznaniu przejął w Gnieźnie i Poznaniu w jego imieniu rządy obydwu archidiecezji. W tydzień później abp Hlond (10 X 1926) objął uroczyście prymasowską stolicę, a 17 października dokonał ingresu do archikatedry poznańskiej, witany wszędzie przez wiernych, duchowieństwo i władze z radością i entuzjazmem. Wprawdzie kler wielkopolski pragnął widzieć na tronie prymasów kogoś z własnych szeregów, pogodził się jednak szybko z zaistniałą sytuacją, pocieszając się przynajmniej tym, że Śląsk, z którego pochodził nowy zwierzchnik, był przez wieki związany z Wielkopolską wspólną przynależnością do metropolii gnieźnieńskiej oraz dzielił te same losy w czasie niewoli, jęcząc pod jarzmem pruskiej przemocy. Sam zaś abp Hlond dobrze sobie uświadamiał, jaką spuściznę przejął po swym szlachetnym poprzedniku. Wielkopolska bowiem wysuwała się na pierwsze miejsce w kraju pod względem stopnia uświadomienia i natężenia życia katolickiego, zwłaszcza w dziedzinie społecznej. Złożyło się na to wiele przyczyn, jak działalność wybitnych biskupów społeczników ostatniej doby, pełna poczucia odpowiedzialności postawa karnego i światłego duchowieństwa, zahartowanego w walce o Kościół i polskość w twardej szkole pruskiej niewoli, szeroko rozwinięta i dobrze prowadzona sieć organizacji katolickich, tradycje pracy społecznej itp. Wszystko to stanowiło odpowiednie podłoże do szeroko zakrojonych przez nowego arcypasterza akcji, który pragnął z Poznania jako siedziby metropolity i prymasa uczynić wzorowy pod każdym względem ośrodek życia katolickiego.&lt;br /&gt;Jakkolwiek po objęciu rządów przez pewien czas nowy metropolita nie wprowadzał zasadniczych zmian odnośnie do administracji kościelnej, stojąc na stanowisku, że najpierw należy się zorientować w sytuacji, by nie czynić fałszywych kroków, z których później trzeba by było się wycofywać z uszczerbkiem dla autorytetu władzy i ze szkodą dla dobra obydwu diecezji – powoli jednak przygotowywał grunt pod zmiany, szczególnie na tym odcinku. Tak więc 31 stycznia 1927 r. zniósł Ordynariat Arcybiskupi, uległy przemianowaniu na kurie dotychczasowe konsystorze, na których czele stali wikariusze generalni z określonymi kompetencjami, normowani osobnym dekretem. Powołał do życia szereg referatów, kierowanych przez referentów, noszących tytuł radców kurialnych, a regulamin wewnętrzny miał ustalać tryb załatwiania spraw w każdej kurii. Obydwie kurie posiadały własne kasy, do których kierowano kolekty, podatki kościelne i taksy kancelaryjne.&lt;br /&gt;Od stycznia 1927 r. została powołana do życia Kancelaria Prymasa Polski jako nowa instytucja kościelna, obejmująca sprawy nie związane z wewnętrznym zarządem diecezji, jak seminarium duchowne, jego majątki, misje zagraniczne, studia zagraniczne kleru, opieka duszpasterska nad emigracją, sprawy dotyczące różnych bractw i stowarzyszeń kapłańskich, kongresów krajowych i międzynarodowych itp. Na jej czele stał dyrektor, noszący od 1930 r. tytuł szefa kancelarii. Był nim przez długie lata ze wszech miar zasłużony, niezwykle sumienny i ofiarny ks. kan. Henryk Zborowski. Tak samo prymas Hlond przeprowadził w 1933 r gruntowną reorganizację sądownictwa kościelnego w obydwu archidiecezjach, mianując nowych oficjałów i niemal całkowicie skład sędziów prosynodalnych i pracowników sądów metropolitalnych. Celem zapewnienia tym instytucjom nowych wykwalifikowanych sił, wysyłał młodych księży na studia prawnicze do Rzymu (Nowicki, Brass, Filipiak i inni). W roku 1927 zreorganizował studia seminaryjne w ten sposób, że w Gnieźnie były dwa lata filozofii, a w Poznaniu trzy lata teologii, które w r. 1933 zostały przedłużone do czterech (A. Petrani). Zajął się także archiwum kościelnym, ustanawiając dla niego regulamin określający normy korzystania ze zbiorów. Wydał rozporządzenie w sprawie Dzieła Rozkrzewiania Wiary oraz zatwierdził statut Bractwa Wstrzemięźliwości i przeprowadził szereg innowacji, dostosowanych do nowych warunków.