"Wszyscy mają prawo do mej miłości, do mej pracy i opieki i wszystkim chcę służyć, wszystkimi się zająć, aby wszystkich Chrystusowi pozyskać", ale "nie odmawiajcie Bogu żadnej ofiary".

Kardynał August Hlond o kulcie świętych

Czego potrzeba na dzisiejsze czasy? Świętych, wielu świętych, wielkich świętych! Dziś żywych przykładów prawdziwej cnoty katolickiej jest mniej niż dawniej, a potrzeba wybitnych przykładów życia chrześcijańskiego jest nierównie większa. Dzisiejszemu światu świętych potrzeba.

Święci powinni krzepić i współczesne pokolenie. W ich szkole dokształcać się powinni w umiejętności świętych i w apostolskich uniesieniach kapłani, dusze zakonne i świeccy. Niech święci w dusze puste wnoszą treść życia. Niech w serca zniechęcone rzucają promienie wiary i nadziei. Niech wśród nienawiści miłość budzą, niech od doczesnych dóbr do Boga podnoszą. Niech wszystkich pobudzają do chrześcijańskiej doskonałości.

A nasza polska ziemia, Matką Świętych słusznie nazwana, posiada niezliczone wprost szeregi świątobliwych synów i cór. W obliczu świętych weźmy rozbrat z nieprawością, bo „jesteśmy stworzeni w Jezusie Chrystusie na uczynki dobre". Iść w przyszłość z Chrystusem, wiarą, Kościołem - oto nakaz świętych, to wezwanie do mężnego wyznania wiary.

Sługa Boży kard. August Hlond

W: Msza Święta, nr 11 (769), rok LXVI.

Ks. Ignacy Posadzy - Prymas Założyciel - Miłośnik Ojczyzny - 31.01.1956 r.

I znowu staje przed nami w tej akademii wizja tego, który z woli Bożej jest Założycielem i twórcą naszego Towarzystwa.
Jego osoba jest z nami złączona nierozerwalnie. Gdy opuszczał Poznań, by objąć w posiadanie metropolię warszawską, wpisał nam do księgi pamiątkowej te znamienne słowa: “Między nami nie ma dali. Zawsze nas łączyć będą Potulice i potulicki duch”.
Na każdy dzień spogląda na nas z portretów umieszczonych na ścianach naszych domów.

Na każdy dzień czujemy jego bliskość, czujemy tchnienie jego ducha.
Lecz w czasie tej skromnej uroczystości będzie on nam jeszcze bliższy. Wszystkie nasze myśli synowskie i uczucia skoncentrujemy dookoła jego osoby, tak bardzo nam drogiej.

Staje przed nami wizja Kardynała i Prymasa, który wycisnął głębokie piętno na życiu Polski i Kościoła w Polsce, który na firmamentu naszych dziejów błyszczy jak gwiazda jaśniejąca.

Gdy z perspektywy czasu spoglądamy na w pełni ukształtowaną osobowość naszego Założyciela, uświadamiamy sobie coraz bardziej, że był to wielki człowiek. Tak można mówić bez żadnej emfazy.

Toteż czcił i miłował go cały kraj, bo widział w nim wodza i hetmana narodu. Podziwiała a równocześnie zazdrościła go nam zagranica.
W czasie trzech ostatnich uroczystości urządzonych ku jego czci podkreśliliśmy jego piękne człowieczeństwo, jego pełną chrześcijańskość i jego idealną zakonność.
Zdał Prymas Polski egzamin jako człowiek. Zdał go na celująco. Spokojnie stanąć może przed sądem historii. Nie odkryje się w nim żadnych słabości.
Na tej warstwie pięknego człowieczeństwa zbudował on pełną chrześcijańskość.
Jego postać była imponującym monolitem chrześcijańskości.

Pełne chrześcijaństwo było siłą napędową jego myśli i poczynań. Duch Chrystusowy ożywiał całe jego życie. A w jego duszy płonął wielki ogień Chrystusowej miłości.
Cały styl życia naszego Założyciela nacechowany był zakonnością. Czuł się w każdym calu zakonnikiem. I to przez całe 50 lat. Bo krótko przed śmiercią Pan Bóg mu pozwolił obchodzić 50 – lecie życia zakonnego.

X. Prymas kochał swoje zakonne śluby jako cenny skarb, jako coś sakralnego, co należy wyżej stawiać ponad wszelkie przemijające dobra tej ziemi.
Przez 50 lat Ks. Prymas dumny był z tego, że był zakonnikiem, że należał do tej elitarnej cząstki, którą Pius X nazwał “gwardią królewską Kościoła św.”. Nawet purpura kardynalska nie potrafiła przyćmić jego zakonności.

W czasie dzisiejszej uroczystości przypominamy sobie jego bezgraniczne umiłowanie Ojczyzny. Wskazuje na to m.in. tytuł referatu, który stanowić będzie punkt centralny naszej akademii.

Z rozmysłem zaakcentujemy tę cechę jego osobowości, ponieważ w jednym z procesów publicznych rzucano ohydne kalumnie na polskość naszego Prymasa Założyciela.

Kwestionowano jego polskie pochodzenie. Brutalnie usiłowano wyrwać z korony jego chwały błyszczący klejnot polskości.
W dzisiejszych czasach coraz silniej podkreśla się wagę wspólnoty i jedności, która winna zespalać ludzkość, prowadząc ją do wyższych stadiów duchowego i kulturalnego rozwoju.
Mimo to, a może dlatego szlachetna i czysta miłość ojczyzny jest nadal wyrazem pełnej osobowości.

Patrząc na Ks. Prymasa, podziwiać można uniwersalność zmysłu kościelnego, podchodzenie do każdej sprawy z ogólnoludzkiego punktu widzenia.
Ale równocześnie urzeka nas w nim głębokie odczucie niezliczonych wprost więzów jakie go łączyły z Polską, ukochaną przez niego Ojczyzną.
Był zawsze dobrym synem Ojczyzny. Był jej najlepszym ambasadorem, czułym, poświęcającym się opiekunem swoich współrodaków.

Można by dalej wyliczać szereg określeń, wiążących się zawsze konkretnie z jego polskością. Ale wyglądałoby to na niepotrzebne okadzanie jego osoby.
On i bez tego pozostanie zawsze wielkim, miłośnikiem swego kraju, jego języka, pieśni i obyczajów.

Ile zdziałał dla Polski?
Nie łatwo da się wszystko wyliczyć. Nie każde z jego posunięć na rzecz Polski zostało poznane i właściwie ocenione.
Jako prowincjał salezjański z siedzibą w Wiedniu troszczył się w szczególny sposób o rozwój polskich zakładów wychowawczych na terenie swej rozległej prowincji.
Jako administrator śląski pogłębiał przywiązanie, miłość do odzyskanej Ojczyzny.
W purpurze kardynalskiej reprezentował zawsze wielkość nie tylko Kościoła, ale również i naszej Rzeczypospolitej.

Wsparty o pastorał, stał jak strażnik odwiecznych praw naszego narodu. Wycisnął głębokie piętno swej indywidualności na życiu naszej Ojczyzny.
Ks. Prymas – Założyciel był Polakiem w wielkim stylu. Wielkim swoim sercem z entuzjazmem ogarniał wszystko co polskie. W uniesieniu radosnym przeżywał wszelkie przejawy tej polskości w najtajniejszych głębiach swej polskiej duszy.
Czy kochał Polskę, polskiego człowieka, polską młodzież, polski lud?.
Wpatrując się w zasady Ewangelii, bolał nad krzywdą ludzką. Ale nie tylko bolał, on przechodził do czynu.

W ogniu zażartej walki o parcelację staje w obronie chłopa polskiego. Zakłada przy swej kancelarii specjalną “Radę” zajmującą się tymi sprawami.
Czyni to wbrew opozycji ze strony posiadaczy. Nie przeraża go gest obrażonego hr. Bnińskiego, który rezygnuje z urzędu prezesa Akcji Katolickiej w Polsce. On idzie przeciw prądom sfer wpływowych.
On staje frontem do ludu polskiego. Syn polskiego proletariusza staje się przyjacielem i obrońcą polskiego proletariatu.

Z myślą o polskim człowieku zachęca społeczeństwo polskie swymi gorącymi odezwami do zbierania ofiar na biedne dzieci polskie.
“Nie obarczajmy się odpowiedzialnością za to, że w swobodnej Ojczyźnie polskie dziecko żyje pośród nas w nędzy i nieszczęściu. Orlentom polskim pozwólmy rozwinąć skrzydła do lotu ku szczytom polskiej wielkości”.
A ileż serca okazywał polskiej młodzieży akademickiej. Dla niej wyciągał ostatnie grosze z kasy prymasowskiej. Żądał od niej tylko, by przemówił jej duch Chrystusowy i polski.