&lt;br /&gt;Mając na względzie historyczne tradycje i zasługi na polu pracy narodowo-społecznej, zwłaszcza w okresie niewoli obydwu kapituł katedralnych, powoływał ich członków na współpracowników, a ponadto starał się powoływać do ich grona osoby godne tego wyniesienia i zasłużone dla diecezji, nie szczędząc wysiłków i zabiegów, nawet u Stolicy Apostolskiej, jeśli tego zachodziła potrzeba, jak np. w sprawie protonotariatu dla ks. Józefa Kłosa czy kanonikatu dla ks. Franciszka Jedwabskiego, wówczas kanclerza kurii poznańskiej, którym wystawił wspaniałe świadectwo jako kapłanom godnym, zasłużonym, cieszącym się ogólnym poważaniem, a przede wszystkim pełnym ducha kościelnego i oddania dla swego ordynariusza. Wystarał się także dla kapituł o dalsze godności prałackie (dziekana i kustoszów) oraz wyłącznie ze względów na tradycję historyczną reaktywował Kapitułę Kolegiacką w Kruszwicy (ks. M. Banaszak), a także polecił ks. Aleksemu Brassemu opracować projekt statutu Kapituły Św. Jerzego w Gnieźnie. Nosił się również z myślą reaktywowania Kapituły Kolegiackiej w Środzie, której projekt statutu osobiście poprawił, opatrując go w praktyczne wskazówki. Wybuch drugiej wojny światowej stanął temu na przeszkodzie i dopiero udało się zrealizować go abpowi A. Baraniakowi w roku 1960.&lt;br /&gt;W pierwszych latach swych rządów przeprowadzał osobiście wizytacje kanoniczne parafii w obydwu archidiecezjach, a później ze względu na mnożące się zajęcia i inne obowiązki powierzał je swym sufraganom. Pragnął jednak mieć kontakt z duchowieństwem i diecezjami, biorąc udział w różnych jubileuszach, konsekrując kościoły, ołtarze i dzwony, udzielając święceń kapłańskich swym alumnom i pełniąc inne funkcje liturgiczne. Brał również udział w kongregacjach dziekańskich, które w archidiecezji gnieźnieńsko-poznańskiej miały bogatą tradycję, zwołując je bądź do Gniezna, bądź do Poznania. W razie niemożności wzięcia w nich udziału delegował swego zastępcę, zazwyczaj sufragana. Przygotowywał synod diecezjalny oraz prowincjonalny, podając nawet ich problematykę. Gdy chodzi o synod diecezjalny, wydał 9 listopada 1937 r. dekret o rozpoczęciu prac przygotowawczych, w których ustalono skład komisji (9) i zakres ich kompetencji oraz problematykę, opierając się na CJC. Z tą myślą został w roku 1934 wydany przez ks. S. Brossa Zbiór Ustaw Archidiecezji Gnieźnieńskiej i Poznańskiej. Miał on służyć jako punkt wyjścia w pracach przygotowawczych synodu z uwzględnieniem uchwał I Synodu Plenarnego i innych źródeł o charakterze prawnym. (m.in. Miesięcznik Kościelny). Natomiast synod prowincjonalny miał być zwołany do Gniezna najpóźniej na 15 i 16 sierpnia 1938 r. Z jakich powodów obydwa synody nie doszły do skutku, trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Wydaje się, że prace komisji szły zbyt wolno, a następnie ciągła niemal absencja prymasa w Poznaniu, spowodowana różnymi przyczynami (choroby, udział w kongresach międzynarodowych, wyjazdy oficjalne itp.) spowodowała ich odsunięcie na dalszy plan, w dodatku wybuch wojny w 1939 r. przekreślił ostatecznie wspomniane wyżej inicjatywy.&lt;br /&gt;Kard. Hlond troszczył się w szczególny sposób o seminaria, których sprawy zastrzegł sobie, wyłączając je spod kompetencji kurii. Pierwszy wprowadził do swego seminarium w Poznaniu katedrę misjologii, powierzając ją zasłużonemu redaktorowi Roczników Misyjnych (Annales Missiologicae), ks. Kazimierzowi Kowalskiemu, rektorowi Wyższego Seminarium Duchownego w Poznaniu. Starał się także o obsadzenie katedr odpowiednimi siłami profesorskimi oraz wysyłał zdolniejszych alumnów na specjalistyczne studia. Nosił się z myślą powołania do życia Akademii Teologicznej w Poznaniu, dla której opracował statut, wydrukowany na krótko przed wybuchem wojny, w czasie której doszczętnie zaginął. Donosząc o tym nuncjuszowi Filipowi Cortesiemu, pisał, że chodzi mu przez powołanie do życia tej akademii z kilkunastu katedrami o fachowe przygotowanie przyszłych nauczycieli religii do szkół i gimnazjów, czego niestety nie mogą otrzymać na fakultetach teologicznych uniwersytetów polskich.&lt;br /&gt;Prymas Hlond zwrócił także uwagę na sprawy natury materialnej; odnośnie do majątków kościelnych uporządkował tę kwestię specjalnym rozporządzeniem z 1935 r. Zniósł przymusowe podatki na rzecz daniny parafialnej, składanej odtąd dobrowolnie przez wiernych celem utrzymania kościoła i jego instytucji. Zniósł także Dozory Kościelne, pozostałość z czasów zaborcy, powołując w ich miejsce Rady Parafialne. Rozważał poważnie projekt parcelacji dóbr kościelnych, licząc się z nią jako problemem, nie cierpiącym zwłoki ze względu na trudną sytuację ekonomiczną wsi i radykalizm społeczny nurtujący polskiego chłopa. Wydał również cały szereg najróżniejszych rozporządzeń, dyktowanych potrzebą chwili. Erygował nowe dekanaty, parafie i duszpasterskie ośrodki. Zezwalał na osiedlanie się rodzin zakonnych, wychodząc z założenia że każdy klasztor i każdy kościół zakonny może i powinien być potężnym ośrodkiem ducha Chrystusowego. W tym celu sprowadził do Poznania Dominikanów, powierzając im duszpasterstwo akademickie. Podjął się nawet reorganizacji niektórych zgromadzeń (Braci Serca Jezusowego i SS. Betanek). Sam zaś założył Towarzystwo Chrystusowe dla Wychodźców Polskich. Był także współzałożycielem Zakonu Służby Bożej o charakterze luźnego zrzeszenia (unio pia), gromadzącego katolicką inteligencję w celu uświęcenia członków i pracy nad charakterem katolickiej Polski. Należeli do niego m.in. Stefan Dąbrowski, Seweryn Czetwertyński, Witold Czartoryski, Klemens Jędrzejowski, Bohdan Winiarski i inni. Szczególną troską otaczał zakony i zgromadzenia żeńskie, jak Karmelitanki, Elżbietanki, pracujące w kurii i pałacu, Szarytki, Urszulanki czarne i szare, Służebniczki, siostry Sacre Coeur z Polskiej Wsi i inne. Widział bowiem w ich pracy pełnej poświęcenia i ofiary wabią podporę w budowaniu Królestwa Chrystusowego. &lt;br /&gt;Pragnąc ożywić i zdynamizować życie katolickie archidiecezji, zwrócił baczną uwagę na katolickie stowarzyszenia charytatywno-społeczne, które miały już za sobą bogatą przeszłość i niemały dorobek. Nie na próżno działali na ziemi wielkopolskiej: ks. Augustyn Szamarzewski, ks. Piotr Wawrzyniak, abp Florian Stablewski, ks. Stanisław Adamski, ks. Józef Prądzyński, ks. Józef Kłos i inni. W tym celu erygował 13 czerwca 1927 r. Katolicką Szkołę Społeczną, przemianowaną później na Wyższe Katolickie Studium