“O ty, najdroższa młodzieży akademicka! Przekazuję ci wielką misję. Bądź strażniczką wielkości i świętości naszego narodu”.
A jak kochał wychodźstwo polskie? Powiedział, że wychodźstwo stanowi cząstkę jego serca. On wchłonął w siebie ból i mękę milionów wychodźców polskich.
Raz jeden widziałem tylko łzy na jego oczach. Było to w 1934 r. po wielkim zjeździe Polaków z zagranicy w Warszawie. Pod koniec Zjazdu.
Polacy zjechali się w Częstochowie. Prymas też tam przybył.
Przemawiali delegaci z poszczególnych krajów ślubując wierność Polsce i Matce Najświętszej.

On przemówił na zakończenie. Był tak wzruszony, że głos mu się załamał, chustką wycierał sobie oczy. Ten wódz o stalowych nerwach, tak opanowany płakał, bo kochał polskich braci wychodźców.

Radował się każdym osiągnięciem, każdym sukcesem politycznym Polski.
Było to w czasie zajęcia polskiego Zaolzia przez oddziały wojska polskiego. Bawił on w tym czasie w Potulicach. Jechaliśmy razem na konsekrację kościoła w Dębowie. Miałem tam wygłosić kazanie okolicznościowe.
W czasie jazdy samochodem kilkakrotnie dawał upust swojej radości, że granice Polski się rozszerzają, że polskie Zaolzie wraca do Macierzy. A później dodał: “Niech ksiądz w kazaniu podkreśli w szczególniejszy sposób to radosne dla Polski wydarzenie”.
Na zagranicznych kongresach czy zjazdach podziwiano w nim bogactwo naszej psychiki narodowej, jego prężność kulturalną, jego wielkie uwrażliwienie duchowe.
Na Kongresie Eucharystycznym w Lublianie, gdzie reprezentował Ojca św. jako “legatus a latere”, witano go jako “jednego z największych synów bratniego narodu”.
Polska potrafiła ocenić wszystkie jego zasługi dla Ojczyzny, a w dowód uznania tych zasług prezydent przypiął do jego piersi najwyższe polskie odznaczenie – order Orła Białego.

Ks. Prymas – Założyciel był ambasadorem polskości nie tylko w dobrych chwilach. Znalazł się na wygnaniu w Rzymie, 4 tygodnie po zajęciu Polski przez wroga, a rozdartym sercem staje do mikrofonu radiostacji watykańskiej, a w proroczej wizji w te się odzywa słowa do ukochanego narodu:
“Moja Polsko, Męczennico!
Padłaś ofiarą przemocy, broniąc z poświęceniem bez granic świętej sprawy swej niepodległości. Z obowiązku dziejowego wywiązałaś się ze wspaniałą wielkością ducha. Nie zginęłaś Polsko! Nie zginęłaś, bo nie umarł Bóg. Bóg nie umarł i w swoim czasie wkroczy w wielką rozprawę ludów i po swojemu przemówi. Z Jego woli, w chwale i potędze zmartwychwstaniesz i szczęśliwa żyć będziesz, o najdroższa Polsko – Męczennico!”
Pukał do możnych tego świata, kiedy Musolini wołał do swoich faszystów: “La Polonia e liquidata”. A jeden z mężów stanu powtarzał z przekąsem: “Bękart wersalski nie powstanie już nigdy”.

Jak wielkim autorytetem cieszył się Prymas Polski w narodzie świadczy fakt, że po rezygnacji prezydenta Mościckiego, jemu zaproponowano urząd prezydenta państwa polskiego. Odmówił, ponieważ rozumiał, że inne jest jego posłannictwo.
W obliczu wroga okazał imponującą niezłomność ducha i bezwzględną wierność Ojczyźnie. Było po prostu absurdem kuszenie go do jakiejkolwiek akcji mającej na celu zdyskredytowanie Polski.

Daniel Rops, który w czasie okupacji odwiedził Ks. Prymasa w Hautecombe, opowiada w swoich wspomnieniach jak Niemcy uwięzili go w Paryżu a potem zaproponowali mu powrót do Polski i utworzenie rządu proniemieckiego.
Ks. Prymas odpowiedział:
“Panowie, pod tą sutanną nie znajdziecie zdrajcy Quislinga”.
M. Win..ska pisze: “Człowiek szlachetny z natury rzeczy nie cierpi kompromisów, a kto się w nie wdaje, zaczyna z nimi być na bakier”.
Wydaje się, że to zdanie naszej pisarki streszcza doskonale praktykę życiową Prymasa – Założyciela. On nie znał kompromisów.
W tym czasie jeden z pułkowników SS pozwolił sobie na słowa groźby: “Niech Eminencja pamięta o tym, że znajduje się całkowicie w naszej władzy”.
“W waszej władzy? – odparł Kardynał – Chrystus w dobroci swej uczynił mnie pasterzem w swoim Kościele. Ja jeśli chcecie ze mnie zrobić męczennika Chrystusowego, to będzie to dla mnie awans, o którym nawet marzyć nie mogłem”.
Wówczas inny wyższy oficer SS znalazłszy się sam na sam z Prymasem ukląkł i wzruszony jego niezachwianą postawą ucałował go w rękę i prosił o błogosławieństwo.
Podziwiali tę nieprzejednaność przyjaciele jak i wrogowie, czcząc w nim tym samym Polskę wierną i niezłomną.

Po wojnie wszystkie swe siły poświęca w tym celu, by człowiekowi w Polsce było coraz lepiej. “Chrześcijaństwo nigdy nie opuszcza człowieka – wołał na akademii Chrystusa Króla w Poznaniu. On wierzył, że dobitnej niż dobrobyt mas, dobitniej niż bomba atomowa, jutro charakteryzować będzie wielkość polskiego ducha.
Jego wiara w Polskę nie pozwalała mu na jakiekolwiek pesymistyczne rozważania na temat przyszłości naszej Ojczyzny.

Znał on dobrze niebezpieczeństwa czasów obecnych. Lecz będąc zakorzeniony w Bogu, wszystko ogarniał pełnym chrześcijańskim optymizmem. On wierzył, że Polska z godnością przeciwstawi się wołaniom niewiary.
“Przez trud, boleść, upokorzenie, krew i świętość Kościoła idziemy ku jednemu z największych triumfów Chrystusa. W Polsce triumf Bożej sprawy opromieniony będzie takim blaskiem, że na nią zwrócą się z podziwem oczy bliskich i dalekich narodów”.
Nadchodzą pamiętne dni październikowe 1948 roku. Są to ostatnie dni jego życia.
Prysły wszystkie nadzieje na jego wyzdrowienie. Dla nas wszystkich, którzy czuwaliśmy przy łożu umierającego Prymasa, były to chwile tragiczne. I nawet w tych chwilach kiedy wpatrzony w zaświaty, woła: “niech ustępuje stąd wszystko, co doczesne, bo wieczność się zbliża”, myśl jego zwraca się ku ukochanej Ojczyźnie.
Usta jego wybladłe szepczą słowa, które stanowią niejako testament duchowy wielkiego Hetmana narodu: “zawsze kochałem Polskę i będę się za nią wstawiał u Boga”.

Toteż kiedy wieść o jego śmierci niby iskra elektryczna obiegła całą Polskę dały się słyszeć głosy: “Umarł jeden z największych Prymasów, umarł jeden z największych Polaków”.

A kiedy ta wieść dotarła do Rzymu, jeden z dostojników kościelnych powiedział: “W dumnej stolicy nad Wisłą przestało bić ‘cor cordium Poloniae`” – serce polskich serc.
Wszystkie cechy niezapomnianej osobowości naszego Założyciela są dla nas cennym dziedzictwem. Ale te, które ukazują nam go jako miłośnika Ojczyzny, są dla nas wskazówką i ostrzeżeniem.

Zmarły nasz Założyciel należał do tych wyjątkowych ludzi, którzy posiadali wspaniałą równowagę idei i myśli. Panowała w nim harmonii doskonała między powszechnością katolicyzmu a miłością Ojczyzny, miłością polaków, w kraju i tych za granicą państwa.
Jest to czynnik ważny, szczególnie w naszej przyszłej pracy, gdzie potrzeba równocześnie taktu, poczucia braterstwa dla ludzi innych narodowości, jak i głębokiego przywiązania do polskości, do własnego kraju.
I pod tym względem Założyciel nasz jest nam mistrzem i wzorem.
W dniu, w którym czcimy jego pamięć, niech się na nowo rozpalą serca i umysły płomieniem entuzjazmu dla jego osoby.
Przyrzekamy naszemu duchowemu Wodzowi, że zawsze wysoko dzierżyć będziemy sztandar Kościoła i sztandar Narodu.
Przyrzekamy, że sprawa Boża będzie zawsze naszą sprawą, a pożytek i chwała naszej Ojczyzny będzie zawsze naszą synowską troską.
Powtórzmy za nim jego własnymi słowy wyznanie, brzmiące dziś dla nas jak przysięga.
“Pójdziemy z Chrystusem Naród i jego życie,
Pójdziemy na pracę, na czyn osobisty, ukryty i nieznany,
Pójdziemy na wspólne działanie,
Najwyższą zasadą będzie nam miłość Boga i ukochanie Narodu”.

Ks. Ignacy Posadzy - 39 List Okrężny - Vir ecclesiasticus

Carrisimi !

J. Em. bp K. Kowalski powiedział w swej mowie żałobnej ku czci śp. Prymasa Założyciela kard. A. Hlonda, że “… na sercu nieodżałowanego Prymasa Polski widniała niby wspaniały diadem chwała Oblubienicy Chrystusa Króla – Kościoła świętego, że jego serce kochało nade wszystko i zwycięstwo Chrystusa, i męczeństwo Kościoła”.

W istocie całe życie jego to jedna wielka służba dla dobra Kościoła. Największym jego szczęściem było należenie do Kościoła, a realizację jego zadań uważał za swoje szczytne posłannictwo.

Pobożnemu chłopięciu śląskiemu rozszerzyły się horyzonty na znaczenie Kościoła św. w szkole ks. Jana Bosko, który był zawsze entuzjastycznym bojownikiem o sprawę Kościoła Chrystusowego. Tutaj zrodził się jego duch aktywności, jego bezgraniczne ukochanie wszystkich spraw związanych z Kościołem. Tutaj usłyszał młody wychowanek salezjański to piękne określenie, że “Kościół to przedłużenie Chrystusa w czasie i rozciągnięcie Jego misji z Palestyny na cały krąg ziemski”.

Później jako kapłan zdaje sobie zawsze sprawę, że Kościół jako zgromadzenie wiernych zbudowane na elemencie człowieczym, nosi znamiona ludzkiej słabości, bo z ludzi ułomnych i śmiertelnych składa się hierarchia. “Spotykamy w Kościele świętości i grzechy, szczyty i poziomy, męczenników i bohaterów, a zarazem wyznawców przeciętnych i ofiary namiętności”.

Posłannictwo Kościoła

Mimo wszystko wierzy w nieśmiertelne posłannictwo Kościoła, które jest dalszym ciągiem posłannictwa Chrystusa. Widzi w zewnętrznym działaniu Kościoła tylko troskę o zabezpieczenie sobie możliwie prawidłowych warunków działania. Najważniejszą swą pracę i najwydatniejszą funkcję spełnia Kościół w skrytości, w tajnikach sumień.

Wierzy w niezniszczalne siły Kościoła

Mimo pyłów i blizn wieków Kościół trwa czynny i wiecznie młody, zawsze zajęty duszą ludzką, zawsze chętny upadłemu człowiekowi, zawsze troskliwy o pożytkowanie swego duchowego wnętrza i o szkolenie apostolskich szeregów” (list pasterski “Z życia Kościoła Chrystusowego”).

“Kościół nie zawiedzie jako ostatnia, bezwzględnie ostatnia deska ratunku narodów. Nie zgaśnie jako ostatnia latarnia morska w dziejowej burzy. Niby rad, uwolniony ze skorupy ołowiu, snopami energii i światła wyprowadzi ludzkość z ciemnej zgonnej topieli” (homilia o Kościele Chrystusowym).

Duch ofensywy

Często wyraża gorące pragnienie, bu Kościół Boży ożywiał duch ofensywny. “… Zesztywnieliśmy w twardej defensywie ostatniego półtorawiecza. Przyzwyczailiśmy się do nietwórczej pracy w okopach”.

“… Obok sentire cum Ecclesia rozbrzmiewa po świecie wezwanie agere cum Ecclesia. Zapał czynu katolickiego unosi dusze ku twardym trudom apostolskim i ofiarnemu nastawieniu piersi w obronie prawdy” (list pasterski “Z życia Kościoła Chrystusowego”).

Zrozumiałą jest rzeczą, że temu duchowi ofensywy odpowiadać muszą wszystkie najnowsze idee katolicyzmu. “Z myśli Chrystusowej i urządzeń zbawienia Kościół ściera patynę, którą tu, czy tam zaszły”.

Stąd staje się on gorącym zwolennikiem i propagatorem Akcji Katolickiej. Jego entuzjazm dla tej sprawy jest walną przyczyną, że Akcja Katolicka w Polsce swoją organizacją jak również dynamiką była wyjątkowo dobrze postawiona i stawiana na wzór innym krajom.

Duch apostolski

W szeregi laikatu apostolskiego w Polsce tchnął potężnego ducha apostolskiego. Przez krajowe studia katolickie prowadził Kościół w Polsce ku jasnej przyszłości.

W roku 1927 zorganizował w Poznaniu pierwszy Międzynarodowy Kongres Misyjny, na który z całego świata przybyli wybitni działacze misyjni. Odtąd papieskie dzieła misyjne rozwinęły w Polsce ożywioną działalność dla dobra Kościoła.

Przez szereg lat był protektorem Komisji Misyjnej “Pax Romana”, w której uczestniczyli czołowi działacze na rzecz jedności religijnej Słowian w Kościele rzymskokatolickim.
W roku 1937 był kard. Prymas gospodarzem Międzynarodowego Kongresu Tomistycznego, który swoim wysokim poziomem przewyższył wszystkie dotychczasowe kongresy odbyte na ziemiach słowiańskich.

Nie było znaczniejszego kongresu czy zjazdu, w którym by kard. Prymas nie uczestniczył, zapalając gorącym swoim słowem apostolskim do oddania się bez reszty sprawom Kościoła.

Pierwszy Kongres Chrystusa Króla w Poznaniu, w którym uczestniczy jako legat a letere Ojca świętego ma wykazać wielkie niebezpieczeństwo, jakie zagraża Kościołowi ze strony wojującego bezbożnictwa.

Również w czasie okupacji poświęca wszystkie swoje siły w obronie sprawy Kościoła na arenie międzynarodowej.

Po wojnie dokonuje jako legat papieski przeorganizowania życia na Ziemiach Odzyskanych, mianując osobnych administratorów apostolskich. Pod jego opieką całe połacie kraju pogrążone dotychczas w mrokach protestantyzmu opromienia wkrótce blask Kościoła Chrystusowego.

Wielkie osiągnięcia

Prymas Polski z zadowoleniem stwierdza dotychczasowe osiągnięcia Kościoła w Polsce. Tym się jednak nie zadowala. Rozumie dobrze, że to początek tego, co jeszcze musi być zrobione.

“Byłoby zgubnym błędem odurzać się pięknym rozwojem, który się w ostatnich latach w naszym życiu zaznaczył i mniemać, że spełniliśmy lwią część zadania, wobec którego stanął Kościół w Polsce. Tkwimy w początkach dziejowego posłannictwa polskiego katolicyzmu”.

Idzie mu o to, by w Kościele Chrystusowym w Polsce czynniki duchowe i nadprzyrodzone wzięły górę nad zewnętrzną stroną ustrojową.

“I w Polsce musi w łonie Kościoła nastąpić święte wrzenie mistyczne. Dusze muszą zakipieć życiem sakramentalnym, zdobywać pełnię życia wewnętrznego, poddać się twórczemu działaniu Ducha świętego, poróść świętością ewangeliczną”.

Nic dla siebie

Nie szukał nigdy własnych korzyści ani dostojeństw kościelnych. Przeciwnie, kilkakrotnie chciał nawet zrezygnować z zajmowanych stanowisk, gdyby to było z korzyścią dla Kościoła.

Całe swoje życie poświęcił służbie Kościoła. Jemu oddał siebie na przepadłe, aż do zmiażdżenia wszystkich swoich sił, aż do wyczerpania wszystkich zasobów życia.

Żył tylko dla Kościoła. Około sprawy Kościoła obracały się wszystkie jego zainteresowania. Służył mu całą duszą. Swoją energią i życiowym torem utorował drogę do wspaniałej wewnętrznej i zewnętrznej rozbudowy Kościoła w Polsce. Ożywił uśpione energie i niezliczone szeregi działaczy Chrystusowych. Natchnął je płomienną wiarą proroczą w ostateczny triumf Kościoła Chrystusowego. Nic też dziwnego, że pod jego rządami prymasowskimi Kościół Chrystusowy w Polsce przeżywał okres wspaniałego rozkwitu, pogłębienia oraz niebywałej aktywności.

Z myślą o Kościele umiera pogodnie. Poczucie spełnionego obowiązku wobec Kościoła sprawia, że pokój nadziemski rozlewa się po jego twarzy. Może spokojnie wypowiedzieć słowa, streszczające w sobie jego posłannictwo życiowe: “Zawsze pracowałem dla Kościoła św., dla rozszerzenia Królestwa Bożego… Byłem zawsze wiernym synem Kościoła…”.

Żyjemy w czasach przełomowych. W tych czasach szczególniej powinniśmy się odznaczać karnością i miłością dla Matki Kościoła na wzór naszego Założyciela. Winniśmy stanowić z Kościołem jednię mistyczną jako “viri ecclesiastici” w każdym celu. Winniśmy wypełnić, każdy na swym posterunku, jak najsumienniej wszelkie zalecenia Kościoła jako pochodzące od samego Chrystusa.

Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem

(-) ks. I. Posadzy TChr
Poznań, dnia 1 września 1949 r.

Ks. Ignacy Posadzy - 38 List Okrężny - Oboediens factus

Carissimi!