Społeczne, następnie w 1933 r. Katolicki Instytut Wychowawczy i wreszcie na krótko przed wojną w 1938 r. Katolicką Szkołę Pielęgniarstwa. Do tego doszedł Instytut Wyższej Kultury Religijnej, otwarty dn. 8 listopada 1938 r. przy udziale nuncjusza F. Cortesiego i innych gości. Wszystkie te instytucje miały przygotować katolicką elitę, stanowiącą kierowniczą kadrę w dziedzinie społeczno-kulturalnej. Oprócz tego prymas zwrócił uwagę na akcję charytatywną, nadając jej nowy impuls przez nowelizację statutów istniejących już towarzystw dobroczynnych i powołując do życia wydziały parafialne Caritasu, a później w latach ogólnego kryzysu Komitet Ratunkowy Bezrobotnym. W związku z tą akcją zabierał głos w prasie i radiu, nawołując katolickie społeczeństwo, by mierzyło swój czyn ofiarny wielkością sprawy, tragizmem chwili, własną godnością człowieczą, głębią polskiego serca i rozpiętością Bożego nakazu. Jak te apele rozumiano, świadczy o tym przykładowo bilans z jednego roku (1938), który wynosił pokaźną sumę, bo ponad 1200 tyś. zł. Należy dodać, że sam prymas przeznaczał z własnych wpływów ok. 10 tysięcy zł rocznie na te cele. Toteż zdając sobie sprawę z wagi problemu, jakim była sprawa pomocy ubogim, nosił się z myślą napisania listu o tematyce społecznej; brak czasu sprawił, że mimo zapowiedzi nie ukazał się nigdy, pozostał tylko jego szkic. W związku z Caritasem należy podkreślić zasługi położone przez dyrektorów, mianowicie księży: Walentego Dymka, Stefana Janiaka, Edmunda Wołkowskiego i Jana Krajewskiego, dzięki którym akcja charytatywna nabierała coraz większego rozmachu, stanowiąc praktyczną realizację przykazania miłości.&lt;br /&gt;Nie mniejszą troską otoczył kard. Hlond laikat katolicki, powołując do życia Archidiecezjalny Instytut Akcji Katolickiej, w którego ramach, zgodnie z dyrektywami Piusa XI, miała działać istniejąca już od 1920 r. Liga Katolicka, założona przez ks. J. Prądźyńskiego i kierowana przez niego i Pawła Gantkowskiego aż do roku 1934. Ona to organizowała corocznie w jednym z miast archidiecezji zjazdy katolickie, które inaugurował ks. prymas, dni katolickie i inne imprezy religijne, jak święto Św. Rodziny, akademie jubileuszowe itd. Wpływały one dodatnio na podniesienie życia religijnego wiernych i uwrażliwiały na sprawy ogólnokościelne. Z tej inicjatywy doszło do wybudowania pomnika wdzięczności, kongresu eucharystycznego w Poznaniu w 1931 r., obrony katolickiego małżeństwa i innych inicjatyw, ogarniających swym zasięgiem niemal wszystkie dziedziny życia kościelnego.                        &lt;br /&gt;Poza tym prymas popierał różne bractwa i towarzystwa, pragnąc, by stały się walnym przyczynkiem w dziele pogłębienia ducha katolicyzmu polskiego. Toteż osobiście głosił rekolekcje profesorom, działaczom katolickim, kapłanom i biskupom, o ile na to pozwalał mu czas i okoliczności. Prócz tego wydawał listy pasterskie, orędzia i odezwy, poruszające aktualne sprawy Kościoła w archidiecezjach. Większa część tych enuncjacji przekraczała granice metropolii, a nawet kraju i stawała się własnością całego katolickiego społeczeństwa, jak to miało np. miejsce z listem pasterskim O chrześcijańskie zasady życia państwowego czy z tradycyjnymi przemówieniami radiowymi z okazji Tygodnia Miłosierdzia czy Bożego Narodzenia. W tej więc myśli, mając na uwadze znaczenie kultu maryjnego w życiu swych diecezjan, sfinalizował uroczystości koronacyjne Obrazu M.B. w Świętej Górze pod Gostyniem (1928) i w Borku na Zdzieżu (1931), a także w swym kościele tytularnym M.B. Pokoju w Rzymie (1934) oraz w Jazłowcu, koronując w 1939 r. statuę Pani Jazłowieckiej.