Prymas Założyciel kard. A. Hlond od porannej swej młodości odznacza się karnością i posłuszeństwem. Szczególniejszą zaprawę do tej podstawowej cnoty życia zakonnego i kapłańskiego otrzymuje on w szkole św. Jana Bosko w Valsalice a później w Foglizzo. Posłuszeństwo jego nabiera jeszcze większej karności, kiedy jako 16-letni młodzieniec wiąże się ślubami zakonnymi.

I później w czasie studiów uważa posłuszeństwo za podstawową cnotę życia zakonnego. Żywy jego temperament czyni mu to posłuszeństwo nieraz trudne i wymaga od niego niejednej ofiary. Wzgląd na Chrystusa pozwoli mu jednak przezwyciężyć wszystkie trudności. Z własnego doświadczenia da on później w Ustawach Towarzystwa takie oto wskazanie:

“W duchu cnoty posłuszeństwa będą członkowie spełniali zarządzenia przełożonych z pobudek nadprzyrodzonych i tym chętniej, im większego przezwyciężenia się będą one wymagały” (art. 109 Ustaw).

Jako wychowawca

Kiedy następnie wola przełożonych powołuje go na stanowisko wychowawcy przełożonego, czy to do Oświęcimia, Krakowa, Przemyśla lub Wiednia, zawsze widzi w woli przełożonych wolę Bożą. Z ich ust przyjmuje zawsze wszelkie zarządzenia z poddaniem i radością. Nigdy nie krytykuje tych zarządzeń, mimo że nieraz nie odpowiadają jego upodobaniom. W ich krytyce upatruje bowiem elementy rozkładu, niebezpieczeństwo dla każdej wspólnoty zakonnej.

Z bogatego doświadczenia w tym względzie napisze on kiedyś w Ustawach Towarzystwa:
“Rodzimą cechą posłuszeństwa w Towarzystwie Chrystusowym będzie: >>karny posłuch nawet dla najdrobniejszych przepisów i życzeń przełożonego<<” (art. 110a Ustaw).

“Szemrania i krytyki przełożonych będą członkowie unikali jak zarazy” (art. 111 Ustaw).
Skrupulatnie sam zachowuje ustawy zakonne, a później jako przełożony pilnuje, by ich sumiennie przestrzegano. Uważa bowiem, że ustawy stanowią kodeks życia zakonnego i że “należy je z religijną czcią rozważać i w najdrobniejszych szczegółach sumiennie zachowywać”.

Ordynariusz Górnego Śląska

Z wielką czcią i religijnym posłuszeństwem odnosi się do Ojca Świętego i jego przedstawicieli. Ta synowska cześć dla Ojca świętego młodego prowincjała salezjańskiego w Wiedniu uderzyła niejednokrotnie nuncjusza apostolskiego Achillesa Rattiego, późniejszego Piusa XI, kiedy w Wiedniu go odwiedzał.

Zostawszy później administratorem apostolskim na Górnym Śląsku jeden ze swoich pierwszych listów pasterskich poświęca Ojcu Świętemu.

“Biedni ci wszyscy, którzy papieża nie mają i nie znają. biedni ci heretycy starzy i nowi, którzy mu jego władzy i powagi zazdroszczą, ale jej uznać nie chcą. Biedni ci prawosławni od dawna stęsknieni za jednością Kościoła, za miłościwymi rządami i sercem ojcowskim ustanowionego przez Chrystusa Pasterza. A my, my szczęśliwe dzieci Ojca Świętego otoczmy tron jego sercami i modlitwą. Skupmy się około niego w duchu wiary i miłości, ślubując mu dozgonną wierność i posłuszeństwo”.

Prymas Polski

Zostawszy krótko potem Prymasem i duchowym Wodzem całej katolickiej Polski, w sposób szczególniejszy dba o to, by historyczne powiedzenie “Polonia semper fidelis” zostało w pełni urzeczywistnione. Nie pomija żadnej okazji, by uczyć wiernych i kapłanów tego “sentire cum Ecclesia et cum Papa”.

“Karna i serdeczna zależność Parafii od biskupa łączyć się powinna zwłaszcza z głębokim uczuciem czci, oddania i uległości dla Ojca Świętego, który całemu światu katolickiemu jest wspólnym ojcem a jako następca św. Piotra włada sumieniami całej Chrystusowej owczarni. W łączności z arcybiskupem i w duchowej łączności z Namiestnikiem Chrystusowym nabiorą nasze parafie takiej mocy, że się na nich sprawdzi pochwała św. Pawła dla kościoła Tesaloniczan: “Staliście się naśladowaniem kościołów Bożych” (1 Tes 2,14), (list pasterski “O życiu parafialnym”).

Za tę uległość i wierność Ojciec święty odwzajemnia się swemu wiernemu synowi najtkliwszymi uczuciami sympatii i przyjaźni. Zaledwie kilkanaście dni przed swoją śmiercią, dziękując mu za życzenia świąteczne, pisze jeszcze do niego te słowa:
“Niemałą radością napełniły serce Nasze życzenia, które nam z synowską miłością wyraziłeś listem przesłanym Nam z okazji świąt Narodzenia Pańskiego. Stanowią bowiem one nie tylko dowód Twego wiernego oddania dla Stolicy Apostolskiej, ale wyrażają ponownie ową płomienną troskę, z jaką zapobiegasz o pomyślność powszechnej sprawy katolickiej”.

Gdy po śmierci Piusa XI kard. E. Pacelli obejmuje rządy Kościoła jako nowy Namiestnik Chrystusowy, Kard. Prymas w przeddzień jego koronacji przemawia do Polski z watykańskiej stacji radiowej:
“Tu es Petrus! Piusie XII, jesteś opoką, której ani złość, ani czas nie skruszy. Na tobie wsparł Chrystus wieczność swojej oblubienicy, której nie zmogą żadne potęgi doczesne, żadne “bramy piekielne”, żadne szatańskie zmowy nie przezwyciężą Kościoła ani za Twoich rządów, ani za władania twych wielkich następców”.

A nieco później napisze do swego duchowieństwa:
“Oremus pro Pontifice Pio! Murem stańmy przy Piusie XII, bezbronnym, lecz wierzącym. sercami obwarujmy jego stolicę. Posłannictwo jego i swoje realizujmy mężnie i niestrudzenie na polskim odcinku, który z woli Opatrzności nabiera roli kluczowej pozycji w Królestwie Chrystusowym”.

Na stolicę w Warszawie

Uległość i posłuszeństwo dla Ojca Świętego są dla niego jakimś wewnętrznym nakazem, który pragnie spełnić zawsze chętnie i z największą uległością. Słysząc o pogłoskach, że po śmierci kard. A. Kakowskiego wysuwano go jako jego następcę, powiedział wówczas te słowa:
“Jestem zdecydowany spełnić wolę Ojca świętego – czy mam ustąpić z Poznania czy nawet z Gniezna, z prymasostwa, czy pozostać nawet w stolicy, to nie ode mnie zależy. Prosiłem Ojca świętego, by nie brał żadnych względów na moją osobę, lecz kierował się tylko dobrem Kościoła”.

Gdy w roku 1946 niespodziewanie Ojciec Święty przenosi go na stolicę warszawską, to nominacja ta oznacza dla niego ofiary. Chodzi więc po swym gabinecie z różańcem w ręku i dziesiątki razy powtarza “Fiat, fiat”. Przyjmuje jednak tę decyzję Ojca świętego jako wyraz woli Bożej, choć drży na myśl o tym nowym swym zadaniu.

“Uświadomiłem sobie, że ta Warszawa, którą mi Bóg jako mistyczną oblubienicę wyznacza, to jakieś wielkie zadanie, największe posłannictwo mego życia, zapowiedź czegoś ogromnego, co tu w sercu Rzeczypospolitej mam spełnić i przeżyć…”.

Usque ad mortem

Gdy rozpoczęła się jego ostatnia choroba, która maila zakończyć się śmiercią, kazał zawiadomić Ojca świętego o stanie swego zdrowia.

Pod koniec swego życia wypowiada owe Pawłowe: “Bonu certamen certavi tymi słowy:
“Zawsze pracowałem dla Kościoła św., dla rozszerzania Królestwa Bożego, dla Polski, dla dobra narodu polskiego. Byłem zawsze wiernym synem Kościoła św. i sumiennie wypełniałem zlecenia Ojca świętego, bo widziałem w nim następcę Chrystusa na ziemi”.

A już konając, zaledwie kilka minut przed odejściem z tego świata, wydaje takie oto ostatnie polecenie:
“proszę powiedzieć Ojcu świętemu, że mu byłem zawsze wierny”.

I my, chrystusowcy, bądźmy papiescy do szpiku kości. Wszak jesteśmy jego żołnierzami. Kochajmy Namiestnika Chrystusowego “odnosząc się do jego osoby w duchu wiary z najgłębszą czcią, z synowską miłością i głębokim oddaniem”.
“Bezwarunkowa karność wewnętrzna w duchu wiary” ma być po myśli naszego Założyciela charakterystyczną cechą ducha Towarzystwa i głównym elementem budowania przez nas Królestwa Bożego.

Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem

(-) ksiądz I. Posadzy TChr
Kudowa, dnia 1 lipca 1949 r.