&lt;br /&gt;W trosce o pogłębienie i podniesienie poziomu intelektualnego katolickiego laikatu postarał, się o przekład i druk Katechizmu kard. P. Gaspariego, encyklik Piusa XI o katolickim wychowaniu młodzieży (Dwiuiżllius Maoistri) i małżeństwie (Casti connubii) i innych dzieł o charakterze popularnym, zwłaszcza z dziedziny hagiografii. Dla kapłanów zaś kazał założyć miesięcznik pt. Teologia Praktyczna na miejsce Działu Nieurzędowego w diecezjalnym miesięczniku, zniesionego ze względów oszczędnościowych. Wprzęgał w te prace katolickie pióra, popierając wszelką akcję, mającą na względzie dobro Kościoła i ludzkich dusz i patronując jej poczynaniom. Troszczył się o katedry, ich zabytki i wystrój wewnętrzny. Dla stolicy gnieźnieńskiej wystarał się w 1931 r. o tytuł bazyliki mniejszej, zlecając o. Efremowi kapucynowi jej ozdobienie przez potężne płaskorzeźby z życia Św. Wojciecha. Wystawił swym poprzednikom w Gnieźnie – Dalborowi, a w Poznaniu – Ledóchowskiemu i Stablewskiemu z inicjatywy kleru i wiernych wspaniałe pomniki. Wzbogacił siedzibę prymasowską w Gnieźnie kolekcją sztychów i obrazów, a w testamencie swoim z 1928 pragnął na rzecz obydwu swych stolic przekazać po połowie bielizny kościelnej, stołowej, kielichów mszalnych i obrazów oraz z masy spadkowej sumę 10 tysięcy dla każdej z osobna.&lt;br /&gt;W swoich rządach opierał się kard. Hlond przede wszystkim na wikariuszach generalnych. Pełnili ten urząd biskupi pomocniczy (z wyjątkiem ks. inf. Czesława Meysnera, wik. gen. diecezji poznańskiej w latach 1927-28) Karol Radoński (1925-29), Walenty Dymek (1929-46) i Antoni Laubitz, gdy chodzi o diecezję gnieźnieńską (1926-39), a po jego, śmierci ks. kan. Edward van Blericq (1939-1946). Mając do nich pełne zaufanie, zasięgał ich zdania w sprawach trudnych i spornych; im też zlecał najróżniejsze sprawy diecezji, zwłaszcza gdy inne obowiązki nie pozwalały mu na zajmowanie się nimi. Stojąc na stanowisku centralizacji władzy, kierował jednak podwładnymi “łagodną dłonią” (kard. Wyszyński), pozostawiając im stosunkowo dość szeroki margines na własne inicjatywy, chociaż z drugiej strony starał się być zorientowany we wszystkich sprawach diecezji, co bardzo skrupulatnie czynili obydwaj wikariusze generalni, zwłaszcza bp Laubitz i Dymek. Nie było sprawy, którą by się nie zajął, nie opatrzył swymi uwagami lub nie dał odpowiednich wskazówek, a ponadto trzymał rękę na pulsie, będąc w stałym kontakcie z kuriami i swymi biskupami sufraganami oraz z duchowieństwem, z którym spotykał się przy najróżniejszych okazjach.&lt;br /&gt;W tę pracę, tak owocną dla życia kościelnego diecezji, uderzyła hitlerowska nawała, niszcząc całkowicie w ciągu sześciu lat okupacji dotychczasowy dorobek, zdobyty wspólnym wysiłkiem duchowieństwa i laikatu. Jego odbudowy podjął się kard. Hlond na nowo po swym powrocie z tułaczki w lipcu 1945 r. Jednak już w roku następnym (4 III 1946) zrezygnował z rządów archidiecezją poznańską i objął z woli Piusa XII metropolię stołeczną, zatrzymując równocześnie archidiecezję gnieźnieńską, połączoną z Warszawą pro hac vice tantum w osobie prymasa Polski.&lt;br /&gt;Już w latach dwudziestych, w związku ze słynnym sporem o prymasowskie pierwszeństwo między Gnieznem a Warszawą, wybitny historyk prawa Władysław Abraham wysunął tezę ich unii celem zlikwidowania wzajemnych uprzedzeń i nieporozumień. Jednak sprawa ta stała się aktualna dopiero po śmierci kard. Kakowskiego i była poważnie rozważana w kuluarach Sekretariatu Stanu, studiującego projekt połączenia Gniezna z Warszawą. Jeśli nowy papież zatwierdzi taką koncepcję - pisał kard. Hlond z konklawe w 1939 r. do generała Salezjanów ks. Pietro Ricaldonego - prawdopodobnie będę musiał się przenieść do Warszawy. Rzeczywiście stało się to. faktem dopiero po siedmiu latach, gdy pismami z 4 i 30 marca 1946 r. prymas został powiadomiony przez odpowiednie kongregacje (dla Nadzwyczajnych Spraw Kościelnych i Sekretariat Stanu) o przeniesieniu go do Warszawy. W związku z tym 6 kwietnia zrzekł się rządów archidiecezją poznańską na rzecz abpa W. Dymka, nowego jej ordynariusza, i 30 maja w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego dokonał ingresu do prokatedry warszawskiej, by nazajutrz przejąć wobec kapituły rządy stołecznej metropolii. Równocześnie mianował abpa Antoniego Szlagowskiego wikariuszem generalnym oraz ogłosił dwie nominacje biskupie ks. Zygmunta Choromańskiego i ks. Wacława Majewskiego, których konsekrował w prokatedrze 29 czerwca 1946 r. Pierwszy z nich (bp Choromański) miał pełnić obowiązki sekretarza Konferencji Episkopatu.&lt;br /&gt;W ciągu dwu i pół roku swej działalności pasterskiej przeprowadził w kilku dekanatach wizytacje kanoniczne, udzielając sakramentu bierzmowania oraz wyświęcił grupę kapłanów, dokonał również erekcji nowych dekanatów i parafii. Odnowił Sąd Arcybiskupi, ustanowił Komisję dla Spraw Kanonizacyjnych i powołał przy kurii Kolegium dla Spraw Duszpasterskich o charakterze konsultatywnym. W roku 1947 utworzył Radę Prymasowską dla odbudowy kościołów w Warszawie, zwracając się z tej okazji do Polaków w kraju i za granicą o przyjście z pomocą finansową męczeńskiej stolicy, którą zniszczył w sposób barbarzyński hitlerowski szał, by ta wspaniała a heroiczna ludność stołeczna nie zaznała głodu duchowego dla braku świątyń, cyboriów, ambon. Równocześnie 24 czerwca poświęcił kardynał prymas kamień węgielny pod odbudowującą się z ruin wojennych archikatedrę warszawską. Prowadził również, jak dawniej, uroczystą procesję z okazji Bożego Ciała na Plac Zamkowy, a w ostatnim roku życia uczestniczył w dwóch wielkich manifestacjach religijnych stolicy: przeniesieniu cudownego krucyfiksu z prokatedry do ocalałej wśród gruzów kaplicy Baryczków i translacji relikwii bł. Władysława z Gielniowa, patrona stolicy, do kościoła akademickiego Św. Anny, gdzie na koniec wygłosił ostatnie, pełne ognia i natchnienia przemówienie do młodzieży akademickiej, wzywając ją, by była strażniczką wielkości i świętości swego narodu. Oprócz tego zajmował się żywo akcją charytatywną, połączoną z pomocą zniszczonym i ubogim kościołom.  Opiekował się młodzieżą, zwłaszcza akademicką, finansując jej kolonie i wspierając ją w potrzebie, także materialnie. Niestety, w tej ciągłej , trosce o wszystkie kościoły został złożony śmiertelną chorobą i po dziewięciu dniach ciężkich cierpień i dwóch operacjach spokojnie zasnął na zawsze opatrzony sakramentami, aby lud wiedział, że kardynał prymas przygotowuje się na śmierć. Zmarł w szpitalu ss. Elżbietanek na Mokotowie po przeżyciu 67 lat, trzech miesięcy i 17 dni, w tym kapłaństwa 43, biskupstwa 26 (włącznie z godnością administratora apostolskiego) i kardynalatu 22 lata, mając poza sobą 52 lata zakonnej profesji.