Ks. Ignacy Posadzy - 37 List Okrężny

W służbie Króla Miłości

Carissimi!
Wśród różnorakich wizji św. Jana Bosko jedną z najpiękniejszych jest wizja o dwóch kolumnach. Św. Jan Bosko patrząc w przyszłość czasów widzi chwile ciężkich zmagań Kościoła św. W pewnym momencie wydaje się, że łódź Piotrowa, miotana wichrami przeciwności, zatonie. Wtem z odmętów morskich wyłaniają się dwie kolumny. na jednej z nich wznosi się Niepokalanie Poczęta z napisem: “Auxilium Christianorum”. Nad drugą kolumną widnieje Przenajświętsza Hostia, a nad nią błyszczy napis: “Salus credentium”. Łódź Piotrowa, oparłszy się o dwie kolumny, wychodzi zwycięsko z burzy i rozgramia nieprzyjaciół. Ta wizja była przedmiotem częstych rozważań duchowych synów św. Jana Bosko. Żadną też z wizji wielkiego założyciela salezjanów nie zapadła tak głęboka do duszy młodego Augusta, co wyżej wspomniana. Zrozumiał on, że w życiu zbiorowym jak i osobistym kult Matki Najświętszej oraz Eucharystii, są główną podstawą utrwalenia pobożności.

Pastor Eucharisticus

Wyświęcony na kapłana, w swych egzortach nawołuje młodzież do częstej Komunii św. oraz do pielęgnowania życia eucharystycznego.
Zostawszy administratorem apostolskim na Śląsku, diecezjanom swoim wskazuje Eucharystię jako źródło mocy w trudnościach i przeciwnościach tego życia.
“pożądaniem pożądałem pożywać tę Paschę z wami. Wielkim pragnieniem pragnąłem dla Śląska tej biesiady i dziś ją wam zostawiam wzywając do niej wszystkich. Wszyscy do niej zasiądźcie i nakarmcie się Barankiem Bożym i Jego duchem, a w mocy Jego chodźcie przez wszystkie dni żywota swojego” (”O życiu katolickim na Śląsku”).
Później, jako Prymas Polski czyni to samo w swoich przemówieniach, orędziach i listach pasterskich:
“Bez życia eucharystycznego katolicyzm jest płytki i jałowy. Więcej, aniżeli koło obrazów i ołtarzy, skupić się powinna parafia z proboszczem naokoło tabernakulum. Eucharystia winna stać się częstym, codziennym pokarmem dusz… Godzina Święta, straż honorowa, w ogóle cześć Najświętszego serca Jezusowego powinny wymieśc z naszego życia religijnego resztki zastoju i ospałości” (list pasterski “O życiu parafialnym”, 1933).
Wielką wagę przywiązuje do erekcji kaplicy Wieczystej Adoracji w Poznaniu. Przy tej okazji mówi m.in.:
“W tej kaplicy na inne prywatne i publiczne intencje nie zaniechajmy nigdy westchnienia “Przyjdź Królestwo Twoje”. By Królestwo boże mogło zapanować, trzeba sobie uświadomić, że bez życia eucharystycznego nie ma Królestwa Bożego w duszach, a bez Królestwa Bożego w duszach, nie zbudujemy Królestwa Bożego w świecie”.
Gorliwy o chwałę Najświętszego Sakramentu, zastrzegł sobie konsekrację kościołów w swych archidiecezjach. W związku z tym zachowuje w przededniu konsekracji przepisane posty. Nie bacząc na pogodę odprawia wszystkie długie i nużące ceremonie z wielką dokładnością.

Najświętsza Ofiara

Wychodzi z założenia, że Najświętsza Ofiara winna być słońcem kapłana i zdrojem, z którego wierni czerpać winni potrzebne łaski.
“W parafiach o natężonym życiu nadprzyrodzonym jakież znamienne a zarazem wzruszające jest skupienie się parafian naokoło proboszcza w czasie Ofiary Mszy św.! Nie w roli widzów, niemych świadków, bezmyślnych uczestników i przygodnych słuchaczy: “są” na Mszy świętej. W takiej parafii wierni znają układ Mszy świętej, zdają sobie sprawę z poszczególnych jej treści, łączą się z kapłanem, z jego modlitwami i intencjami, biorą głęboki udział w obrzędach i przeżywają je” (list past. “O życiu parafialnym”, 1933).
Mszę św. odprawiał codziennie. Toteż gdy choroba nie pozwalała na odprawianie Mszy św., odczuwał to zawsze głęboko. Tak samo kiedy Gestapo trzymając w areszcie w Paryżu, uniemożliwiało mu sprawowanie Najświętszej Ofiary.
Do każdej Mszy św. przygotowywał się starannie. Odprawiał rozmyślanie i specjalne modlitwy przed Mszą św. Po Mszy św. pozostawał przez dłuższy czas w serdecznej adoracji Jezusa, Króla Miłości.

Misja eucharystyczna Towarzystwa

Poleca też Towarzystwu, by szczególniejszy nacisk kładło wśród swoich członków na ukochanie Najświętszej Ofiary i na rozszerzanie jej kultu. W tym celu zamieszcza w Ustawach osobny artykuł, określający w tym względzie specyficzne zadanie Towarzystwa:
“poza tym będą członkowie Towarzystwa słowem i piórem szerzyli wszędzie znajomość Mszy świętej w tym celu, by wierni przejęci znaczeniem i wielkością Najświętszej Ofiary, uczestniczyli w niej możliwie codziennie i z największą korzyścią” (art. 3 Ustaw):
Pius XI, inicjator Towarzystwa, dowiedziawszy się o tym szczególnym zadaniu Towarzystwa, wypowiedział na audiencji do jednego z naszych kapłanów te znamienne słowa:
“Podoba mi się ta piękna i mądra inicjatywa kardynała A. Hlonda. Radujemy się z tego niezmiernie i błogosławimy temu posłannictwu. Wierzymy, że realizacja tego posłannictwa zleje obfitość łaski na nowe zgromadzenie”.
Kongresy eucharystyczne
Z największą pieczołowitością przygotowuje I Krajowy Kongres Eucharystyczny w Poznaniu. Chętnie wybiera się na Międzynarodowe Kongresy Eucharystyczne do Kartaginy, Dublina, Buenos Aires i Budapesztu.
A już za największy zaszczyt uważa sobie to, że Ojciec święty zleca mu zastępstwo na Krajowym Kongresie Eucharystycznym w Lublanie w charakterze papieskiego legata. Żeby jak najlepiej trafić do serc zebranych tam tłumów, przygotowuje starannie swe przemówienie i wygłasza je w języku słoweńskim:
“…Nigdy nie powinien się skończyć wasz Kongres Chrystusem. Nie powinno być kresu waszemu z Chrystusem spotkaniu. Nie rozstawajcie się z Nim. Trzeba z Jezusem pozostać i przy Nim wytrwać. Nie powinna się rozsypywać ta procesja eucharystyczna, w której tworzyliście razem wielką monstrancję, niosącą żywego Jezusa. Nieście go dalej po rynkach i zaułkach życia, w czystości swego serca i ciała”.

Przy Sercu Bożym

Prymas Założyciel był zawsze gorącym czcicielem Serca Bożego. Dlatego był też zawsze gorącym zwolennikiem poświęcenia się rodzin Bożemu Sercu. Po wojnie dążył do tego, by cała Polska, poszczególne diecezje i parafie poświęciły się Sercu Bożemu.
Z Serca Bożego Ks. Prymas czerpał siłę, która go uzdolniła do czynów, którymi zadziwił kraj i zagranicę.
Skąd sercu Prymasa Augusta Hlonda przyszła moc duszowładna, co przywiązała ku niemu miliony serc w kraju i na szlakach wychodźstwa? Płynęła ona z Boskiego Serca Jezusowego. Jemu to zgasł Książe Kościoła od najwcześniejszej młodości zbudował w sercu swoim tron chwały i czujnej miłości. Konieczność i pożyteczność Jego czci w Polsce najlepiej rozumiał. Toteż miłowanie Boskiego Serca przelewało się z serca Prymasa na naród i Rzeczypospolitą i doprowadziło ją aż do progu poświęcenia się Polski nieskończenie miłosiernemu Sercu Boskiego Zbawiciela” (z mowy żałobnej bpa K. Kowalskiego)

Ostatnia Komunia

W ostatniej chorobie pragnie pouczyć wiernych, czym jest Eucharystia w ostatnich chwilach życia ludzkiego. Przed operacją mówi do obecnych:
“Jutro w procesji będzie przyniesiony Pan Jezus, aby pokazać ludziom, że ich Arcybiskup ma być zaopatrzony ostatnimi sakramentami, żeby sami nie lękali się ich przyjmować”.
Tak dziwnie się złożyło, że trumna z jego zwłokami została złożona na wieczny spoczynek we wschodniej ścianie kaplicy Najświętszego Sakramentu warszawskiej katedry.
Śp. Prymas Założyciel polecił nam zwracać szczególniejszą uwagę na “głębokie życie eucharystyczne”, na “należyte zrozumienie i pielęgnowanie kultu Najświętszego Serca Jezusowego” (art. 119 Ustaw).
Wypełnijmy jego testament. Eucharystia użyźni wszystkie nasze prace, a cierpienia i ofiary opromieni blaskiem chwały Chrystusowej!
Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem

(-) ks. I. Posadzy TChr
Poznań, dnia 1 czerwca 1949 r.