&lt;br /&gt;Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się 24 października 1948 r. przeniesieniem zwłok zmarłego prymasa z kaplicy szpitalnej na Mokotowie do prokatedry, po czym 26 października, przy udziale całego polskiego episkopatu z sędziwym kardynałem Adamem Sapiehą na czele odbyło się żałobne nabożeństwo, podczas którego przemówienie wygłosił bp Karol Radoński. Ogromne rzesze ludu z całej Polski, duchowieństwo, siostry zakonne i biskupi oraz grupa salezjanów towarzyszyli ostatniej drodze kardynała do ruin katedry, gdzie w kaplicy Najśw. Sakramentu złożono jego śmiertelne szczątki, przeniesione później do zbudowanej, już przez jego następcę, kard. Wyszyńskiego, kaplicy prymasów Polski. W roku 1960 został poświęcony pomnik, projektu Zofii Kamińskiej-Trzcińskiej, przedstawiający arcypasterza stołecznej metropolii w kardynalskiej purpurze na tle szybów i kopalń oraz symbolów górniczej pracy z wymownym napisem: August Kardynał Hlond – Syn Ziemi Śląskiej…&lt;br /&gt;4. Na straży sumienia katolickiej Polski&lt;br /&gt;Kardynał Hlond był nie tylko ordynariuszem dwóch najstarszych diecezji w Polsce. Obejmując rządy metropolii gnieźnieńskiej, przejął równocześnie na swe barki historyczną spuściznę prymasów i stanął na straży sumienia katolickiego społeczeństwa, które widziało w nim najwyższy autorytet moralny i religijny i było przekonane, że tam w Gnieźnie, u grobu Św. Wojciecha prymas Polski czuwa nad całością wiary i chrześcijańskim życiem narodu. Również episkopat polski od początku niepodległości politycznej kraju akcentował szczególną rolę prymasa w życiu Kościoła, dając temu wyraz na pierwszym zjeździe biskupów w Gnieźnie 26 sierpnia 1919 r., gdzie przez, usta abpa J. Bilczewskiego mówił: Za zwołanie nas na obrady należą się Tobie, Najdostojniejszy Arcybiskupie Prymasie, wielkie dzięki. Miałeś prawo i obowiązek w tej chwili przełomowej, kiedy otwiera się nowa karta historii w dziejach Kościoła, zebrać nas tu dokoła grobu Św. Wojciecha, bo my, biskupi polscy, jesteśmy ostatecznie wszyscy rodem z tej najdawniejszej Gnieźnieńskiej stolicy arcybiskupiej, jak On, nasz Biskup męczennik wziął swoje do nas posłannictwo z Rzymu a przez Rzym z Chrystusa. – Toteż kard. Hlond, świadom tej historycznej misji prymasowskiej, uczynił z niej, dzięki swej wybitnej osobowości, ośrodek jedności Kościoła, opierając się na episkopacie i katolickim społeczeństwie. Wprawdzie zdawał sobie sprawę, że stanowisko jego, zwłaszcza w okresie rządów pomajowych było trudne i delikatne, jednak -jak to podkreślił jego następca, kardynał Wyszyński – autorytet prymasa wyniósł bardzo wysoko. Było to konieczne po odrodzeniu Polski; by zaznaczył się charakter prymasowski Gniezna – jako czynnik jednoczący i koordynujący prace oraz reprezentujący na zewnątrz interesy polskiego Kościoła. Polityka Hlonda była w tym względzie jednoznaczna. Różne kierunki i wpływy chciałyby ciągnąć prymasa to w tę, to w ową stronę. Ja zaś staram się iść prosto do celu, nie ustępując w niczym, gdy chodzi o dobro Kościoła, ale unikając także tego wszystkiego, co wywołać, może niepotrzebne i szkodliwe napięcia [...] – zwierzał się biskupowi Nowakowi. Toteż wszystkie jego kroki, zwłaszcza na forum publicznym i politycznym, były nacechowane spokojem, roztropnością i odwagą. Dał tego namacalne dowody w pokoju i na wojnie, na wygnaniu i we więzieniu.&lt;br /&gt;Prestiż prymasa Polski. wzrósł jeszcze bardziej, w oczach społeczeństwa, a nawet zagranicy, gdy abp Hlond został 20 czerwca 1927 r. wyniesiony do godności kardynała przez Ojca Św. Piusa XI. W związku z tym prezydent RP, prof. Ignacy Mościcki po raz pierwszy w odrodzonej Polsce (i jednocześnie ostatni) nałożył w Zamku warszawskim 29 czerwca przed cudownym obrazem M.B. Kodeńskiej prymasowi polskiemu na głowę kardynalski biret, życząc mu, by jako syn tej prastarej, piastowskiej dzielnicy, która pomimo wieloletniego odosobnienia wytrwać umiała niezachwianie przy narodzie i wierze, umiał łączyć i godzić obowiązki członka Św. Kolegium Kardynalskiego z obowiązkami obywatela Rzeczypospolitej.&lt;br /&gt;Ze względu na prominentną rolę wśród członków episkopatu, kard. Hlond zwoływał konferencje biskupów i często na nich przewodniczył na prośbę kard. Kakowskiego, opracowując w szczegółach program obrad. Był również członkiem Komisji Głównej i Prawnej. Wchodził w skład Rady Biskupiej dla spraw KUL-u, był odpowiedzialny za duszpasterstwo wychodźcze, prowadził rozmowy i pertraktacje z rządem z ramienia Stolicy Apostolskiej. Zogniskował i skupił w swym ręku ważniejsze inicjatywy o charakterze religijnym, aby przez nie oddziaływać na myśl katolickiego społeczeństwa i wyzwolić apostolskie energie, tkwiące w duszy laikatu. Brał również udział we wszystkich niemal manifestacjach religijnych w kraju, jak kongresy eucharystyczne i maryjne, zjazdy sodalicji, pielgrzymki akademickie mężów i niewiast katolickich, młodzieży katolickiej itd. Z Jasnej Góry uczynił punkt zborny religijnych inicjatyw i akcji, podejmowanych w celu odrodzenia polskiego katolicyzmu. Udzielił konsekracji w tym czasie (1926-1939) sześciu biskupom: Arkadiuszowi Lisieckiemu, Karolowi Radomskiemu, Walentemu Dymkowi, Stanisławowi Adamskiemu, Józefowi Gawlinie, Tadeuszowi Zakrzewskiemu i Giuseppe Gognata, salezjaninowi. Trzykrotnie pełnił rolę legata papieskiego a latere: w 1935 r. na krajowym kongresie eucharystycznym w Lublanie, następnie w 1937 r. na międzynarodowym kongresie Chrystusami Króla w Poznaniu i po raz ostatni w 1939 r. na tymże kongresie we  wspomnianej już Lublanie. Poza tym należał do Kongregacji Kościoła Wschodniego, Sakramentów, Soboru i Obrządków. Pełnił również obowiązki protektora zakonu 00. Paulinów na Jasnej Górze, a po wojnie SS.. Służebniczek w Pleszewie. M.in. został odznaczony za zasługi przez rząd polski Orderem Orła Białego w 1932 r. i takimż w 1936 r. przez rząd jugosłowiański, a z okazji pobytu w Brazylii w czasie kongresu eucharystycznego w Buones Aires w 1934 r. – Krzyżem Południa, który otrzymał wówczas z rąk prezydenta Vargasa.&lt;br /&gt;Jako reprezentant Kościoła polskiego za granicą wziął udział w różnych kongresach religijnych o charakterze międzynarodowym: w 1929 r. w Danii i Szwecji, w 1930 – w Kartaginie, w 1932 – w Irlandii, w 1933 – w Wiedniu z okazji 250-lecia odsieczy wiedeńskiej, w 1934 – w Argentynie, w 1936 – w Belgii i Francji, w 1930 i 1938 – w Budapeszcie, w 1929 i 1935 – w Pradze, w 1934 – w Londynie (pogrzeb kard. Boume’a), roznosząc imię Polski po wszystkich niemal kontynentach świata.&lt;br /&gt;Z przedwojennej działalności prymasa o ogólnopolskim zasięgu należy na pierwszym miejscu wymienić Akcję Katolicką. Była to sprawa kluczowa polskiego życia kościelnego, zwłaszcza że jarzmo niewoli wpłynęło hamująco na jego wzrost i rozkwit, a powojenny chaos, brak zgody i jedności w narodzie – wywołany majowym przewrotem – dopełniał reszty. Dnia 24 listopada 1930 r. ustanowił Naczelny Instytut Akcji Katolickiej z prezesem hr. Adolfem Bnińskim 