Ks. Ignacy Posadzy - 36 List Okrężny

Sługa Maryi

Carissimi!
Śp. Założyciel ks. A. Hlond maił serdeczne nabożeństwa do Matki Najświętszej. Był on przekonany głęboko o tym, że miłość ku Matce Najświętszej jest nieodłączna od miłości Syna Bożego. Od najmłodszych lat nabożeństwo do Matki Najświętszej było dla niego jakimś szczęśliwym przeżywaniem tajemnic religijnych.
Pogłębienie jego serdecznej czułej miłości do Matki Najświętszej nastąpiło później w dalekiej Italii, w zakonnej atmosferze, przepojonej duchem św. Jana Bosko. Tę wielką cześć do Matki Najświętszej, Wspomożycielki Wiernych pozostawił bowiem św. Jan Bosko w testamencie swoim synom duchowym. Toteż gorące nabożeństwo do Matki Najświętszej staje się główną osią wszystkich jego poczynań i zarazem tajemnicą wspaniałych osiągnięć Wielkiego Prymasa.

Bezgraniczna miłość

Miłość jego do Matki Najświętszej nie zna granic. We wszystkich swoich listach pasterskich, naukach i konferencjach zawsze do Niej nawiązuje i ma imię Jej na ustach.
Poprzez burze wieków prowadzi Kościół Najświętsza Maryja Panna. Im groźniejsze fale miotają łódź Piotrową, tym jaśniej błyszczy na horyzoncie wiary Gwiazda Morza. Tulmy się do niej. Niech nas krzepi duchem Wieczernika. Niech nam ześle triumfy Leptana. Niech nam zgoruje Wiedeń dwudziestego wieku. Niech jako Wspomożycielka Wiernych powiedzie do zwycięstwa nad bezbożnictwem i niewiarą zbrojnych duchem rycerzy Chrystusowych”.
Jego bezgraniczne ukochanie Matki Najświętszej sprawia, że z radosną gotowością koronuje Jej cudowne obrazy, uczestniczy w uroczystościach Maryjnych. Z niezwykłą gorliwością zabiega w Stolicy Apostolskiej o ogłoszenie dogmatu Wniebowzięcia i Wszechpośrednictwa Matki Bożej.
W szczególniejszy sposób ukochał Częstochowę, tę widomą stolicę Królowej Korony Polskiej. Często tam wstępuje, by się modlić przed Jej cudownym obrazem. Do Częstochowy zwołuje najczęściej zjazdy biskupów, zakonników, zakonnic. Tu prowadzi rekolekcje dla kapłanów. Tu pod Jej macierzyńską opieką odbywa się z jego inicjatywy pierwszy polski Synod Plenarny.

Królowa Wychodźstwa

W Ustawach Towarzystwa zaleca, by członkowie szczególną uwagę zwracali “na głęboką synowską miłość i cześć dla Matki Najświętszej” (§ 64 d).
Kandydatom przystępującym do profesji kładzie w usta słowa: “…Do ufności pobudza nas nasza Niebieska Pani, która nas tu sprowadziła, a której opiece polecamy wszystkie dni naszego życia zakonnego” (Obrzęd profesji).
Z radością aprobuje osobne wezwanie do “Królowej Wychodźstwa Polskiego” i obdarza je odpustem.
Gdy dowiedział się o zamiarze postawienia w Potulicach figurki pomnika ku czci Królowej Wychodźstwa Polskiego, uradował się tym bardzo. Sam podawał projekty figury i przyrzekł przyjechać na uroczystość poświęcenia.

W Lourdes

Serdeczne nabożeństwo do Matki Najświętszej zawiodło go w czasie wojny do Lourdes, Jej ziemskiej stolicy łaski.
Pewnego dnia ks. dr B. Filipiak, jego ówczesny kapelan, zauważył w grocie pewnego polskiego masona ofiarującego Matce Bożej dużą święcę. Opowiedział o tym Ks. Prymasowi. Na to Prymas uśmiechnął się radośnie i wypowiedział te słowa: “Ona potrafi”. W Lourdes Kard. Prymas często powtarza:
“Przyjdą czasy, gdy Bóg w ręce swej Matki złoży na pewien czas atrybut swej wszechpotęgi”. Tak mógł mówić tylko człowiek wierzący niezachwianie w potęgę Jej wstawiennictwa.

Wielki triumf

W wielkopostnym liście pasterskim o panowanie ducha Bożego w Polsce, z 1946 roku, w którym zapowiada poświęcenie się narodu polskiego Niepokalanemu Sercu Matki Najświętszej, pisze:
“Przywiązujemy wielką wagę do uroczystego oddania się narodu Niepokalanej Dziewicy… Nie wątpimy, że nowe Maryjne śluby narodu polskiego oraz miłość i opieka Niepokalanego Serca naszej Królowej będą utwierdzeniem ładu Bożego w Rzeczypospolitej, jeżeli sami wierną miłością Boga i Niebieskiej Królowej natchniemy polskie życie”.
W pamiętnym dniu 8 września 1946 r. Przygotowuje ks. Prymas swej Niebieskiej Hetmance jeden z największych triumfów. Na Jasnej Górze, w obliczu wielomilionowej rzeszy pielgrzymów, składa u stóp Niepokalanego Serca Maryi wszystkie polskie serca. Było to wydarzenie, jakiego nie pamiętają dzieje naszej Ojczyzny.

Apostoł różańca

Coraz więcej nawołuje ks. Prymas do odmawiania różańca. Od zarania swego życia odmawiał ku czci Matki Najświętszej codziennie różaniec. Wszak taki był chwalebny zwyczaj w domu jego ojca, kolejarza śląskiego.
W późniejszym życiu odmawiał Prymas Założyciel codziennie trzy części różańca. I przesuwały się w rękach prymasowskich różańcowe paciorki – rano, kiedy brzask dzienny rozpraszał ciemności nocy. tajemnice radosne były wówczas przedmiotem jego kontemplacji. I znalazła się koronka Maryjna w jego ręce po południu, po załatwianiu męczących spraw urzędowych i po nużących, niekończących się audiencjach. Wówczas tajemnice bolesne napełniały jego serce gorącą zadumą. I jeszcze wieczorem, kiedy miał spocząć w cieniu skrzydeł Opatrzności Bożej, usta jego szeptały różańcowe zdrowaśki, duch jego, zagłębiając się w tajemnice chwalebne, duch jego wyrywał się ku tej, którą Bóg ukoronował na Królową nieba i ziemi.
Odbywając ostatnie wizytacje pasterskie, wygłasza płomienne przemówienia, których główną treścią jest nawoływanie do ukochania Matki Najświętszej i do odmawiania różańca.
“Cóż by to był za Prymas Polski, który by wam nie mówił o Matce Bożej, który by was nie zachęcał do odmawiania koronki ku Jej czci?”
Z okazji pielgrzymki Polaków z Westfalii do cudownego obrazu Matki Bożej w Neviges w 1948 roku, przesyła na ręce ks. W. Mrozowskiego list, który kończy słowami:
“Uświęcajcie swe dusze, z różańcem w ręku wypraszajcie lepsze jutro światu. Wszystkim uczestnikom życzę obfitych łask Bożych, szczególnie Matki Najświętszej, Królowej Polski”.
Był to jego ostatni list, skierowany do ukochanych braci na obczyźnie.
W czasie choroby
W czasie ostatniej choroby wzywa często pomocy Matki Najświętszej. Pije podaną mu wodę z Lourdes, dodając te słowa: “Bardzo chętnie się napiję, bo tylko Matuchna Boża może mnie uzdrowić”. Gdy bóle w ciągu choroby wzrastają, pije tę wodę z wielką ufnością kilkakrotnie, powtarzając raz po raz: “Tylko Matka Najświętsza może mi pomóc”.
Zachęca obecnych do pracy apostolskiej pod opieką Matki Najświętszej:
“Pracujcie pod opieką Matki Bożej…! Zwycięstwo, gdy nadejdzie, będzie zwycięstwem Matki Najświętszej”.
W dniu 22 października, dwie godziny przed swoją śmiercią, odzywa się do lekarza: “Dzisiaj jest 22 października, dzień Matki Boskiej szczęśliwej śmierci… Beati qui in Domino moriuntur”.
Za serce sobie okazane Matka Najświętsza wypłaciła się swemu słudze potęgą swego macierzyńskiego Serca. Stała mu się Hetmanką czasu żywota i nagrodą wielką w wieczności.

Idźmy za przykładem naszego Założyciela! Kochajmy Maryję, naśladujmy Jej cnoty! Rozszerzajmy Jej kult na ambonie, w konfesjonale, przy każdej sposobności. Bądźmy apostołami modlitwy różańcowej. Spełnijmy jego zalecenie, które brzmi jakby uroczyste wezwanie z zaświata.
“Na drogę swych posłannictw zabierzcie różaniec i niech was otacza opieką ta Zwycięska pani, która także za dni naszych ściera swą dziewiczą stopą głowę węża kuśiciela”.

Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem
(-) ks. I. Posadzy TChr
Poznań, dnia 1 maja 1949 r.

Ks. Ignacy Posadzy - 35 List Okrężny

Ubogi duchem

Carissimi!
Ubóstwo pojmował nasz świętej pamięci Założyciel, kardynał August Hlond jako postawę życia zakonnego, jako punkt wyjścia do wyższej doskonałości. Dając osobiście porywający przykład tej cnoty, określał bliżej jej istotę. W tej myśli pisał w paragrafie 41 Ustaw:
“Profesi będą się doskonalili w praktyce cnoty ubóstwa, która zasadzać się będzie na ukochaniu krzyża i umartwienia, na zupełnym oderwaniu serc od ziemskich dóbr i przywiązań, na wyrzeczeniu się próżności światowej i wygód osobistych, i na wspólnej trosce o dobro Towarzystwa”.

Miłość krzyża

“Ukochanie krzyża i umartwienia”? Przyjmował on i kochał wszystkie krzyże jako zesłane miłościwą ręką Ojca Niebieskiego. Tak było, gdy w zakładach salezjańskich znosił niedostatek i braki w mieszkaniu, w pożywieniu i odzieży. Tak było później, gdy przyobleczony w purpurę kardynalską, z heroiczną cierpliwością znosił wszelkie przykrości związane ze swym urzędem.

Oderwanie serca

“Zupełne oderwanie serca od ziemskich dóbr i przywiązań”? Nie było duszy bardziej bezinteresownej i oderwanej od dóbr ziemskich jak nasz Założyciel. Gdy otrzymał nominację na administratora apostolskiego na Górnym Śląsku, miał bieliznę tak zniszczoną, że trzeba było ją na nowo kompletować. Przeniósłszy się później jako Prymas Polski do Poznania, nie pozwolił się olśnić blaskiem salonów prymasowskich. Tolerował wykwint i przepych tylko ze względów reprezentacyjnych.
Gdy po wojnie wrócił znów do Poznania, zajmował zwykłe mieszkanie kanonika. Na wiosnę brał nożyce do ręki, obcinał pędy winogradu, wykonywał inne zajęcia w ogrodzie.
Gdy otrzymał nominację na stolicę warszawską, oświadczył zgromadzonej kapitule zaraz na wstępie, że przez rok ani grosza nie weźmie z diecezji.
“Jestem zakonnikiem, mało mam potrzeb” – powiedział wówczas”.
Wyrzeczenie zupełne
“Wyrzeczenie się próżności światowych i wygód osobistych?” Nie imponowała mu pompa światowa, którą uważał za marność i zwodniczą pokusę. Ubierał się skromnie. Raz tylko pozwolił sobie wziąść miarę na sutannę. Przy następnych zamówieniach oświadczł krawcowi, który chciał przyjść z przymiarką:
“Tylko żadnej przymiarki! Kto tam będzie się interesował tym, jak skrojona jest moja sutanna?”.
“Należy przestrzegać ubóstwa w mieszkaniu, nie zdobiąc go kosztownymi rzeczami” (§ 38 i).
Jego pokój sypialny tchnął ubóstwem zakonnym. Proste łóżko żelazne, zwykła szafa do rzeczy, stolik i dwa krzesełka, stanowiły całe jego umeblowanie.
“Nie wolno używać przedmiotów zbytkowych, złotych” (§ 38 j). To co wydał dla nas jako przepis, praktykował osobiście. Nosił zwyczajny niklowy zegarek, który otrzymał kiedyś za czasów kleryckich.
Ożywiony duchem ubóstwa ograniczał jak najbardziej swoje potrzeby. Nigdy nie używał jedwabnej, kosztownej bielizny.
Stół jego był skromny. Służba wiedziała, że kardynał zadawala się potrawą prostą i skromną.

Hojna dłoń

Pieniądze uważał jedynie za środek do wspierania potrzeb ludzkich. Nie lubił ich brać do ręki. Pieniądze leżały na koncie w banku. Konto to jednak było przeważnie puste. Z przyjemnością podpisywał czeki, rozdając pieniądze na wszystkie strony. Z hojności jego korzystali studenci, inteligenci niezamożni, ubodzy. Nie było zbiórki publicznej, której by nie zasiliła hojna dłoń prymasowska.
W początkach istnienia Towarzystwa rozprzedawaliśmy niektóre zbiory przywiezione z Brazylii. Były tam m.in. skóry źle wyprawione, których nikt nie chciał kupić. Na wiadomość o tym Kard. Prymas kupił skóry i kazał sobie z nich uszyć futro, dodając z uśmiechem:
“Dla mnie będzie dobre, wystarczające…”.
Był chojnym dla swego otoczenia i służby. Interesował się ich potrzebami i chętnie im zaradzał. Uważał sobie za obowiązek, by niczego im nie brakowało.
Przemawiając do duchowieństwa, często nawiązywał do ducha ewangelicznego ubóstwa. Przestrzegał przed gromadzeniem pieniędzy.
“Przeglądam – mawiał – nieraz dzieje moich poprzedników na stolicy prymasowskiej. Mieli oni majątki, latyfundia, z których czerpali dochody. Zebrany majątek zapisywali zazwyczaj swoim rodzinom. I pytam się, gdzie się podziały fortuny Poniatowskich, Krasickich, Łubieńskich czy innych? Zostały zaprzepaszczone i zmarnowane, bo brakło błogosławieństwa Bożego”.
Mówiąc o ubóstwie kapłana nawiązywał do słów Pisma św.:
“Biada kapłanowi, który nie pomny na obietnice Boże, okaże się chciwym zysku szkaradnego” (Tt 1,7). Często też mawiał, że kapłan chciwiec staje w jednym szeregu z zaciętymi wrogami Kościoła.

Obrońca uciśnionych

Używał słów natchnionych, gdy stawał w obronie ubogich. “Zdajemy w obliczu wieków egzamin ze swej etyki i sumienia wobec nędzy, która miliony zamęcza w strasznym ucisku. Dziś już rozumiemy, że dotknęła nas powszechna klęska elementarna, a bezrobotni i bezdomni są jej ofiarami. Czy daliśmy i dajemy ile powinniśmy? Czy ten legion biedaków tak miłujemy i tak traktujemy jak siebie samych? Daleko nam do tego” (list pasterski “Katolickie zasady moralne”).
“Nie pozwolimy na to, by w Polsce ktoś głodował. Nie dopuszczajmy się tego, by w Polsce ktoś zimą marzł. A przede wszystkim nie obarczajmy się odpowiedzialnością za to, że w swobodnej Ojczyźnie polskie dziecko żyje wśród nas w nędzy i niedostatku. Wsparcie biednego dziecka to cześć dla polskiej przyszłości. Szczęście, które z naszej dobroci zabłyśnie w jego oku, przekształci się kiedyś w twórczą dumę narodową. Jutrzejsza zbiórka na gwiazdkę dla dzieci bezrobotnych, to jakby wnoszenie do skarbca narodowego klejnotów, które kiedyś w chwilach wielkich i trudnych realizować będzie ku swojej obronie i potędze nieśmiertelna Rzeczpospolita” (przemówienie radiowe 3 XII 1938 r.).

U progu wieczności

W czasie swej ostatniej choroby powiedział do siostry:
“Byłem kardynałem, a żyłem jak zakonnik”.
Na zapytanie czy zapisuje coś swej rodzinie, odrzekł:
“Rodzina moja jest liczna, zacna i uczciwa, bo pracuje sama na siebie i nie korzystała za życia z łaski Kardynała. Niechaj i nadal tak będzie”.
Po pewnym czsie rzekł:
“Niczego mi nie żal. Do nikogo i niczego się nie przywiązywałem, więc z radością odchodzę”.

Za Chrystusem

Co było główną pobudką jego duch ubóstwa? Pobudki, którymi sam się kierował i które przedstawił członkom Towarzystwa, streścił w § 43 Ustaw:
“Członkowie pobudzać się będą do doskonalszej praktyki ślubu i cnoty ubóstwa, pamiętając, że idąc za głosem powołania Bożego, wstąpili do Towarzystwa nie po to, by mieć dostatek, wygody, a w chorobie możność kosztownych kuracji, lecz po to, by z Chrystusem żyć w ubóstwie i zaparciu siebie.
Duchem ofiary i ubóstwa stać będzie Towarzystwo; samolubstwo, wygody i bogactwo sprowadziły by na nie kary Boże i upadek”.
Te słowa niech będą nam zachętą, a zarazem groźnym memento zza grobu naszego Założyciela, którego życie ubogie i umartwione było bezustannym hymnem pochwalnym, wyśpiewanym na cześć Boga-Człowieka.

Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem

(-) ks. I. Posadzy TChr
Poznań, dnia 1 kwietnia 1949 r.

Ks. Ignacy Posadzy - 34 List Okrężny

Duch ofiary Założyciela

Carissimi!
Życie naszej śp. Założyciela przepojone było duchem ofiary. Od zarania swego życia unikał wszystkiego, co tchnęło zmysłowością i zbytkiem. Wyniósł zresztą tę zasadę z domu rodzicielskiego. Wszak w domu kolejarza śląskiego nie było znane dogadzanie sobie, próżniactwo, czy inne objawy zmysłowości.
Przeniósłwszy się później do Włoch, spotkał się z niejedną okazją do wyrzeczenia się. Wszak w zakładach salezjańskich panowała bieda. Uczniów przybywało, lecz dochody się nie zwiększały. Toteż często, jak sam opowiadał, kawałek suchego chleba musiał wystarczyć na śniadanie. Wówczas to młody August oraz inni chłopcy zbierali się pod pompą, by w wodzie rozmiękczyć twardy, suchy chleb.

Tytan pracy

W pewnym arystokratycznym gronie francuskim zapytano kiedyś Kard. Prymasa: “A jakie były tradycje przodków Waszej Eminencji?” Na to padła następująca odpowiedź: “tradycje moich przodków były bardzo proste: modlitwa i praca”.
Był to zresztą testament duchowy księdza Bosko, który obok głębokiego życia wewnętrznego, tak wysoko stawiał pracę, pojętą w duchu ofiary. Wszak umierając wypowiedział on te znamienne słowa: “lavoro, lavoro – pracy, pracy”.
Ten testament Założyciela salezjanów realizował bezwzględnie nasz Założyciel. Był prawdziwym tytanem pracy pojmując ją jako swe szczytne posłannictwo apostolskie. Pracę i obowiązek stawiał zawsze na pierwszym miejscu.
Gdy po kilkuletnim pobycie za granicą przybył do Oświęcimia, przyjechała na powitanie jego matka. Wielkie to szczęście, gdy po długiej rozłące mogła uścisnąć swego syna, przyodzianego już w suknię kapłańską. Po krótkiej jednak pogawędce rozlega się głos dzwonka. Syn żegna się z matką oświadczając jej, że ma dyżur, a nie ma zastępcy.

W duchu pokuty

Pracę pojmował jako ulubione umartwienie i pokutę. To swoje wysokie pojęcie o pracy pragnął przekazać naszemu Towarzystwu. W tym celu pisał:
“Towarzystwo nie nakłada swym członkom szczególnych postów i pokut zewnętrznych. Ulubioną i stałą pokutą członków powinna być bezwzględna wierność dla ducha Towarzystwa i nacechowana poświęceniem, praca dla jego posłannictwa” (§ 15 Ustaw).
Każdą wolną chwilę wyzyskiwał dla pracy. W tym celu wstawał wczesnym rankiem, tak jak się kiedyś tego nauczył w zakonie. Kładł się do snu późnym wieczorem. Nigdy nie spał po obiedzie uważając to za stratę cennego czasu.
Od 1946 roku wstawał godzinę wcześniej, by mieć więcej czasu na pracę. Często też powtarzał: “jakby to było dobrze, gdyby dzień miał 48 godzin”.

Konieczność ofiary

Na konieczność ducha ofiary wskazywał nasz Założyciel w swych gorących przemówieniach i listach do nas pisanych:
“Chodzi mi o ducha ofiary – wołał do nas z przejęciem – nie przyszliście tu po wygody, przyjemności i po zaszczyty. Nie można niczego wielkiego dokonać dla Boga bez ofiary. I ja jestem zakonnikiem. Zgromadzenie, do którego należę, choć młode, jest bardzo prężne. Jest moim głębokim przekonaniem, że jeśli Bóg szczególnie temu Zgromadzeniu błogosławi, to za jego ducha ofiary”.
“Ofiara… Jeśli ją zrozumieliście, to zrozumieliście cel naszej Golgoty, ku której wiedzie nas dłoń Opatrzności na skonanie i chwilę Zmartwychwstania”.
Będąc w Rzymie i poświęcając Bogu Towarzystwo, modli się dla niego o ducha żarliwości i ofiary.
“Na grobach Apostołów modliłem się o ducha apostolskiego dla członków Towarzystwa, o pełne i wyłączne oddanie się zadaniom jego, o taki żar gorliwości, iżby spalił wszystko to, co samolubne w jakimkolwiek znaczeniu, a miłość Bożą bez granic uszlachetnił i spotęgował wszystko to, co jest pierwiastkiem szlachetnym i łaski Bożej porywem ku doskonałości i ofiary z siebie”.
To co sądził o duchu ofiary i co osobiście praktykował, przelał na papier w naszych Ustawach.
Już § 27. odnoszący się do kandydatów wstępujących do nowicjatu, nakłada na nowicjuszów obowiązek starania się o to, by “…pokochać posłannictwo Towarzystwa i w duchu apostolskim zapragnąć ofiary z siebie dla zbawienia dusz polskich na wychodźstwie”.
W czasie składania profesji każe się zwracać do kandydatów tymi słowy: “Nie odmawiajcie Bogu żadnej ofiary, a on w duszach waszych działać będzie cuda swego miłosierdzia i swej łaski”.
Jeśli określał charakterystycznego ducha Towarzystwa
(§ 8 Ustaw) to miał i siebie na myśli. Wszystko to sam wpierw wypraktykował.
“Bezgraniczne ukochanie sprawy Bożej”
Poświęcił siebie tej sprawie bez granic. Na jego specjalną ofiarną służbę dla sprawy Bożej patrzały różne zakłady salezjańskie, którym przewodził. Gdy Ojciec świety włożył na jego skroń mitrę biskupią, a później, gdy mu powierzył hetmaństwo narodu, to odpowiedzialny ten urząd nie dawał mu spokoju, dopóty nie wyczerpał wszystkich zasobów jego ofiarnego żywota.
“Żądza ofiary z siebie i radosne poświęcenie sił, wygód i życia dla dobra dusz”.
“Da mihi animas, caetera tolle” było przecież jego dewizą życiową. “Kto zgłębi – pisał w Orędziu wielkopostnym o życiu parafialnym – tę moją troskę o wszystkie kościoły? Przygniata mnie ona ciężarem odpowiedzialności. Niepokojem wrosła mi w duszę: przerywa modlitwy, wypełnia rozmyślanie. Dręczy w rachunku sumienia…”

Pogoda Ducha

Wszystkie ofiary ponosi z największą pogodą ducha. Zawsze jest radosny. Jego uśmiech nie opuszcza go nawet w chwilach największych boleści.
Bóg nie szczędził mu najrozmaitszych cierpień fizycznych. Przypomnieć należy choćby owe “fantastyczne migreny” trapiące go nieraz po kilka razy w miesiącu. Mimo wszystko nie przerywał swej pracy. Przychodzącym na audiencję ukazywał się pogodny, z czarującym uśmiechem na ustach.
Uczył on nas tej sztuki “radosnego poświęcenia sił”, uważając ją jako nieodzowny przymiot chrześcijańskiego ducha ofiary.
“Wystrzegajcie się ponurości – przypominał nam często. Radość i wesele niech was nigdy nie opuszczają! Będziecie przecież pracować wśród ludzi, którzy ciężkie wiodą życie. Macie im zanieść radość życia, macie ich pocieszać i uszczęśliwiać. Świętość wasza niech będzie pogodna, jasna, radosna”.
“Nie róbcie z siebie nigdy męczenników. Ból swój powierzcie Bogu, a ludziom okazujcie zawsze oblicze pogodne”.

Heroizm ofiary

Heroizm naszego Założyciela budował wszystkich, zwłaszcza, gdy spoczął na łożu śmiertelnym. Setki zabiegów uciążliwych i bolesnych przyjmował z anielską cierpliwością tak, jakby to była drobnostka.
Po śmierci jeszcze z trumny swą przedziwną pogodą na zastygłym obliczu podnosił na duchu, porywał tam, kędy świecą zorze wiekuistej chwały. Toteż jeden z lekarzy na widok cierpień swego dostojnego pacjenta, wzruszony jego dobrocią i uśmiechem, a potem patrząc na pogodny uśmiech na zastygłej twarzy, oświadczył: “Ja muszę odtąd być innym człowiekiem. Ja nie mogę żyć tak, jak dotychczas”.
“Duch ofiary płynie z miłości Boga”
Te słowa podpisał nasz Założyciel pod jednym ze swych portretów, darowanych do Potulic. Istotnie – płomienna miłość Boga była tajemnicą jego heroicznego ducha ofiary.
Idąc za wskazaniami i przykładem naszego Założyciela, poświęcajmy się dla sprawy Bożej bez reszty. Poświęcajmy się jednak z miłością. Jeśli codzienne życie nasze nie uświęciło nas dotąd, to nie dlatego, że nie było w nim okazji do ofiar. Ofiarom tym jednak brakowało miłości, która rodzi piękno, zasługę i owocność dzieł. Chrystus króluje przez swój krzyż, który objął z miłością. Niechaj krzyż ofiary i pracy przyjęty przez nas z miłości, będzie orężem naszego zwycięstwa i chwały”.

Z serdecznym pozdrowieniem i błogosławieństwem

(-) ks. I. Posadzy TChr
Poznań, dnia 1 marca 1949 r.